Trekking w Bułgarii. Riła - góry pełne wody
16.11.2009
, aktualizacja: 13.11.2009 12:57
Riła to leśne mateczniki, spadające z chmur wodospady, łąki pełne motyli i skute lodem jeziora wśród poszarpanych turni
ZOBACZ TAKŻE
- Podróże kulinarne do Bułgarii. Burgas - banica przez cały rok (24-05-10, 06:00)
- Wakacje w Bułgarii. Warna (28-06-10, 06:00)
- Bułgaria. Na Carewcu pod wieżą Baldwina (01-05-07, 00:00)
- Nepal. Trekking w Himalajach. Wokół Annapurny (07-03-11, 06:00)
- Bułgaria. Podróże kulinarne (28-07-08, 06:00)
- Bułgaria - zamazać wspomnienie socjalistycznych wczasów (13-07-08, 19:31)
- Himalaje Kumaonu - trekking pod Nanda Devi. Kantyczka dla Kali (07-06-10, 11:14)
- Co kraj to obyczaj - Bułgaria. Chlebem i winem (11-02-08, 06:00)
- Centralna Bułgaria - Od Doliny Róż do Orlej Turni (01-05-07, 00:00)
- Trekking w dolinie Langtang. Podążając za jakiem (21-06-10, 13:43)
- Bułgaria: tajemnicze skały przyciągają turystów (23-08-10, 11:09)
Wyobrażałam sobie rozpalone słońcem suche jak pieprz pożółkłe pagóry z rzadka porośnięte kędzierzawą makią. Zobaczyłam cienistą, szumiącą tysiącem strumieni zieloną puszczę. A wystarczyło uważniej przyjrzeć się nazwie: słowo "riła" (dawniej "rouła") wywodzi się z czasów trackich i oznacza góry pełne wody.
Riła to największy rezerwuar wody w Bułgarii. Prastare lasy, które porastają większość z 2629 km kw. jej obszaru, obfitują w liczne źródła. Część z nich zasila bystre wody rzeki Iskyr, by po niedługim czasie, już jako Dunaj, zakończyć bieg w Morzu Czarnym. Pozostałe zlewają się w malownicze górskie rzeki: Maricę, Mesnę i Strumę, i razem z nimi wpadają do Morza Egejskiego. Masyw rilski jest więc działem wodnym, jednym z magicznych "żeber Ziemi", miejscem poruszającym wyobraźnię. 180 jezior tkwiących niczym klejnoty w oprawie głębokich polodowcowych dolin podkreśla oszałamiającą urodę Riły, jak dobrze dobrana biżuteria styl i klasę eleganckiej kobiety.
Wielką zaletą tych gór, oprócz gęstej sieci schronisk i dobrze oznakowanych szlaków, jest ich dostępność. Leżą niespełna 100 km od Sofii, a transport autobusowy jest niedrogi, wygodny i pewny.
***
Kilkudniowy trekking zaczynamy od "wysokiego C", czyli od zdobycia Musały (2925 m), najwyższej góry Bałkanów. Doskonałym punktem wypadowym jest Borowec, zimą raj dla narciarzy, latem - uroczy kurort w gęstych sosnowych lasach porastających północne stoki Riły. Docieramy tu w kilka minut busikiem kursującym co pół godziny z pobliskiego Samokowa (70 km od Sofii, bilet 7 lewów).
Na początku lipca Borowec jest prawie pusty, więc bez trudu znajdujemy kwaterę (15 lewów za łóżko w dwójce, prysznic na korytarzu) w tonącym w pelargoniach drewnianym domku naprzeciw stacji kolejki gondolowej. Wjazd kolejką na szczyt Jastrebec skraca drogę na Musałę prawie o 6 godz. i pozwala wrócić do Borowca tego samego dnia (10 lewów w obie strony).
Mamy szczęście. Po okresie burz i ulewnych deszczy poranek zapowiada pogodny dzień. Wjeżdżamy kolejką na Jastrebec, skąd czerwony szlak prowadzi niemal płaskim, szerokim duktem wśród kosodrzewiny. Po blisko godzinie docieramy do dużego schroniska Musała malowniczo położonego nad jeziorem. Z jego przeciwległego brzegu wyrasta - jakby wprost z wody - skalista piramida szczytu Ireczek. Wokół kwitnące łąki. Niestety, wszędzie walają się kawałki pordzewiałego żelastwa, wejście do schroniska tarasuje wrak ciężarówki, a nad jeziorem straszą ruiny niedokończonej inwestycji. Trzeba stąd uciekać i to szybko. Obchodzimy jezioro z prawej strony i zaczynamy wspinaczkę. Krajobraz robi się coraz bardziej alpejski. Po kolejnej godzinie, ścieżką wijącą się wśród piargów i kosówki docieramy do schronu górskiego Ledenoto Ezero - nazwa od jeziora Lodowatego, nad którym leży. Pokrywa je lód, środkiem majestatycznie dryfuje kra. Po prawej stronie z chmur wyłania się skalisty szczyt Musały z charakterystycznym ramieniem, którym prowadzi nasza droga. Powinniśmy tam dotrzeć w 40 min. Wybieramy "wariant letni" podejścia i - niestety - popełniamy błąd! W żlebach przecinających szlak przez skute lodem jezioro zalega sporo śniegu, przejście jest naprawdę niebezpieczne. Należało wybrać drogę zimową prowadzącą wyżej, stromym grzbietem wzdłuż słupków trakcji elektrycznej. Cóż, mądry Polak po szkodzie...
W końcu udaje nam się wdrapać na szczyt z emocjami, ale bez przygód. W stacji meteorologicznej wypijamy herbatę, potem podziwiamy rozległy widok na usiane jeziorami pasmo Riły i ruszamy w dół szlakiem zimowym. Po niespełna 7 godz. jesteśmy z powrotem przy górnej stacji kolejki.
***
Następny dzień upływa na przenosinach z Borowca, przez Samokow, potem przez słynące z gorących źródeł i biatlonistów miasteczko Saparewa Bania do leżącego wysoko pośród świerkowych lasów ośrodka turystycznego Panicziszte. Według przewodnika to najdogodniejszy punkt wypadowy do jednej z najpiękniejszych dolin polodowcowych Riły - Doliny Siedmiu Jezior (Sedemte Ezera). Stamtąd chcemy dotrzeć do zagubionego wśród połonin schroniska Iwan Wazow, a nazajutrz przez hale i bukowe lasy zejść wprost do bram Rilskiego Monastyru (w sumie trzy dni, z nietrudnymi odcinkami od 4 do 7 godz. marszu).
Spośród mnóstwa pieszych szlaków przecinających Riłę wybraliśmy właśnie ten. Był to strzał w dziesiątkę! Jak w pigułce zawiera wszystko, co Riła ma najcenniejszego: leśne mateczniki, spadające z chmur wodospady, łąki pełne motyli i błękitne jeziora w otoczeniu poszarpanych turni, bezkresne połoniny ze stadami swobodnie pasących się koni, podniebne trawersy, przyjazne schroniska. I na koniec największy skarb Riły - legendarny monastyr pełen cudów, ukryty w głębokiej dolinie pośród bukowych lasów.
Do Saparewej Bani zajeżdżamy w ulewnym deszczu. Na ulicach nie ma żywego ducha, a my nie mamy pojęcia, skąd odchodzą busy do Panicziszte. Zatrzymujemy taksówkę. Droga jest podobno piękna, ale walące z nieba strumienie wody uniemożliwiają kontemplację widoków. Kierowca dzielnie sobie radzi na mokrych serpentynach. Kiedy spieramy się, skąd najlepiej będzie wyjść na szlak, zniecierpliwiony kierowca decyduje za nas: - Pionierska! I gwałtownie zawraca na śliskiej drodze.
Wśród grzmotów i błyskawic wjeżdżamy na rozległą leśną polanę. Pod świerkami stoi rozłożysty, biały dom - schronisko Pionierska. Z sieni wybiega potężny mężczyzna i pomaga nam wytaszczyć plecaki. - Polska? - pyta. Nie mogliśmy trafić lepiej - Wasyl, kierownik schroniska, mieszkał kiedyś w Warszawie i ma sentyment do naszego kraju.
Wieczór spędzamy przy stole w kuchni. Lidia, żona Wasyla, smaży kebabcze i sieka pomidory na sałatkę. Co chwilę wpadają kumple Wasyla, każdy z butelką rakii i historią do opowiedzenia (nocleg w dwójce 12 lewów, prysznic na korytarzu, tel. 0896 68 84 45, 0888 01 32 98).
Burza trwa całą noc. Nad ranem wiatr cichnie i pokazują się gwiazdy. Kiedy o godz. 8 wyruszamy na szlak, serdecznie żegnani przez Wasyla, przez korony świerków przebija się słońce, wszystko wokół lśni od rosy.
***
Maszerujemy asfaltową szosą w kierunku Panicziszte, by po kilkunastu minutach wejść na szlak. Leśny dukt ze znakami czerwonymi i żółtymi odgałęzia się w prawo, dochodząc do drewnianej bramy - wejścia do Parku Narodowego Riły. Dalej czerwony szlak pnie się świerkowym lasem, klucząc między omszałymi głazami. Po 1,5 godz. dochodzimy do schroniska Skakawica. Z przytulnej werandy umeblowanej miękkimi kanapami rozciąga się widok na zieloną dolinę. Zimne piwo i szum spadającego z grani wodospadu - czy można chcieć czegoś więcej? Ale trzeba iść dalej. Za Skakawicą znaki czerwone mieszają się z żółtymi i zielonymi, a wszystkie, niczym do Rzymu, prowadzą do Siedmiu Jezior.
Las wkrótce się kończy i wychodzimy na otwartą przestrzeń. Przed nami łagodnie pofałdowany teren, porośnięty mchem i morzem jałowca, z którego wystają wysepki skał i kępy drzew. Wszędzie płyną strumyki o brzegach gęsto porośniętych kwiatami. Tak musiała wyglądać Arkadia! Magia krajobrazu i bliskość Grecji sprawiają, że w pamięci ożywają greckie mity. Woda w zakolu strumienia wciąż przechowuje drżące odbicie Narcyza, nietrudno sobie wyobrazić bożka Pana grającego na fletni pod świerkami i nimfy pląsające przy źródle. W XXI wiek sprowadza nas widok podpór wyciągu krzesełkowego - niedaleko powinien być cel dzisiejszej wędrówki. Ścieżką w gęstych zaroślach rabarbaru docieramy do schroniska Rilski Ezera, z wygodnymi pokojami i niezłą restauracją (łóżko w dwójce - 25 lewów, fasolka z kiełbasą - 4, piwo - 2,50). Można podejść 40 min w górę i przenocować w schronisku Sedemte Ezera, starszym i dużo tańszym. Po obiedzie wspinamy się na górujący nad schroniskiem grzbiet Suchija Rid, skąd do zachodu słońca podziwiamy bajkową scenerię doliny.
Ranek zaczynamy podejściem do Siedmiu Jezior ścieżką wśród kosówki, z widokiem na Dolnoto Ezero, niewiarygodnie błyszczące w porannym słońcu. Po herbacie w schronisku ruszamy w górę czerwonym szlakiem na przełęcz Razdeła. Tym razem podejście trwa bardzo długo. W dole, między jeziorami, strzępią się resztki porannych mgieł prześwietlonych słońcem. Widok nie do opisania! Co kilka metrów przystaję, by zrobić zdjęcie. Zawsze w takiej sytuacji przypomina mi się radziecki turysta spotkany kiedyś na Rybackiej Baszcie w Budapeszcie. Krążył wniebowzięty od wieżyczki do wieżyczki, co chwilę przykładając do oka wizjer sfatygowanej smieny. - Objazatielno nada snjat' - oznajmiał głośno.
W końcu wychodzimy na grzbiet, gdzie znaki czerwone łączą się z żółtymi. Mijamy jezioro Okoto (najgłębsze w Rile), potem Syzłata, po którym pływa kra. Po kilku trawersach dochodzimy do przełęczy Razdeła. Stąd znaki czerwone wiodą do skalistych turni Maljowicy, jednego z najpiękniejszych szczytów Riły (zostawiamy go sobie na następny raz). Droga skręca w prawo i razem ze znakami zielonymi zdąża w kierunku schroniska Iwan Wazow. Teren robi się płaski i podmokły. Wkraczamy na zielone połoniny, na których pasą się przez nikogo niepilnowane konie. Kiedy przystajemy na chwilę, żeby napić się wody, przybiegają ciekawskie źrebaki i trącają wilgotnymi chrapami wyciągnięte do głaskania dłonie.
Riła to największy rezerwuar wody w Bułgarii. Prastare lasy, które porastają większość z 2629 km kw. jej obszaru, obfitują w liczne źródła. Część z nich zasila bystre wody rzeki Iskyr, by po niedługim czasie, już jako Dunaj, zakończyć bieg w Morzu Czarnym. Pozostałe zlewają się w malownicze górskie rzeki: Maricę, Mesnę i Strumę, i razem z nimi wpadają do Morza Egejskiego. Masyw rilski jest więc działem wodnym, jednym z magicznych "żeber Ziemi", miejscem poruszającym wyobraźnię. 180 jezior tkwiących niczym klejnoty w oprawie głębokich polodowcowych dolin podkreśla oszałamiającą urodę Riły, jak dobrze dobrana biżuteria styl i klasę eleganckiej kobiety.
Wielką zaletą tych gór, oprócz gęstej sieci schronisk i dobrze oznakowanych szlaków, jest ich dostępność. Leżą niespełna 100 km od Sofii, a transport autobusowy jest niedrogi, wygodny i pewny.
***
Kilkudniowy trekking zaczynamy od "wysokiego C", czyli od zdobycia Musały (2925 m), najwyższej góry Bałkanów. Doskonałym punktem wypadowym jest Borowec, zimą raj dla narciarzy, latem - uroczy kurort w gęstych sosnowych lasach porastających północne stoki Riły. Docieramy tu w kilka minut busikiem kursującym co pół godziny z pobliskiego Samokowa (70 km od Sofii, bilet 7 lewów).
Na początku lipca Borowec jest prawie pusty, więc bez trudu znajdujemy kwaterę (15 lewów za łóżko w dwójce, prysznic na korytarzu) w tonącym w pelargoniach drewnianym domku naprzeciw stacji kolejki gondolowej. Wjazd kolejką na szczyt Jastrebec skraca drogę na Musałę prawie o 6 godz. i pozwala wrócić do Borowca tego samego dnia (10 lewów w obie strony).
Mamy szczęście. Po okresie burz i ulewnych deszczy poranek zapowiada pogodny dzień. Wjeżdżamy kolejką na Jastrebec, skąd czerwony szlak prowadzi niemal płaskim, szerokim duktem wśród kosodrzewiny. Po blisko godzinie docieramy do dużego schroniska Musała malowniczo położonego nad jeziorem. Z jego przeciwległego brzegu wyrasta - jakby wprost z wody - skalista piramida szczytu Ireczek. Wokół kwitnące łąki. Niestety, wszędzie walają się kawałki pordzewiałego żelastwa, wejście do schroniska tarasuje wrak ciężarówki, a nad jeziorem straszą ruiny niedokończonej inwestycji. Trzeba stąd uciekać i to szybko. Obchodzimy jezioro z prawej strony i zaczynamy wspinaczkę. Krajobraz robi się coraz bardziej alpejski. Po kolejnej godzinie, ścieżką wijącą się wśród piargów i kosówki docieramy do schronu górskiego Ledenoto Ezero - nazwa od jeziora Lodowatego, nad którym leży. Pokrywa je lód, środkiem majestatycznie dryfuje kra. Po prawej stronie z chmur wyłania się skalisty szczyt Musały z charakterystycznym ramieniem, którym prowadzi nasza droga. Powinniśmy tam dotrzeć w 40 min. Wybieramy "wariant letni" podejścia i - niestety - popełniamy błąd! W żlebach przecinających szlak przez skute lodem jezioro zalega sporo śniegu, przejście jest naprawdę niebezpieczne. Należało wybrać drogę zimową prowadzącą wyżej, stromym grzbietem wzdłuż słupków trakcji elektrycznej. Cóż, mądry Polak po szkodzie...
W końcu udaje nam się wdrapać na szczyt z emocjami, ale bez przygód. W stacji meteorologicznej wypijamy herbatę, potem podziwiamy rozległy widok na usiane jeziorami pasmo Riły i ruszamy w dół szlakiem zimowym. Po niespełna 7 godz. jesteśmy z powrotem przy górnej stacji kolejki.
***
Następny dzień upływa na przenosinach z Borowca, przez Samokow, potem przez słynące z gorących źródeł i biatlonistów miasteczko Saparewa Bania do leżącego wysoko pośród świerkowych lasów ośrodka turystycznego Panicziszte. Według przewodnika to najdogodniejszy punkt wypadowy do jednej z najpiękniejszych dolin polodowcowych Riły - Doliny Siedmiu Jezior (Sedemte Ezera). Stamtąd chcemy dotrzeć do zagubionego wśród połonin schroniska Iwan Wazow, a nazajutrz przez hale i bukowe lasy zejść wprost do bram Rilskiego Monastyru (w sumie trzy dni, z nietrudnymi odcinkami od 4 do 7 godz. marszu).
Spośród mnóstwa pieszych szlaków przecinających Riłę wybraliśmy właśnie ten. Był to strzał w dziesiątkę! Jak w pigułce zawiera wszystko, co Riła ma najcenniejszego: leśne mateczniki, spadające z chmur wodospady, łąki pełne motyli i błękitne jeziora w otoczeniu poszarpanych turni, bezkresne połoniny ze stadami swobodnie pasących się koni, podniebne trawersy, przyjazne schroniska. I na koniec największy skarb Riły - legendarny monastyr pełen cudów, ukryty w głębokiej dolinie pośród bukowych lasów.
Do Saparewej Bani zajeżdżamy w ulewnym deszczu. Na ulicach nie ma żywego ducha, a my nie mamy pojęcia, skąd odchodzą busy do Panicziszte. Zatrzymujemy taksówkę. Droga jest podobno piękna, ale walące z nieba strumienie wody uniemożliwiają kontemplację widoków. Kierowca dzielnie sobie radzi na mokrych serpentynach. Kiedy spieramy się, skąd najlepiej będzie wyjść na szlak, zniecierpliwiony kierowca decyduje za nas: - Pionierska! I gwałtownie zawraca na śliskiej drodze.
Wśród grzmotów i błyskawic wjeżdżamy na rozległą leśną polanę. Pod świerkami stoi rozłożysty, biały dom - schronisko Pionierska. Z sieni wybiega potężny mężczyzna i pomaga nam wytaszczyć plecaki. - Polska? - pyta. Nie mogliśmy trafić lepiej - Wasyl, kierownik schroniska, mieszkał kiedyś w Warszawie i ma sentyment do naszego kraju.
Wieczór spędzamy przy stole w kuchni. Lidia, żona Wasyla, smaży kebabcze i sieka pomidory na sałatkę. Co chwilę wpadają kumple Wasyla, każdy z butelką rakii i historią do opowiedzenia (nocleg w dwójce 12 lewów, prysznic na korytarzu, tel. 0896 68 84 45, 0888 01 32 98).
Burza trwa całą noc. Nad ranem wiatr cichnie i pokazują się gwiazdy. Kiedy o godz. 8 wyruszamy na szlak, serdecznie żegnani przez Wasyla, przez korony świerków przebija się słońce, wszystko wokół lśni od rosy.
***
Maszerujemy asfaltową szosą w kierunku Panicziszte, by po kilkunastu minutach wejść na szlak. Leśny dukt ze znakami czerwonymi i żółtymi odgałęzia się w prawo, dochodząc do drewnianej bramy - wejścia do Parku Narodowego Riły. Dalej czerwony szlak pnie się świerkowym lasem, klucząc między omszałymi głazami. Po 1,5 godz. dochodzimy do schroniska Skakawica. Z przytulnej werandy umeblowanej miękkimi kanapami rozciąga się widok na zieloną dolinę. Zimne piwo i szum spadającego z grani wodospadu - czy można chcieć czegoś więcej? Ale trzeba iść dalej. Za Skakawicą znaki czerwone mieszają się z żółtymi i zielonymi, a wszystkie, niczym do Rzymu, prowadzą do Siedmiu Jezior.
Las wkrótce się kończy i wychodzimy na otwartą przestrzeń. Przed nami łagodnie pofałdowany teren, porośnięty mchem i morzem jałowca, z którego wystają wysepki skał i kępy drzew. Wszędzie płyną strumyki o brzegach gęsto porośniętych kwiatami. Tak musiała wyglądać Arkadia! Magia krajobrazu i bliskość Grecji sprawiają, że w pamięci ożywają greckie mity. Woda w zakolu strumienia wciąż przechowuje drżące odbicie Narcyza, nietrudno sobie wyobrazić bożka Pana grającego na fletni pod świerkami i nimfy pląsające przy źródle. W XXI wiek sprowadza nas widok podpór wyciągu krzesełkowego - niedaleko powinien być cel dzisiejszej wędrówki. Ścieżką w gęstych zaroślach rabarbaru docieramy do schroniska Rilski Ezera, z wygodnymi pokojami i niezłą restauracją (łóżko w dwójce - 25 lewów, fasolka z kiełbasą - 4, piwo - 2,50). Można podejść 40 min w górę i przenocować w schronisku Sedemte Ezera, starszym i dużo tańszym. Po obiedzie wspinamy się na górujący nad schroniskiem grzbiet Suchija Rid, skąd do zachodu słońca podziwiamy bajkową scenerię doliny.
Ranek zaczynamy podejściem do Siedmiu Jezior ścieżką wśród kosówki, z widokiem na Dolnoto Ezero, niewiarygodnie błyszczące w porannym słońcu. Po herbacie w schronisku ruszamy w górę czerwonym szlakiem na przełęcz Razdeła. Tym razem podejście trwa bardzo długo. W dole, między jeziorami, strzępią się resztki porannych mgieł prześwietlonych słońcem. Widok nie do opisania! Co kilka metrów przystaję, by zrobić zdjęcie. Zawsze w takiej sytuacji przypomina mi się radziecki turysta spotkany kiedyś na Rybackiej Baszcie w Budapeszcie. Krążył wniebowzięty od wieżyczki do wieżyczki, co chwilę przykładając do oka wizjer sfatygowanej smieny. - Objazatielno nada snjat' - oznajmiał głośno.
W końcu wychodzimy na grzbiet, gdzie znaki czerwone łączą się z żółtymi. Mijamy jezioro Okoto (najgłębsze w Rile), potem Syzłata, po którym pływa kra. Po kilku trawersach dochodzimy do przełęczy Razdeła. Stąd znaki czerwone wiodą do skalistych turni Maljowicy, jednego z najpiękniejszych szczytów Riły (zostawiamy go sobie na następny raz). Droga skręca w prawo i razem ze znakami zielonymi zdąża w kierunku schroniska Iwan Wazow. Teren robi się płaski i podmokły. Wkraczamy na zielone połoniny, na których pasą się przez nikogo niepilnowane konie. Kiedy przystajemy na chwilę, żeby napić się wody, przybiegają ciekawskie źrebaki i trącają wilgotnymi chrapami wyciągnięte do głaskania dłonie.
1
2
następne »
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl






więcej zdjęć









