Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Parki narodowe USA. Glacier - w krainie gór i niedźwiedzi

  • Pin It
Maciej Śnieżek
05.10.2009 , aktualizacja: 01.10.2009 14:55
A A A Drukuj
Fot. Maciej Śnieżek
Łatwiej tu spotkać grizzly niż człowieka

Fot. Maciej Śnieżek
SERWISY
Dwutygodniowy urlop miałem spędzić na Alasce. Szybko okazało się jednak, że ten stan, choć wyjątkowo piękny, jest też jednym z najdroższych miejsc na północnej półkuli. Wybór padł więc na Montanę - krainę gór i niedźwiedzi (czwarty stan USA pod względem powierzchni, 44. - liczby mieszkańców). By dostać się tam z Polski, należy dotrzeć do Seattle, a potem złapać Empire Builder, pociąg z tradycjami, łączący Zachodnie Wybrzeże z Chicago, i po 14 godzinach znaleźć się na miejscu. Linia Empire Builder istnieje od 1929 r., a nazwano ją tak na cześć Jamesa J. Hilla, magnata kolejowego, który jako pierwszy, już w 1893 r., zbudował tory kolejowe pomiędzy Seattle a St. Paul. Przecina tereny, które najdłużej opierały się urbanizacji i do dziś są jednym z najdzikszych i najbardziej niedostępnych obszarów w USA.

***

Stacyjka West Glacier była niezłym wstępem do całego pobytu. Gdy pociąg odjechał, zostałem sam. Budynek stacji zamknięty na cztery spusty, kilkaset metrów dalej kilka dystrybutorów paliwa i niewielki sklep. Szosą co parę minut przemykają pikapy, a horyzont zasłaniają porośnięte sosnami i świerkami górskie pasma. Region ożywa zimą - okolice West Glacier to mekka dla narciarzy. Poza sezonem łatwiej tu spotkać niedźwiedzia niż turystę. Oliver, właściciel hostelu, w którym miałem nocować przez najbliższe dwa tygodnie, zjawił się zgodnie z umową. Całe szczęście, bo czekała nas 45-kilometrowa podróż wzdłuż rzeki Flathead, w kierunku granicy z Kanadą, aż do miejscowości Polebridge - wizytówki Glacier National Park.

Polebridge to wioska o stuletniej historii - Montanę włączono do USA dopiero w 1864 r., a 41. stanem została w 1889 r. Co najważniejsze, w Polebridge przez ostatnie sto lat niewiele się zmieniło. Nie prowadzi tu żadna asfaltowa droga, nie ma linii energetycznych i kanalizacji, a telefony komórkowe mogą służyć jedynie jako przyciski do papieru. To głównie baza wypadowa dla wędkarzy i punkt zaopatrzeniowy dla nielicznych miłośników przyrody, którzy jakimś cudem tu dotrą.

Zamieszkałem w North Fork Hostel, leśnej chatce niemal nad brzegiem Flathead River. Ten klimatyczny hostel powstał w latach 70. XX w. jako przystań dla poszukujących nirwany dzieci kwiatów. Przez 30 lat istnienia obrósł legendą, wycinkami prasowymi i podarowanymi przez gości banknotami ze wszystkich stron świata (polskich nie znalazłem, byłem tam pierwszym Polakiem). Kilka lat temu jeden z turystów, zachwycony miejscem i okolicą, odkupił go od emerytowanego już założyciela. Turystą tym był właśnie Oliver, Niemiec z urodzenia, od niedawna pełnoprawny Amerykanin.

Każdego wieczoru po kolacji goście mogą porozmawiać z gospodarzem, racząc się gorącą herbatą przy syku lamp gazowych i zbierając siły na wędrówki.

***

A jest gdzie wędrować! Przez Glacier (4102 km kw.) - przebiega tzw. Great Divide, główne pasmo Gór Skalistych, oddzielające zachodnią część kontynentu od wschodniej. Najwyższa góra w parku Mount Cleveland ma 3190 m. Jest tu ok. 700 jezior i niezliczone strumienie - woda tak czysta, że mnie na wyprawę w głuszę wystarczył przytroczony do plecaka kubek.

Park Glacier jest też stosunkowo mało znany - rocznie odwiedza go ok. 2 mln turystów (pół miliona mniej niż dwudziestokrotnie mniejszy Tatrzański Park Narodowy). Podczas dwudniowej wycieczki popularnym szlakiem turystycznym spotkaliśmy dwie osoby!

Trzeba przyznać, że w USA parki tworzy się z głową, tak by przyroda pozostała nietknięta, a turysta miał gdzie zanocować i nie zgubił się w górach. Informacja turystyczna jest wspaniała, szlaki świetnie oznaczone, a kempingi doskonale wyposażone.

Ale najważniejsza jest przyroda i... niedźwiedzie - brunatne i grizzly. Żyje ich tu 10-12 tys. (średnio jeden na 5 km kw.). Montana to drugi po Alasce stan pod względem liczby grizzly - według bardzo przybliżonych szacunków 1-1,5 tys.

Są bardzo ruchliwe, więc stosunkowo łatwo można się na nie natknąć, nawet w okolicach zamieszkanych przez ludzi. Nie na próżno każda broszura o Glacier zawiera rady dotyczące bliskich spotkań z tymi sporymi, ale niezbyt groźnymi ssakami. Pamiętajmy, że niedźwiedzi nie wolno karmić. Jeśli nauczą się, że człowiek może być źródłem pożywienia, będą stanowić zagrożenie, a w efekcie czeka je albo przeprowadzka w niedostępne rejony parku, albo śmierć. Dlatego wszystkie śmietniki są szczelnie (zapach!) zamykane na zatrzaski, których zwierzę nie otworzy, nie mają wystających części, za które może pociągnąć, ani otworów, w które może wsadzić łapę, trudno je też przewrócić lub podnieść. Na kempingach zapasy należy przechowywać kilka metrów nad ziemią, np. podwieszone na cienkim metalowym maszcie z haczykami na wysokości 3-4 m lub na mocno osadzonych w ziemi tyczkach z rozpiętą między nimi linką.

Niedźwiedzi nie wolno zaskakiwać. Gdy zwierzę usłyszy człowieka z odległości kilkudziesięciu metrów (w przeciwieństwie do wzroku mają świetny słuch), oddali się w inną stronę, jeśli jednak zostanie zaskoczone, może być niebezpieczne, dlatego wielu turystów głośno podśpiewuje czy pogwizduje, idąc przez las. Rocznie na 2 mln turystów zdarzają się dwa-trzy spotkania z niedźwiedziem, kończące się zazwyczaj niegroźnymi obrażeniami (ofiara śmiertelna - średnio raz na dziesięć lat). Dotyczy to szczególnie wędkarzy i myśliwych, którzy zapuszczają się w niedostępne rejony parku i wchodzą im w drogę, np. stojąc w strumieniu pełnym ryb lub strzelając do nich.

W ciągu dwóch tygodni pobytu trzy niedźwiedzie minęły mnie w odległości mniejszej niż 20 m. Dwa oddaliły się wolnym krokiem w przeciwnym kierunku, a jeden kompletnie mnie zignorował, nie przerywając buszowania w krzakach w poszukiwaniu jagód.

***

Ale park Glacier to nie tylko niedźwiedzie. Botanicy znajdą tu ponad tysiąc gatunków roślin, a ekolodzy docenią nietknięty ekosystem, który (z wyjątkiem wytępienia bizonów i reniferów na początku XX w.) nie zmienił się od tysiącleci. Wysoko na skałach można dojrzeć nieustraszone kozły śnieżne. Nocą da się czasem usłyszeć odległy krzyk pumy, a wśród drzew wypatrzyć przemykającego dostojnie łosia, wapiti czy mulaka. Rzadsze są rosomaki i rysie, a coraz więcej jest wilków. Żyją tu także jeżozwierze, kuny i mnóstwo gatunków nietoperzy. Co najmniej kilka razy dziennie natykałem się na stado pasących się saren - przyglądały mi się ciekawie i bez strachu. Obserwatorzy ptaków łatwo ujrzą na niebie sokoła czy rybołowa, a gdy im się poszczęści - bielika i orła przedniego. Wysoko w górach natrafimy na nieznające strachu przed człowiekiem pardwy, w pobliżu jezior urzędują świstuny, bernikle i łabędzie czarnodziobe. Miłośników wędkarstwa, zwłaszcza muchowego, ucieszy informacja o łososiach, siejach, lipieniach i paliach.

Jak w każdym parku narodowym ingerencja człowieka jest ograniczona do minimum, co zapewnia nienaruszalność krajobrazu. Turystów obowiązuje całkowity zakaz schodzenia z wyznaczonych szlaków i niszczenia roślin. W wielu miejscach natkniemy się na ogromne połacie sterczących z ziemi czarnych kikutów, pozarastanych przez nowe drzewa. To efekt pożarów, które regularnie nawiedzają te tereny - w 2003 r. spłonęło ponad 500 km kw. Dopóki nie zagrażają ludziom, nikt nie zajmuje się ich gaszeniem ani wycinką spalonych pni, co ma głębokie uzasadnienie ekologiczne.

***

Do tej beczki miodu trzeba dodać łyżkę dziegciu. Park Narodowy Glacier został tak nazwany z powodu lodowców górskich. Wszystko wskazuje jednak na to, że w ciągu kilku najbliższych dziesięcioleci nazwa ta będzie miała znaczenie wyłącznie historyczne. Szacuje się, że w 1850 r. (koniec małej epoki lodowcowej) znajdowało się tu ok. 150 lodowców. Obecnie jest ich 27, zajmują tylko 10 proc. pierwotnej powierzchni. Niestety, żadnego nie udało mi się zobaczyć. Te, które jeszcze nie stopniały, są w niedostępnych miejscach i raczej niewielkie - wyglądają jak zamarznięte rzeki w górskich dolinach. Niegdyś osiągały kilkadziesiąt kilometrów długości, dziś topnieją i cofają się, zamieniając się w błotniste bajora. Można je zobaczyć tylko wysoko w górach - tam, skąd przyszły...



Przelot Warszawa - Seattle - 2490 zł, www.flysiesta.pl; pociąg Seattle - West Glacier - 176 dol. (powrotny), www.amtrak.com; przejazd pikapem Olivera z West Glacier do Polebridge - 100 dol. North Fork Hostel: miejsce w tzw. bunk room (2-piętrowe łóżka) - 20 dol. za noc; pokoje 2-4-osobowe - 45 dol. pokój/noc + 7 proc. podatku; cabins (chatki koło budynku) - 45 dol. + 7 proc. podatku; rozbicie namiotu - 10-15 dol., www.nfhostel.com

Warto wiedzieć

•  Po parku można wędrować samotnie, choć jest to niewskazane, jak w przypadku każdego dziewiczego terenu. Park jest spory, mnóstwo świetnie oznaczonych szlaków, więc nie można się zgubić, ale nie ma co liczyć na spotkanie innych turystów. Najlepiej poruszać się w grupach z lokalnym przewodnikiem, który ma krótkofalówkę.

•  Na wędrówkę trzeba zabrać jedzenie (ilość zależy od trasy), np. suszone mięso, bakalie, czekoladę i zapas wody (bywają odcinki bez strumieni). W czasie postojów łatwo przygotować zupę z proszku, płatki śniadaniowe czy makaron z sosem.

•  Ubranie: sprawdzona metoda - na cebulkę, konieczny płaszcz przeciwdeszczowy i dobre buty; ciepły śpiwór, nawet latem!

•  Wędrując, trzeba mieć uszy i oczy szeroko otwarte, nigdy się nie skradać. Gdy spotkamy niedźwiedzia, nie wolno uciekać, krzyczeć, wykonywać gwałtownych ruchów! Należy stać nieruchomo i mówić spokojnym głosem, aby zwierzę cały czas wiedziało, gdzie się znajdujemy, a po chwili powoli wycofać się na bezpieczną odległość. Warto mieć w pogotowiu gaz pieprzowy (bear spray), ale użyć go dopiero wtedy, gdy zwierzę szarżuje. Pamiętajmy, że niedźwiedzie nie są z natury agresywne, a 80 proc. ich pożywienia to owoce leśne.

www.nps.gov/glac

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku