Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Zamość. Miasto podcieni

  • Pin It
Katarzyna Dędek
13.07.2009 , aktualizacja: 13.07.2009 10:48
A A A Drukuj
Zamość. Hejnalista Kazimierz Szady na ratuszowej wieży Fot. Jacenty Dedek Zamość. Hejnalista Kazimierz Szady na ratuszowej wieży
Dwa dni to stanowczo za mało, by nacieszyć się idealnym miastem kanclerza Zamoyskiego
Północna pierzeja rynku z ratuszem i kamienicami ormiańskimi
Północna pierzeja rynku z ratuszem i kamienicami ormiańskimi / Fot. Jacenty Dedek
Północna pierzeja rynku z ratuszem i kamienicami ormiańskimi
Wnętrze syngogi
Fot. Jacenty Dedek
Wnętrze syngogi
Maria Dąbrowska nazwała Zamość uroczym miasteczkiem, które może zmieścić się w dłoni. Leśmian nie cierpiał go i starał się jak najczęściej stąd wyjeżdżać. Urodzili się tu Róża Luksemburg, Izaak Perec, Marek Grechuta. Postacią, która nierozerwalnie kojarzy się z tym miastem, jest jednak jego założyciel Jan Zamoyski (1542-1605), doktor obojga praw, kanclerz i hetman wielki koronny, wybitny mówca i strateg.

***

Wjeżdżamy od strony Szczebrzeszyna. Po lewej jaśnieje biały budynek Arsenału, po prawej trwają prace konserwatorskie przy Bramie Szczebrzeskiej powstałej za życia Jana Zamoyskiego - jej neoklasycystyczny wygląd to efekt przebudowy w początkach XIX w. Tu więziony był Walerian Łukasiński, założyciel Towarzystwa Patriotycznego. W okresie międzywojennym mieściła się tania noclegownia, z której często korzystali przyjeżdżający do Zamościa chłopi, nazywając ją żartobliwie "domem nocnikowym".

Zza zakrętu wyłania się katedra, za nią wieża dzwonnicza. Po przeciwnej stronie ulicy widać szary, dwupiętrowy budynek - trudno uwierzyć, że to renesansowy pałac. Tyłem do niego dumna postać na koniu - 10-metrowy monument Jana Zamoyskiego odsłonięty 17 września 2005 r., w 400. rocznicę śmierci kanclerza, zaprojektował prof. ASP w Krakowie Marian Konieczny. Kanclerz wskazuje hetmańską buławą powstałe w 17 lat od aktu erekcyjnego w 1580 r. miasto Zamość (dzisiejszą Starówkę), które zgodnie z zasadą Arystotelesa wybudował tak, żeby: "dawało ochronę mieszkańcom i aby czyniło ich równocześnie szczęśliwymi".

Ul. Staszica, zaczynającą się tuż za ogrodzeniem katedry, wchodzimy na Rynek Wielki i stajemy na środku, by wzrokiem ogarnąć całość. Ten wyjątkowy układ urbanistyczny zaprojektował pod koniec XVI w. Włoch Bernando Morando. Duży, kwadratowy plac otaczają ze wszystkich stron wielobarwne kamienice, symetrycznie rozmieszczone ulice wprowadzają poczucie ładu. Idealny rynek idealnego miasta. W zachodniej części północnej pierzei wznosi się masywny ratusz, któremu dodaje lekkości strzelista wieża i spływające symetrycznie wachlarzowe schody. To efekt przebudowy z 1770 r., dzieło architektów Jerzego de Kawe i Andrzeja Bema.

Podchodząc do ratusza, słyszymy, jak przewodnik mówi grupie, że pośrodku wybrukowanego kwadratu stał kiedyś pręgierz. Nieco dalej wmurowana płyta (replika, oryginał jest w muzeum) upamiętnia wizytę marszałka Piłsudskiego w 1922 r. Pośrodku schodów dostrzegam kamienny kartusz herbowy drugiego ordynata, Tomasza Zamoyskiego, który zdobił dawniej jeden z nieistniejących już bastionów.

Nie zawsze jednak plac był pusty. Na fotografiach z okresu międzywojennego (można je obejrzeć w Arsenale) widać, że były tu zadrzewione skwery, a później klomby - niewielki, zielony kwadrat w południowo-zachodniej części Rynku jest pewnie ich pozostałością.

Na parterze ratusza w biurze informacji turystycznej kupujemy przewodnik i ruszamy dalej, by delektować się widokiem renesansowych kamienic.

***

Nie będę się spierała, czy najpiękniejsze są ormiańskie, czy może wzorcowa kamienica Moranda (ul. Staszica 25). Dzięki renesansowym attykom i bogato zdobionym fasadom należą z pewnością do najoryginalniejszych - wyglądają jak lukrowane ciasteczka. Wybudowali je bogaci kupcy ormiańscy, których, podobnie jak sefardyjskich Żydów, ściągnął Zamoyski do powstającego miasta, nadając im liczne przywileje i zwalniając z płacenia podatków. Później przechodziły w ręce rajców miejskich, profesorów Akademii Zamoyskiej, aptekarzy, o czym informują wiszące na nich dwujęzyczne tabliczki.

Koniecznie trzeba przejść ciągami podcieni, przyglądając się kamiennym portalom, masywnym kutym drzwiom wiodącym w sklepione korytarze, krętym schodom. Ormiańskie kamienice, od numeru 24 do 30, kryją w swych wnętrzach Muzeum Zamojskie (wejście w kamienicy Pod Aniołem, www.muzeum-zamojskie.pl). Zobaczymy w nim głównie obrazy, elementy wyposażenia pałacowych komnat, eksponaty związane z Akademią Zamojską, np. berło rektora z 1619 r. W jednej z pierwszych sal, z wielką makietą twierdzy z przełomu XVII i XVIII w., przyglądam się niewielkiemu portretowi Jana Zamoyskiego. Pociągła twarz, przenikliwe spojrzenie - oblicze człowieka, który w ciągu kilkudziesięciu lat zbudował fortunę, jaką inni gromadzili przez pokolenia. Na przyległej ścianie czytam opis kanclerza sporządzony w 1596 r. przez sekretarza legata papieskiego Bonifazio Vanozziego: "Wzrost jego wyższy niż mierny, postać piękna i rześka, twarz okrągła, rumiana, wesoła, przy tem bardzo poważna. Ubiera się z ruska; płaszcz, czyli frezja z szkarłatu, długa po kostki, żupan miał z adamaszku karmazynowego. Ten ubiór odmienia co do materyi podług pory roku. Buty nosi podkute po polsku, zawsze szabla przy boku, a kandziar za pasem...".

Po wizycie w muzeum ruszamy bez planu uliczkami Zamościa. Większość z nich jest już pięknie odnowiona, inne obstawiają rusztowania. Fantastyczna jest przede wszystkim jednolita zabudowa, może poza szpetnym hotelem Renesans przy ul. Greckiej.

***

Zamość nie został zniszczony podczas II wojny. Według słów jednej z przewodniczek na miasto spadła tylko jedna bomba, która zresztą nie wybuchła. Z renesansowej stylistyki wyłamuje się właściwie jedynie secesyjna Centralka (nazwę zawdzięcza pierwszemu w mieście centralnemu ogrzewaniu). W okresie międzywojennym mieściła się tu słynna Księgarnia Polska braci Stefana i Zygmunta Pomarańskich oraz restauracja i Hotel Centralny, który nocująca tu Maria Dąbrowska zapamiętała jako straszliwie drogi.

Przyglądam się budynkowi od strony południowej, bo właśnie tu 13 lat mieszkał z żoną i córkami Bolesław Leśmian, mój ulubiony poeta młodopolski. Jego pięciopokojowe mieszkanie na pierwszym piętrze było jasne i przestronne. Według relacji córki Marii Ludwiki Mazurowej pełne było kwiatów i ptaków, które Leśmian uwielbiał. Maria Ludwika, wspominając po latach artystyczną atmosferę ich zamojskiego mieszkania, opisała zabawną historię. Kiedy żona poety Zofia malowała obraz, do którego pozowała jej rozebrana modelka, niespodziewanie przyszedł z wizytą prezes sądu Romuald Jaśkiewicz, znany z purytańskich zasad. Nagą dziewczynę szybko schowano do niesprawnej szafy, przed którą na fotelu rozsiadł się gość. Nie opuszczał domu Leśmianów przez kilka godzin i zachodziła obawa, że felerny mebel się otworzy...

Spod Centralki ul. Bazyliańską dochodzę do przecinającej ją ul. Staszica i podcieniami wędruję do katedry. Na teren dawnej kolegiaty wchodzi się przez bramę dzwonnicy, która jest jednocześnie niezłym punktem widokowym. W trójnawowym budynku uwagę zwraca srebrne rokokowe tabernakulum w centralnej części ołtarza - dar siódmego ordynata Jana Tomasza i jego małżonki. Powyżej, między posągami św. św. Piotra i Pawła, wisi portret patrona świątyni św. Tomasza Apostoła ze zmartwychwstałym Chrystusem. Niestety, nie zobaczę marmurowej płyty nagrobnej Jana Zamojskiego, bo w kaplicy ordynackiej trwają prace konserwatorskie. Postanawiam więc obejść po kolei siedem ołtarzy w nawach bocznych katedry. Najbardziej ekscentryczna wydaje mi się (przedostatnia w południowej nawie) kaplica relikwii św. Tekli, gdzie wokół ołtarza stoi wiele relikwiarzy w kształcie trumienek. A najbardziej podoba mi się barokowa kaplica Zwiastowania NMP z dziełem włoskiego malarza Carlo Dolciego. Ten pochodzący z 1605 r. obraz przedstawiający scenę zwiastowania podarował świątyni Jan Sobiepan Zamoyski. Katedra była nie tylko mauzoleum rodu Zamoyskich (w podziemnych kryptach pochowano podobno 15 ordynatów), ale i świadkiem wielu uroczystych chwil ich życia. Tu odbywały się chrzciny, tu kolejni ordynaci składali przysięgę na wierność statutowi. Gdy wpatruję się w zdobione sztukaterią sklepienie świątyni, przepiękne kamienne wykończenia filarów, starsza kobieta wskazuje marmurową płytę w posadzce i mówi: - Tu klęczał papież.

***

Spod kolegiaty udaję się pod dawny pałac hetmana i na podstawie widzianej w muzeum makiety usiłuję wyobrazić sobie, jak wyglądał w czasach świetności. Podobnie jak ratusz, miał zdobioną attyką wieżę z tarasem widokowym. W środkowej części zewnętrznej elewacji znajdowały się symetryczne schody paradne i dwa krużganki. Pałac był powiększany i przebudowywany, w XIX w. nabrał cech klasycystycznych. Rosjanie zamienili go na szpital wojskowy, a jedno ze skrzydeł zaadaptowano na cerkiew prawosławną. Odkąd Polska odzyskała niepodległość, w zabudowaniach pałacowych mieszczą się sądy. Popołudniami jest tu pusto. Zaglądam w głąb kompleksu i ze zdziwieniem spostrzegam, że na wewnętrznym, zaniedbanym dziedzińcu w bezpośrednim sąsiedztwie Temidy mieszkają ludzie. Wracam do części zajmowanej przez sądy. Staram się odgadnąć, w której części gmachu miał kancelarię "skrzydlaty rejent" - Leśmian, którego sprawy urzędnicze nie bardzo obchodziły. W 1929 r. włamano się do jego kancelarii, skradziono pokaźną kwotę gotówki, której nie powinien był trzymać w pancernej szafie. Przy okazji włamania wyszły na jaw defraudacje, jakich dopuścił się jego współpracownik. Leśmian stanął na progu bankructwa. Gdyby nie pomoc jego przyjaciółki Dory Lebenthal, rodzina poety przymierałaby głodem.

***

W okresie renesansu we Włoszech powstała m.in. citta ideale Palmanova - na planie dziewięcioboku, z którego promieniście wychodzą ulice (z lotu ptaka wygląda jak gwiazda). Nasz Zamość jest sześcioboczny, w jego centrum, na Rynku, przecinają się dwie osie miasta. W głównej, biegnącej ze wschodu na zachód, można doszukać się analogii do ciała człowieka. Pałac właściciela to głowa, kolegiata i akademia - płuca, ratusz to serce, a biegnąca od wschodniej bramy miasta ulica Grodzka - kręgosłup. Druga to oś handlowa, między Rynkiem Solnym i Wodnym.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta