Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Czeski Krumlow. Róża na krzywej łące

  • Pin It
Katarzyna Dędek
31.05.2010 , aktualizacja: 28.05.2010 12:37
A A A Drukuj
Mijają nas damy dworu, unosząc falbaniaste suknie. Za nimi, pobrzękując zbrojami stąpają rycerze...

Fot. Jacenty Dędek
Fot. Jacenty Dędek
Fot. Jacenty Dędek
Co roku w połowie czerwca mieszkańcy Czeskiego Krumlowa (Cesky Krumlov) przychodzą całymi rodzinami na stare miasto w strojach z minionych epok, by wziąć udział w festiwalu Slavnosti p'tilisté r že, upamiętniającym założenie miasta, którego symbolem jest czerwona pięciopłatkowa róża. Na pomysł wpadli w drugiej połowie XIX w. Schwarzenbergowie, ówcześni właściciele zamku górującego nad miastem. Po II wojnie światowej zamek znacjonalizowano i nie organizowano już święta upamiętniającego (bądź co bądź) system feudalny. Slavnosti p'tilisté r že wróciły dopiero po 1989 r.

***

Czeski Krumlow, 15-tysięczne miasteczko na południowo-zachodnim krańcu Czech, jest drugim po Pradze najczęściej odwiedzanym miejscem w kraju. Krzywe, kolorowe kamieniczki o czerwonych spiczastych dachach wyglądają pociesznie. Stoją, przyklejone do siebie, grubsze i chudsze, wyższe i niższe, jak pogodna ilustracja do bajki. Kręte, brukowane uliczki mają jeszcze wyraźne wgłębienia po płynących niegdyś rynsztokach. A przy uliczkach przytulne pensjonaty, galerie, knajpki, tajemnicze zaułki, a pomiędzy nimi wije się Wełtawa. Na skalistym wzgórzu rozpościera się potężne zamczysko z niedorzecznie kolorową okrągłą wieżą.

Nazwa miasta pochodzi od łacińskiego castrum Crumnau lub staroniemieckiego Crumbenowe, czyli krzywej łąki. Istotnie, gdy spojrzymy z zamkowej wieży, to leżące w zakolu Wełtawy stare miasto wygląda jak nieregularna polana. W 1992 r. cały zespół miejski wraz z kompleksem zamkowym znalazł się na liście UNESCO.

Wstępu do otoczonego murem grodu strzegło dziewięć bram, ale w XIX w. rozebrano te, które wymagały remontu - pozostała tylko najmłodsza, Budziejowicka, z lat 1598-1602.

Wchodzimy nią do miasta. Stąd do Wełtawy prowadzi ul. Latran (to także nazwa całej dzielnicy, dawnego podgrodzia). Im głębiej wchodzimy, tym bardziej narasta ruch i gwar. Widać sporo straganów rozstawionych specjalnie na święto. Po kilku minutach docieramy przed czerwoną bramę, główne wejście na zamek (są jeszcze dwa inne). Tłok niemiłosierny! Między zamkową apteką a ul. Klásterni, wiodącą do klasztoru Minorytów, ustawiono metalowe bramki, które podczas Slavnosti strzegą wejścia do grodu.

Nim dam sobie założyć na rękę papierową bransoletę zastępującą bilet wstępu (200 koron), udajemy się na zamkowe dziedzińce. Na pierwszym rozłożył się okolicznościowy jarmark. Drewniane stragany pełne są oryginalnej ceramiki, wyrobów z lnu, słodkich pierników, biżuterii i innego rękodzieła. Rzemieślnicy demonstrują swoje umiejętności: na oczach widzów powstają drewniane zabawki, kolorowe kubeczki, graweruje się szkło, a kowal wyrabia metalowe ozdoby. Ścisk i gwar. Wokół fontanny przy skocznych dźwiękach zespołu Krless tancerki El Raks Sael dają pokaz tańca brzucha.

Po zwiedzeniu zamku, m.in. rokokowej kaplicy św. Jerzego, sali balowej z malowidłami Josefa Lederera, barokowego teatru (jeden z dwóch na świecie obok szwedzkiego Drottningholm zachowany w całości), najlepiej byłoby odpocząć w parku, ale zanim zaczną się Slavnosti, chcemy obejrzeć miasto.

***

Festiwalowy Krumlov jest tłoczny i gwarny. Uliczkami płynie rzeka ludzi: muzykanci, damy dworu, pokojówki, rycerze, rzemieślnicy i turyści. Co chwila naszą uwagę odwraca kolejna postać w stroju z epoki. W pobliżu schodów zamkowych upajająco pachnie trdelnik, gruby rulon z drożdżowego ciasta wypiekany na ogniu i posypany cukrem.

Zanim dotarliśmy do drewnianego Lazebnickiego Mostu, odwiedziliśmy pracownię ze sprośnymi rzeźbami i muzeum marionetek w dawnym kościele św. Joszta. Już od ponad 200 lat nie pełni funkcji sakralnych - sekularyzowano go za czasów reform Józefa II i przerobiono na budynek mieszkalny. Przy moście Lazebnickim na skarpie stoi niepozorny budynek, w którym niegdyś mieściła się łaźnia miejska, a dziś znajduje się restauracja Lazebna. W Krumlowie prawie każdy budynek ma swoje tajemnice czy legendy, jednak w domu przy ul. Latrán 1 na początku XVII w. naprawdę wydarzyła się tragiczna historia miłosna (zanotowana przez zamkowego archiwistę). W Markecie, jednej z córek cyrulika Zygmunta Pichlera, zakochał się chory umysłowo don Julius d'Austria, nieślubny syn cesarza Rudolfa II Habsburskiego. Dziewczyna, namówiona przez matkę, zamieszkała z nim na zamku. Którejś nocy szalony kochanek pchnął ją nożem i wyrzucił z okna komnaty. Uratował ją upadek na stertę śmieci. Gdy don Julius dowiedział się, że przeżyła, zażądał jej powrotu. Ponieważ się opierała, uwięził jej ojca. Marketa powróciła na zamek, a po upojnej nocy z 18 na 19 lutego 1608 r. szaleniec zamordował ją i poćwiartował zwłoki. Za tę zbrodnię mieszczanie winili jednak matkę dziewczyny i zażądali, by Pichlerowie opuścili miasto. Jeszcze do II wojny światowej na zewnętrznej elewacji dawnej łaźni widniał wizerunek pięknej Markety, który uległ zniszczeniu przy remoncie elewacji.

Nieduży plac Namesti Svornosti, centrum starego miasta, cały jest zastawiony świątecznymi straganami, sceną i ławkami. Dominującym elementem jest barokowa kolumna morowa z początku XVIII w. zwieńczona rzeźbą Marii Panny Immaculaty i ozdobiona figurami świętych. Otaczające rynek kształtne kamieniczki to w większości luksusowe hotele, pensjonaty i restauracje. Ratusz nie wyróżnia się z otoczenia - powstał z połączenia dwóch kamienic w północnej pierzei rynku. Na parterze mieści się biuro informacji turystycznej, a w piwnicach muzeum tortur.

Pierwszym budynkiem w średniowiecznym mieście, który dostosowano do nowej renesansowej mody, była Kaplanka (ul. Horni 159), czyli plebania przy kościele św. Wita (łatwo ją rozpoznać po narożnym wykuszu i podpierającym go spiralnym półsłupie). Kościół, konsekrowany w 1439 r., powstał na miejscu dużo starszej świątyni. Dziś jego gotycką sylwetkę zdobi strzelista wieża, ale na starych widokach miasta widać wieńczącą go kopułę.

Nieco dalej, przy tej samej ulicy stoi rząd dwupiętrowych renesansowych kamienic, gdzie mieszkali i prowadzili bursę jezuici, sprowadzeni tu w 1588 r. Dziś mieści się w nich hotel R že, najbardziej luksusowy w mieście.

Z drugiej strony rynku przy ul. Sirokiej w dawnym browarze urządzono Galerię Sztuki Współczesnej im. Egona Schielego. Pobyt tego wiedeńskiego ekspresjonisty i ucznia Klimta w rodzinnym mieście matki trwał tylko rok (1911 r.). Jego kubistyczne obrazy Krumlowa osiągają na aukcjach niebotyczne sumy, podobnie jak portrety roznegliżowanych dziewcząt, które malował w miejscach publicznych, za co oburzeni mieszczanie kazali mu wynieść się z miasta.

Zwiedzanie przerywa nam wielobarwny pochód. Słychać werble, pojawiają się rycerze na koniach. Po trzymanych w dłoniach proporcach z wizerunkami pięciopłatkowej róży rozpoznaję pięciu synów Vitka. Za nimi maszerują gwardziści pod bronią, dalej - pieszo, konno, w powozach - dostojnicy i dwór, według chronologii: od Vitkovców, przez Rozmberków, Eggenbergów, po Schwarzenbergów. Przy okazji obserwuję, jak zmieniała się dworska moda kobieca - od dość skromnych ubiorów średniowiecznych, po obfite kreacje renesansu i frywolne z epoki rokoka. Te ostatnie wyróżniają piętrowe misterne peruki z piórkami, suknie spłaszczone z przodu i tyłu, rozbudowane po bokach. Najbardziej podobają mi się kobiety, których głowy zdobią heniny, średniowieczne nakrycia głowy w kształcie spiczastego lub ściętego walca z welonem. Mężczyźni paradują w rajtuzach i w pludrach (krótkie, bufiaste spodenki). Co kilka minut krótki postój, by wszyscy mogli nacieszyć się ich widokiem. Pochód zmierza do dawnych ogrodów dworskich na tyłach browaru Eggenberg, gdzie odbywa się właściwe Święto Pięciopłatkowej Róży. Kulminacyjnym punktem jest inscenizacja podziału ziem przez Vitka z Prcic. Tak jak na obrazie Antonina Streera z 1742 r. (kopia na zamku), praojciec Vitek daje każdemu synowi, na znak jedności, herb z pięciopłatkową różą. Najstarszemu, Jind ichowi (osiadłemu na zamku Jind ich v Hradec) - złotą różę na niebieskim polu, do nieślubnego Sezima trafi czarna róża w złotym polu, Vitek z Klokot (pan na zamkach w T eboniu i Landštejnie) dostanie srebrną różę na czerwonym tle, niebieska róża w złotym polu to znak Vitka ze Stráže, zaś Vitek Starszy, związany z krumlowskimi i rożemberskimi posiadłościami otrzyma czerwoną różę na białym tle. Dzisiaj synowie Vitka pojawiają się na koniach, ale bez swoich rycerzy, a zanim otrzymają swoje herby, muszą wykazać się trudną sztuką posługiwania się kopią. Gdy przychodzi do wręczania znaku czerwonej rożemberskiej róży, entuzjazm udziela się wszystkim. Cieszą się całe pokolenia właścicieli krumlowskiego zamku zasiadające na specjalnych trybunach i zebrani na błoniach mieszkańcy i turyści.

Kogo nie zainteresuje dalsza część turnieju rycerskiego, pokazy tańca dworskiego lub połykacze ognia, może trafić na jeden z licznych koncertów, pokazy teatrów ulicznych lub zajadać się kiełbaską z rusztu popijaną eggenberskim piwem.

Wieczorem kolejna atrakcja - przemarsz barwnego korowodu z pochodniami i pokaz sztucznych ogni. Zabawa na ulicach miasta potrwa do rana...

W sieci

www.ckrumlov.info

www.zamek-ceskykrumlov.eu

www.visitceskykrumlov.cz

www.czecot.com

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku