Północne Peru. Od Cerro Sechin do Chiclayo - piramidy pełne skarbów

09.11.2009 15:00
Chavin de Huantar

Chavin de Huantar (Fot. Robert Nawrocki)

Kiedy rabusie rozkopali piramidę w Sipan, natrafili na nietknięty grobowiec sprzed 1800 lat...
Droga z Limy na północ biegnie wzdłuż suchego pasa jałowej ziemi - tzw. La Costa - położonego pomiędzy Oceanem Spokojnym na wschodzie a potężnym łańcuchem Andów na zachodzie. Zimny oceaniczny prąd Humboldta opływający peruwiańskie wybrzeże zatrzymuje wilgotne powietrze napływające z zachodu, od strony oceanu. Dlatego para wodna powstająca nad Pacyfikiem skrapla się przedwcześnie, i w efekcie deszcze podlewają... ocean, a wybrzeże pozostaje suche jak pieprz. Od czasu do czasu widać tylko kępy skąpej roślinności - znak, że nasz rejsowy autobus mija kolejną wioskę...

***

Cerro Sechin. Pierwszy przystanek zrobiłem po 370 km w dolinie Casma, by zwiedzić jedną z najstarszych i najbardziej niezwykłych świątyń starożytnego Peru. Powstała w tzw. okresie inicjalnym (1800-900 r. p.n.e.), o którym wciąż niewiele wiadomo.

Gliniana budowla jest niewielka i mocno już zniszczona. Otacza ją mur zdobiony paruset kamiennymi płytami - i to właśnie one stanowią o wyjątkowości tego miejsca. Płyty pokrywają reliefy przedstawiające zwycięskich wojowników i wziętych do niewoli jeńców. Dokładnie widać, jaki los spotykał pokonanych wrogów - odcięte głowy i kończyny, wyprute wnętrzności miały być przestrogą dla potencjalnych przeciwników. Do dziś pozostaje tajemnicą, jak nazywał się ów lud i jakie bóstwo tu czczono. Odkryta w 1937 r. świątynia wciąż kryje wiele tajemnic.

***

Chavin de Huantar. Po paru godzinach jazdy na północny wschód zmienił się i klimat, i krajobraz. Dotarłem do położonego u stóp ośnieżonych Andów miasta Huaraz (450 km od Limy). To stąd podejmuje się wysokogórskie wyprawy na pobliskie szczyty, włącznie z masywem Huascaran - najwyższą górą Peru (6768 m). Samo Huaraz jest nieciekawe, jego zabytki legły w gruzach w 1970 r., gdy potężne trzęsienie ziemi o sile 7,9 stopnia w skali Richtera zrównało miasto z ziemią, grzebiąc pod gruzami tysiące osób.

Nazajutrz ruszyłem do kompleksu świątynnego Chavin de Huantar (3 godz. jazdy od Huaraz) krętą drogą wpinającą się serpentynami aż do przełączy Kahuish (4516 m). W górskim zboczu wykuto niedawno tunel, a raczej podejrzaną dziurę, której nieobrobione ściany ociekają wodą. Po jego drugiej stronie stoi ogromny posąg Matki Boskiej. Droga opada na dno niewielkiej doliny kryjącej prawdziwy skarb - najstarszą kamienną budowlę na całym kontynencie. Początki Chavin de Huantar, czyli Świątyni Jaguara, sięgają 1000 r. p.n.e. Wtedy to rolniczy lud - zwany dziś kulturą Chavin - podporządkował sobie sąsiednie plemiona, tworząc nowy okres dziejów, tzw. Wczesny Horyzont. Świątynia była wielokrotnie przebudowywana. Tworzy ją kilka połączonych ze sobą obiektów - najważniejsze to Stara Świątynia i El Castillo (zamek), którego lekko nachylone do środka ściany przypominają potężny, prostokątny bunkier, wysoki na 5 m, bez otworów okiennych, ozdobiony pięknym portalem. Zbudowano go z doskonale obrobionych, niewielkich wapiennych bloków.

Najbardziej osobliwie prezentuje się wnętrze kompleksu, którego część tworzy system ciemnych korytarzy przecinających się pod kątem prostym. Sklepienie wspiera się na szeregach masywnych kolumn i ma tę właściwość, że wzmacnia dźwięk - zebrani na dziedzińcu wierni mogli słyszeć przemawiającego ze środka świątyni kapłana, nie widząc go. Musiało to robić piorunujące wrażenie.

Nie dociera tu światło z zewnątrz, niegdyś korytarze oświetlały łuczywa, dziś żarówki. Dwa korytarze biegną skośnie do osi budowli, prowadząc do niewielkiego pomieszczenia kryjącego El Lanzón, czyli Włócznię. To wysoki na 4 m podłużny monolit pokryty skomplikowanym ornamentem, o nieodczytanej do dziś symbolice. Widać tylko jego fragment - pomieszczenie, w którym go postawiono, przypomina studnię i jest dużo wyższe niż prowadzący doń korytarz. Gdyby popatrzeć na plan budowli z góry, można by pomyśleć, że z nieba spadł długi, kamienny sztylet, wbijając się w ziemię, a następnie obudowano go systemem korytarzy zamkniętych masywną kamienną ścianą. Ta unikatowa budowla nie ma odpowiednika w całej Ameryce. Na jednej z zewnętrznych ścian budowniczowie dokonali ciekawego zabiegu: niektóre z bloków tworzących lico muru wysunęli do przodu, nadając im kształt ludzkich głów. Niestety, na swoim miejscu uchowała się tylko jedna. Kilka innych przechowuje pobliskie muzeum. Szkoda, ta ściana musiała kiedyś wyglądać niczym galeria portretu...

***

Trujillo. Podążam dalej na północ, w kierunku miasta Trujillo (560 km od Limy), powracając do znanych mi już posępnych krajobrazów La Costy. Ta nadbrzeżna pustynia byłaby zupełnie pozbawiona życia, gdyby nie przecinające ją potoki, spływające z Andów. Niewielkie strumienie zasilają kilkanaście równoległych dolin, w których od najdawniejszych czasów kwitły peruwiańskie kultury. Każda była nierozerwalnie związana ze swoją doliną i przepływającą przez nią rzeką (od niej zależało życie). Wegetacja dociera tylko tam, gdzie sięga woda. Granica jest wyraźna: dywan soczystej, ciemnej zieleni uprawnych pól kończy się jak odcięty nożem - krok dalej mamy odwieczną martwotę spieczonej słońcem pustyni.

Przez wieki społeczności w dolinach egzystowały niezależnie od siebie, ale 1500 lat temu lud Moche zdobył przewagę nad pozostałymi, tworząc potężne państwo. Pozostałości tej kultury leżą w bliskim sąsiedztwie miasta Trujillo. Aby swobodnie zwiedzać okolice, wynająłem taksówkę na pół dnia (ok. 40 zł).

Zwiedzanie rozpocząłem od ruin centrum religijnego z ogromną Piramidą Słońca (Huaca del Sol) i mniejszą Piramidą Księżyca (Huaca de la Luna). Piramida Słońca, której budowę rozpoczęto w I w., a powiększano przez kolejnych 600 lat, to największa w Peru konstrukcja zbudowana z suszonych na słońcu cegieł adobe. Użyto ich tu ok. 140 mln. Wznosi się na wysokość 41 m (niegdyś miała 50). Z daleka wygląda jak kanciasty pagór wyrastający ponad płaską jak stół okolicę. Z bliska jednak widać, że ściany zbudowano z równo ułożonych cegieł, choć mocno już rozmytych. Adobe to wytrzymały materiał budowlany, ale nieodporny na działanie deszczu - na pustyni przetrwa setki lat, jednak zmieniający się klimat z większą ilością opadów dokonał dzieła zniszczenia.

Huaca del Sol i tak zdumiewa ogromem, w dodatku była niegdyś pomalowana w jaskrawe kolory. Pewne wyobrażenie o tym, jak wyglądała, daje pobliska Piramida Księżyca, w której wnętrzu odnaleziono nie tak dawno całe partie ścian pokrytych freskami. Najczęściej powtarza się na nich oblicze głównego bóstwa imieniem Ayapec, o świdrującym, złowrogim spojrzeniu.

Lud Moche budował obiekty kultu w sposób dość niezwykły. Gdy piramida niszczała, nie rozbierano jej, lecz zasypywano piaskiem, wznosząc na starej konstrukcji nowe mury - przez stulecia zabieg ten wielokrotnie powtarzano.

W licznych grobowcach odkopanych w pobliżu piramid, jak i w innych rejonach występowania tej kultury (północne Peru) odkryto piękną ceramikę. Na lepionych ręcznie naczyniach mamy galerię portretów i wszystkie aspekty życia Moche, również te najintymniejsze. Wśród turystów wielkim powodzeniem cieszą się kopie naczyń przedstawiających pary uprawiające radosny seks w konfiguracjach mogących zainspirować do niejednego eksperymentu.

Po drugiej stronie Trujillo (5 km na zachód) znajduje się miejsce jeszcze bardziej niezwykłe: ruiny Chan Chan, największego na świecie miasta zbudowanego wyłącznie z gliny (na obszarze pustynnej La Costy nie ma kamieniołomów ani lasów). Powstało po 850 r., za czasów kultury Chimor (wywodzi się bezpośrednio z Moche). Nieustannie powiększane, przetrwało aż do podboju miasta przez Inków w latach 70. XV w.

Jednak określenie "miasto" nie do końca oddaje charakter Chan Chan. Niegdyś każdy władca tego ludu budował dla siebie odrębny kompleks pałacowy - zespół budynków mieszkalno-świątynnych otoczony potężnym murem. Gdy umierał, grzebano go tamże, a następca tronu wznosił swoją rezydencję tuż obok. Tymczasem na terenie pałacu poprzednika wcale nie zamierała aktywność - według wierzeń ludu Chimor królom po śmierci w dalszym ciągu potrzebne były te same wygody, co za życia, a także gromada służących. Kompleks, który przetrwał do naszych czasów, jest dziełem ostatnich dziesięciu królów, i w każdym z kolejnych pałaców utrzymywany był dwór obsługujący zmarłego władcę! W ciągu paru wieków powstał niewiarygodny gliniany labirynt zajmujący 28 km kw. Najlepiej więc wynająć przewodnika (30 zł/ godz.), by nie pogubić się w gąszczu przejść i korytarzy. Należy też wysilić wyobraźnię - dzisiejsze Chan Chan to tylko mizerne resztki dawnej świetności.

Z zewnątrz widać jedynie potężne, parometrowej wysokości mury obronne. Wszedłszy do środka stajemy zdumieni: gliniane ściany ciągną się kilometrami. Pierwotnie były o wiele wyższe, a do tego bajecznie kolorowe. W trakcie budowy, na świeżej jeszcze glinie odciskano geometryczne wzory, a poszczególne elementy pokrywano kolorami. W efekcie powstawało coś na kształt... trójwymiarowej tapety. Często nawet samą cegłę układano na różne sposoby - mogła wystawać, mniej lub bardziej z lica muru, co tworzyło przestrzenny ornament lub ażur z prześwitami. Jeśli dodać do tego galerię posągów i naczyń ze złota, całość musiała robić wielkie wrażenie.

***

Chiclayo. 400-tysięczne miasto (200 km na północ od Trujillo, 770 od Limy), ma ładną, postkolonialną starówkę i parę kolorowych kościołów. Jednak prawdziwe skarby kryją jego okolice.

W 1983 r. w pobliskiej wiosce Sipan (35 km od Chiclayo, pół godziny taksówką za ok. 30 zł lub busem za 5 zł) rabusie rozkopujący piramidę kultury Moche natrafili na nietknięty grobowiec władcy sprzed 1800 lat. Skarb był tak niezwykły, że zaczęli się wykłócać o sprawiedliwy podział łupu. Jeden ze złodziei poczuł się skrzywdzony i zadenuncjował wspólników. Przybyły na miejsce patrol oniemiał z wrażenia...

To pierwszy, prawie kompletny grobowiec królewski, odkryty na kontynencie, i jeden z najbogatszych w dziejach światowej archeologii. Dojeżdżając tam, już z daleka ujrzałem piramidę Pana Sipanu (jak go nazwano), wznoszącą się wśród zieleni uprawnych pól. Przypomina pagór o nieregularnych kształtach. Budowlę tworzyły niegdyś trzy połączone ze sobą potężne, gliniane platformy, jednak ich krawędzie rozmyły deszcze. W następnych latach odkryto w niej jeszcze parę innych, równie wspaniale wyposażonych grobów.

Bowiem lud Moche na szczycie każdej piramidy ustawiał świątynię; przy okazji w ścianach budowli umieszczano grobowce władców. Odziane w królewskie szaty ciało zmarłego składano w drewnianej skrzyni, tę zaś lokowano w obmurowanych cegłami zagłębieniach parometrowej głębokości. Obok trumny zabijano w ofierze paru niewolników, by służyli władcy w zaświatach. Całość przykrywano stropem z drewnianych belek i zamurowywano, po czym kontynuowano rozbudowę piramidy. Dlatego znalezienie grobowca to kwestia przypadku - nie ma żadnych (na szczęście) znaków czy korytarzy naprowadzających do miejsc pochówku. Niektóre z nich pieczołowicie zrekonstruowano, układając w środku kopie odnalezionych skarbów. Te zaś trafiły do Bruning Muzeum w Lambayeque (20 min taksówką na północ od Chiclayo).

Z zewnątrz muzeum przypomina bunkier, ale w środku znajduje się najbardziej niezwykła ekspozycja, jaką kiedykolwiek widziałem. Chłodne, ciemne wnętrze rozjaśnia złotawa poświata, emanująca z różnych punktów. Jej źródłem są złote i srebrne przedmioty umieszczone w podświetlonych gablotach. Wiele z nich ustawiono pośrodku sal, a kontrast ciemności i przytłumionego światła sprawia, iż prawie nie widać szkła. Zabieg genialny! - miałem wrażenie, jakby te klejnoty otaczały mnie zewsząd, jakby unosiły się w magicznej przestrzeni. Ich bogactwo może oszołomić: ogromne naszyjniki o skomplikowanych wzorach wyplatanych ze złotych drucików, nauszniki, pierścienie, królewskie berła...

By dać zwiedzającym pełne wyobrażenie o znaleziskach, zrekonstruowano również same grobowce - tak, jak wyglądały w momencie ich odkrycia. Leżą w nich kopie ubiorów i klejnotów. Patrzy się na nie z góry, spoglądając w głąb "szybu". Nieprawdopodobne wrażenie! W sporej sali zrekonstruowano też w skali 1:1 dwór władcy ludu Moche. Figury króla i dworzan mają na sobie kopie ubiorów i klejnotów, poruszają się napędzane wewnętrznym mechanizmem, w tle gra muzyka skomponowana w oparciu o oryginalne instrumenty z epoki. W Bruning Muzeum planowałem spędzić dwie godziny - wyszedłem po czterech.

W pobliskiej restauracji zamówiłem tortillę z frijoles, czyli placki kukurydziane z fasolą. Sącząc schłodzone piwo, snułem plany na najbliższe dni, bowiem moja północnoperuwiańska przygoda dopiero się zaczynała...

Północne Peru nie jest bardzo popularne wśród turystów - wszystkie zwiedzane obiekty miałem niemal dla siebie i mogłem je kontemplować do woli. Jest ciepło i słonecznie, nie występują problemy związane z chorobą wysokościową, która daje się we znaki na południu. W centrum każdego miasta znajdowałem nocleg za ok. 20 zł (jedynka z czystą pościelą i bieżącą wodą). Wstęp do zabytków - 10-15 zł, do Bruning Muzeum - 30 zł. Jazda nocnym autobusem kuszetką (tzw. coche cama) - 40-50 zł. Biura podróży w Huaraz oferują całodzienne wycieczki do Chavin de Huantar za ok. 30 zł

Zobacz także
  • Wioska na palach Peru. Ryby wciąż śpiewają w Ukajali
  • Co warto zobaczyć w Peru?
  • Peru. Szlakiem Inków do Machu Picchu
Skomentuj:
Północne Peru. Od Cerro Sechin do Chiclayo - piramidy pełne skarbów
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei