Polska nieznana. Przerzeczyn Zdrój - epitafia w zdroju

Wspaniałą galerię Ślązaków zaklętych w kamieniu podziwiałem w najmniejszym polskim uzdrowisku
Przerzeczyn Zdrój leży na Dolnym Śląsku, nieopodal Niemczy. "Zdrój" ma w nazwie nieprzypadkowo. Bo choć to wieś, jest też najmniejszym w Polsce uzdrowiskiem - może przyjąć 160 kuracjuszy.

Z dobroczynnych właściwości tutejszych wód korzystano już w średniowieczu, lecząc wrzody. Źródło miejscowi zwali Śmierdzielem bądź Rozrabiaczem, a to z powodu niemiłych siarczanych zapachów. Historia uzdrowiska sięga 1802 r., gdy właściciel Przerzeczyna graf von Pfeil na prywatny użytek zbudował domek kąpielowy z dwiema wannami. Wkrótce wanien było już sześć, a w 1827 r. wyrósł nad rzeką Ślęzą dom zdrojowy z prawdziwego zdarzenia, z 11 gabinetami kąpielowymi.

Dziś w uzdrowisku leczy się schorzenia narządów ruchu, dolegliwości reumatyczne i stany pourazowe. Obok siebie - co zdarza się bardzo rzadko - występują źródła siarczkowe i żelaziste. Ich wody nie tylko poprawiają krążenie krwi i metabolizm, ale też wzmacniają potencję. Leczniczym kąpielom służy również woda radoczynno-siarczkowa o unikalnym składzie.

Nad rzeką cztery małe sanatoria i niewielki park zdrojowy. Najnowszy obiekt - nowoczesny basen rehabilitacyjno-leczniczy - liczy sześć lat. Najstarszy, apartament "Jaś", powstał przed 1806 r. To skromny budynek przy wodospadzie na Ślęzy. Z jego piwnicy wchodzi się do małej jaskini. Niegdyś mogła być lodownią, do niedawna - kawiarnią (szkoda, że teraz zamknięta na głucho). Legenda mówi, że w XI w. mieszkał w niej uważany za pierwszego polskiego lekarza pustelnik Andrzej Świerad. Późniejszy święty uczył także okoliczną ludność, jak karczować las i uprawiać ziemię.

***

Prawdziwą osobliwością jest stojący w środku wsi kościół Matki Boskiej Królowej Polski. Zapewne wzniesiono go w XIV w., ale później wiele razy przerabiano. Budowla ma więc cechy gotyckie i renesansowe, a jej wnętrze - barokowe. Od 1530 do 1946 r. służyła ewangelikom, stąd typowe dla kościołów protestanckich okazałe drewniane empory z namalowanymi w końcu XVII w. scenami biblijnymi. Pięknie prezentuje się XVIII-wieczny prospekt organowy zwieńczony figurami Dawida i grających na trąbach aniołów. Z tej samej epoki pochodzi ambona z postaciami ewangelistów i marmurowy obelisk zmarłej w 1712 r. szlachcianki z rodu von Nimptsch. W jego narożnikach personifikacje Wiary, Nadziei, Miłości i Sprawiedliwości w pięknie drapowanych szatach.

Jednak najbardziej zafrapowały mnie kamienne tablice epitafijne braci von Niemitzów, w przejściu z nawy do prezbiterium. Ta upamiętniająca zmarłego w 1571 r. Krzysztofa przedstawia scenę chrztu Jezusa w Jordanie. Poniżej klęczy odziany w zbroję nieboszczyk, obok jego córka i żona w podwice - osłaniającej szyję i podbródek chuście noszonej niegdyś przez mężatki. Epitafium Henryka von Niemitza z 1573 r. przedstawia Ukrzyżowanie i dwie historie ze Starego Testamentu: ofiarowanie Izaaka przez Abrahama (zapowiedź ofiary, którą złoży Bóg Ojciec ze swego syna) oraz wywyższenie węża miedzianego (zapowiedź Ukrzyżowania). I tu również zobaczymy klęczącą rodzinę.

***

Na zewnętrznych murach kościoła, w obiegającym go parkanie i na ścianie stojącej obok pastorówki doliczyłem się 64 pięknych tablic epitafijnych, przeważnie z XVI-XVIII w. Wykute w kamieniu nagrobki zdobią dziesiątki szlacheckich herbów - epitafia były kosztowne, stać było na nie tylko zamożniejszych. Wśród symboli m.in. czaszki z wyrastającymi kłosami (zmartwychwstanie), wijące się przez oczodoły węże (śmierć), uskrzydlone klepsydry (przemijanie), ukrzyżowane serce przebite strzałami (grzechy)... Wizerunki zmarłych niemowląt - w powijakach - przypominają egipskie mumie. Te starsze odziane są w długie "koszulki śmiertelne" szyte specjalnie na pogrzeb (z oszczędności składały się czasem tylko z części wierzchniej). Z murów spoglądają na nas brodaci rycerze naturalnej wielkości okuci w ciężkie płytowe zbroje. Choć już w XVI w. wyszły one z użycia, śląscy szlachcice tak właśnie chcieli się prezentować na nagrobkach; jednak czasem pod szyją wystaje modny wówczas kryzowy kołnierzyk. Rzeźbiarze wykonali swą pracę z fotograficzną wręcz dokładnością - na zbrojach widać każde okucie, sprzączkę czy ozdobne grawerunki, a nawet wsporniki do mocowania kopii podczas ataku. Są też postaci w bufiastych spodniach, pończochach i podwiązkach, dzierżące w dłoniach kapelusze.

Jak zwróciła mi uwagę mieszkanka Przerzeczyna i pasjonatka jego historii Bożena Mirek (z zawodu kurator sądowy, autorka książeczki o kurorcie), jeden z rycerzy jest uderzająco podobny do Jana Kochanowskiego. Inny zaś niemal "wychodzi" z parkanu, a jego noga "oderwała" się już od kamiennej płyty.

Wśród nagrobków kobiet uwagę zwraca umieszczony przy wejściu do kościoła wizerunek zmarłej w 1622 r. 18-letniej Anny von Brauchisch - urodziwej dziewczyny w pięknej sukni, z włosami do kolan i wiankiem na głowie.

Pośród doskonałych artystycznie płyt wyróżnia się ta przy wejściu do salki katechetycznej, wykuta wręcz nieporadnie, w piaskowcu złej jakości. Jezus na krzyżu jest nieproporcjonalny, ma groteskowo szerokie biodra. - Tablica upamiętnia zmarłego ok. 1538 r. Hansa Pfeila - wyjaśnia Bożena Mirek. - Uchodził za utracjusza, więc rodzina "odwdzięczyła" mu się tanim, byle jakim pomnikiem.

Najstarsze epitafium datuje się na co najmniej XIV w. Wyryty w granicie niewyraźny już herb uchodził za polskiego orła. - Ale jedenaście lat temu, gdy słońce "zagrało" na kamieniu, okazało się, że to skrzyżowane niedźwiedzie łapy i dwie piły - mówi Bożena Mirek. Takich łap ujrzymy tu zresztą więcej - były herbem właścicieli Przerzeczyna, rodziny Pfeilów.

Na koniec spójrzmy wysoko w górę: w południowym murze prezbiterium tkwią trzy kamienne maski - kobiety, mężczyzny i kozła. Nie wiadomo, kiedy je wykuto ani kogo przedstawiają, być może są starsze od samego kościoła. A w narożniku wieży kolejna niespodzianka - aż dwa zegary słoneczne.

Na przykościelnym cmentarzu nie ma już starych mogił usuniętych w 1964 r. w ramach akcji zacierania śladów niemczyzny. Zachowały się tylko trzy okazałe grobowce z XIX w. Ten neogotycko-mauretański, należący do rodziny von Bissingów (z 1858 r.), to dziś kaplica cmentarna. Przed kościołem dawna remiza, zapewne z XVII w., z barokową fasadą. Niestety, już nieużywana i bardzo zaniedbana.

***

W tak zwanym Górnym Przerzeczynie (okolice wodospadu) ok. 1860 r. w miejsce starego pałacu von Pfeilów wyrósł nowy, w stylu neoklasycznym. Od kościoła prowadziła doń grobla przy stawie wysadzana lombardzkimi topolami (dziś rośnie już tylko jedna). Wokół rezydencji, na schodzących do Ślęzy stokach, rozciągał się założony w XVIII w. park. Po II wojnie światowej pałac zamieniono w dom dziecka. W 1959 doszczętnie spłonął - zostały tylko fundamenty. W mocno zarośniętym parku rosną jeszcze platany, magnolia drzewiasta, czarna sosna i stare dęby. Gdzieniegdzie zachował się dawny układ alejek.

W Dolnym Przerzeczynie (część wsi od szosy Wrocław-Kudowa aż do kościoła) w 1906 r. stanęła w parku okazała willa z wieżyczką i gankiem ze stylizowanymi na antyczne kolumnami. Dziś mieści biura Ośrodka Hodowli Zarodowej. Wiedzie tam gęsta, grabowa aleja. Wieże budowli zdobi fryz z liści dębowych (dojrzymy w nim też komiczną ropuchę) i herby właścicieli.

Do parku w stylu angielskim wchodzi się przez kutą bramę z herbem Pfeilów. Jest staranie utrzymany, rosną tu 200-letnie okazy: tulipanowce amerykańskie, purpurolistne i strzępolistne buki, cisy, limby, platany, dęby, lipy i jałowce chińskie. Łącznie 49 gatunków, w tym 24 obce.

Kto ceni sobie chwile samotności w otoczeniu przyrody, lepiej trafić nie może. Bo choć do sanatoriów dojdziemy stąd spacerem w 10 minut, kuracjusze raczej tu nie zaglądają, podobnie jak i mieszkańcy Przerzeczyna. Całymi godzinami można spacerować i nikogo nie spotkać.

Przerzeczyn leży 50 km na południe od Wrocławia, przy szosie Wrocław-Kudowa Zdrój. W dni powszednie kościół może być zamknięty, najlepiej umówić się z proboszczem, tel. 74 837 51 97. Uzdrowisko Przerzeczyn Zdrój, ul. Zdrojowa 32, tel. 74 837 52 60

www.uzdrowisko-przerzeczyn.com.pl

Komentarze (3)
Polska nieznana. Przerzeczyn Zdrój - epitafia w zdroju
Zaloguj się
  • freud1

    0

    Andrzej Świerad na dzsiejszym Dolnym Slasku???

  • orsinger

    Oceniono 4 razy 4

    Uwag kilka w sprawie uzbrojenia i nie tylko:
    - pełna bojowa zbroja płytowa była wykorzystywana na zachodzie Europy z powodzeniem przez cały wiek XVI (Śląsk funkcjonował podówczas w zupełnie innym kręgu kulturowym niż Rzeczpospolita),
    - prócz zbroi bojowej "zażywano" także zbroi turniejowych oraz rozpowszechnionych od XV wieku pośród zamożniejszej szlachty i arystokracji zbroi paradnych (tych używano jeszcze w XVII-XVIII wieku - vide portret Ludwika XV w pełnej zbroi płytowej) ,
    - szlachcice przedstawieni na płytach epitafijnych (nie nagrobnych!) noszą jak najbardziej współczesne zbroje turniejowe, a gdybanie "co by to oni tam chcieli,ci szlachcice, w tym szesnastym wieku" to trochę nadużycie.
    Poza tymi drobiazgami, artykuł na (prawie) medal ;)

    Pozdrawiam serdecznie

  • semigetuza

    Oceniono 10 razy 10

    teraz Przerzeczyn sprywatyzowano i zrobilo się totalne dzidostwo.Zrodlo, z którego można było brac wode mineralna wlasciciel zamknal, ale w ubikacjach i umywalkach dalej plynie woda mineralna. Przykład Przerzeczyna to przykład polskiego idiotyzmu w pelnej krasie, nieważne czy państwowego, czy prywatnego. Wody mineralne przerzeczynskie lecznicza impotencje meskia. Przerzeczyn lezy 70 km od Wroclawia, 50km od autostrady Rzeszow-Berlin z odnoga na Monachium. Idealne polozenie, unikalna woda mineralna, wlasny basen z taze woda mineralna i ZERO. Czysty debilizm. Żeby chociaż butelkowal te wode obecny wlasciciel-idota, nawet na to go nie stać.
    To tak jak z Zablociem /k J.Zdroju/. najlepsza solanka w Europie i jedna z najlepszych w swiecie.Wlascicele-kretyni chcą w niej ogorki kisic, cociaz butelkują ja i sprzedaja.
    A sol klodawska? Lepsza od niej jest w swiecie tylko czarna sol pakistanska, ale nawet tego nikt w Polsce wykorzystać nie potrafi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX