Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Polska dla seniorów. Podlasie autostopem - to jest to!

  • Pin It
Maciej Mastalski
17.05.2010 , aktualizacja: 13.05.2010 16:23
A A A Drukuj
Na emeryturze można - i trzeba! - realizować młodzieńcze marzenia
Bohaterowie tekstu pod dworkiem w Białowieży
Fot. Archiwum Macieja Mastalskiego
Bohaterowie tekstu pod dworkiem w Białowieży
Gdzie byliśmy? Najdalej na południu - w Drohiczynie, na północy - w Goniądzu (twierdza Osowiec), na wschodzie - w Białowieży, na zachodzie - w Tykocinie. Ponadto odwiedziliśmy: Siemiatycze, Grabarkę, Bielsk Podlaski, Orlą, Hajnówkę, Białystok, Supraśl.

***

Pełni niepokoju wyszliśmy rano na szosę w Drohiczynie. Ruch niewielki, samochody nas ignorowały. Wreszcie zatrzymał się wielki tir. Pierwsza poważna próba - czy moja żona (ma wszczepione dwie endoprotezy) wdrapie się do wysokiej szoferki? Weszła - łatwo i sama. Jedziemy! Okazało się, że czekaliśmy niespełna 10 minut i tylko nasze nerwy wydłużały ten czas. Nabraliśmy pewności siebie, i słusznie. Poza jednym wyjątkiem, kiedy na wylotówce z Białegostoku staliśmy godzinę, wszędzie czekaliśmy najwyżej 10 minut. Najczęściej zabierały nas busy towarowe z dwoma miejscami obok kierowcy. Mniej więcej połowa kierowców to byli młodzi ludzie. Zawsze nawiązywała się serdeczna, ciekawa rozmowa. Bywało, że kierowcy nadkładali drogi, by nas podrzucić na miejsce. Informację, że podróżujemy wyłącznie autostopem przyjmowali ze zdziwieniem, graniczącym z niedowierzaniem, z podziwem, a nawet zazdrością. Raz zatrzymał się samochód prowadzony przez starszą panią, która przeprosiła, że nie może nas zabrać, bo jedzie tylko na koniec wsi! Tacy tam są ludzie!

Zwiedzanie dało czasem w kość. Nawet w niewielkich miejscowościach obiekty, które chcieliśmy koniecznie zobaczyć, były często porozrzucane i sporo trzeba się było nachodzić. Trudno opisać wszystko, co widzieliśmy. Piękno podlaskich rzek, które płyną nieuregulowanymi korytami wśród zieleni, szuwarów, krzewów. Albo dostojny, pierwotny Bug - o jego sile i możliwościach świadczą starorzecza wskazujące, że to on wybiera bieg swego pozornie leniwego nurtu.

A lasy? Puszcza Knyszyńska, że o Białowieskiej nie wspomnę? A rozległe, ciągnące się po horyzont, płaskie jak stół pola i łąki? Co chwila stawaliśmy zauroczeni jakimś zakątkiem.

Jak opisać piękno barokowych kościołów Drohiczyna czy Siemiatycz? Białe budowle na tle błękitnego nieba. Powiecie: kicz. Nieprawda. Genialni budowniczowie zadbali o to, by nie popaść w styl makatek z jeleniem. To piękno zaklęte w kamień i cegłę.

Wiele zabytków sakralnych (i nie tylko) odnawianych jest z funduszy UE, np. klasztor pofranciszkański i mieszczące się w nim Podlaskie Centrum Dialogu w Drohiczynie czy królewski zamek w Tykocinie.

Cerkwie to odrębna część naszej włóczęgi. Od przycupniętych gdzieś na cmentarzach kapliczek, po wspaniałe, monumentalne budowle. Cebulaste hełmy wież i wieżyczek, przepych złoconych ikonostasów, carskie wrota, przez które nie wolno przestąpić kobiecie, zapach kadzideł i świec ofiarnych... Ikony świętych, ich oczy, które patrzą tak mądrze, z powagą. To oczy ludzi, którzy WIEDZĄ, ich spojrzenie przenika na wylot.

Nie wolno też zapomnieć o zabytkach pozostawionych przez Żydów, którym za czasów carskich wolno było osiedlać się na Podlasiu. Mało ich tu obecnie mieszka, ale synagoga w Orli (w remoncie) i muzeum judaistyczne w Wielkiej Synagodze w Tykocinie robią wrażenie swoją monumentalną, charakterystyczną architekturą. W Tykocinie natknęliśmy się na wycieczkę młodzieży z Izraela. Nie rozumieliśmy, co z szaloną ekspresją i bardzo głośno opowiadał im przewodnik. Nagle zaczął śpiewać, młodzi razem z nim i spontanicznie zaczęli tańczyć w kręgu. We wnętrzu synagogi, pełnym pamiątek po ich pradziadach, było to coś niezwykłego.

***

Nie zabraliśmy ze sobą map i przewodników. Stosowaliśmy sposób na lokalny samorząd. W urzędzie miasta lub gminy szukaliśmy promocji regionu i za darmo dostawaliśmy mapki, plany miast i foldery (wyjątkiem był Tykocin, gdzie zapłaciliśmy 6 zł). A jeśli chcieliśmy coś wiedzieć o całym regionie, szliśmy do starostwa powiatowego - efekt jak wyżej.

A gdzie w Polsce można spotkać miejscowość, do której autobus PKS-u jeździ raz w tygodniu!? Tylko na Podlasiu! Ta miejscowość to Grabarka koło Siemiatycz - autobus kursuje tylko w czwartki, bo w Siemiatyczach jest w tym dniu targ. Grabarka - prawosławna Częstochowa, Święta Góra! Za górę to ona może uchodzić na Podlasiu - to pagórek porośnięty lasem, z niewielką drewnianą cerkwią na szczycie, pieczołowicie odnowioną po pożarze. Wokół ponad 1500 prawosławnych krzyży, nowiutkich i całkowicie zbutwiałych. Małych, które może nieść dziecko, i olbrzymich, niesionych w procesji przez grupę wiernych. Każdy krzyż to ofiarowanie Bogu swoich spraw, zmartwień, próśb i zobowiązań. Wokół rośnie kilka bardzo wysokich, starych sosen, mocno pochylonych w kierunku świętego miejsca. Chronią je? Chcą być jak najbliżej Boga? Każdy zobaczy to, co zechce. U stóp góry kapliczka z ujęciem wody ze świętego źródła. Podobno ma cudowne właściwości lecznicze, wiem jedno - jest bardzo smaczna. Nie sposób dojechać tam stopem, więc nie chcąc czekać do czwartku, pojechaliśmy taksówką za 50 zł - tanio, biorąc pod uwagę odległość.

***

Do Białegostoku dojechaliśmy PKS-em. Dwa razy ulewny deszcz spędził nas z pobocza szosy i trzeci raz już nie wyszliśmy na drogę (był to jedyny deszczowy dzień w czasie naszej włóczęgi). Pierwsze wrażenie, niestety, negatywne. Dworzec PKS-u, jego cuchnące podziemne przejście, okolica usiana budami z kebabem i zapiekankami. Brzydko! Wyremontowany dworzec PKP poprawia to pierwsze wrażenie. Po raz kolejny sprawdza się stara prawda, że pierwsze wrażenie bywa mylne. Białystok to piękne, czyste miasto ze specyficzną atmosferą. Ulica Lipowa, Rynek, pałac Branickich z francuskim ogrodem i sporo zabytków, cerkwie (np. katedra św. Mikołaja), kościoły, pałacyk USC, muzea. Tylko kto wpadł na pomysł, by na przełomie XIX i XX w. do pięknego barokowego kościółka dobudować potężny, brzydki neogotycki?

Trafiliśmy na niedzielny jarmark pod ratuszem. Sprzedawano tam co prawda jakąś cepelię, ale długie kolejki gromadziły się przy kramach z pieczywem, wędlinami i serami. Kupiliśmy czosnkowy i pęto suchej kiełbasy, którą trzeba kroić superostrym nożem na cieniutkie plasterki. A placki ziemniaczane smażone przez młodego Litwina, z którym dogadywaliśmy się na migi? Co za smak! Klękajcie narody! A gdzie, jak nie w Białymstoku, na plac przed kościołem można wjechać z poziomu ulicy windą na wysokość ok. dwóch pięter? Spędziliśmy tu cztery noce, w dzień udając się miejskimi autobusami (świetna komunikacja!) na szosy wylotowe i dalej autostopem, m.in. do Tykocina i Supraśla. Na taką decyzję spory wpływ miały bardzo tanie (23 zł od osoby) noclegi w hotelu młodzieżowym przy ul. Piłsudskiego.

Z noclegami nie było kłopotu, z wyjątkiem Hajnówki, gdzie długo szukaliśmy czegoś na naszą kieszeń (jakiś dowcipniś zamieścił w internecie adres kwatery prywatnej, pod którym znajdował się... urząd skarbowy). Ostatecznie znaleźliśmy coś w Domu Nauczyciela, choć budynek i jego wyposażenie przypominały epokę późnego Gomułki.

Na koniec włóczęgi mogliśmy sobie zafundować elegancki nocleg w hoteliku nad Biebrzą, z pięknym widokiem z okna. Zwłaszcza o wschodzie słońca, kiedy nad mokradłami pojawiały się różowiejące mgły.

Z wyjątkiem deszczu, o którym wspomniałem, pogoda była piękna. Pod koniec wędrówki oplątywały nas nitki babiego lata. Na polach kopciły stosiki naci ziemniaczanej, a przydrożne drzewa zaczynały rudzieć.

Choć zwiedziliśmy piękną część Polski, czasem mieliśmy wrażenie przebywania za granicą. Nie z powodu charakterystycznej, śpiewnej mowy (łapałem się na tym, że mimowolnie ją naśladuję). To inny kraj, mieszanka religijna i narodowościowa, inna mentalność, inne krajobrazy, inna architektura. Kraj piękny, gościnny, wspaniały.

***

Nieomal wszyscy podwożący nas podkreślali, że skłonił ich do tego widok pary starszych ludzi z małymi, ale wypchanymi plecakami i chlebakami i niepełnosprawność mojej żony. W ten oto sposób nasza słabość stała się naszą siłą! Nie ukrywam, że wyjeżdżając z domu, mieliśmy sporo obaw, jak sobie poradzimy. Wszystko poszło świetnie! Napędzani pozytywnym stresem przeżyliśmy cudowną przygodę!

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku