Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Weekend na Pilicy. Pod zielonym parasolem

  • Pin It
Andrzej Tymiński
13.07.2009 , aktualizacja: 09.07.2009 13:27
A A A Drukuj
Fot. Andrzej Tymiński
Powietrze tu czyste, woda klarowna, spokój i cisza

Fot. Andrzej Tymiński
Trasy, którą proponuję, nie da się porównać z urokami Czarnej Hańczy, Krutyni czy Dunajca. Nie oznacza to jednak, że Pilica, leniwie płynąca wśród lasów i pól środkowej Polski, nie zasługuje na uwagę. Trasa kajakowa nie należy do najtrudniejszych - mogą tu stawiać pierwsze wodniackie kroki początkujący, rodziny z dziećmi, uczniowie. Ale nawet na tak łatwej trasie bezwzględnie trzeba zachować wszelkie zasady bezpieczeństwa, a brawura może się źle skończyć.

***

Pilica ma opinię zdradliwej. Zdarza się, zwłaszcza przy niskim stanie wody, że przez dłuższy czas płyniemy płycizną wzdłuż piaszczystej łachy, by po kilku metrach znaleźć się nieoczekiwanie na głębinie. Bywa też, że przeciągając kajak po wodzie sięgającej ledwie nad kostki, raptem wpada się w rów głęboki na chłopa. Trzeba więc uważać i nie dać się zwieść pozornej sielance.

Na szczęście rzekę w bardzo niewielkim stopniu zmieniła ręka ludzka. Zwłaszcza opisywany odcinek, gdzie rzeka snuje się krętym korytem wydrążonym w piaszczystych polach i lasach Równiny Przedborsko - Radomszczańskiej. Ziemia tu raczej licha. Miejscowi twierdzą, że pszenno-jałowcowa, co oznacza, że o obfitych zbiorach pszenicy nie ma co marzyć, ale za to jałowiec jest dorodny. Stąd też mijane wioski i przysiółki nie należą do najzamożniejszych - tak było od wieków. Niezmienność, naturalność jest głównym walorem tego regionu. Powietrze tu czyste, woda klarowna, spokój i cisza. Rozliczne ptaki mające lęgowiska wzdłuż brzegów, zwykle rozgadane i hałaśliwe milkną, zdziwione widokiem przepływających kajaków. Czasem gdzieś na polu zaryczy krowa lub zawarczy silnik traktora.

Zaawansowani kajakarze płyną Pilicą od Koniecpola przez Przedbórz, Zalew Sulejowski, Smardzewice k. Tomaszowa Mazowieckiego (tama), Nowe Miasto, Warkę aż do ujścia rzeki do Wisły. Tak długa trasa wymaga dużo czasu i wielu przygotowań (noclegi, prowiant, kocher, butla). Mając mniej czasu, np. weekend, można ten szlak podzielić na dogodne dwudniowe odcinki.

Naszą bazą było gospodarstwo agroturystyczne Chata u Brata w Krzętowie. Znaleźliśmy tu spokojny nocleg w adaptowanych na cele turystyczne czworakach, dobre jedzenie, klimat starego folwarku i przede wszystkim życzliwych gospodarzy. Do Chaty przylega duży park, którego ozdobą jest kilkanaście 400-letnich dębów. Skorzystaliśmy z pomocy pana Adama, właściciela gospodarstwa, który zawiózł nas (i wypożyczone kajaki) terenowym samochodem w dół rzeki, do Maluszyna. Stąd mamy do pokonania ok. 18 km rzecznego szlaku z metą w Krzętowie. Przed rozpoczęciem spływu warto zwiedzić położony na wysokim brzegu Pilicy kościółek parafialny z końca XVIII w.

***

Dzień 1. Zaczynamy pławbę. Pilica w tym miejscu jest wąska, na brzegach trzciny, w nurcie charakterystyczne warkocze roślin wodnych. Jest na tyle ciasno, że kajak płynie za kajakiem. Po kilku kilometrach robi się luźniej i ciekawiej. Rzeka meandruje, na zakrętach silny nurt podmywa wysoki brzeg, by po przeciwnej stronie stworzyć piaszczyste zakole. Można bawić się w zgadywanego, jak to robią pienińscy flisacy: za tym zakrętem płyniemy w prawo czy w lewo? Posuwając się wzdłuż brzegu, w odsłoniętej skarpie widzimy mnóstwo niewielkich otworów, jeden przy drugim. To gniazda, głównie jaskółek, ale widziałem też barwnie upierzonego zimorodka. Na wysokim niebie majestatycznie krążą jastrzębie, na łąkach czerwonodziobe bociany polują na żaby i myszy, a z przybrzeżnych chaszczy raz po raz podrywają się dzikie kaczki. Brzegi porastają głównie wierzby i olchy, niektóre wiekowe. Spróchniałe grube konary moczą się w wodach Pilicy, tworząc zielone parasole - bramy nad płynącymi kajakami. Bywa, że całe pnie ledwo wystające z wody tworzą swoiste barykady. Trzeba uważać, by nie nadziać się na taką podwodną niespodziankę. Skóra cierpnie, gdy słychać szurgot dna kajaka o ledwo widoczny kamień czy konar. Czasem, pomimo naszych wysiłków, ostry nurt niesie kajak zupełnie nie tam, gdzie chcieliśmy. Chwila nieuwagi, nie daj Boże paniki i wywrotka nieunikniona. Ale co tam! Mamy na sobie kapoki, więc wszystko kończy się szczęśliwie i na wesoło, jeśli nie liczyć podtopionych aparatów fotograficznych i telefonów komórkowych.

Czas spędzany na wodzie upływa powoli, po kilku godzinach zaczynamy odczuwać zmęczenie. Już po paru pierwszych kilometrach daje o sobie znać siedzenie (twardo i niewygodnie). W następnej kolejności zaczyna pobolewać kręgosłup, a po jakimś czasie omdlewają ramiona i ręce. Ale jeszcze tylko kilometr, dwa i jesteśmy w Krzętowie, co oznacza smaczną obiadokolację i wygodne łóżko.

***

Dzień 2. Na śniadanie oprócz swojskich wędlin i serów dostajemy pyszny żurek - gospodyni wie, czego rano potrzeba turyście! Posileni wsiadamy do kajaków. Tym razem przepłyniemy odcinek z Krzętowa do Przedborza (ok. 18 km). Rzeka z każdym kolejnym kilometrem robi się szersza. Bez przesady, nie jest to wielka arteria wodna, ale powalonych drzew jakby mniej, a jeśli je napotykamy, łatwo dają się ominąć. Po lewej stronie na horyzoncie pojawia się pasmo Pogórza Przedborskiego z charakterystyczną górą o oryginalnej nazwie - Fajna Ryba. Wyłaniając się cichaczem zza zakrętów, często spotykamy wędkarzy, którzy zasadzili się przy zamętach i głęboczkach, czekając cierpliwie na grubą rybę. Ale Pilica nie należy już niestety do najbardziej rybnych rzek, więc płotka czy okoń też są nie do pogardzenia. Jeszcze trzydzieści parę lat temu, kiedy nie było Zalewu Sulejowskiego z tamą w Smardzewicach, żyło w niej mnóstwo ryb, począwszy od "chwastu" rybiego, czyli kiełbi, bieli, płoteczek i okonków, po dorodne szczupaki, świnki, brzany, klenie i bolenie. Teraz na Zalewie przeważają karpie, leszcze i sandacze, a w Pilicy bryndza - tak przynajmniej utrzymują miejscowi.

Mijamy zakręt w Białym Brzegu, stąd do Przedborza mamy jeszcze połowę drogi. Jeśli jest niedziela, to możemy usłyszeć dźwięczne tony dzwonów przedborskiego kościoła przetykane świergotem skowronków, które zawisły nad polami. Leniwy nurt rzeki udziela się kajakarzom, którzy machają wiosłami od niechcenia, aby tylko utrzymać właściwy kierunek. Wreszcie dobijamy do brzegu w Przedborzu. Czekając na powrotny transport do Krzętowa, możemy zobaczyć zbiory Muzeum Ludowego bądź zwiedzić pozostałości zamku pamiętającego czasy swego fundatora, króla Kazimierza Wielkiego.

A w Krzętowie czeka nas uczta - specjalność gospodarstwa, czyli jagnięcina po krzętowsku. Nie lubisz baraniny? Błąd! Nie wierz gębie, połóż na zębie...

Gospodarstwo Agro-Eko-Turystyczne Chata u Brata, Krzętów, ul. Dolna 80, 97-525 Wielgomłyny, tel. 044 787 19 48, 609 551 993

chataubrata@interia.pl

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta