List z Ziemi Łęczyckiej. Z wizytą u Boruty
12.04.2010
, aktualizacja: 09.04.2010 15:09
Zaszumiało, zasyczało, spod mostu dobiegł diabelski chichot, a na wieży zamkowej pokazał się ognisty jęzor...
Było późne popołudnie, gdy z grupą Amerykanów ruszyłem przez łąki z Tumu do Łęczycy. Ja na wózku, oni pieszo. Dwoje z nich udzieliło mi gościny w Setauket na Long Island, gdy parę lat temu byłem w USA. Koniecznie chcieli zobaczyć archikolegiatę w Tumie, jeden z najcenniejszych zabytków architektury romańskiej w Polsce, którą znali jedynie z fotografii.
***
Przybysze zza Atlantyku nie mogli wyjść z zachwytu, oglądając XII-wieczną budowlę. Przyznawali, że w Stanach wszystko, co ma więcej niż sto lat, cieszy się podziwem i jest otoczone należytą troską. Niebywały jest fakt zbudowania tak ogromnego gmachu pośród bagien i mokradeł, które otaczały niegdyś Łęczycę i leżący blisko kilometr na wschód od niej Tum. Sprawa nieco się wyjaśniła, gdy opowiedziałem Amerykanom o poczciwym czarcie Borucie, który kręci się do dziś po okolicy. Jak głosi legenda, budowniczowie świątyni zastanawiali się, jak zgromadzić w tym podmokłym terenie ogromne ilości kamiennego budulca. Pomoc oferował usłużny Boruta. Ludzie użyli podstępu, mówiąc, że chcą wznieść karczmę, co bardzo mu się spodobało. Jak obiecał, tak zrobił. Budowla szybko zaczęła się piąć do góry. Kiedy Boruta zorientował się, że gmach w niczym nie przypomina karczmy, postanowił go przewrócić. Zaparł się przy południowo-zachodniej wieży, naprężył... ale diabelska moc na nic się zdała, bo świątynia była już poświęcona. Do dzisiaj na wieży widnieją ślady czarcich pazurów. Amerykanie kiwali głowami, ale uśmiechali się z niedowierzaniem...
***
Świątynię wzniesiono w latach 1141-61 z drobnych kamieni polnych, kostki granitowej i bloków piaskowca w miejscu dawnego opactwa benedyktynów. Ma charakter bazyliki, co oznacza, że nawa główna jest wyższa i szersza od bocznych, Od zachodu bryłę budynku ogranicza potężna absyda i dwie duże wieże na planie kwadratu o boku 6,4 m, od wschodu - trzy absydy i dwie baszty. Górne kondygnacje wież mają charakterystyczne dla budownictwa romańskiego dwu- i trójdzielne okna (biforia i triforia). Mimo zniszczeń, pożarów i przebudówek, świątynia zachowała romański charakter. Jednym z oryginalnych XII-wiecznych fragmentów jest romański portal w kruchcie północnej. Inicjatorami budowy byli księżna Salomea (wdowa po Bolesławie Krzywoustym) i biskup Janik. Kościół służył nie tylko celom religijnym. Odbywały się tu synody biskupie, zjazdy rycerstwa i szlachty, zapadały istotne decyzje dotyczące państwowości polskiej (np. w 1180 r. zniesienie senioratu). Kolegiatę łupili Litwini, Tatarzy, Krzyżacy i Szwedzi. Ostatnie zniszczenia pochodzą z początku II wojny światowej, gdyż na tych terenach rozegrała się bitwa nad Bzurą, największa operacja zaczepna wojska polskiego w czasie kampanii wrześniowej. Odbudowa świątyni, rozpoczęta w 1946 r., nie obyła się bez wpadek. Jedną z nich jest zainstalowanie żelbetowego sklepienia, co w zestawieniu z XII-wiecznymi murami stanowi bolesną dysharmonię.
Mniej więcej w połowie drogi przez łąki z Tumu do Łęczycy Amerykanom przypomniało się, że nie sfotografowali diabelskich pazurów na murach kolegiaty. Zaproponowałem, że poczekam na moście nad Bzurą. Amerykanie zawrócili. Kolegiata w Tumie pięknie się przed nimi prezentowała w zachodzącym słońcu. Spoglądając w przeciwnym kierunku, widzieli wieżę XIV-wiecznego zamku w Łęczycy.
Nagle słońce przesłoniła czarna chmura. "A niech to diabli - pomyślałem - zleje mnie deszcz!". W tym momencie zaszumiało, zasyczało, a przelatujący wicher okręcił mnie czymś szeleszczącym (po ściągnięciu z głowy okazało się, że to peleryna przeciwdeszczowa z nadrukowanym psem Pluto). Spod mostu dobiegł dziwny, żeby nie powiedzieć - diabelski, chichot, a na wieży zamkowej pokazał się ognisty jęzor. Dreszcz przebiegł mi przez plecy. Po chwili czarna chmura się rozwiała, wrócili Amerykanie. Zrobili zdjęcia, a Lyn rozpoznała swoją pelerynę z psem Pluto. Podobno porwał ją wiatr przy kolegiacie, gdy fotografowali czarcie pazury.
***
Z mostu na Bzurze do zamku w Łęczycy jest kilkaset metrów i nawet osoba na wózku może przebyć tę drogę w miarę sprawnie, przy niewielkiej asekuracji. Weszliśmy na dziedziniec, gdzie można się posilić w restauracyjce oferującej kilka diabelskich dań. Znaleźliśmy się bowiem w siedzibie diabła Boruty, który strzeże w lochach zamkowych ukrytego skarbu. On tu włada, ale dobrodusznie i poczciwie.
Łęczyca leży między bagnami i mokradłami, stąd też imię Boruty - Samuel Linde w "Słowniku języka polskiego" podaje, że Boruta to "borowiec, błotnik, zły duch podług wieśniackich baśni mieszkający na błotach".
W Muzeum Regionalnym w Łęczycy można obejrzeć kolekcję ponad 200 rzeźb przedstawiających diabła Borutę. Wystawa pokazuje, jak różnorodne postaci może przyjmować poczciwy czart, jest m.in.: Boruta-chłop, Boruta-sowa, Boruta-szlachcic i Boruta zamkowy. Twórcy wykonują go głównie z drewna, rzadziej z ceramiki, metalu czy innych surowców. Najbardziej "diabelscy" rzeźbiarze to Ignacy Kamiński z Oraczowa, Bolesław Grabski z Leśmierza, Henryk Bednarek ze Świnic, Jadwiga Matusiak z Witoni, Henryk Adamczyk z Łęczycy. Wykonują duże rzeźby figuralne, diabelskie szachy czy inne osobistości i figurynki związane z piekłem.
Wydawać by się mogło, że Boruta to stare i zamierzchłe czasy. Ale gdy po wojnie zaczęto wydobywać w okolicach Łęczycy rudę żelaza, pokazał się Boruta-górnik, a sam diabeł przeniósł się głębiej pod ziemię, by go brać górnicza nie niepokoiła. W nawiązaniu do bitwy nad Bzurą istnieje też rzeźba "Boruta i ranny żołnierz" oraz "Czarny ułan generała Abrahama". Pamiętając o związkach Boruty z kolegiatą w Tumie, nie dziwmy się, że powstała rzeźba Boruty-księdza i Boruty-zakonnika. Kiedy delegacja Łęczycy podarowała Borutę Janowi Pawłowi II, papież pobłażliwie się uśmiechnął i pogładził czarta po diabelskich rogach.
Ostatnio Boruta wszedł w dość zażyłe relacje z wiedźmami, co stawia go w całkowicie nowej sytuacji, bo do tej pory wiódł raczej samotnicze życie. Łęczyckie muzeum nawiązało przyjacielskie kontakty z Muzeum Opętania Czarownic w Penzlin w niemieckiej Meklemburgii. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co z tego aliansu może wyniknąć...
- Greg, powiedz mi - zapytał Henry w przerwie mojego bajania o Borucie. - Dlaczego w Tumie przy tych pazurach nie ma jakiegoś jakiegoś biznesu? Chociaż McDonald powinien być...
- To taka diabelska sztuczka - odpowiedziałem, a z zamkowej wieży doleciał niesiony echem rechot - ni to kaszel, ni to śmiech. Jednocześnie na dziedziniec zamkowy posypały się snopy iskier. Pomyślałem, że chyba już dość tej gościny u Boruty i zaproponowałem powrót do domu. Amerykanie nie protestowali.
***
Przybysze zza Atlantyku nie mogli wyjść z zachwytu, oglądając XII-wieczną budowlę. Przyznawali, że w Stanach wszystko, co ma więcej niż sto lat, cieszy się podziwem i jest otoczone należytą troską. Niebywały jest fakt zbudowania tak ogromnego gmachu pośród bagien i mokradeł, które otaczały niegdyś Łęczycę i leżący blisko kilometr na wschód od niej Tum. Sprawa nieco się wyjaśniła, gdy opowiedziałem Amerykanom o poczciwym czarcie Borucie, który kręci się do dziś po okolicy. Jak głosi legenda, budowniczowie świątyni zastanawiali się, jak zgromadzić w tym podmokłym terenie ogromne ilości kamiennego budulca. Pomoc oferował usłużny Boruta. Ludzie użyli podstępu, mówiąc, że chcą wznieść karczmę, co bardzo mu się spodobało. Jak obiecał, tak zrobił. Budowla szybko zaczęła się piąć do góry. Kiedy Boruta zorientował się, że gmach w niczym nie przypomina karczmy, postanowił go przewrócić. Zaparł się przy południowo-zachodniej wieży, naprężył... ale diabelska moc na nic się zdała, bo świątynia była już poświęcona. Do dzisiaj na wieży widnieją ślady czarcich pazurów. Amerykanie kiwali głowami, ale uśmiechali się z niedowierzaniem...
***
Świątynię wzniesiono w latach 1141-61 z drobnych kamieni polnych, kostki granitowej i bloków piaskowca w miejscu dawnego opactwa benedyktynów. Ma charakter bazyliki, co oznacza, że nawa główna jest wyższa i szersza od bocznych, Od zachodu bryłę budynku ogranicza potężna absyda i dwie duże wieże na planie kwadratu o boku 6,4 m, od wschodu - trzy absydy i dwie baszty. Górne kondygnacje wież mają charakterystyczne dla budownictwa romańskiego dwu- i trójdzielne okna (biforia i triforia). Mimo zniszczeń, pożarów i przebudówek, świątynia zachowała romański charakter. Jednym z oryginalnych XII-wiecznych fragmentów jest romański portal w kruchcie północnej. Inicjatorami budowy byli księżna Salomea (wdowa po Bolesławie Krzywoustym) i biskup Janik. Kościół służył nie tylko celom religijnym. Odbywały się tu synody biskupie, zjazdy rycerstwa i szlachty, zapadały istotne decyzje dotyczące państwowości polskiej (np. w 1180 r. zniesienie senioratu). Kolegiatę łupili Litwini, Tatarzy, Krzyżacy i Szwedzi. Ostatnie zniszczenia pochodzą z początku II wojny światowej, gdyż na tych terenach rozegrała się bitwa nad Bzurą, największa operacja zaczepna wojska polskiego w czasie kampanii wrześniowej. Odbudowa świątyni, rozpoczęta w 1946 r., nie obyła się bez wpadek. Jedną z nich jest zainstalowanie żelbetowego sklepienia, co w zestawieniu z XII-wiecznymi murami stanowi bolesną dysharmonię.
Mniej więcej w połowie drogi przez łąki z Tumu do Łęczycy Amerykanom przypomniało się, że nie sfotografowali diabelskich pazurów na murach kolegiaty. Zaproponowałem, że poczekam na moście nad Bzurą. Amerykanie zawrócili. Kolegiata w Tumie pięknie się przed nimi prezentowała w zachodzącym słońcu. Spoglądając w przeciwnym kierunku, widzieli wieżę XIV-wiecznego zamku w Łęczycy.
Nagle słońce przesłoniła czarna chmura. "A niech to diabli - pomyślałem - zleje mnie deszcz!". W tym momencie zaszumiało, zasyczało, a przelatujący wicher okręcił mnie czymś szeleszczącym (po ściągnięciu z głowy okazało się, że to peleryna przeciwdeszczowa z nadrukowanym psem Pluto). Spod mostu dobiegł dziwny, żeby nie powiedzieć - diabelski, chichot, a na wieży zamkowej pokazał się ognisty jęzor. Dreszcz przebiegł mi przez plecy. Po chwili czarna chmura się rozwiała, wrócili Amerykanie. Zrobili zdjęcia, a Lyn rozpoznała swoją pelerynę z psem Pluto. Podobno porwał ją wiatr przy kolegiacie, gdy fotografowali czarcie pazury.
***
Z mostu na Bzurze do zamku w Łęczycy jest kilkaset metrów i nawet osoba na wózku może przebyć tę drogę w miarę sprawnie, przy niewielkiej asekuracji. Weszliśmy na dziedziniec, gdzie można się posilić w restauracyjce oferującej kilka diabelskich dań. Znaleźliśmy się bowiem w siedzibie diabła Boruty, który strzeże w lochach zamkowych ukrytego skarbu. On tu włada, ale dobrodusznie i poczciwie.
Łęczyca leży między bagnami i mokradłami, stąd też imię Boruty - Samuel Linde w "Słowniku języka polskiego" podaje, że Boruta to "borowiec, błotnik, zły duch podług wieśniackich baśni mieszkający na błotach".
W Muzeum Regionalnym w Łęczycy można obejrzeć kolekcję ponad 200 rzeźb przedstawiających diabła Borutę. Wystawa pokazuje, jak różnorodne postaci może przyjmować poczciwy czart, jest m.in.: Boruta-chłop, Boruta-sowa, Boruta-szlachcic i Boruta zamkowy. Twórcy wykonują go głównie z drewna, rzadziej z ceramiki, metalu czy innych surowców. Najbardziej "diabelscy" rzeźbiarze to Ignacy Kamiński z Oraczowa, Bolesław Grabski z Leśmierza, Henryk Bednarek ze Świnic, Jadwiga Matusiak z Witoni, Henryk Adamczyk z Łęczycy. Wykonują duże rzeźby figuralne, diabelskie szachy czy inne osobistości i figurynki związane z piekłem.
Wydawać by się mogło, że Boruta to stare i zamierzchłe czasy. Ale gdy po wojnie zaczęto wydobywać w okolicach Łęczycy rudę żelaza, pokazał się Boruta-górnik, a sam diabeł przeniósł się głębiej pod ziemię, by go brać górnicza nie niepokoiła. W nawiązaniu do bitwy nad Bzurą istnieje też rzeźba "Boruta i ranny żołnierz" oraz "Czarny ułan generała Abrahama". Pamiętając o związkach Boruty z kolegiatą w Tumie, nie dziwmy się, że powstała rzeźba Boruty-księdza i Boruty-zakonnika. Kiedy delegacja Łęczycy podarowała Borutę Janowi Pawłowi II, papież pobłażliwie się uśmiechnął i pogładził czarta po diabelskich rogach.
Ostatnio Boruta wszedł w dość zażyłe relacje z wiedźmami, co stawia go w całkowicie nowej sytuacji, bo do tej pory wiódł raczej samotnicze życie. Łęczyckie muzeum nawiązało przyjacielskie kontakty z Muzeum Opętania Czarownic w Penzlin w niemieckiej Meklemburgii. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co z tego aliansu może wyniknąć...
- Greg, powiedz mi - zapytał Henry w przerwie mojego bajania o Borucie. - Dlaczego w Tumie przy tych pazurach nie ma jakiegoś jakiegoś biznesu? Chociaż McDonald powinien być...
- To taka diabelska sztuczka - odpowiedziałem, a z zamkowej wieży doleciał niesiony echem rechot - ni to kaszel, ni to śmiech. Jednocześnie na dziedziniec zamkowy posypały się snopy iskier. Pomyślałem, że chyba już dość tej gościny u Boruty i zaproponowałem powrót do domu. Amerykanie nie protestowali.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl
















