Węgry - pocztówka z puszty. Czikosz strzela z bata

Dziwny to park narodowy - chroni pustkowie. Mówią o nim ?węgierski Dziki Zachód?
Koła naszego wozu grzęzną w piachu. Dwa ciągnące go konie potrafią jednak ominąć najtrudniejsze miejsca i uparcie brną do przodu. W zadaszonym zielonym pojeździe (skrzyżowanie wozu osadników z Dzikiego Zachodu i cygańskiego taboru) jest nas dziesięcioro. Gdy przyspieszamy, trzęsie niemiłosiernie, unoszą się tumany kurzu.

Wokół nas - jak okiem sięgnąć - równina. Puszta (czyt. pusta!) to ogromny step i kawałek Azji w środku Europy, od dziesięciu lat na liście Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego UNESCO. Leży na terenie Wielkiej Niziny Węgierskiej zwanej przez starożytnych Rzymian Panonią, w regionie Hajdu-Bihar. XIX-wieczny węgierski poeta Sándor Petöfi mawiał, że to "bezgraniczny, zielony ocean". W gorące dni lata występuje tu zjawisko fatamorgany - miraże, np. las, ponoć najczęściej można ujrzeć w okolicach wsi Cserpes.

Zdaniem wielu do stepowego charakteru puszty przyczyniła się wycinka drzew w średniowieczu. Naukowcy przekonują jednak, że zjawiska te zaczęły zachodzić znacznie wcześniej, gdy przez Nizinę Węgierską torowała sobie drogę rzeka Cisa. Wieki później, po uregulowaniu jej biegu i przecięciu puszty kilometrami kanałów irygacyjnych, niegdyś wilgotne łąki i mokradła otaczające miasteczko Hortobágy przemieniły się w suche pastwiska, a ziemia uległa zasoleniu. Ci, którzy budowali kanały, nie przypuszczali, że niecałe dwa wieki później za pieniądze Unii Europejskiej będzie się je niszczyć (dotąd już ponad 100 km) dla ochrony niezwykłego charakteru tych okolic, ostoi rzadkich gatunki ptaków. Dziś puszta to największy porośnięty trawami obszar naszego kontynentu - liczy ok. 150 tys. ha.

***

Opuszczamy piaszczysty trakt i wjeżdżamy na porośniętą suchą trawą bezkresną - niczym ocean, miał rację Petöfi! - łąkę. Stajemy przed stajnią krytą trzciną (od wieków jest bardzo tu popularny materiał).

W ciągu 2 tys. lat w tej części wschodnich Węgier rozwinęła się bogata kultura pasterska (rozkwit przeżywała od XIV do XIX w., kiedy uregulowano i skrócono bieg Cisy, osuszając znaczne tereny). Na jej charakter największy wpływ mieli wypasający ogromne stada bydła i koni czikoszi (węg. csikós) - "kowboje" z pokolenia na pokolenie przekazujący wiedzę na temat sztuki przetrwania na puszcie i hodowli zwierząt. Niegdyś można się było utrzymać jedynie z tego i tylko znając pasterski fach, zyskiwało się szacunek innych. Powstał nawet specyficzny system klasowy: na najniższym szczeblu byli świniopasi, dalej owczarze i pasterze bydła, a nad nimi - koniarze.

Czikoszi słynęli z woltyżerki i karkołomnych konnych pokazów. Stanie na grzbiecie galopującego konia nie jest łatwe, ale stanie jednocześnie na grzbietach dwóch pędzących rumaków i powożenie w tej pozycji trzema innymi (tzw. pusztańska piątka) to już sport ekstremalny. Współcześni czikoszi, w eleganckich strojach i kapeluszach, robią to bezbłędnie. Potrafią nawet położyć konia na ziemi, siedząc na jego grzbiecie. Wrażenie robią też pokazy strzelania z bata, a niektórzy wygrywają na nim melodie (mnie, niestety, nie udało się strzelić głośno ani razu, choć długo próbowałam). Konne pokazy odbywają się w miejscowość Hortobágy, ok. 30 km od Debreczyna. Stąd też przez cały rok ruszają w pusztę wozy pełne turystów (cena wycieczki - ok. 40 zł/os., plus bilet wstępu do parku - ok. 14 zł).

Tu również ma siedzibę najstarszy na Węgrzech Park Narodowy Hortobágy - powstał 36 lat temu i liczy 82 tys. ha. Chroni głównie stepowy teren i ptaki, które upodobały sobie tutejsze łąki i pastwiska. Porośnięta trawami, miejscami podmokła puszta to dla nich przesiadkowy port lotniczy na szlaku wiodącym ku cieplejszym, południowym rejonom (wg szacunków ornitologów np. w październiku przelatuje tędy ok. 100 tys. żurawi).

To zarazem jedno z najlepszych w Europie miejsc do ich obserwacji - w sumie ponad 340 gatunków! Do Hortobágy zjeżdża tak wielu ptasiarzy ze świata, uzbrojonych w lornetki i aparaty fotograficzne, że kilka firm organizuje dla nich wycieczki ornitologiczne. Przy odrobinie szczęścia z wież obserwacyjnych można dojrzeć m.in. orła bielika, raroga, bączka, warzęchę, czaple, rybitwy i kormorany. Te ostatnie przyciągają wielkie, liczące ponad 6 tys. ha stawy rybne.

Inna atrakcja to tzw. węgierskie szare bydło o niezwykle długich i ostrych rogach, hodowane przez Madziarów od średniowiecza (buhaje mogą ważyć nawet 900 kg). Posiadanie takich stad było synonimem zamożności, szczyciły się nimi znamienite rody. Dziś w Parku Narodowym żyje ok. 9 tys. sztuk wielkich rogaczy, a w ich sąsiedztwie ok. 200 udomowionych bawołów wodnych. Te ostatnie przywędrowały z Awarami - koczownikami, którzy w VI w. przybyli z Azji na Nizinę Panońską. Zobaczymy tu również świnię z... lokami na grzbiecie, czyli mangalicę, krzyżówkę gatunku serbskiego i węgierskiego (nazwę oznaczającą "wieprzka z dużą ilością słoniny" - ta stanowi aż ok. 75 proc. jej masy - nadał jej Vuk Stefanović Karadžić, XIX-wieczny pisarz i reformator języka serbskiego). Całej trzódki dogląda puli - zwinny pies pasterski o sierści w postaci... dredów.

***

Przejażdżkę kończymy po dwóch godzinach, w Hortobágy. Półtoratysięczne miasteczko słynie z XIX-wiecznego malowniczego mostu, najdłuższego na Węgrzech, przerzuconego przez rzekę o tej samej nazwie - liczy 167 m, tworzy go dziewięć łuków. Wciąż jeszcze odbywają się tu targi, na których można kupić szare bydło, a w niewielkim muzeum pasterstwa - zobaczyć m.in. ciekawe stroje pasterzy, w tym obszerne płaszcze-baranice (czikoszi wkładają je i dziś, na specjalne okazje). Na przełomie lat 40. i 50. XX w. w pobliżu Hortobágy działały obozy pracy przymusowej, do których komunistyczny reżim zsyłał swoich przeciwników politycznych.

Będąc tutaj, koniecznie trzeba skosztować specjałów tradycyjnej kuchni (Węgrzy jadają dużo, tłusto i ostro). My odwiedzamy niemal 300-letnią csárdę, czyli oberżę mieszczącą się w podłużnym, otynkowanym na biało budynku, z charakterystycznymi łukowatymi oknami. Przy wtórze granych przez cygańskich muzykantów czardaszy zajadamy zupę rybną i gulasz. Najlepiej smakuje ten gotowany na otwartym ogniu, w bograczu - żeliwnym garnku zawieszonym nad paleniskiem (to również jedna z najpopularniejszych pamiątek z Hortobágy). Solidnie przyprawione potrawy zapijamy wybornymi, choć mocnymi palinkami - wódkami na bazie owoców, m.in. gruszek, brzoskwiń, moreli czy śliwek.

Po obiedzie wstępujemy do tzw. "wioski rzemieślników" w siedzibie Parku Narodowego. Można tu kupić filcowe kapelusze, instrumenty muzyczne, piękne drewniane zabawki, haftowane obrusy i tkaniny. Ceny europejskie, np. mała grzechotka z orzechów kosztuje ok. 20 euro, ale wiele przedmiotów ma oryginalny, ciekawy kształt, są warte swojej ceny. Wioska - pomysł dyrektora parku - promuje tradycyjne zawody praktykowane jeszcze w północno-wschodnich Węgrzech, które w innych regionach już niemal zanikły.

***

Taką rzadką umiejętnością jest np. ręczny wyrób filcowych kapeluszy. Jak trudna to (fizyczna) praca, przekonałam się w pracowni Gyuli Mihalkó, rzemieślnika ze wsi Balmazujváros, koło słynnego uzdrowiska termalnego Hajduszoboszló. Gyula, który fach odziedziczył po ojcu, z wełny merynosów potrafi zrobić kapelusz tak twardy, że może na nim stanąć solidnej postury mężczyzna, a ten się nie zgniecie! Bez takiego kapelusza nie obejdzie się żaden czikosz, choćby nie wiem jak dobrze strzelał z bata.

Wielką atrakcją regionu Hajdu-Bihar - poza pusztą - są także uzdrowiska termalne, w tym właśnie Hajduszoboszló. Jego wody bogate w jod, brom i węglan wodoru leczą zapalenie stawów, artretyzm, bóle mięśni. Polaków bywa tu tak wielu, że w restauracjach dostaniemy menu również po polsku. W ostatnich latach w uzdrowisko zainwestowano miliardy forintów. Na gości czeka m.in. siedem basenów (trzy kryte, cztery odkryte) z gorącymi źródłami o temperaturze 32-38 stopni, park wodny z dziewięcioma zjeżdżalniami, wielki kompleks SPA, hotele i deptak pełen restauracji.

Tym, którzy nie lubią tłoku, polecam nocleg poza gwarnym kurortem. Wokół Parku Narodowego Hortobágy powstaje coraz więcej farm agroturystycznych (od 10 euro za noc), z bogatym programem. Szczególnie popularne stają się gospodarstwa, gdzie można jeździć konno, uczestniczyć w wycieczkach ornitologicznych czy degustacjach regionalnych potraw przy dźwiękach ludowej muzyki.

Na kilkudniową ptasią wyprawę do puszty można się też wybrać z Polski, np. z Klubem Podróży "Horyzonty", www.horyzonty.pl

*Autorka jest dziennikarką Polskiego Radia dla Zagranicy

W sieci

www.hnp.hu - Park Narodowy Hortobágy

http://pl.hungarospa-rt.hu - Hajd szoboszló, także po polsku

www.hajdubihar.eu - Hajdu-Bihar, także po polsku