Pocztówka z Anglii. Od druidów do pieczarek
01.02.2010
, aktualizacja: 01.02.2010 11:52
W Chislehurst pod Londynem znajduje się jedna z najbardziej tajemniczych jaskiń na Wyspach Brytyjskich
ZOBACZ TAKŻE
- Ciekawe miasta - Bristol. Mosty pomosty (29-03-10, 06:00)
- Południowa Anglia. Od Tunbridge Wells do Salisbury - w cieniu katedr, w zapachu magnolii (01-05-07, 00:00)
Podziemne tunele mają ok. 35 km, jednak nie utworzyła ich natura, tylko człowiek. A więc kopalnie! - jestem trochę zawiedziona. Zwiedzający to głównie rodziny z dziećmi, nie spodziewam się więc mrożących krew w żyłach atrakcji ani ciekawych formacji skalnych. Co więc kryje w sobie Chislehurst?
***
Nasz przewodnik Chris na wstępie przedstawia nam historię tego miejsca. Choć pierwsza wzmianka o kopalniach pochodzi z 1250 r., są one znacznie starsze. Na początku XX w. ogłoszono teorię, że stworzyli je druidzi (choć brak dowodów), Rzymianie i Saksoni, i właśnie tak nazwano kolejne sekcje. Sekcja druidów, najstarsza i najbardziej skomplikowana, mogła powstać nawet 8 tys. lat temu, romańska liczy 2 tys. lat, a najmłodsza - Saksonów - 1400 lat. Nasza trasa prowadzi przez wszystkie sekcje i będzie trwać godzinę, a ścisłej - jak żartuje Chris - od godziny do dwóch dni...
Wyrysowany na ścianie nieregularny labirynt to nic innego jak schematyczny plan jaskini. Dlaczego angielscy protoplaści uparli się dziurawić skałę niczym ser szwajcarski? Wszystko staje się jasne, gdy wbijam paznokieć w ścianę - to kreda od stuleci używana w budownictwie. Popularnym materiałem budowlanym jest też występujący tu krzemień - już człowiek pierwotny używał go do obróbki narzędzi, a w XVIII w. przydał się do produkcji myśliwskiej strzelby - flinta (ang. flint - krzemień). Kopalnie pracowały do początku XIX w., później były atrakcją turystyczną, a w czasie I wojny światowej służyły jako magazyn materiałów wybuchowych. Zanim powrócili turyści, działała tu jeszcze ferma pieczarkowa.
Nie polecam wędrówki na własną rękę ani odchodzenia od grupy. Kilka komnat jest oświetlonych elektrycznie, ale większość trasy odbywamy w przyćmionym świetle latarni. Mimo że Chris ma na nas oku, mam wrażenie, że w plątaninie korytarzy łatwo się zgubić.
Podczas II wojny światowej jaskinie funkcjonowały jako jeden z największych podziemnych schronów na Wyspach. Mogły pomieścić nawet 15 tys. osób. Zachowały się wymalowane na ścianach korytarzy numery "pokoi", gdzie stały piętrowe łóżka. Działało kino, biblioteka, sklepy, a nawet fryzjer! Zdrowy mikroklimat sprawiał, że podziemny szpital nie był często używany, a jedynym ważnym wydarzeniem były narodziny dziecka. Dziewczynka otrzymała imię Cavina (ang. cave - jaskinia), a chrzest odbył się w tutejszym kościele.
W sekcji druidów oglądamy kamienny ołtarz, na którym składano krwawe ofiary do boga słońca, o czym mają świadczyć głębokie zagłębienia wyryte w kamieniu. Właśnie tu Chris namawia nas do poddania się próbie ciemności. Jestem nie mniej zainteresowana jak dzieci, które bardzo przeżywają całą eskapadę. Bojaźliwi odchodzą z przewodnikiem w boczny korytarz, a my zostajemy w kompletnych ciemnościach. Nagle słychać przeraźliwy huk...
Próba ciemności zaliczona (nie zdradzę szczegółów), a przy okazji okazuje się, że jaskinie są bardzo akustyczne. Po wojnie wnętrza adaptowano na podziemną scenę - pozostałości jednej z nich oglądamy na trasie. Odbywały się tu zabawy, w których mogło uczestniczyć do 3 tys. osób. Trudno uwierzyć, że w tych spartańskich warunkach występowały późniejsze sławy: David Bowie, Jimi Hendrix, Pink Floyd, The Rolling Stones. Jaskinie służyły również jako plan filmowy imitujący obcą planetę - w 1981 r. kręcono w nich kadry do "Inseminoida" (w USA "Horror Planet"), a "Doktor Who" walczył tu z Mutantami.
***
Kolejny wąski pasaż prowadzi nas z sekcji druidów do rzymskiej. Przed nami komnata i niewielki zamulony staw. Podobno mąż utopił tu żonę, a jej duch do dziś spaceruje po korytarzach. W "nawiedzonej" części jaskini każdy, kto był na tyle odważny lub szalony, mógł spędzić samotnie 12 godzin. Przez ponad 30 lat udało się to tylko jeden raz - w 1958 r. Śmiałkiem był policjant Tony Bafill, który po wyjściu na powierzchnię stwierdził, że było to najbardziej przerażające doświadczenie w jego życiu. Przyznał też, że nawet nie widział ducha. Tym, co przeraziło go najbardziej, była jego wyobraźnia. Tony wytrwał jedyne dlatego, że przez całą noc kawałkiem skały rzeźbił w ścianie... konia. W jednym z korytarzy można oglądać jego pracę i chociaż nie był wielkim artystą, trzeba przyznać, że pomysł się sprawdził.
W 1985 r. w noc Halloween próbę podjęło dwóch tutejszych przewodników. Jeden z nich usłyszał krzyk, po czym znalazł kolegę nieprzytomnego i poturbowanego - do dzisiaj nie wiadomo, co się stało. Próbę przerwano i zabroniono następnych. Wydarzenie upamiętnia wyrzeźbiona w ścianie tablica. Co ciekawe, z jej treści wynika, że wszystko zakończyło się sukcesem - odważna dwójka była pewna, że się uda, przecież pracując tu i spędzając sporo czasu, znali jaskinie doskonale...
Wychodzimy z labiryntu wprost na dawny budynek kasy biletowej z czasów wojny - pobyt w schronie kosztował 1 pensa za noc. Na tablicy obok wypisano 17 złotych zasad, które miały uczynić pobyt przyjemnym i bezpiecznym.
Wracając na stację, zatrzymuję się na chwilę przy kościele. W 1870 r. malutkie Chislehurst stało się znane za sprawą Napoleona III i jego żony Eugenii, którzy zamieszkali w pobliskiej rezydencji Camden Place. Po śmierci imperator został tu pochowany (na krótko), a na jego cześć wybudowano mauzoleum.
Jaskinie Chislehurst otwarte od środy do niedzieli, w godz. 10-16, bilet - 5 funtów, dzieci do lat 16 i seniorzy - 3, do 5 lat wstęp wolny. Jaskinie można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Wycieczki zaczynają się o każdej pełnej godzinie i trwają ok. 45 min.
www.chislehurstcaves.co.uk
***
Nasz przewodnik Chris na wstępie przedstawia nam historię tego miejsca. Choć pierwsza wzmianka o kopalniach pochodzi z 1250 r., są one znacznie starsze. Na początku XX w. ogłoszono teorię, że stworzyli je druidzi (choć brak dowodów), Rzymianie i Saksoni, i właśnie tak nazwano kolejne sekcje. Sekcja druidów, najstarsza i najbardziej skomplikowana, mogła powstać nawet 8 tys. lat temu, romańska liczy 2 tys. lat, a najmłodsza - Saksonów - 1400 lat. Nasza trasa prowadzi przez wszystkie sekcje i będzie trwać godzinę, a ścisłej - jak żartuje Chris - od godziny do dwóch dni...
Wyrysowany na ścianie nieregularny labirynt to nic innego jak schematyczny plan jaskini. Dlaczego angielscy protoplaści uparli się dziurawić skałę niczym ser szwajcarski? Wszystko staje się jasne, gdy wbijam paznokieć w ścianę - to kreda od stuleci używana w budownictwie. Popularnym materiałem budowlanym jest też występujący tu krzemień - już człowiek pierwotny używał go do obróbki narzędzi, a w XVIII w. przydał się do produkcji myśliwskiej strzelby - flinta (ang. flint - krzemień). Kopalnie pracowały do początku XIX w., później były atrakcją turystyczną, a w czasie I wojny światowej służyły jako magazyn materiałów wybuchowych. Zanim powrócili turyści, działała tu jeszcze ferma pieczarkowa.
Nie polecam wędrówki na własną rękę ani odchodzenia od grupy. Kilka komnat jest oświetlonych elektrycznie, ale większość trasy odbywamy w przyćmionym świetle latarni. Mimo że Chris ma na nas oku, mam wrażenie, że w plątaninie korytarzy łatwo się zgubić.
Podczas II wojny światowej jaskinie funkcjonowały jako jeden z największych podziemnych schronów na Wyspach. Mogły pomieścić nawet 15 tys. osób. Zachowały się wymalowane na ścianach korytarzy numery "pokoi", gdzie stały piętrowe łóżka. Działało kino, biblioteka, sklepy, a nawet fryzjer! Zdrowy mikroklimat sprawiał, że podziemny szpital nie był często używany, a jedynym ważnym wydarzeniem były narodziny dziecka. Dziewczynka otrzymała imię Cavina (ang. cave - jaskinia), a chrzest odbył się w tutejszym kościele.
W sekcji druidów oglądamy kamienny ołtarz, na którym składano krwawe ofiary do boga słońca, o czym mają świadczyć głębokie zagłębienia wyryte w kamieniu. Właśnie tu Chris namawia nas do poddania się próbie ciemności. Jestem nie mniej zainteresowana jak dzieci, które bardzo przeżywają całą eskapadę. Bojaźliwi odchodzą z przewodnikiem w boczny korytarz, a my zostajemy w kompletnych ciemnościach. Nagle słychać przeraźliwy huk...
Próba ciemności zaliczona (nie zdradzę szczegółów), a przy okazji okazuje się, że jaskinie są bardzo akustyczne. Po wojnie wnętrza adaptowano na podziemną scenę - pozostałości jednej z nich oglądamy na trasie. Odbywały się tu zabawy, w których mogło uczestniczyć do 3 tys. osób. Trudno uwierzyć, że w tych spartańskich warunkach występowały późniejsze sławy: David Bowie, Jimi Hendrix, Pink Floyd, The Rolling Stones. Jaskinie służyły również jako plan filmowy imitujący obcą planetę - w 1981 r. kręcono w nich kadry do "Inseminoida" (w USA "Horror Planet"), a "Doktor Who" walczył tu z Mutantami.
***
Kolejny wąski pasaż prowadzi nas z sekcji druidów do rzymskiej. Przed nami komnata i niewielki zamulony staw. Podobno mąż utopił tu żonę, a jej duch do dziś spaceruje po korytarzach. W "nawiedzonej" części jaskini każdy, kto był na tyle odważny lub szalony, mógł spędzić samotnie 12 godzin. Przez ponad 30 lat udało się to tylko jeden raz - w 1958 r. Śmiałkiem był policjant Tony Bafill, który po wyjściu na powierzchnię stwierdził, że było to najbardziej przerażające doświadczenie w jego życiu. Przyznał też, że nawet nie widział ducha. Tym, co przeraziło go najbardziej, była jego wyobraźnia. Tony wytrwał jedyne dlatego, że przez całą noc kawałkiem skały rzeźbił w ścianie... konia. W jednym z korytarzy można oglądać jego pracę i chociaż nie był wielkim artystą, trzeba przyznać, że pomysł się sprawdził.
W 1985 r. w noc Halloween próbę podjęło dwóch tutejszych przewodników. Jeden z nich usłyszał krzyk, po czym znalazł kolegę nieprzytomnego i poturbowanego - do dzisiaj nie wiadomo, co się stało. Próbę przerwano i zabroniono następnych. Wydarzenie upamiętnia wyrzeźbiona w ścianie tablica. Co ciekawe, z jej treści wynika, że wszystko zakończyło się sukcesem - odważna dwójka była pewna, że się uda, przecież pracując tu i spędzając sporo czasu, znali jaskinie doskonale...
Wychodzimy z labiryntu wprost na dawny budynek kasy biletowej z czasów wojny - pobyt w schronie kosztował 1 pensa za noc. Na tablicy obok wypisano 17 złotych zasad, które miały uczynić pobyt przyjemnym i bezpiecznym.
Wracając na stację, zatrzymuję się na chwilę przy kościele. W 1870 r. malutkie Chislehurst stało się znane za sprawą Napoleona III i jego żony Eugenii, którzy zamieszkali w pobliskiej rezydencji Camden Place. Po śmierci imperator został tu pochowany (na krótko), a na jego cześć wybudowano mauzoleum.
Jaskinie Chislehurst otwarte od środy do niedzieli, w godz. 10-16, bilet - 5 funtów, dzieci do lat 16 i seniorzy - 3, do 5 lat wstęp wolny. Jaskinie można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Wycieczki zaczynają się o każdej pełnej godzinie i trwają ok. 45 min.
www.chislehurstcaves.co.uk
Kolumber.pl - tu są Twoje podróże!
>- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl















