Obrazki z podróży - Szwajcaria. Z cyrku do igloo
01.03.2010
, aktualizacja: 01.03.2010 19:10
W połowie lutego warto choć raz zobaczyć karnawał w Lucernie. Dla wytchnienia od hałasu, jaki panuje wtedy w mieście - wybrać się w Alpy, niekoniecznie na narty. Wszystkie drogi i ulice są odśnieżone, posypane żwirem, bo w bogatej Szwajcarii zabrakło... soli! Pociągi, którymi najwygodniej tutaj podróżować są punktualne, szybkie i ciche: "Der Kluge resist im Zuge" (Those with brain take the train) - jak głosi sławny slogan SBB (Federalne Koleje Szwajcarskie). A w tym roku będzie w dodatku kursował pociąg niespodzianka...
Genewa
Tym razem nie będzie o zabytkach, muzeach i parkach, ale tylko kilka zdań o Jeziorze Genewskim, zwanym też Lemańskim. W zimny, lutowy dzień sławna fontanna Jet d'Eau była nieczynna. W czasie godzinnej przejażdżki po jeziorze mogłam tylko zobaczyć miejsce, skąd tryska na wysokość 140 m - tam, gdzie z jeziora wypływa Rodan. Brzegi Lemanu spowijała mgła, w której znikły góry, na horyzoncie majaczył ledwo widoczny Mont Blanc. Silnym akcentem kolorystycznym był natomiast wielki fioletowy balon postawiony w 450. rocznicę powstania Uniwersytetu Genewskiego - w środku jest wystawa poświęcona genetyce.
Mimo słabej widoczności, usiłowałam wypatrzyć ciekawe miejsca nad jeziorem wskazywane przez przewodniczkę. Dawny gmach ONZ (obecnie siedziba Komisji Praw Człowieka), dom, w którym mieszkał Giacomo Casanova (schronił się tu, uciekając ze Stuttgartu przed aresztowaniem za długi karciane), willę Diodati na wzgórzu Cologny, skąd przejażdżki po jeziorze odbywali poeci romantyczni Lord Byron i Percy Shelley. Teraz na tym wzgórzu wyrosły pałace szejków, domy różnych sławnych ludzi, m.in. piosenkarki greckiej Nany Mouskouri czy angielskiej - Petulii Clark. Polecam taką przejażdżkę, nawet we mgle.
W 2010 roku Genewa jest światową stolicą... cyrku. Od 1 stycznia do 31 grudnia w drugim co do wielkości (po Zurychu) mieście Szwajcarii odbędzie się ponad 150 imprez w plenerze i pod dachem: spektakle operowe, teatralne i lalkowe, ok. 15 wystaw, spotkania i warsztaty artystów cyrkowych, występy 180 cyrków z całego świata. Imprezę wymyślił Youri Messen-Jaschin, założyciel Monde du Cirque (World Circus, Zirkuswelt), artysta pochodzenia litewskiego, który studiował i pracował m.in. w Paryżu, Göteborgu, Chicago, Hamburgu, Nowym Jorku. Starszy, z długimi, siwymi włosami, w kolorowym, nieco klaunowskim ubraniu (jeden but różowy, drugi zielony) opowiadał, że przygotowanie imprezy trwało trzy lata i kosztowało 4,5 mln franków szwajcarskich.
Widziałam inaugurację specjalnego pociągu, którym można będzie podróżować w towarzystwie artystów cyrkowych dających spektakle w wagonach. Pierwszy i ostatni zdobią śmieszne, znane wszystkim biało-czerwone twarze klaunów. Z wagonów wysypali się kolorowo i zabawnie ubrani mężczyźni, kobiety i dzieci (uczniowie szkoły cyrkowej). Stawali na głowie, chodzili na rękach, wykonywali skecze, wygłupiali się, z wdziękiem zaczepiając publiczność. W takim towarzystwie żadna, nawet najdłuższa podróż na pewno nie będzie nudna.
www.mondeducirque.ch
Lucerna
Kiedy w poniedziałek 15 lutego po południu wysiadłam z pociągu z Genewy, nie poznałam spokojnego "miasta świateł" nad Jeziorem Czterech Kantonów i rzeką Reuss, u stóp Pilatusa. Ogłuszający hałas, roztańczone i rozśpiewane tłumy na ulicach, zaglądające mi w twarz zabawne lub straszne maski. Właśnie kończyła się kolejna wielka parada sławnego karnawału - Fastnacht. Trzy szalone dni i dwie noce, w czasie których bawiło się na ulicach i placach ok. 40 tys. osób, prawie połowa mieszkańców.
To niejedyny karnawał w tak, wydawałoby się, statecznej, może trochę nawet nudnej, Szwajcarii. Najdłużej w Europie bawi się Zurych - od 11 listopada aż do końca lutego (trudno to sobie wyobrazić!). Niezwykły jest podobno festiwal w Bazylei - nocny przemarsz przez ciemne miasto ubranych na czarno postaci, niosących lampiony i wygrywających dziwne melodie.
W Lucernie tradycja karnawału sięga XV w., kiedy przez miasto przeszła pierwsza parada Fritschi (zdrobnienie od Fridolina, irlandzkiego mnicha, świętego patrona kantonu Glarus) - słomianej kukły wielkości człowieka, której towarzyszyła Fritschene, żona Fritschi, a od połowy XVIII w. - błazen Bajazzo. Główne obchody trwają trzy dni - Schmotzig Donnschtig (Brudny, czyli Tłusty Czwartek), Gudis Maantig (Tłusty Poniedziałek) i Gudis Tseeschtig (Tłusty Wtorek, franc. Mardi Gras). Gudis, w miejscowym dialekcie Gudel, znaczy żołądek.
Do dzisiaj Fritschi (przebrany mężczyzna) zaczyna karnawał w Lucernie o godz. 5 rano w Tłusty Czwartek - wychylając się z okna ratusza na Kornmarkt. Armatni wystrzał ogłuszająco ogłasza początek szalonej zabawy (czego, niestety, nie widziałam i nie słyszałam). Tłusty Czwartek kończy się wielką paradą Fritschi, Fritschene i ich świty, która przechodzi przez stare miasto i wokół Lowenplatz, rzucając w rozbawionych widzów pomarańcze. Choć piątek, sobota i niedziela nie są oficjalnie dniami karnawałowymi, wszystkie bary i restauracje są pełne, na ulicach rozbrzmiewa muzyka - trwa wesoły nastrój.
Potem, również w poniedziałek i wtorek (co już widziałam) przez ulice, mosty i place przetacza się kolorowy tłum: mnisi i mniszki, klauni, potwory, diabły, astronauci, żołnierze, kowboje, Indianie, policjanci, Elvisy, księżniczki, piraci i wikingowie... Przebrani rodzice wożą swoje przebrane dzieci w dużych wózkach. Wszyscy świetnie się bawią - od niemowląt do staruszków. Nad placykami i w wąskich uliczkach starówki unosi się dym z piekących się na grillach kiełbasek. Nie widziałam żadnego przykrego incydentu, nikt nie był pijany, choć na każdym rogu można było kupić grzane wino lub piwo. Karnawałowe orkiestry - Guggenmusigen - bębnią, trąbią, walą w instrumenty perkusyjne, każda wydaje inne (ale zawsze głośne) dźwięki. Hałas piekielny, ale nie przerażający. Atmosfera jest naprawdę świetna. Mimo tłumów i rozproszonej uwagi (te niebywałe dźwięki i straszne maski!) mój wzrok przyciągnął duży plakat ze znaną mi piękną twarzą. Kiedy podeszłam bliżej, okazało się, że to zapowiedź koncertu Krystiana Zimermana w Lucernie 30 marca tego roku, w ramach obchodów Szopenowskich...
www.luzern.com
Engelberg
Choć trochę żal opuszczać roztańczoną Lucernę, przyda się krótkie wytchnienie od dzikich dźwięków Guggenmusigen. We wtorek rano, po godzinnej podróży (oczywiście pociągiem) znalazłam się w zupełnie innej scenerii. Miasteczko Engelberg (1050 m n.p.m., ok. 4 tys. mieszkańców, ponad 750 tys. gości rocznie) jest największym w centralnej Szwajcarii ośrodkiem wakacyjnym i wypoczynkowym. Jest tu wprawdzie klasztor benedyktynów, założony w 1120 r., gdzie można zobaczyć produkcję sera czy ciekawe Valley Muzeum prezentujące lokalne obyczaje, ale największą atrakcją są bez wątpienia Alpy, a zwłaszcza szczyt Titlis (3028 m).
Wjeżdżamy nań kolejkami linowymi w trzech etapach: najpierw Gerschnialp (1262 m), potem Trübsee (1796 m) i Stand (2428 m), ostatnia kolejka przelatuje nad lodowcem Titlisgletscher. Jedna z nich to pierwsza na świecie kolejka obrotowa zainstalowana w 1992 r. - Titlis Rotair. Po zachmurzonej, zimnej i wilgotnej Lucernie, z niedowierzaniem spoglądałam na szafirowe niebo i wystawiałam twarz na palące słońce. Było zimno, ale inaczej niż na dole. Wokół piękne alpejskie szczyty, mnóstwo kolorowych narciarzy, dużo dzieci. Jedni szaleją na nartach (82 km tras), inni wpadają na łeb, na szyję w śniegowy siedmiokilometrowy tunel dla toboganów, zmęczeni - wylegują się w słońcu na wielkich miękkich siedziskach. A spragnieni znikają w całkiem sporym igloo na Trübsee, gdzie są nie tylko pokoje do wynajęcia (od 100 do 400 euro za noc), ale także dobrze zaopatrzony bar z migającymi kolorowymi światłami. Takich lodowych wiosek jest w Alpach siedem - pierwszą postawił w 1996 r. Adrian Günter w Scuol (Engadine), zużywając 3 tys. m sześc. śniegu. Ich budowę zaczyna się w grudniu, a w kwietniu znikają, roztopione przez wiosenne słońce. Na każdej stacji kolejki linowej jest także zwykły (nie z lodu), ale bardzo elegancki hotel.
Po lodowcu można nie tylko chodzić i zjeżdżać zeń na nartach (widziałam tylko jednego śmiałka/szaleńca, który to robił), ale także wejść do środka tego znikającego cudu natury. Trudno się nie zgodzić, że "Engelberg Titlis it's Heaven" - jak zapewnia reklamowy slogan ośrodka. Nie tylko zimą mnóstwo się tu dzieje. Jest m.in. 18-dołkowy golf, 360 km pieszych ścieżek, pięć via ferrata. A jeszcze tej zimy, 6 marca, odbędzie się w Engelbergu doroczny, trzeci Swiss Snow Walking Event, z tzw. Crazy Snow Walk - szalonym spacerem (21 km) po śniegu. A pod koniec marca tysiące narciarzy i snowboardzistów w świetle niesionych przez siebie pochodni pokona trasę 12 km z 2000-metrową różnicą wysokości.
www.engelberg.ch
Wieczorem w Tłusty Wtorek jeszcze raz zobaczyłam znane mi już, ale również nowe orkiestry: Vikinger (gromada wikingów w biało-czarnych maskach z wielkimi rogami), Spöitzer (potwór z czarnym ptakiem na głowie i na plecach, za nim orkiestra mniejszych potworów z bębnami), Bacchus Musik (kolorowy orszak wiedziony przez Bachusa w greckiej masce ozdobionej winogronami) itd. Przemaszerowały uroczyście, jedna za drugą w wielkim finale karnawału - zwanym Monsterkonzert - z Bahnhofstrasse, przez most Seebrücke, Mühlenplatz, do Herteisteinstrasse. W tym roku orkiestr było 90! Przemarsz trwał od godz. 19.30 do 4 rano (nie wytrwałam do końca). Później ulice są błyskawicznie sprzątane, a stateczni mieszkańcy Lucerny wracają do swoich zwykłych, codziennych spraw. Tylko czasem, przemykając pod ścianami, zaplącze się wśród nich jakaś maska czy spóźniony biesiadnik w ekstrawaganckim stroju...
-
Obrazki z podróży - Szwajcaria. Z cyrku do igloo
basienka001
05.03.10, 21:21
Jednak najpiekniejszy jest karnawal w Basel.Ponedzialek 4:00 rano gasna swiatla i zaczyna sie pochod.Lampiony,drumle,guggen po prostu cos niesamowitego.Zabawa konczy sie z brzaskiem.W »
-
Re: Obrazki z podróży - Szwajcaria. Z cyrku do ig
noira
15.03.10, 15:09
Zgodzę się z tym, że Szwajcaria to bogaty kraj, jednak co do tych pociągów, tonie byłabym tak entuzjastycznie przekonana. Owszem są punktualne, ale jeżdżąbardzo rzadko - w Szwajcarii prawie »
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl








więcej zdjęć









