Indie - pokochaj albo wyjeżdżaj!
24.05.2010
, aktualizacja: 26.05.2010 14:10
Serce zostało w... Indiach. To kraj, który budzi skrajne uczucia, a im krócej tam jesteśmy, tym są one silniejsze. Albo się Indie kocha, albo nienawidzi - to wiedzą wszyscy
ZOBACZ TAKŻE
- Indie. Błękitne Wzgórza w Tamil Nadu (21-03-11, 06:00)
- Indie nieturystyczne. Parkala (28-02-11, 06:00)
- Indie. Święta z jogą w klasztorze w Kerali (10-01-11, 14:00)
- Hanna Pyrzyńska, malarka i rysowniczka (21-06-10, 13:10)
- Wojciech Śmieja, literaturoznawca, miłośnik podróży i podróżopisania (14-06-10, 07:00)
- Joanna Olech, autorka i ilustratorka książek dla dzieci i młodzieży (31-05-10, 11:00)
- Indie. Święto Świateł w Waranasi (25-10-10, 06:00)
Trzeba do nich podchodzić trzeźwo i pamiętać, że to kraj większy od Europy i niezwykle zróżnicowany: kulturowo, etnicznie, nawet klimatycznie. Gdy w Kaszmirze leży śnieg, w Bombaju jest gorąco i wilgotno. Mieszkańcy północy (stany Asam, Manipur, Bengal) mają lekko skośne oczy, południe zaś zamieszkuje pierwotna ludność drawidyjska o bardzo ciemnej karnacji i klasycznych rysach. Co stan, to inne kolory ubiorów, biżuteria, język. Każdy znajdzie tu coś dla siebie: budowle pamiętające czasy Wielkich Mogołów i hinduskie kolorowe kowile (świątynie), klasyczne teatry tańca Bharatanatiam i Katakali... Ale nie da się tego poznać w dwa tygodnie, jakby chcieli niektórzy turyści.
Zetknąłem się również ze światem tamtejszego kina, ale obracałem się nie w kręgach bollywoodzkiej rozrywki, lecz w środowisku twórców porównywalnych z naszym Zanussim czy Wajdą. Inteligencja naśmiewa się z tworów Bollywoodu, ale chętnie owe superprodukcje ogląda, a trwają one nawet po pięć godzin.
Tęsknię za...
indyjskim jedzeniem, ale nie tym restauracyjnym, z typowym curry i tandoori chicken, tylko prawdziwym, domowym. Takim, jakie podają w moim ulubionym pensjonacie w mieście Waranasi. Domowa kuchnia jest bardzo prosta, najczęściej wegetariańska (mówię tu o kuchni hinduskiej, nie muzułmańskiej), królują w niej przeróżne sosy. Osobno podawany jest ryż i chleb - nadziewany serem albo nasączony klarowanym masłem ghi.
Z Indii przywożę zawsze masalę - mieszankę przypraw - która ma mnóstwo odmian. Jest masala do mięs, do ziemniaków, do dalu (przysmak z soczewicy)... Ja kupuję zazwyczaj tę do herbaty (na bazie imbiru, chili, pieprzu i gałki muszkatołowej - rewelacyjna na zimę!) oraz do mleka (kardamon, imbir, cynamon, goździki).
W Warszawie, gdy zbyt długo nie odwiedzam Indii, ratuje mnie sklep Little India przy Domaniewskiej, prowadzony przez małżeństwo Polki i Hindusa. Mają nawet świeże warzywa (m.in. okrę), banany do pieczenia, pyszne ciasteczka i świetne gotowe dania w tekturowych pudełkach (zawartość zanurza się we wrzątku i gotowe).
Lubię też...
Egipt. W Kairze spędziłem rok na stypendium (studiowałem egiptologię). Mieszkałem na wyspie Gezira w dzielnicy Zamalek. Minęło tyle lat, a wcale się nie zmieniła: te same wąskie uliczki, knajpki, urocze kamienice - przed każdą stoi prasowacz, sprzedawca słodkich ziemniaków i bałab, czyli dozorca. Też takiego bałaba miałem, w upalne noce spał przed domem na materacu, a raz wyłożył się nawet na masce samochodu.
Nie lubiłem, gdy zaczepiano mnie na ulicy i łamaną angielszczyzną zadawano pytanie: "Where you from?". Denerwowało mnie to, że Egipcjanie zawsze mylili Poland z Holand. Znajomy Amerykanin nie rozumiał tej irytacji: - Przecież oni, niezależnie, skąd pochodzisz, i tak zawsze powiedzą: "Nice country" - tłumaczył. I poradził, żebym następnym razem odpowiedział "Guess" (zgadnij). Tak też zrobiłem. Gdy usłyszałem nieśmiertelne: "Where you from?", odparłem: - Guess. - What? - spytał zdziwiony Egipcjanin. - Guess - powtórzyłem. - Hmm, Guess? Guess? - powtarzał. - Nice country!
Do Egiptu jeżdżę co roku, by zobaczyć się z przyjaciółmi. Nigdy nie zaglądam do Sharm El Sheikh. Dwadzieścia lat temu stał tam jeden hotel, na pustym wybrzeżu Beduini rozstawiali namioty, można było tam zanocować, usmażyć rybę na ognisku. A rafa koralowa? Dziś to gołoborze zniszczone przez masową turystykę, a wszyscy tak się nią zachwycają! Nie jeżdżę też do Luksoru w konwojach. Wybieram pociąg, drugą klasę i zawsze poznaję ciekawych ludzi, zaś mijane stacyjki wyglądają jak przeniesione z kart "W pustyni i w puszczy" Sienkiewicza.
Polecam koptyjskie świątynie z ich niezwykłą atmosferą. Lubię słuchać śpiewu mnichów i przyglądać się koptyjskiej liturgii, która odprawiana jest w starym języku faraonów. No i jeszcze oazy: Siwa (odwiedzała ją królowa Kleopatra) i pomniejsze, jak Kharga, Dakhla, Baharijra, w których żyją ludzie jeszcze nie zepsuci przez "przemysł" turystyczny.
Z wypraw przywożę...
ubrania. Z Indii długie kurty a la galabije, koszule i czuridar - spodnie pumpy zwężane w kostce i łydce. Mam białe, czarne i kremowe, przy najbliższej okazji kupię niebieskie, bo właśnie mi się porwały. Chodzę w nich głównie po domu, ale wkładam też czasem i w Indiach albo i na Bliskim Wschodzie, kiedy idę np. odwiedzić meczet, do którego nie zaglądają turyści. W mojej szafie wiszą też wyjściowe ciuchy z jedwabiu przypominające nasze szlacheckie kontusze. Przywożę również obrazy - mam dzieła artystów z Azerbejdżanu, współczesne malarstwo brazylijskie, kazachskie kolaże i kolekcję prac ze szkoły tanzańskiego malarza prymitywisty Tinga Tinga.
Wymarzony cel podróży...
Kocham słońce, nie cierpię chmur, dlatego najchętniej udaję się w podróż do krajów zwrotnikowych.
Jarosław Kret - prezenter pogody, w TVP Info prowadzi program podróżniczy "Planeta według Kreta", członek The Explorers Club, autor albumów fotograficznych "Moja Ziemia Święta", "Ziemia Święta", "Madagaskar" oraz książek: "Kret na pogodę" i "Moje Indie"
Zetknąłem się również ze światem tamtejszego kina, ale obracałem się nie w kręgach bollywoodzkiej rozrywki, lecz w środowisku twórców porównywalnych z naszym Zanussim czy Wajdą. Inteligencja naśmiewa się z tworów Bollywoodu, ale chętnie owe superprodukcje ogląda, a trwają one nawet po pięć godzin.
Tęsknię za...
indyjskim jedzeniem, ale nie tym restauracyjnym, z typowym curry i tandoori chicken, tylko prawdziwym, domowym. Takim, jakie podają w moim ulubionym pensjonacie w mieście Waranasi. Domowa kuchnia jest bardzo prosta, najczęściej wegetariańska (mówię tu o kuchni hinduskiej, nie muzułmańskiej), królują w niej przeróżne sosy. Osobno podawany jest ryż i chleb - nadziewany serem albo nasączony klarowanym masłem ghi.
Z Indii przywożę zawsze masalę - mieszankę przypraw - która ma mnóstwo odmian. Jest masala do mięs, do ziemniaków, do dalu (przysmak z soczewicy)... Ja kupuję zazwyczaj tę do herbaty (na bazie imbiru, chili, pieprzu i gałki muszkatołowej - rewelacyjna na zimę!) oraz do mleka (kardamon, imbir, cynamon, goździki).
W Warszawie, gdy zbyt długo nie odwiedzam Indii, ratuje mnie sklep Little India przy Domaniewskiej, prowadzony przez małżeństwo Polki i Hindusa. Mają nawet świeże warzywa (m.in. okrę), banany do pieczenia, pyszne ciasteczka i świetne gotowe dania w tekturowych pudełkach (zawartość zanurza się we wrzątku i gotowe).
Lubię też...
Egipt. W Kairze spędziłem rok na stypendium (studiowałem egiptologię). Mieszkałem na wyspie Gezira w dzielnicy Zamalek. Minęło tyle lat, a wcale się nie zmieniła: te same wąskie uliczki, knajpki, urocze kamienice - przed każdą stoi prasowacz, sprzedawca słodkich ziemniaków i bałab, czyli dozorca. Też takiego bałaba miałem, w upalne noce spał przed domem na materacu, a raz wyłożył się nawet na masce samochodu.
Nie lubiłem, gdy zaczepiano mnie na ulicy i łamaną angielszczyzną zadawano pytanie: "Where you from?". Denerwowało mnie to, że Egipcjanie zawsze mylili Poland z Holand. Znajomy Amerykanin nie rozumiał tej irytacji: - Przecież oni, niezależnie, skąd pochodzisz, i tak zawsze powiedzą: "Nice country" - tłumaczył. I poradził, żebym następnym razem odpowiedział "Guess" (zgadnij). Tak też zrobiłem. Gdy usłyszałem nieśmiertelne: "Where you from?", odparłem: - Guess. - What? - spytał zdziwiony Egipcjanin. - Guess - powtórzyłem. - Hmm, Guess? Guess? - powtarzał. - Nice country!
Do Egiptu jeżdżę co roku, by zobaczyć się z przyjaciółmi. Nigdy nie zaglądam do Sharm El Sheikh. Dwadzieścia lat temu stał tam jeden hotel, na pustym wybrzeżu Beduini rozstawiali namioty, można było tam zanocować, usmażyć rybę na ognisku. A rafa koralowa? Dziś to gołoborze zniszczone przez masową turystykę, a wszyscy tak się nią zachwycają! Nie jeżdżę też do Luksoru w konwojach. Wybieram pociąg, drugą klasę i zawsze poznaję ciekawych ludzi, zaś mijane stacyjki wyglądają jak przeniesione z kart "W pustyni i w puszczy" Sienkiewicza.
Polecam koptyjskie świątynie z ich niezwykłą atmosferą. Lubię słuchać śpiewu mnichów i przyglądać się koptyjskiej liturgii, która odprawiana jest w starym języku faraonów. No i jeszcze oazy: Siwa (odwiedzała ją królowa Kleopatra) i pomniejsze, jak Kharga, Dakhla, Baharijra, w których żyją ludzie jeszcze nie zepsuci przez "przemysł" turystyczny.
Z wypraw przywożę...
ubrania. Z Indii długie kurty a la galabije, koszule i czuridar - spodnie pumpy zwężane w kostce i łydce. Mam białe, czarne i kremowe, przy najbliższej okazji kupię niebieskie, bo właśnie mi się porwały. Chodzę w nich głównie po domu, ale wkładam też czasem i w Indiach albo i na Bliskim Wschodzie, kiedy idę np. odwiedzić meczet, do którego nie zaglądają turyści. W mojej szafie wiszą też wyjściowe ciuchy z jedwabiu przypominające nasze szlacheckie kontusze. Przywożę również obrazy - mam dzieła artystów z Azerbejdżanu, współczesne malarstwo brazylijskie, kazachskie kolaże i kolekcję prac ze szkoły tanzańskiego malarza prymitywisty Tinga Tinga.
Wymarzony cel podróży...
Kocham słońce, nie cierpię chmur, dlatego najchętniej udaję się w podróż do krajów zwrotnikowych.
Jarosław Kret - prezenter pogody, w TVP Info prowadzi program podróżniczy "Planeta według Kreta", członek The Explorers Club, autor albumów fotograficznych "Moja Ziemia Święta", "Ziemia Święta", "Madagaskar" oraz książek: "Kret na pogodę" i "Moje Indie"
-
Re: Indie - pokochaj albo wyjeżdżaj!
12adam12345
29.08.10, 14:42
Ja pokochałem»
-
Indie - pokochaj albo wyjeżdżaj!
greenbabe
17.09.10, 20:36
Ja pokochałam Indie:) byłam w zeszłym roku, zakupiłam sobie przewodnik: www.travelco.pl/Poludniowe_Indie_Przewodnik_Lonely_Planet_South_India_9781741791556-582.html i mam nadzieję że przyda »
-
Re: Indie - pokochaj albo wyjeżdżaj!
fredoo
22.11.10, 13:29
Trafne stwierdzenie. Indie to inny swiat sam dla siebie. Tam trzeba pobyć a i tak trudno zrozumieć. Taka turystyka z biurem podróży nie daje żadnego wyobrażenia.»
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl

















