Śladami sławnych kochanków - Veneto. Czy Romeo pił grappę?
15.02.2010
, aktualizacja: 17.02.2010 11:16
Na południowy zachód od Vicenzy, w 20-tysięcznym Montecchio Maggiore, w malowniczym otoczeniu zielonych wzgórz wznoszą się dwa średniowieczne zamki. Mieszkali w nich Romeo i Julia, a przynajmniej tak chciał Luigi da Porto, XVI-wieczny historyk i pisarz, dziś zupełnie zapomniany.
"Więc jest z Capulettich! Co ja dobrego zrobiłem, na Boga, oddając własne życie w ręce wroga!"* - wykrzyknął Romeo po balu, na którym poznał Giuliettę. Choć akcja dramatu Szekspira rozgrywa się w Weronie, kochankowie mieli pochodzić z miasteczka Montecchio Maggiore, w którym do dziś wznoszą się ich zamki. Okolice Vicenzy w regionie Veneto, najczęściej kojarzonym z architekturą Andrea Palladia, kryją wiele równie ekscytujących historii. Czasem miejsce płaszcza i szpady zajmują pionki, a niekiedy butelki.
***
Marostikę, 12-tysięczne miasteczko na północny wschód od Vicenzy, oplata szeroki pas murów, który wspina się i opada z pobliskich wzgórz. Nad murem - Przedalpy. Przed zachodem słońca ma się wrażenie, że góry za chwilę zjadą na główny plac - Piazza degli Scacchi, którego centrum zajmuje ogromna szachownica (stąd nazwa). To na niej we wrześniowe weekendy w parzyste lata rozgrywana jest partia tzw. żywych szachów z udziałem 520 uczestników (najbliższa 10-12 września). Tłem widowiska jest sąsiadujący z placem zamek z XIII w. (przebudowany w XV w.), z którego, zapowiadane dźwiękiem trąb, wychodzą dwa orszaki w średniowiecznych strojach. Na czele kroczą Król i Królowa, za nimi Skoczkowie na białych rumakach, Gońcy, Wieże, Pionki, zajmując miejsca na wielkiej szachownicy. Kolejny hejnał oznajmia początek partii rozgrywanej jednocześnie na dwóch planach. Na małej szachownicy bój toczy dwóch mistrzów, ruchy na wielkiej są odtworzeniem ich posunięć (osoba obserwująca grę, głośno mówi, jak mają ustawiać się ludzie). Widowisko rozgrywane wieczorem w świetle pochodni przy akompaniamencie średniowiecznej muzyki kończy niezwykły pokaz ogni sztucznych spadających kaskadami z murów miasta.
Kto nie ma szans wziąć w nim udziału, może obejrzeć film wyświetlany w jednej z sal zamku oraz poświęconą mu ekspozycję. Widzimy na niej ujętą w jeden kadr historię wydarzenia, która ma początek w 1454 r., kiedy Marostica należała do Republiki Weneckiej, a na zamku panował Taddeo Parisio. Niezwykła uroda jego córki Lionory sprawiła, że dwaj szlachetnie urodzeni kawalerowie - Rinaldo d'Angarano i Vieri da Vallonara - postanowili stoczyć bój o wybrankę. Parisio, pragnąc uniknąć rozlewu krwi, zaproponował im grę w szachy na placu przed zamkiem. Świadkami starcia był dwór Parisia, paziowie, damy i kawalerowie, rycerze, ale także stajenni, sokolnicy i wieśniacy. Wydarzeniu towarzyszyła muzyka, tańce i fajerwerki. I choć historia milczy, kto poślubił piękną pannę, tradycja kontynuowana jest do dziś. Po prawej stronie placu pod arkadami jednej z kamienic znajduje się sklep z grappą Poli. Wybór oferowanych smaków może przyprawić o zawrót głowy, a jeszcze bardziej degustacja.
***
Najlepiej udać się na nią do dystylerni na obrzeżach miasteczka Bassano del Grappa (przy tej samej autostradzie SS248 co Marostica, tylko bardziej na północny wschód od Vicenzy). Parterowy dom z kamienia i drewna, skromny z zewnątrz, w środku zaskakuje ogromem przestrzeni użytkowej. Salkę przy wejściu zajmuje minimuzeum. Z rozwieszonych na ścianach fotografii i tablic w kolorze sepii dowiemy się, że założycielem Poli Distillerie był Giobatta Poli (pradziadek obecnego właściciela Jacopa), który przestawił się z wyrobu słomianych kapeluszy na wyrób prymitywnego (na początku) trunku. Dziś grappy powstają według starych receptur, ale za pomocą najnowocześniejszej techniki. W kolejnych pomieszczeniach oglądamy gigantyczne kadzie ze stali INOX, w których odbywa się destylacja wytłoczyn winogronowych. Szczególne wrażenie robią podziemne, kamienne korytarze pełne beczek i nastrojowa salka do degustacji, gdzie w przyćmionym świetle można próbować do woli. Obok klasycznej grappy stoją smakowe: czereśniowa, gruszkowa, malinowa, miodowa i jagodowa. Są też grappy kwiatowe, ziołowe (z ruty czy lukrecji), Po' Smooth (Moscato), Po' Aromatic (Traminer), Po'Elegant (Pinot) i Po'Dry (Merlot) oraz Brandy. Pakowane w strzeliste lub pękate butelki (od 100 ml do litra) mają 40-proc. zawartość alkoholu. Każda wydaje się wyśmienita i bardzo różna od wódki, z którą bywa błędnie porównywana. Wypita na koniec obfitego obiadu, po espresso, przyspiesza trawienie i wprawia w błogostan.
Po degustacji trzeba zajrzeć do Bassano del Grappa, miasteczka z ponadtysiącletnią historią, najpierw we władaniu Padwy, a potem Serenissimy, czego wspomnieniem są piaskowo-pomarańczowe fasady pałaców i kamienic. Zdobią je freski, m.in. Jacopo da Ponte zwanego Bassano (tu urodził się ok. 1510 r., tworzył i zmarł w 1592 r.), jednego z największych malarzy włoskich XVI w. Jego obrazy zebrane w Muzeum Miejskim (w dawnym klasztorze na tyłach kościoła św. Franciszka) mogą budzić mieszane uczucia, bo artysta tworzył prace bardzo nierówne, wzorując się na Giotto i Tycjanie. Chyba najpiękniejsze są freski, jak ten (malutki) ukazujący Marię Dziewicę na weneckim frontonie Loggii dei podesta na Piazza della Liberta. W muzeum można też obejrzeć szkice, rysunki, ale przede wszystkim modele z gipsu Antonia Canovy (1757-1822), największego rzeźbiarza włoskiego neoklasycyzmu, z zaznaczonymi punktami, według których uczniowie mieli wykuwać rzeźby z marmuru. Są wśród nich głowa konia z pomnika Ferdynanda I Burbona czy popiersie młodego Napoleona.
Miłym zakończeniem dnia będzie przechadzka po drewnianym Ponte Vecchio rozpiętym nad przecinającą miasto Brentą. Rozciąga się z niego pocztówkowy widok na Bassano i Monte Grappa. Od tej góry wzięła nazwę miejscowość, ale nie napój alkoholowy, który produkowano już w Mezopotamii siedem wieków przed naszą erą. Grappa pochodzi raczej od "grappolo" lub "graspo" - w dialekcie weneto "kiść winogron".
***
Na południowy zachód od Vicenzy, w 20-tysięcznym Montecchio Maggiore, w malowniczym otoczeniu zielonych wzgórz wznoszą się dwa średniowieczne zamki. Mieszkali w nich Romeo i Julia, a przynajmniej tak chciał Luigi da Porto, XVI-wieczny historyk i pisarz, dziś zupełnie zapomniany. Pochodził z arystokratycznego rodu z Vicenzy, i jak przystało na kawalera tamtych czasów kochał kobiety i pojedynki. Rany odniesione w jednym z nich zmusiły go do dłuższej rekonwalescencji w rodowej willi w Montorso Vicentino. Z jej okien miał doskonały widok na oba zamki w pobliskim Montecchio, usytuowane naprzeciw siebie, a jednak na zawsze rozdzielone doliną. Spoglądając na nie, napisał "Nowo odnalezioną historię dwojga szlacheckich kochanków"; czerpał też zapewne inspirację z noweli XIII-wiecznego pisarza i satyryka Massuccia Salernitano "Mariotto i Ganozza". Zmienił imiona bohaterów na Romeus i Giulietta, mężczyźnie nadając nazwisko Montecchi (od nazwy miasteczka), a całą akcję umieścił w Weronie. Dzieło zostało opublikowane ok. 1530 r., dramat Szekspira jest datowany na lata 1594-95 r. Wiele wskazuje na to, że pisząc "Romea i Julię", mistrz ze Stratfordu mógł korzystać z tego źródła, choć nie było jedyne. Do zamków można podjechać wygodnie, ale dość ostro w górę, asfaltową drogą odbijającą w bok od krajowej SS246 (wcześniej zjazd z A4 na Montecchio), kierując się tabliczkami: "Do zamków Romea i Julii". Oba odnowiono w latach 30. XX w., przy czym zamek Montecchich bez jakichkolwiek zmian, podczas gdy z warowni Capulettich pozostały tylko mury i wieża. W środku można obejrzeć freski Pino Casariniego (1897-1972) z Werony, opowiadające w 14 scenach losy kochanków. Na jednym z nich Romeo wychyla kielich, ale nie grappy, lecz trucizny.
* William Szekspir: "Romeo i Julia", tłum. Stanisław Barańczak
Warto wiedzieć
• Dojazd: Samolotem do Wenecji lub Werony, następnie pociągiem lub autobusem do Vicenzy.
• Atrakcje w okolicy: park przygód Alpenise - trzy trasy na linach z przeszkodami w lesie sosnowym w okolicach Monte Grappa, www.alpenise.eu ; Agility Forest w Asiago - trasy linowe z przeszkodami, w tym Lianą Tarzana i ruchomymi przeszkodami, www.agilityforest.it ; Parco del Sojo na płaskowyżu Asiago - skałki do wspinaczki i szlaki trekkingowe, www.museodilusiana.it
***
Marostikę, 12-tysięczne miasteczko na północny wschód od Vicenzy, oplata szeroki pas murów, który wspina się i opada z pobliskich wzgórz. Nad murem - Przedalpy. Przed zachodem słońca ma się wrażenie, że góry za chwilę zjadą na główny plac - Piazza degli Scacchi, którego centrum zajmuje ogromna szachownica (stąd nazwa). To na niej we wrześniowe weekendy w parzyste lata rozgrywana jest partia tzw. żywych szachów z udziałem 520 uczestników (najbliższa 10-12 września). Tłem widowiska jest sąsiadujący z placem zamek z XIII w. (przebudowany w XV w.), z którego, zapowiadane dźwiękiem trąb, wychodzą dwa orszaki w średniowiecznych strojach. Na czele kroczą Król i Królowa, za nimi Skoczkowie na białych rumakach, Gońcy, Wieże, Pionki, zajmując miejsca na wielkiej szachownicy. Kolejny hejnał oznajmia początek partii rozgrywanej jednocześnie na dwóch planach. Na małej szachownicy bój toczy dwóch mistrzów, ruchy na wielkiej są odtworzeniem ich posunięć (osoba obserwująca grę, głośno mówi, jak mają ustawiać się ludzie). Widowisko rozgrywane wieczorem w świetle pochodni przy akompaniamencie średniowiecznej muzyki kończy niezwykły pokaz ogni sztucznych spadających kaskadami z murów miasta.
Kto nie ma szans wziąć w nim udziału, może obejrzeć film wyświetlany w jednej z sal zamku oraz poświęconą mu ekspozycję. Widzimy na niej ujętą w jeden kadr historię wydarzenia, która ma początek w 1454 r., kiedy Marostica należała do Republiki Weneckiej, a na zamku panował Taddeo Parisio. Niezwykła uroda jego córki Lionory sprawiła, że dwaj szlachetnie urodzeni kawalerowie - Rinaldo d'Angarano i Vieri da Vallonara - postanowili stoczyć bój o wybrankę. Parisio, pragnąc uniknąć rozlewu krwi, zaproponował im grę w szachy na placu przed zamkiem. Świadkami starcia był dwór Parisia, paziowie, damy i kawalerowie, rycerze, ale także stajenni, sokolnicy i wieśniacy. Wydarzeniu towarzyszyła muzyka, tańce i fajerwerki. I choć historia milczy, kto poślubił piękną pannę, tradycja kontynuowana jest do dziś. Po prawej stronie placu pod arkadami jednej z kamienic znajduje się sklep z grappą Poli. Wybór oferowanych smaków może przyprawić o zawrót głowy, a jeszcze bardziej degustacja.
***
Najlepiej udać się na nią do dystylerni na obrzeżach miasteczka Bassano del Grappa (przy tej samej autostradzie SS248 co Marostica, tylko bardziej na północny wschód od Vicenzy). Parterowy dom z kamienia i drewna, skromny z zewnątrz, w środku zaskakuje ogromem przestrzeni użytkowej. Salkę przy wejściu zajmuje minimuzeum. Z rozwieszonych na ścianach fotografii i tablic w kolorze sepii dowiemy się, że założycielem Poli Distillerie był Giobatta Poli (pradziadek obecnego właściciela Jacopa), który przestawił się z wyrobu słomianych kapeluszy na wyrób prymitywnego (na początku) trunku. Dziś grappy powstają według starych receptur, ale za pomocą najnowocześniejszej techniki. W kolejnych pomieszczeniach oglądamy gigantyczne kadzie ze stali INOX, w których odbywa się destylacja wytłoczyn winogronowych. Szczególne wrażenie robią podziemne, kamienne korytarze pełne beczek i nastrojowa salka do degustacji, gdzie w przyćmionym świetle można próbować do woli. Obok klasycznej grappy stoją smakowe: czereśniowa, gruszkowa, malinowa, miodowa i jagodowa. Są też grappy kwiatowe, ziołowe (z ruty czy lukrecji), Po' Smooth (Moscato), Po' Aromatic (Traminer), Po'Elegant (Pinot) i Po'Dry (Merlot) oraz Brandy. Pakowane w strzeliste lub pękate butelki (od 100 ml do litra) mają 40-proc. zawartość alkoholu. Każda wydaje się wyśmienita i bardzo różna od wódki, z którą bywa błędnie porównywana. Wypita na koniec obfitego obiadu, po espresso, przyspiesza trawienie i wprawia w błogostan.
Po degustacji trzeba zajrzeć do Bassano del Grappa, miasteczka z ponadtysiącletnią historią, najpierw we władaniu Padwy, a potem Serenissimy, czego wspomnieniem są piaskowo-pomarańczowe fasady pałaców i kamienic. Zdobią je freski, m.in. Jacopo da Ponte zwanego Bassano (tu urodził się ok. 1510 r., tworzył i zmarł w 1592 r.), jednego z największych malarzy włoskich XVI w. Jego obrazy zebrane w Muzeum Miejskim (w dawnym klasztorze na tyłach kościoła św. Franciszka) mogą budzić mieszane uczucia, bo artysta tworzył prace bardzo nierówne, wzorując się na Giotto i Tycjanie. Chyba najpiękniejsze są freski, jak ten (malutki) ukazujący Marię Dziewicę na weneckim frontonie Loggii dei podesta na Piazza della Liberta. W muzeum można też obejrzeć szkice, rysunki, ale przede wszystkim modele z gipsu Antonia Canovy (1757-1822), największego rzeźbiarza włoskiego neoklasycyzmu, z zaznaczonymi punktami, według których uczniowie mieli wykuwać rzeźby z marmuru. Są wśród nich głowa konia z pomnika Ferdynanda I Burbona czy popiersie młodego Napoleona.
Miłym zakończeniem dnia będzie przechadzka po drewnianym Ponte Vecchio rozpiętym nad przecinającą miasto Brentą. Rozciąga się z niego pocztówkowy widok na Bassano i Monte Grappa. Od tej góry wzięła nazwę miejscowość, ale nie napój alkoholowy, który produkowano już w Mezopotamii siedem wieków przed naszą erą. Grappa pochodzi raczej od "grappolo" lub "graspo" - w dialekcie weneto "kiść winogron".
***
Na południowy zachód od Vicenzy, w 20-tysięcznym Montecchio Maggiore, w malowniczym otoczeniu zielonych wzgórz wznoszą się dwa średniowieczne zamki. Mieszkali w nich Romeo i Julia, a przynajmniej tak chciał Luigi da Porto, XVI-wieczny historyk i pisarz, dziś zupełnie zapomniany. Pochodził z arystokratycznego rodu z Vicenzy, i jak przystało na kawalera tamtych czasów kochał kobiety i pojedynki. Rany odniesione w jednym z nich zmusiły go do dłuższej rekonwalescencji w rodowej willi w Montorso Vicentino. Z jej okien miał doskonały widok na oba zamki w pobliskim Montecchio, usytuowane naprzeciw siebie, a jednak na zawsze rozdzielone doliną. Spoglądając na nie, napisał "Nowo odnalezioną historię dwojga szlacheckich kochanków"; czerpał też zapewne inspirację z noweli XIII-wiecznego pisarza i satyryka Massuccia Salernitano "Mariotto i Ganozza". Zmienił imiona bohaterów na Romeus i Giulietta, mężczyźnie nadając nazwisko Montecchi (od nazwy miasteczka), a całą akcję umieścił w Weronie. Dzieło zostało opublikowane ok. 1530 r., dramat Szekspira jest datowany na lata 1594-95 r. Wiele wskazuje na to, że pisząc "Romea i Julię", mistrz ze Stratfordu mógł korzystać z tego źródła, choć nie było jedyne. Do zamków można podjechać wygodnie, ale dość ostro w górę, asfaltową drogą odbijającą w bok od krajowej SS246 (wcześniej zjazd z A4 na Montecchio), kierując się tabliczkami: "Do zamków Romea i Julii". Oba odnowiono w latach 30. XX w., przy czym zamek Montecchich bez jakichkolwiek zmian, podczas gdy z warowni Capulettich pozostały tylko mury i wieża. W środku można obejrzeć freski Pino Casariniego (1897-1972) z Werony, opowiadające w 14 scenach losy kochanków. Na jednym z nich Romeo wychyla kielich, ale nie grappy, lecz trucizny.
* William Szekspir: "Romeo i Julia", tłum. Stanisław Barańczak
Warto wiedzieć
• Dojazd: Samolotem do Wenecji lub Werony, następnie pociągiem lub autobusem do Vicenzy.
• Atrakcje w okolicy: park przygód Alpenise - trzy trasy na linach z przeszkodami w lesie sosnowym w okolicach Monte Grappa, www.alpenise.eu ; Agility Forest w Asiago - trasy linowe z przeszkodami, w tym Lianą Tarzana i ruchomymi przeszkodami, www.agilityforest.it ; Parco del Sojo na płaskowyżu Asiago - skałki do wspinaczki i szlaki trekkingowe, www.museodilusiana.it
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl















