Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Ciekawe miasta - Bristol. Mosty pomosty

  • Pin It
Katarzyna Boni
29.03.2010 , aktualizacja: 29.03.2010 12:26
A A A Drukuj
Most w Bristolu Fot. Shutterstock Most w Bristolu
To miasto pełne energii, nieustannie zaskakujące, wciągające w wieczorne życie i niewymuszone atrakcje. Ciągle było mi mało, a czasu i tak nie starczyło na wszystko
Most w Bristolu
Fot. Shutterstock
Most w Bristolu
Graffiti Banksy'ego przy Park Street
Fot. Katarzyna Boni
Graffiti Banksy'ego przy Park Street
Clifton Suspension Bridge
Fot. Katarzyna Boni
Clifton Suspension Bridge
At-Bristol
Fot. At-Bristol
At-Bristol
At-Bristol
Fot. At-Bristol
At-Bristol


W centrum Bristolu rozlewa się Pływający Port zbudowany na początku XIX w., by uniezależnić się od przypływów i odpływów rzeki Avon (do 12 m w ciągu dnia!). Niedługo potem Bristol przestał pełnić funkcję portu - leży 11 km w głębi lądu, a nowe parowce były za duże, żeby pływać tak kapryśną rzeką. W 1877 r. zbudowano więc wygodniejszy port w Avonmouth u ujścia Avonu do morza. Bristol został z ogromnym jeziorem w środku miasta i... z uciekającym kapitałem. Z drugiego co do wielkości miasta w Anglii zamienił się w miasteczko, co prawda produkujące samoloty Concord, ale jednak miasteczko. Mniejsza skala pozwoliła zachować spokojny charakter, a Pływający Port (po niedawnej przebudowie) stał się jego centrum. Przy brzegu cumują barki z firankami w oknach, kołyszą się łodzie z knajpami, a wokół pływają łabędzie i kormorany. Wzdłuż Pływającego Portu rozrzucone są miejsca łączące nas z historią Bristolu, pomosty do spaceru w czasie.

Pomost 1

Niewielki most, od którego Bristol wziął nazwę, łączy dziś High Street z Victoria Street, ale w X w. łączył małą saksońską osadę Brycgstow (miejsce z mostem) z wielkim światem. Zbudowana w bezpiecznym zakolu dwóch rzek, szybko zaczęła się rozrastać. W XI w. Normanowie zamienili ją w ważny port: przebudowali most, postawili jeden z najpotężniejszych angielskich zamków (zburzony później przez Cromwella) i rozpoczęli zamorski handel. To z Bristolu w 1497 r. Włoch John Cabot (Giovanni Caboto) wypłynął na niewielkim drewnianym "Mateuszu" w poszukiwaniu nowej ziemi, jako pierwszy trasą północną. Znalazł wyspę, którą nazwano Nową Funlandią. Ten skrawek lądu stał się domem dla wielu bristolskich rybaków udających się na odległe połowy i pretekstem dla Wielkiej Brytanii do dominacji nad Ameryką Północną. Cabot przyczynił się do niezwykłego bogactwa Bristolu. Jego poorana zmarszczkami twarz z brązu patrzy w dal, przycupnięta na brzegu portu, a replika "Mateusza" (która pokonała tę samą trasę w 1997 r.) cumuje w jednym z doków.

Przez kolejne stulecia do Bristolu z łopotem żagli zawijało coraz więcej statków, coraz więcej rozładowywano towarów, coraz częściej słychać było obco brzmiące słowa. Zawsze było głośno i tłoczno.

Pomost 2

Woda przynosiła różne historie, np. rozbitka Selkrika uratowanego po czterech latach spędzonych samotnie na wyspie. W The Llandoger Trow, najstarszej bristolskiej tawernie, uważnie wysłuchał jej Daniel Defoe, autor "Robinsona Crusoe". Żeby dostać się do tawerny, trzeba odbić trochę w głąb King Street. Za progiem czeka świat piratów, gdzie ciężkie od piwa kufle stukają w dębowy blat, a przez grube szkło wpada rozrzedzone światło. Nieustraszeni awanturnicy z błogosławieństwem brytyjskiej Korony rabowali hiszpańskie i francuskie statki, z pewnością część łupu zostawiając dla siebie. Podobno tutejsze jaskinie kryją nieprzebrane skarby Edwarda Teacha, pirata znanego jako Czarnobrody, który podczas abordażu odpalał dynamit od płonącej brody. Kiedy zaczął zagrażać nawet Koronie, tworząc własną armię, rozprawili się z nim ambitni admirałowie. Czarnobrody zginął, ale piracka legenda żyła w romantycznym obrazie rozpowszechnionym przez Roberta Louisa Stevensona w "Wyspie Skarbów" (pisanej, przynajmniej w części, w Bristolu). Drewniane nogi, przepaski na oczach i papugi na ramionach można odnaleźć podczas jednego ze zorganizowanych spacerów po mieście - niepozorne miejsca nagle nabierają nowych znaczeń.

Knajpa The Ostrich Inn kryje pirackie jaskinie i historie chłopców, którym za kopanie tuneli płacono piwem (stąd powiedzenie "pijany jak piaskowy chłopiec"). Słoneczny, XVIII-wieczny plac królewski podobno kryje czaszkę Czarnobrodego. Coś musiało być w atmosferze Bristolu, co skłaniało ludzi do opowiadania, ale także zmyślania. Kolejnego (pirackiego) "odkrycia" dokonał Thomas Chatterton, poeta i konfabulant. W połowie XVIII w. w kościele St. Mary Redcliffe, którego był wychowankiem, odnalazł zbiory pełnej pasji średniowiecznej poezji pisanej przez mnicha Thomasa Rowleya. Dopiero po śmierci Chattertona (zginął młodo, trując się arszenikiem) odkryto, że poruszające dialogi stworzył sam Chatterton już jako dwunastolatek. Wordsworth i Coleridge okrzyknęli poetę cudownym dzieckiem romantyzmu.

Współczesny, niespokojny duch Bristolu to Banksy, tajemnicza postać bez tożsamości, ale z cenionym na świecie portfolio. Znany jest z graffiti umieszczanych w trudno dostępnych miejscach i charakterystycznej szablonowej techniki. Maluje też obrazy i podrzuca je do muzeów, a jego prace sprzedają się na aukcjach nawet za 100 tys. funtów. W Bristolu działa za darmo. W Pływającym Porcie na boku kabotażowca z nocnym klubem Thekla namalował unoszącą się na widmowej łódeczce śmierć (a może jest to duch pirata romantyka?). Bristol można zwiedzać szlakiem jego prac, z których najbardziej znana jest chyba ta przy Park Street: mąż wychyla się z okna, szukając kochanka żony i nie zauważa, że ten zwiesza się z parapetu.

Pomost 3

Kolejne miejsce przy porcie - symbol bristolskiej pokuty - to most Pero nazwany imieniem jednego z milionów niewolników, na handlu którymi wzbogaciło się miasto. Było ono czubkiem trójkąta wyznaczającego trasę przepływu dóbr. Z Bristolu do Afryki wywożono szkło, węgiel i drewno, za które kupowano niewolników. Wieziono ich prosto do Ameryki, gdzie plantatorzy płacili za ludzi rumem i cukrem trzcinowym. Luksusowe dobra wracały do Bristolu, a kupcy bogacili się na ich sprzedaży. Miasto kwitło. Wybudowano centrum finansowe z giełdą i zegarem pokazującym czas bristolski i londyński, żeby przyjeżdżający tu z Londynu kupcy nie spóźniali się na pociągi (jednolity czas Greenwich wprowadzono dopiero w 1884 r.). Jeszcze raz przerobiono most, nadając mu obecny kształt. Stawiano piękne teatry, najstarszy - Old Vic, z oliwkowo-złotym wnętrzem - działa do dziś.

Pero jest jednym z nielicznych bristolskich niewolników, o którym cokolwiek wiemy. Sprowadzony z Jamajki przez Pinneya, właściciela plantacji cukru, zajmował się strzyżeniem i układaniem włosów, a także wyrywaniem zębów. Most nazwany jego imieniem to hołd dla tych wszystkich, na których niewolniczej pracy zbudowano Bristol.

Pomost 4

Spod mostu Pero możemy dopłynąć promem do SS "Great Britain", pierwszego transatlantyku z żelaza, napędzanego parą. Zbudował go Isambard Kingdom Brunel, drugi po Churchillu najważniejszy Brytyjczyk wszech czasów. Jego techniczne projekty zrewolucjonizowały świat. Budowanie coraz większych statków było pasją Brunela, która koniec końców doprowadziła go do udaru mózgu.

W tamtych czasach "Great Britain" był to największy istniejący statek (kilka lat później pobił go, również brunelowski, SS "Great Eastern", który w 1865 r. przeciągnął kable telegraficzne po dnie Atlantyku). Przecinał ocean, kursując z Bristolu do Nowego Jorku. Kiedy stracił na znaczeniu, woził biedaków, którzy za ostatnie pieniądze kupowali bilet i jechali szukać szczęścia do Australii; potem woził kawalerię na wojny krymskie, a z czasem stał się zwykłym transportowcem. Po opłynięciu świata 32 razy został porzucony na Falklandach.

Dopiero w latach 70. XX w. przywieziono go do Bristolu, odrestaurowano, ustawiono w tym samym suchym doku, w którym pracował nad nim Brunel i zamieniono w muzeum. Wnętrza pieczołowicie odtworzono na podstawie zachowanych listów, dzienników pokładowych i nielicznych zdjęć. Pasażerowie pierwszej klasy podróżowali w złocie i czerwieni, z wannami, umywalkami, lekarzem, salonem i wielką jadalnią. To dla nich wożono żywe kurczaki i krowy. Trzecią klasę zajmowali emigranci ściśnięci w wąskich pokoikach, a miejsce pod pokładem - żołnierze (prycze, wspólne łazienki, wielkie puchy jedzenia i stajnie). Historii pasażerów posłuchamy dzięki audio przewodnikom. Są cztery wersje: snobistyczna, emigrancka, techniczna i z perspektywy kota.

Pomost 5

Brunel pozostawił po sobie jeszcze jedną ważną konstrukcję - to dla niej znalazł się w tym mieście. W XVIII w. na wzgórzu obok Bristolu kupcy wybudowali własne miasteczko - Clifton. Jego wielką zaletą były gorące źródła i widok na Avon, Bristol i port. Potrzebowali czegoś, co podkreślałoby piękno gregoriańskich domów z wielkimi białymi oknami i ozdobnie kutymi balkonami. Zorganizowali więc konkurs na wiszący most, który miał być dziełem sztuki spinającym wąwóz Avon. Tak powstał Clifton Suspension Bridge - symbol Bristolu, swego czasu najdłuższy wiszący most w Wielkiej Brytanii. Do dziś przyciąga tłumy ludzi, którzy jak zahipnotyzowani patrzą na brunatną rzekę, zielone wzgórza i rozciągnięty pomiędzy nimi Bristol. Pozornie lekka konstrukcja wygląda tak, jakby została stworzona razem z rzeką i wapiennymi klifami. W rzeczywistości to 500 ton zawieszone na łańcuchach wbitych 17 metrów w ziemię. Z mostem wiążą się mniej i bardziej tragiczne historie. Najbardziej znana opowiada o Sarah Ann Henley, XIX-wiecznej damie, która po kłótni z narzeczonym rzuciła się 75 m w dół, w wody Avonu. Jej halka i spódnice wydęły się na wietrze i zapewniły bezpieczne lądowanie na błotnistym brzegu rzeki.

Pomost 6

Ostatni przystanek to nowe centrum wybudowane przy jednej z odnóg Pływającego Portu: najnowsze technologie, ekologia, dobra zabawa i historia. Przy milenijnym placu stoi muzeum, nie muzeum - At-Bristol. Tutaj każdy jest dzieckiem i spełnia swoje marzenia: o byciu magikiem i robieniu baniek większych niż człowiek, o znalezieniu się w oku tornada, o byciu artystą i tworzeniu własnych animacji, o podróży międzygalaktycznej, o zabawie w pana z telewizji.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ciekawe miasta - Bristol. Mosty pomosty drwal 01.04.10, 09:05

    Też byłem za pracą, ale żeby graffiti Banksy'ego nie zobaczyć, to bym sobie nie wybaczył (zresztą wtedy nie miałem pojęcia kto on zacz). No i koncert rocznicowy Massive Attack w parku...Ale »

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku