Piękne miasta Hiszpanii. Viva Segovia!

Objawiła mi się znienacka: najpierw czubki wież późnogotyckiej katedry sterczące ponad złocistymi pagórkami ściernisk (był schyłek lata), podczas gdy reszta miasta kryła się gdzieś niżej. Po chwili wyłonił się alkazar - zamek jak z bajki, kryty łupkiem, z dziesiątkami wieżyczek o szpicach cieniutkich niczym zatemperowane ołówki. Według legendy założył ją prawnuk Noego, zaś akwedukt jest dziełem samego diabła
Objawiła mi się znienacka: najpierw czubki wież późnogotyckiej katedry sterczące ponad złocistymi pagórkami ściernisk (był schyłek lata), podczas gdy reszta miasta kryła się gdzieś niżej. Po chwili wyłonił się alkazar - zamek jak z bajki, kryty łupkiem, z dziesiątkami wieżyczek o szpicach cieniutkich niczym zatemperowane ołówki. Wznosił się na czubku malowniczej skały - u jej podnóża łączyły swe wody Eresma i Clamores. Po chwili przekroczyliśmy imponującą kamienną bramę i... wylądowaliśmy na zielonej łące, tuż obok romańskiego kościoła Vera Cruz i sąsiadującego z nim klasztoru karmelitów, gdzie spoczywają doczesne szczątki słynnego mistyka św. Jan od Krzyża (1542-91).

Było to moje pierwsze spotkanie z autonomicznym regionem Kastylia-Leon. Leży na poszatkowanym dolinami rzek płaskowyżu Meseta Iberyjska, na północny zachód od Madrytu, zewsząd otoczony górami. To największy region Hiszpanii, ale najmniej zaludniony - 94 tys. km kw. i 2,5 mln mieszkańców utrzymujących się głównie z rolnictwa. Za to jego dziewięć prowincji posiada ponad połowę bogactwa kulturowego Hiszpanii, m.in. 12 katedr, 6 tys. kościołów, blisko 400 muzeów, ponad 200 zamków i siedem miejsc na liście światowego dziedzictwa UNESCO (wśród nich stare miasto w Segovii).

Tędy biegnie Ruta de la Plata - jedna z najstarszych dróg w kraju, łącząca północ z południem. Nazwa od srebra (hiszp. plata), które nią transportowano, i od brukowanej drogi (arab. balata). Podążał tędy Hannibal, gdy - via Pireneje i Alpy - wyruszył na podbój Rzymu.

Tradycyjnym materiałem jest tu od wieków adobe - suszona na słońcu cegła z miejscowej gliny. Stąd wiele budowli ma niemal taki sam rdzawo-beżowy kolor jak ziemia (wyglądają, jakby wydźwignęły się wprost z niej). Popularnym budulcem jest też granit.

Stare powiedzenie mówi: "Ancha es Castilla" (szeroka jest Kastylia), czyli: jest dość miejsca na różne poglądy, nawet jeśli się sprzeczamy, wszyscy mogą się wypowiedzieć.

Więcej o Hiszpanii w serwisie Kolumber.pl

***

Cała Segovia ukazuje mi się jak na dłoni z widokowego tarasu poza miastem (parador de Segovia z 1928 r., zarazem piękny hotel z cegły, betonu i bazaltu). W dole, za szerokim w tym miejscu kanionem rzeki Eresma, rozpościera się ocean wypłowiałych dachówek z katedrą olbrzymką, wokół sporo zieleni.

Hotel, który nas gości, nie bez powodu nazywa się El Acueducto - stoi w bliskim sąsiedztwie słynnego zabytku. A ten robi piorunujące wrażenie - jest niczym ażurowa kratownica dzieląca stare miasto na pół. Legenda głosi, że to dzieło samego diabła. Ma 728 m długości (tyle dotrwało do naszych czasów) i - miejscami - 30 m wysokości. Składa się nań 166 ułożonych piętrowo łuków zbudowanych w technice a secco (bez zaprawy) z 25 tys. bloków granitu w czasach Trajana. Cesarza upamiętniały łacińskie inskrypcje, po których pozostały dziury w murze. Jak zapewnia nasza przewodniczka Rosario Maria Charo, jeszcze pół wieku temu płynęła tędy woda z gór Sierra de Riofrio, ok. 15 km stąd.

Rzymianie zdobyli starożytny gród Celtyberów w 80 r. p.n.e. Położona na skrzyżowaniu ważnych traktów Secuvia szybko zyskała na znaczeniu, stała się ważną placówką wojskową. Od 713 r. pod panowaniem muzułmańskim, po licznych wojnach w 1079 r. wcielona do Kastylii, przez kilka wieków była jedną z królewskich rezydencji.

Miasto kwitło w późnym średniowieczu i do końca XVI w., bogacąc się na produkcji sukna. Tutejsza wełna z merynosów słynęła na całym półwyspie (w starych domach można zobaczyć secaderas - otoczone kolumienkami galeryjki pod dachem, gdzie ją wietrzono). Miasto podupadło po epoce wojen napoleońskich. Dziś 55-tysięczna Segovia to ważny ośrodek turystyczny.

***

Przed wiekami zgodnie żyli tu chrześcijanie, żydzi i muzułmanie, a pamięć o tym przetrwała w świetnej architekturze. Ciepły, złotawo-różowy kolor zabytkowych budowli to zasługa miejscowego wapienia piedra caliza. Fasady zdobią drewniane i żelazne balkoniki. Ściany pokrywa esgrafiado segoviano - przypominające wycinankę wzory wyciskane bądź wydrapywane w tynku i terakocie, zazwyczaj dwukolorowe (technika popularna w Segovii i dziś, także nowe domy zdobią rozety, kwiaty, figury geometryczne). Wzrok przyciągają wieże i kampanile w ozdobnym stylu mudejar łączącym elementy chrześcijańskie i arabskie.

Wiele tu schodków, uroczych placyków i wąskich uliczek wykładanych otoczakami i kamiennymi płytami, prowadzących to w górę, to w dół (konieczne płaskie buty!). W 1992 r. serce starego miasta zamknięto dla samochodów.

Plaza del Azoguejo przylegająca do środkowego odcinka akweduktu to dawny arabski rynek. Obok przez 3 km biegną solidne mury obronne z XII w. Idąc stąd ulicą Cervantesa, a potem Juana Bravo, docieramy do jednego z najładniejszych zakątków - Plaza de San Martin. Stoi przy nim kościół św. Marcina z XII w. To jedna z 14 romańskich świątyń w mieście, niegdyś było ich 33! Uwagę zwraca ciekawy portyk i wieża w stylu mudejar, ale przede wszystkim atrium, tak charakterystyczne dla tutejszych kościołów. Okolone ozdobnymi kolumnadami dziedzińce służyły jako miejsce odpoczynku doczesnego i wiecznego - chętnie spotykali się tu mieszkańcy, grzebano tu również zmarłych.

Obok kilka wspaniałych budowli świeckich: Torreon de Lozoya, czyli gotycka wieża pokryta esgrafiado (dziś galeria sztuki), Casa del Siglo XV (Dom z XV w., także galeria) i XVI-wieczna Casa de los Solier.

Największy, a zarazem najpiękniejszy kościół romański San Millan znajduje się już poza murami miejskimi, w dawnej dzielnicy arabskiej. Cały z jasnego kamienia, zbudowany w latach 1111-24 na fundamentach świątyni mozarabskiej, z ciekawą wieżą i dwoma zadaszonymi portykami wspartymi na kolumnach o bajecznie rzeźbionych kapitelach.

***

W niedzielę zrywam się o 6 rano, żeby dołączyć do procesji różańcowej z okazji święta patronki miasta Nuestra Senora de la Fuencisla. Idąc na "miejsce zbiórki" pod kościołem San Millan, mijam gromady młodych ludzi wracających do domu po całonocnych szaleństwach. Ech, ci Hiszpanie, chyba nikt im w tym nie dorówna...

Procesja z udziałem blisko pół tysiąca osób rusza o 7, odmawiając różaniec za koryfeuszem. Zmierzamy w stronę katedry. Znana jako Dama de las Catedrales króluje przy Plaza Mayor, najeżona dziesiątkami dziobatych wieżyczek, z których sterczą setki pinakli. To ostatnia w Hiszpanii świątynia w stylu gotyku izabelińskiego (łączy mudejar z francuskim gotykiem płomienistym). Zaczęto ją wznosić w 1525 r. na gruzach jej poprzedniczki, a zajęło to ponad 200 lat. W środku 23 bogato zdobione kaplice i wspaniały chór ze stallami przeniesiony ze starej katedry.

Podczas kazania ksiądz utyskuje: - Gdzie te czasy, gdy całe miasto wylegało na ulice, by czcić świętą patronkę? Po chwili woła gromkim głosem: - Viva la nostra Virgen de la Fuencisla! - Viva! Viva! - odpowiadają wierni i... biją brawo. Potem gwarny tłum wylega na plac przed katedrą i rusza do otwierających się barów.

Ja zaś udaję się w stronę nieodległej dzielnicy żydowskiej (Juderia). W XV w. tutejsza społeczność sefardyjska należała do największych w Kastylii. Ale gdy w 1492 r. dekretem królów katolickich Izabeli i Ferdynanda Żydzi zostali wygnani z kraju, musieli opuścić i Segovię. Właśnie trwa renowacja zapomnianego, ale świetnie zachowanego kirkutu.

Dawna synagoga z XIV w., jedyna zachowana w Segovii, to dziś kościół Corpus Christi, przy placyku tegoż imienia. Należy do klarysek, których klasztor do niej przylega. W środku mieszanka stylów. Kolumnady dzielące go na trzy nawy łączą arabskie, podkowiaste łuki, podobny kształt mają okna. Głównym ozdobnym motywem są rzeźbione kiście ananasów. Tuż obok stoi Casa de Abraham Senor - XV-wieczny dom rabina zamieniony w muzeum.

Błądząc wśród zaułków, odnajduję drogę do dzielnicy San Lorenzo (św. Wawrzyńca), najstarszej w mieście, gdzie rzadko docierają turyści. Jej sercem jest brukowany okrągły placyk z cudownym kościołem San Lorenzo z XI-XII w. (niestety, już drugi raz całuję klamkę, żadna tabliczka nie informuje o godzinach otwarcia), jednonawowym, ze złocistego segoviańskiego kamienia, z ceglaną kampanilą o czterech rzędach okien. Atrium ma kształt litery "L". Krużganki podtrzymują podwójne kolumny o cienkich korpusach i bogatych kapitelach, a każdy inny (stwory, liście, postaci). Na kamiennej ławce pod kościołem siedzą starsze panie. Wokół wiekowe domki z cegły łączonej z drewnem, pokryte omszałymi dachówkami. W knajpkach i barach z wytartymi krzesłami i stołami czas zatrzymał się gdzieś w połowie minionego wieku.

***

Nazajutrz alkazar (pierwszego dnia podziwiany z daleka). W średniowieczu wielokrotne przebudowywany, stał się ulubioną siedzibą władców królestwa i świadkiem ważnych wydarzeń. Stąd Izabela Kastylijska wyruszyła 13 grudnia 1474 r. na swoją koronację na Plaza Mayor, a Filip II w 1570 r. poślubił Annę Austriaczkę. Z czasem uczyniono w nim więzienie, potem akademię wojskową. Zniszczony przez pożar w XIX w., popadł w ruinę. Zrekonstruowany, mieści archiwum wojskowe i muzeum.

W kilkunastu komnatach kolekcja bajecznych renesansowych mebli (wiele intarsjowanych kolorowym drewnem, kością słoniową i kamieniami szlachetnymi), broni i zbroi, flamandzkich gobelinów. Ale chyba największą atrakcją są kasetonowe sufity zdobione tak bogato, że zda się, iż złoto zaraz zacznie nam kapać na głowy. Sala de las pinas zdobna jest w zwisające z góry pozłacane szyszki; de la galera ma sufit w kształcie galeonu; a najsłynniejsza - de los reyes - fryz z 52 rzeźbionymi figurami władców Kastylii-Leon.

Mój zachwyt wzbudzają lamperie pokryte kafelkami. Można bez końca przemierzać komnaty, podziwiając maestrię ich roślinnych i geometrycznych wzorów oraz wyrafinowany zestaw kolorów: czerwień, zieleń i kobalt. Uroku dodają im setki lat, nierówności i (zamierzone) wypukłości.

Zamek to dziób "kamiennego statku", jak często nazywa się Segovię. Jego burtami są mury obronne z trzema zachowanymi bramami, zaś masztem - bez wątpienia katedra.

***

Ostatniego wieczora jemy kolację w słynnym na cały kraj Meson de Candido - restauracji tuż za plecami akweduktu, istniejącej od 1786 r. (przed wejściem imponujący pomnik jej założyciela Candido). Dwa piętra łączą wąziutkie schodki, na podłogach krzywa terakota, stare meble i półki pod sufitem uginają się od pięknych malowanych talerzy i dzbanów. Ściany wytapetowane zdjęciami, dedykacjami i autografami ważnych gości. Zaczynamy od plastrów ostrej kiełbasy chorizo, potem zupa z miejscową odmianą dużej fasoli i specjalność domu - pieczone w całości prosię.

Ale nie będziemy wzorem Hiszpanów ucztować do późna. Nazajutrz czeka na nas La Granja de San Ildefonso - barokowy pałac i park, dawna letnia rezydencja Burbonów wzniesiona na początku XVIII w. dla Filipa V ok. 10 km na południe od Segovii. Prócz wykwintnych komnat, mebli i rzeźb zgromadzono tam wyjątkowe kolekcje świeczników i żyrandoli, gobelinów i malarstwa (m.in. Luca Giordano, Jacopo Bassano, David Teniers). Już nie mogę się doczekać!

Segovia jest kandydatką do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Od Madrytu dzieli ją 87 km - godzina samochodem lub pół godziny szybkim pociągiem AVE (ok. 10 euro)

www.spain.info

Skomentuj:
Piękne miasta Hiszpanii. Viva Segovia!
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX