Miasta marzeń. Zmysłowy Stambuł
20.07.2009
, aktualizacja: 16.07.2009 18:21
Tylko tu można posłuchać tradycyjnych bębnów i piszczałek, skosztować kawy z kardamonem, powąchać przypraw z tysiąca i jednej nocy i zobaczyć architektoniczne cudeńka. A na koniec oddać się w ręce mistrzów masażu...
ZOBACZ TAKŻE
- Zaproszenie do Stambułu. Miasto czterech żywiołów (18-01-10, 06:00)
Kiedy samolot kołuje nad Stambułem, już przez okno widać, że ten 16-milionowy kolos jest miastem niezwykłym. Z wysokości kilku tysięcy metrów wydaje się bulgotać i kipieć od nadmiaru pięknych dźwięków, kolorów i zapachów, które skumulowały się w jednym miejscu. Stambuł pobudza wszystkie zmysły - i o tym chcemy dziś opowiedzieć.
Kiedy więc koła samolotu dotkną wreszcie tureckiej ziemi, bądźcie gotowi na jedną z najfantastyczniejszych przygód życia.
My naszą przygodę rozpoczynamy zawsze od zakupów...
Wzrok
przyciągają przepiękne precjoza na Krytym Bazarze. Dostaniemy tu wszystko - prócz biżuterii także ubrania, wełniane kilimy i jedwabne dywany. Są tradycyjne tygielki do zaparzania kawy, ręcznie haftowane kurdyjskie pledy, a nawet bardzo rzadka sztuka Joruków - ostatnich tureckich koczowników słynących z tkactwa i kowalstwa (np. ich miecze wyróżnia niezwykła jakość, misterne wzory i... wysoka cena).
Każda część bazaru ma inną specjalność. Jest tu ponad 3500 sklepów (w warszawskich Złotych Tarasach tylko 200). Są też meczety, restauracje i warsztaty, w których od wieków powstają te same przedmioty. Wielki Bazar istnieje już od XV w., w jego najstarszej części kupimy wiekowe srebrne naszyjniki czy antyczne meble.
Wchodzi się przez bramę z herbem sułtańskim. Znawcy oglądają przedmiot z każdej strony, długo się zastanawiają i próbują znaleźć argumenty mające nakłonić sprzedawcę do obniżki ceny (kolor trochę nie taki, małe wgięcie z prawej, materiał niewart ceny). Targowanie się może być świetną zabawą. W Turcji jest rodzajem towarzyskiej gry. Jeśli po zakupie sprzedawca stawia kawę i ucina pogawędkę, znaczy, że graliście nieźle i uznał was za partnerów w interesach. Jeśli chcecie się naprawdę potargować, idźcie na obrzeża bazaru, gdzie nie dociera zbyt wielu turystów i gdzie handlują Uzbecy, Kazachowie i Tadżycy. Kilimy czy dywany kupi się tam nawet za pół ceny!
Wielki Bazar ma tylko jedną wadę: liczba Niemców i Japończyków na metr kwadratowy jest tu większa niż w Niemczech czy Japonii.
Ale jest jeszcze kilka innych bazarów, których miłośnicy bazar-shoppingu (a może po prostu bazaringu?) nie mogą pominąć. Warto popłynąć do azjatyckiej dzielnicy Kadikoy. W środy niedaleko przystani promowej rozkłada się największy targ dla mieszkańców Stambułu. Pytajcie o tradycyjne sery ze wschodu Turcji (np. warkocze serowe z Diyarbakir), pistacje z Gaziantep albo z Iranu czy morele z Malatyi.
Z torbą pełną pistacji i moreli wybierzcie się do Sultanahmet. To historyczna część miasta, w której znajdziecie mnóstwo pozostałości z okresu Bizancjum: pałace, kościoły (przerobione na meczety), hipodrom...
Warto zacząć od dwóch stojących naprzeciwko siebie budynków, które przez dobrych parę wieków rywalizowały o palmę pierwszeństwa. Błękitny Meczet (Sultan Ahmet Camii) jest jak szafir obrobiony rękami wybitnego jubilera. Wymyślił go na początku XVII w. sułtan Ahmed I. Był wówczas władcą najwspanialszego na świecie państwa - imperium osmańskiego - i wymarzył sobie, że wzniesie najpiękniejszy na świecie meczet otoczony sześcioma minaretami. Ledwie zaczął budowę, wywołał burzę wśród wyznawców Proroka - do tej pory sześć minaretów miał tylko meczet w Mekce. Afera była tak wielka, że sułtan zapłacił za siódmy minaret w Mekce, byle tylko przebłagać islamskie autorytety.
W środku człowiek zostaje pochłonięty przez błękit. Ściany pokrywają delikatne fajansowe płytki nadające świątyni niebieski kolor. Okna wpuszczają światło, za sprawą którego cały meczet błyszczy. Wchodzi się doń od strony hipodromu. Tu przez ponad tysiąc lat znajdowało się centrum politycznego i społecznego życia Bizancjum. Dlaczego? Bo drużyny biorące udział w wyścigach rydwanów były także frakcjami politycznymi. Dyskusje na hipodromie nieraz zmieniały bieg historii.
Nieopodal stoi ogromny budynek, który z daleka wygląda jak pająk leżący do góry nogami. Znajduje się na liście siedmiu cudów średniowiecznego świata. Kopuły różnych kształtów i rozmiarów przykrywają mury w kolorze wyblakłej czerwieni. To Aya Sofia (Kościół Mądrości Bożej). Przez 900 lat kościół, przez prawie 500 meczet, a od niecałych 100 - muzeum.
Jego granice wyznaczają dziś cztery minarety dodane na znak zwycięstwa islamu nad chrześcijaństwem (i nad bizantyńskimi kopułami). Stało się to w 1543 r., gdy imperium osmańskie podbiło Konstantynopol. Wcześniej ściany świątyni pokrywały mozaiki w intensywnych kolorach. Kiedy Turcy zdobyli miasto, nie zniszczyli sztuki chrześcijańskiej, tylko pokryli mozaiki tynkiem.
Hagia Sofia powstała w VI w, w niecałe pięć lat. Była wielkim eksperymentem architektonicznym - podobnego świat nie widział ani wcześniej, ani później. Przez wieki był to największy budynek na świecie.
W podziemiach niedaleko stąd znajduje się starożytna cysterna Yerebatan Sarnici, która miała gromadzić zapasy dla całego miasta i gwarantować, że w razie oblężenia nawet przez dwa miesiące nie zabraknie wody. Potem składowano tu śmieci, a nawet zwłoki. Dziś jest dostępna dla zwiedzających. W środku jest ciemno i pachnie pleśnią.
Kiedy już nasycimy się pięknem starego Stambułu, czas posłuchać jego
dźwięków...
Zaczniemy od derwiszów - niegdyś bractwa religijnego słynącego m.in. z tego, że jego członkowie połykali rozżarzone węgle, ranili się nożami, nie czując bólu i uzdrawiali chorych. Taniec to dla nich rodzaj modlitwy polegającej na naśladowaniu ruchu gwiazd i planet. Spacerując ulicami Stambułu, można natknąć się na pokaz takiego tańca. Mężczyźni ubrani w wysokie kapelusze oraz długie i szerokie suknie wirują z jednostajną prędkością (podobno obracają się wokół własnej osi 60 razy na minutę). Słychać bębny i piszczałki. Wokół ludzie popijają raki i plotkują, dzieci się bawią.
W mieście muzyka aż kipi. Ciszy szukać tu próżno. Nawet nocą szum i hałas królują na ulicach po obydwu stronach Bosforu.
Kiedy więc koła samolotu dotkną wreszcie tureckiej ziemi, bądźcie gotowi na jedną z najfantastyczniejszych przygód życia.
My naszą przygodę rozpoczynamy zawsze od zakupów...
Wzrok
przyciągają przepiękne precjoza na Krytym Bazarze. Dostaniemy tu wszystko - prócz biżuterii także ubrania, wełniane kilimy i jedwabne dywany. Są tradycyjne tygielki do zaparzania kawy, ręcznie haftowane kurdyjskie pledy, a nawet bardzo rzadka sztuka Joruków - ostatnich tureckich koczowników słynących z tkactwa i kowalstwa (np. ich miecze wyróżnia niezwykła jakość, misterne wzory i... wysoka cena).
Każda część bazaru ma inną specjalność. Jest tu ponad 3500 sklepów (w warszawskich Złotych Tarasach tylko 200). Są też meczety, restauracje i warsztaty, w których od wieków powstają te same przedmioty. Wielki Bazar istnieje już od XV w., w jego najstarszej części kupimy wiekowe srebrne naszyjniki czy antyczne meble.
Wchodzi się przez bramę z herbem sułtańskim. Znawcy oglądają przedmiot z każdej strony, długo się zastanawiają i próbują znaleźć argumenty mające nakłonić sprzedawcę do obniżki ceny (kolor trochę nie taki, małe wgięcie z prawej, materiał niewart ceny). Targowanie się może być świetną zabawą. W Turcji jest rodzajem towarzyskiej gry. Jeśli po zakupie sprzedawca stawia kawę i ucina pogawędkę, znaczy, że graliście nieźle i uznał was za partnerów w interesach. Jeśli chcecie się naprawdę potargować, idźcie na obrzeża bazaru, gdzie nie dociera zbyt wielu turystów i gdzie handlują Uzbecy, Kazachowie i Tadżycy. Kilimy czy dywany kupi się tam nawet za pół ceny!
Wielki Bazar ma tylko jedną wadę: liczba Niemców i Japończyków na metr kwadratowy jest tu większa niż w Niemczech czy Japonii.
Ale jest jeszcze kilka innych bazarów, których miłośnicy bazar-shoppingu (a może po prostu bazaringu?) nie mogą pominąć. Warto popłynąć do azjatyckiej dzielnicy Kadikoy. W środy niedaleko przystani promowej rozkłada się największy targ dla mieszkańców Stambułu. Pytajcie o tradycyjne sery ze wschodu Turcji (np. warkocze serowe z Diyarbakir), pistacje z Gaziantep albo z Iranu czy morele z Malatyi.
Z torbą pełną pistacji i moreli wybierzcie się do Sultanahmet. To historyczna część miasta, w której znajdziecie mnóstwo pozostałości z okresu Bizancjum: pałace, kościoły (przerobione na meczety), hipodrom...
Warto zacząć od dwóch stojących naprzeciwko siebie budynków, które przez dobrych parę wieków rywalizowały o palmę pierwszeństwa. Błękitny Meczet (Sultan Ahmet Camii) jest jak szafir obrobiony rękami wybitnego jubilera. Wymyślił go na początku XVII w. sułtan Ahmed I. Był wówczas władcą najwspanialszego na świecie państwa - imperium osmańskiego - i wymarzył sobie, że wzniesie najpiękniejszy na świecie meczet otoczony sześcioma minaretami. Ledwie zaczął budowę, wywołał burzę wśród wyznawców Proroka - do tej pory sześć minaretów miał tylko meczet w Mekce. Afera była tak wielka, że sułtan zapłacił za siódmy minaret w Mekce, byle tylko przebłagać islamskie autorytety.
W środku człowiek zostaje pochłonięty przez błękit. Ściany pokrywają delikatne fajansowe płytki nadające świątyni niebieski kolor. Okna wpuszczają światło, za sprawą którego cały meczet błyszczy. Wchodzi się doń od strony hipodromu. Tu przez ponad tysiąc lat znajdowało się centrum politycznego i społecznego życia Bizancjum. Dlaczego? Bo drużyny biorące udział w wyścigach rydwanów były także frakcjami politycznymi. Dyskusje na hipodromie nieraz zmieniały bieg historii.
Nieopodal stoi ogromny budynek, który z daleka wygląda jak pająk leżący do góry nogami. Znajduje się na liście siedmiu cudów średniowiecznego świata. Kopuły różnych kształtów i rozmiarów przykrywają mury w kolorze wyblakłej czerwieni. To Aya Sofia (Kościół Mądrości Bożej). Przez 900 lat kościół, przez prawie 500 meczet, a od niecałych 100 - muzeum.
Jego granice wyznaczają dziś cztery minarety dodane na znak zwycięstwa islamu nad chrześcijaństwem (i nad bizantyńskimi kopułami). Stało się to w 1543 r., gdy imperium osmańskie podbiło Konstantynopol. Wcześniej ściany świątyni pokrywały mozaiki w intensywnych kolorach. Kiedy Turcy zdobyli miasto, nie zniszczyli sztuki chrześcijańskiej, tylko pokryli mozaiki tynkiem.
Hagia Sofia powstała w VI w, w niecałe pięć lat. Była wielkim eksperymentem architektonicznym - podobnego świat nie widział ani wcześniej, ani później. Przez wieki był to największy budynek na świecie.
W podziemiach niedaleko stąd znajduje się starożytna cysterna Yerebatan Sarnici, która miała gromadzić zapasy dla całego miasta i gwarantować, że w razie oblężenia nawet przez dwa miesiące nie zabraknie wody. Potem składowano tu śmieci, a nawet zwłoki. Dziś jest dostępna dla zwiedzających. W środku jest ciemno i pachnie pleśnią.
Kiedy już nasycimy się pięknem starego Stambułu, czas posłuchać jego
dźwięków...
Zaczniemy od derwiszów - niegdyś bractwa religijnego słynącego m.in. z tego, że jego członkowie połykali rozżarzone węgle, ranili się nożami, nie czując bólu i uzdrawiali chorych. Taniec to dla nich rodzaj modlitwy polegającej na naśladowaniu ruchu gwiazd i planet. Spacerując ulicami Stambułu, można natknąć się na pokaz takiego tańca. Mężczyźni ubrani w wysokie kapelusze oraz długie i szerokie suknie wirują z jednostajną prędkością (podobno obracają się wokół własnej osi 60 razy na minutę). Słychać bębny i piszczałki. Wokół ludzie popijają raki i plotkują, dzieci się bawią.
W mieście muzyka aż kipi. Ciszy szukać tu próżno. Nawet nocą szum i hałas królują na ulicach po obydwu stronach Bosforu.
1
2
następne »
-
Miasta marzeń. Zmysłowy Stambuł
ktea
21.07.09, 09:57
czy to bylo pisane na kolanie??? artykul zupelnie bez polotu - no poza tytulem. no i blad na bledzie! jak ktos sie zabiera za pisanie to powinien sprawdzic terminy, daty, nazwy etc. »
-
Stało się to w 1543 r., gdy imperium osmańskie ...
jednochwyt19
24.07.09, 17:48
Mnie w szkole też uczyli, że stało to się w 1453 roku - no ale to bylo jeszczeza Gomułki.»
-
Miasta marzeń. Zmysłowy Stambuł
anders76
27.07.09, 01:30
Polecam Hotel Hali www.halihotel.com z sniadaniami na dachu naprzeciwkoBlekitnego Meczetu i Haga Sofia w tle, nie jest drogi. We wrzesniu z okazjiRamadanu co wieczor masa imprez muzycznych i»
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl

















