Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Wakacje z kapralem

  • Pin It
Krzysztof Jarymowicz
08.02.2010 , aktualizacja: 04.02.2010 15:29
A A A Drukuj
"Polska z dziećmi" jest nudna. Ale wcale nie to jest najgorsze... Czytam wstęp i nadziwić się nie mogę, jak udało się wypełnić ponad 20 stron opisami pakowania czy (nie)wygód pod namiotem

Dla świeżo upieczonych rodziców, którzy zdecydowali się na pierwszą w życiu podróż pociągiem, uwaga o "silnych wrażeniach" w wagonie restauracyjnym może być nieoceniona. No, ale jeśli ktoś nie wie, że przed podróżą autem warto napełnić bak benzyną, to mu najlepszy przewodnik nie pomoże. Nie jestem pewien, czy na każdą wycieczkę trzeba brać kompas i trzy pary butów.

Bardzo jednak chciałbym coś pochwalić. Mamy więc alfabetyczne spisy planów miast, map i ilustracji. Proszę się nie śmiać - wielu wydawców zapomina o tym, co często okazuje się najważniejsze. Jest też dość szczegółowa, rozrysowana na ośmiu stronach mapa Polski. Opisane w przewodniku miejsca wyróżniono kolorem, łatwo więc zaplanować marszrutę. Sęk w tym, że nieraz te nazwy są potem ledwie wzmiankowane. Przydałyby się też numery stron - wszędzie, a nie tylko przy dużych miastach.

Na plus zaliczyć wypada estetykę. To ważne, bo grafiki i zdjęcia zajmują połowę książki. Niestety, oryginalne fotografie sąsiadują z "wypełniaczami". Do tego gruby papier i duży format - ładnie, ale ciężko i mało poręcznie.

Prosty, pełen ogólników tekst (wszędzie czekają "niezapomniane przeżycia" i "niezwykłe atrakcje") pozwala przypuszczać, że odbiorcami mają być raczej turyści niepełnoletni. Czytać będą więc dzieci, a dźwigać - rodzice.

Przechodzę do meritum. Informacje praktyczne są niewyczerpujące. Mamy np. górkę magnetyczną pod Wałczem, ale konia z rzędem temu, kto ją znajdzie, posługując się samym przewodnikiem. Nie będę się pastwił nad literówkami i rozdmuchiwał wątpliwości dotyczących definicji kryptodepresji (głębsze kryją się chyba pod arktycznym lodem, a nie, jak podano, pod wodami Bajkału). Porady w rodzaju "podczas zabawy w jeziorze dziecko musi być pod opieką" albo "uważaj, żeby nie zgubić dziecka" (moja ulubiona!) byłyby może zjadliwe, gdyby nie powtarzały się co kilka stron. Zdecydowanie za dużo o Wieliczce, Malborku i Wadowicach, za mało o miejscach szerzej nieznanych. Skoro już jesteśmy w Wadowicach - ciekawe, czy film dokumentalny o papieżu tak bardzo wciąga maluchy, że trzeba go zachwalać dwukrotnie na tej samej stronie...?

Najbardziej rozbrajający jest jednak aspekt edukacyjny. Z przewodnika wynika, że Polska to jeden wielki bunkier, a te "niezwykłe atrakcje" to przeważnie inscenizacje historyczne (czytaj: pokazy broni). Cały paragraf poświęcono "rykowi silników spalinowych czołgu" podczas zlotu w Bornem-Sulinowie, gdzie "można kupić różnego typu militaria". Za to o pobliskim Tucznie, siedzibie rodowej Wedlów (tych od czekolady), ani słowa.

Moja ocena jest subiektywna. Może po prostu nie lubię przewodników przeładowanych zdjęciami, a mało praktycznych. Nawet dorośli odkryją tu jednak rzeczy ciekawe (choć trudno je wyłuskać z rozlazłego tekstu). Tym lepiej, jeśli lektura zainspiruje ich do pokazania tych rzeczy dzieciom. Będę się jednak upierał, że "Polska..." to propozycja dla nielicznych rodziców - tych, którzy dopiero uczą się zmieniać pieluchy, ale oczami wyobraźni widzą już gwiazdki na pagonach swoich pociech.

Polska z dziećmi, Carta Blanca, Warszawa 2008, s. 400, cena 44,90 zł

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku