Polska z kajaka. Drawa i Korytnica - pierogi na poligonie

Raz leniwa, raz bystra, płynie wśród dolin, a za chwilę wcina się w wąwóz pełen wiatrołomów - Drawa dostarczy emocji każdemu. A komu będzie mało, niech rusza na pobliską Korytnicę, wąską i krętą
Jest pochmurna końcówka czerwca, gdy zaczynamy dziewięciodniową przygodę na Drawie (to mój szósty spływ tą rzeką i piąty od jeziora Lubie). Jest nas ośmioro. Rozbijamy namioty na leśnym polu biwakowym z piaszczystą plażą i dogodnym dojazdem dla samochodów. Ok. 4 km stąd (lądem) leży ośrodek wypoczynkowy w Karwicach, w którym w 1994 r. Lech Wałęsa w towarzystwie generalicji raczył się słynnym "obiadem drawskim", który stał się przyczyną dymisji szefa MON Piotra Kołodziejczyka. Położony na obrzeżach poligonu ośrodek, niegdyś wyłącznie dla wojskowych i ich rodzin, dziś (chwilowo w remoncie) jest dostępny dla wszystkich.

Niebo zasnute po horyzont, woda chłodnawa, więc rezygnujemy z kąpieli. Płonie nasze pierwsze ognisko (na polu są na nie dwa miejsca, przy każdym drewniany stolik i ławeczki), pieczemy kiełbaski i przy zaskakującym - jak na środek nocy - koncercie ptaków idziemy spać.

***

Nazajutrz programowo leniuchujemy w nadziei, że wyjdzie słońce i będzie się można opalać. Nic z tego, znowu chmury. To my w las, na grzyby i jagody. Z tymi pierwszymi kiepsko, za to tych drugich w bród. Na obiad mamy więc pierogi z jagodami i śmietaną! (Ala pieczołowicie ugniotła ciasto w kocherze, za wałek posłużyła butelka, za stół duży pniak - i tak powstał kulinarny przebój tego spływu).

Trzeciego dnia mamy do pokonania 14 km, do jeziora Małe Dębno. Wiosłujemy kilometr po Lubiu, gdy w gęstych trzcinach na prawym brzegu dostrzegamy przecinkę i ujście Drawy. Mijamy most z zatartym już napisem "Przebywanie grozi śmiercią" - tu zaczyna się teren poligonu, na odcinku do jeziora Wiry otwarty dla turystów. Drawa wcina się w wąwóz. Drzewa zamykają nad nią korony, słońce ledwie się przedziera. Pod nami wartka woda i niegroźne bystrza. Znienacka przed kajakami czmycha niebieskobrzuchy zimorodek.

Najbliższe 2 km nazywam "przedprzełomem" - to taka zaprawa przed właściwym przełomem w Drawieńskim Parku Narodowym. Na tym odcinku rzeka jest płytka, wiatrołomów mało. To magiczne miejsce. Kiedyś widziałam tu bociana czarnego, a "Kapitan" Andrzej Szeremeta, który od lat zapewnia nam kajaki, płynął nawet za ogonem sunącego tuż nad wodą orła bielika (na Pojezierzu Drawskim żyje ponad 140 gatunków ptaków!).

Drawa uspokaja się i wypływa z wąwozu, stare sosny ustępują olszynom. Wyczekujemy jeziora Wielkie Dębno. Za każdym zakrętem zdaje się, że to już...

Mijamy podniszczony drewniany most i po 1,5 km jest jezioro. Zwykliśmy biwakować na jego prawym brzegu, ale "nasze" miejsce ktoś zajął. Lądujemy kilometr dalej, na polu namiotowym Kominek (3 zł/os. i 4 zł/namiot). Są wiaty i sławojka, ale przytulnie na wąskim skrawku tuż przy bitej drodze nie jest, w dodatku pełno kleszczy. No i jeszcze znany nam, niezbyt miły właściciel. Zawsze ostrzega (raczej nie z troski o kajakarzy, tylko w imię własnych interesów) przed wpłynięciem na poligon, roztacza wizje porzuconych po manewrach bomb i proponuje transport do Prostyni (aż 120 zł za cztery-pięć kajaków), skąd można płynąć Drawą całkiem legalnie.

***

Na betonowym moście (prowadzi tędy droga łącząca Drawsko Pomorskie z Kaliszem Pomorskim) 300 m od naszego biwaku tabliczki ostrzegają przed kontynuowaniem spływu. Zamknięty odcinek Drawy wiodący przez tereny wojskowe liczy 18 km, ale zazwyczaj spotykamy na nim wielu kajakarzy - tak jest i teraz.

Za mostem maleńkie jezioro Wiry. Dalej "zakazany owoc": szeroko rozlana Drawa otulona mieniącymi się srebrzyście w słońcu oczeretami, pełna kwitnących żółto grążeli i białych grzybieni, wyjątkowo urocza. Niepostrzeżenie przechodzi w rynnowe jezioro Zły Łęg. Na obu jego brzegach widać koleiny po gąsienicach czołgów, miga betonowy bunkier na wzgórzu. Na końcu Złego Łęgu, po prawej, most z zastawką i odbicie do starorzecza Drawy (nawet jeśli wojskowi pozwolą tędy płynąć, nie polecam Starej Drawy - to 25 km zmagań z zarastającym korytem i powalonymi drzewami). My wiosłujemy przed siebie. Po chwili jezioro Mielno z elektrownią wodną Borowo. Tu uciążliwa przenoska prawym brzegiem (ok.150 m, przydają się pasy do noszenia kajaków albo składany wózek).

Przy okazji warto zwiedzić samą elektrownię. Uruchomiona w 1918 r., pokrywała zapotrzebowanie na energię trzech miast - Złocieńca, Drawska i Kalisza Pomorskiego. Wciąż działają dwa generatory Siemensa o łącznej mocy 0,89 MW. Ładny budynek z czerwonej cegły jest wyremontowany, obsługa chętnie wpuszcza do środka ciekawskich.

Teraz króciutki odcinek coraz szerszej, leniwej Drawy, potem jezioro Prostynia i znów parę kilometrów rzeką. Most w Prostyni i kolejne pole biwakowe po lewej znaczy koniec terenów poligonu. Niestety, tutejszy sklep zamknięto, więc zapasy uzupełnimy dopiero w Drawnie (wodą 11 km).

Nie da się też przepłynąć pod drugim mostem w Prostyni - do końca lata trwa remont. Znów przenoska prawym brzegiem; krótka (50 m), ale arcyniewygodna.

Kolejne 2,5 km Drawa płynie nieśpiesznie wśród trzcin. Łatwy odcinek, ale dopada nas burza, przed którą uciekaliśmy od Prostyni. Chowamy się naprędce w młodniku, gdy spada ściana deszczu. Skuleni, w kolorowych pelerynach wyglądamy niczym ogrodowe krasnale...

Nocleg zaplanowaliśmy 10 km za Prostynią, tuż za mostkiem, w sosnowym zagajniku na lewym brzegu Drawy. To piękne miejsce - wiaty, ławy, pomost, czysta rzeka z wygodnym kąpieliskiem. Niestety, biwak już zajęty. Na szczęście kilkadziesiąt metrów dalej, po prawej stronie, jest drugi. Droga doń wprost niezwykła: prowadzi wodnymi korytarzami wśród trzcin i łanów pachnącej mięty nadwodnej (pyszna jako napar - o czym się wkrótce przekonamy). Istne Okawango! Co prawda pole namiotowe nieźle podmokło, ale mamy tu czystą toaletę, wiatę, miejsce na ognisko z ławeczkami, a i właściciel jest bardzo uczynny. Tego wieczora pod komendą Ali przyrządzamy szaszłyki z bakłażana, cukini, cebuli, czosnku, kolorowej papryki i kiełbasy, marynowane w oliwie i occie balsamicznym. Mniam! Objedzeni i niemiłosiernie zmęczeni zasypiamy jak susły.

***

Czwartego dnia słońce wygania nas z namiotów. Szybka kąpiel w chłodnej rzece i ruszamy w kierunku Drawna. W biurze Drawieńskiego Parku Narodowego na przesmyku jezior Grażyna i Adamowo kupujemy bilety doń na jutro (patrz ramka), uzupełniamy zapasy i płyniemy na biwak. Dziś pokonujemy zaledwie 4 km. Do końca dnia pławimy się w jeziorze Adamowo. Należy do moich ulubionych na szlaku Drawy - otoczone lasami, z piaszczystym dnem i zaskakująco ciepłą wodą zachęca do kąpieli.

Nazajutrz "Kapitan" zabiera nasze bagaże (będzie czekać na biwaku Bogdanka), a my ruszamy na przełom. Pod mostem drogowym w Drawniku silne bystrze, ale jeśli ktoś nie wpływa na nie bokiem - niegroźne. Drawa wpada w las i gwałtownie przyspiesza. Powalone drzewa pokonujemy nie wysiadając z kajaków tylko dlatego, że stan wody jest dość wysoki.

Pierwsza poważniejsza przeszkoda to kamieniste bystrze pod mostem w Barnimiu (7 km wodą od Drawna), trzeba płynąć środkiem spienionego warkocza. Warto tu zobaczyć wzniesiony z kamienia polnego kościół z renesansowym ołtarzem i neogotycką chrzcielnicą oraz drewnianą dzwonnicą z XVIII w. Na przeciwległym brzegu ścisły rezerwat Dębina, który chroni pierwotny drzewostan Puszczy Drawskiej - dęby, modrzewie i buki. Buczyny wyglądają zresztą najbardziej efektownie, w koronach potężnych drzew kryją się myszołowy, zagrożone wyginięciem rybołowy, jastrzębie, puchacze i bieliki (symbolem parku nie jest jednak orzeł, lecz wydra - nad Drawą i Płociczną, która jest ścisłym rezerwatem niedostępnym dla kajakarzy, żyje siedem wydrzych rodzin).

Rzeka z impetem wciska się w wąwóz, którego zbocza miejscami wypiętrzają się do 30 m. Przybywa wiatrołomów. Niektóre są tak potężne, że można na nich tańczyć. Na tym odcinku zdecydowanie przydają się umiejętności techniczne. Przeciskając się między drzewami, raz z lewej raz z prawej, stosujemy promowanie (również tyłem) i trawersowanie. Za wszelką cenę nie wolno płynąć na przeszkodę bokiem - wywrotka murowana. Jednak dwie załogi zaliczają kabinę, nawet kilkakrotnie. Przewrócony kajak niebezpiecznie wciąga Anetę pod wodę, nerwowa szamotanina, odpływają wiosła... Aneta dokończy przełom, powie, że było pięknie, ale nie zechce już płynąć z nami dalej szlakiem Korytnicy...

Za mostem w Zatomiu bodaj najtrudniejsza przeszkoda - kaskadowo powalone drzewa i wąziuteńki, zaledwie na szerokość kajaka przepływ prawą stroną. Tuż za nim jednak bardzo silny prąd i znów drzewo. Przed nami duża grupa, głównie dzieci - ich kajaki wywracają się jeden po drugim. Daniel, z którym płynę, wyciąga spod drzewa kajak przerażonego dwunastolatka. Kto mu pozwolił płynąć w pojedynkę?! Dzieciak przyznaje, że jest w kajaku po raz pierwszy i chyba ostatni...

Drawa mocno teraz meandruje, ale przeszkód jakby mniej. Pogoda piękna, pachnie ziołami i lasem. Przy pomoście obok biwaku Bogdanka czeka już na nas Andrzej ze świeżym chlebem i smalcem domowej roboty (ostrzega, żeby się nie przejadać, bo przywiózł też faszerowane pstrągi, które wieczorem upieczemy na ognisku). Czekając na resztę załóg, kąpiemy się w Drawie. Pod kątem prostym wpływa tu do niej Korytnica - nasz jutrzejszy cel.

*Iza Szumielewicz jest dziennikarką Radia ZET

Skąd kajaki

"Kapitan", Andrzej Szeremeta, Wałcz, tel. 600 599 678, www.kapitan.i365.pl; kajak 25 zł/doba, powyżej trzech dni - 20, transport - 1,8 zł/km do 12 kajaków, pstrąg po kapitańsku - ok. 15 zł/sztuka.

Malownicza Korytnica

Korytnica, drugi co do wielkości dopływ Drawy, to bardzo malowniczy, choć nieco uciążliwy szlak kajakowy. Można pokonać odcinek 38 km, od Jeziora Kosiakowo. My płynęliśmy od urokliwej wsi Stara Korytnica - maleńki biwak nad rzeką i lasy pełne poziomek. Tuż przy biwaku najeżony kamieniami, zdradliwy próg wodny - lepiej holować kajaki, zwłaszcza z bagażem. Rzeka jest tu bardzo kręta i wąska (czasem wiosła szorują o brzegi), krystalicznie czysta, głęboka na ok. 80 cm. Na odcinku 7 km trzy jazy możliwe do spłynięcia. Za trzecim jednak dwa bystrza, w tym jedno na zakręcie - wywrotka bardzo prawdopodobna, lepiej holować kajaki. Tuż za tym miejscem (dobrze zresztą oznaczonym tablicą z wykrzyknikiem) Korytnica opuszcza torfowe łąki i wpływa w las sosnowy, brzegi wypiętrzają się do 6 m. Za drewnianym mostem do osady Nowa Studnica rzeka jest już szersza. Jeszcze 2 km i wąskie, bardzo płytkie Jezioro Studnickie (trzeba płynąć lewym brzegiem, by nie utknąć w dwumetrowej warstwie mułu). Niestety, czuć zgnilizną. Kilkaset metrów dalej, już nad rzeką, metalowy most kolejowy nieczynnej linii z lat 30. XX w. na trasie Piła - Stargard. Po chwili uszkodzony drewniany most leśny i dziesięciometrowa przenoska prawym brzegiem. Na wodzie kożuch roślinności bagiennej, krajobraz coraz piękniejszy. Trzeba się trzymać głównego, choć słabego nurtu, bo Korytnica przypomina tu zarastające, pełne labiryntów jeziorko (bardzo malowniczo!). Jeszcze 2 km i Jezioro Nowa Korytnica otoczone sosnowym lasem. Brzegi niedostępne, biwak tylko na czubku jeziora przy leśniczówce. Tu kończy się pierwszy, 15-kilometrowy etap. Drugi ma charakter śródleśny, z pięciokilometrowym przełomem i jedną przenoską (20 m prawym brzegiem) przy stopniu wodnym w Jaźwinach.

Uwaga! Nie istnieją żadne oficjalne przewodniki ani mapy kajakowe tego szlaku. W Drawnie można kupić jedynie mapę "Drawieński Park Narodowy" wydawnictwa Eko-Graf, na której dobrze widać całą Korytnicę wraz z kilometrażem wodnym.

Warto wiedzieć

•  Drawa między Jeziorem Wiry a Prostynią to zamknięty odcinek poligonu - o pozwolenie trzeba się starać w Jednostce Wojskowej 1965, tel. 094 367 40 00. Uwaga! Bezwzględny zakaz płynięcia podczas manewrów artyleryjskich!

•  Drawieński Park Narodowy dla kajakarzy dostępny między 1 lipca a 15 marca (pozostałe miesiące - zamknięty z uwagi na ochronę ptaków wodnych). Trzeba wykupić pozwolenia: wstęp - 6 zł/os., biwak - 7 zł/os. od poniedziałku do czwartku, 8 zł w weekend; rozstawienie namiotu - 5 zł od poniedziałku do czwartku i 6 w weekend, wjazd auta - 8, ciężarówki - 10. Biwakowanie i rozpalanie ognisk tylko na wyznaczonych polach namiotowych.

•  Przełom (wprawni kajakarze pokonają go w 3 godz.) lepiej pokonać bez bagaży. Ich transport z Drawna na Bogdankę - ok. 60 zł, tel. 095 768 23 95, 2 zł/km. Należy unikać weekendów - na wodzie jest wtedy ponad 500 kajaków dziennie - i biwakowania na zatłoczonej Bogdance (lepiej wybrać dalej położone pola Sitnica lub Pstrąg).

•  Lektura: "Z biegiem Drawy", M. Czasnojć, Regionalna Agencja Promocji Turystyki, 2001; "Drawa; przewodnik dla kajakarzy", Z. Galiński, Pascal, 2001; "Drawa; szlak wodny", PTTK "Kraj", 1996 (niedostępna); "Drawą przez Drawieński Park Narodowy", P. Pawlaczyk, D. Łukaszewski, PTTK "Kraj", 1992; "Pojezierze Drawskie", P. Skurzyński, Pascal, 1997; "Kajaki od A do Z", Pascal, 2003.