Szwecja. Drapieżniki w trzcinach
06.07.2009
, aktualizacja: 02.07.2009 16:50
Przyjmujemy zasadę, że zabieramy z łowiska tyle ryb, ile potrzeba na kolację, a resztę uwalniamy
ZOBACZ TAKŻE
- Sztokholm. Wakacje z dziećmi (30-05-11, 06:00)
SERWISY
Wybrzeże Bałtyku w okolicach Sztokholmu jest usiane tysiącami skalistych wysepek. Słodkie wody jeziora Mälaren mieszają się z lekko zasoloną wodą morską, wypełniając szkierowe wybrzeże. Nie ma tu złotych plaż, tłumu wczasowiczów i dyskotek. Muzykę wygrywa ptasia orkiestra, pokrzykują dzikie gęsi, kaczki i rybitwy. W końcu maja dzień jest wystarczająco długi na piękny koncert, z podkładem szumu morza i łagodnych powiewów wiatru. Wody są czyste i pełne ryb - można zapolować na zębatego szczupaka, króla szkierowych drapieżników, trocie, łososia, sandacza, węgorza i wszędobylskie okonie.
***
Najpierw kilkanaście godzin promem M/F "Skandinavia" (zabiera 1800 pasażerów i 500 samochodów osobowych) z Gdańska do Nynäshamn. Stamtąd już tylko 60 km do Sztokholmu, po prostu żabi skok... Stolicę Szwecji zostawiamy na później i kierujemy się drogą 225 do Södertälje, dalej autostradą E04 na południe, w kierunku Nyköping. Z miejscowości Tystberga jeszcze 12 km, później krętą, szutrową drogą do wybrzeża. Prawie jak na Mazurach czy na Pojezierzu Drawskim. Tylko te kamienie! Z wody wystają wielkie polodowcowe głazy rozsiane na brzegach.
Koniec drogi: solidny drewniany pomost, a przed nami malownicza, zalesiona wyspa Ragön (ok. 2,5 km długości, 1 km szerokości), fragment rezerwatu przyrody Ragö. Ochroną otoczono przede wszystkim bernikle kanadyjskie. Widzimy je przez lornetkę: duże ptaki z ubarwioną na ciemno szyją. Naturreservat Ragö jest częścią Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000.
Na wyspie, niczym Robinsonowie, żyją i pracują Ewa i Julian Turscy. Gospodarz podpłynął do pomostu dużą łodzią motorową, witamy się i pakujemy graty do łajby. Rozmawiamy po angielsku, Julian nie mówi po polsku, ale cieszy się, że będzie przez tydzień gościł Polaków z wędkami. Dopływamy do przystani, gdzie na usianym kamieniami terenie stoi kilka domków.
Dom gospodarzy z 1800 r. (wyszukałem go w ofercie Novasol) to hangar na wodzie z systemem pomostów, wędzarnią, budynkami gospodarczymi i stodołą. Wszystko (jak to w Szwecji) z drewna i w kolorze ciemnoczerwonym. Ewa dba o ogródek, skalniaki i ogólny porządek, Julian zajmuje się rezerwatem i hoduje zwierzęta. Czasem wypływa na zatokę, żeby złowić cztery śledzie i nakarmić dwa koty. Po zagrodzonym terenie baraszkują młode owce, krowy i ciekawskie cielę, czarny pies Sak poszczekuje i przyjaźnie merda ogonem.
Czteroosobowa łódź z silnikiem to od dzisiaj nasz podstawowy środek transportu. A więc wędki spinningowe w rękę, przynęty wiążemy do żyłek i na wodę! W zatokach głębokość ok. 4 m, woda czysta, lekko zasolona, o zielonkawym zabarwieniu. Przyjmujemy zasadę, że zabieramy z łowiska tyle ryb, ile potrzeba na kolację, a resztę uwalniamy. Na wędkowanie w wodach morskich Szwecji nie potrzeba licencji. Należy jednak przestrzegać ogólnie przyjętych zasad etyki wędkarskiej.
***
Pierwszego dnia na wodzie szczupaki atakują nasze wahadłówki (przynęty z profilowanej blachy imitujące ryby). Brania są ostre i zdecydowane, ale ryby niewielkie. Wiosną przebywają w przybrzeżnych płyciznach, polując często na metrowej głębokości. Podczas holu wyskakują ponad wodę i tańczą na ogonie, trzęsąc uzębioną paszczą. Kusimy drapieżniki różnymi przynętami (woblery, rippery, twistery, obrotówki), jednak najskuteczniejsze są tradycyjne błystki z warszawskiej firmy Polsping. Staramy się ustalić najbardziej prawdopodobne miejsca żerowania szczupaka: obserwujemy wodę, wykonujemy serię rzutów równoległych do pasa trzcin, kierujemy wędki na środek zatoki, gdzie jest znacznie głębiej. Drapieżniki przebywają jednak w płytszej i cieplejszej wodzie, uganiając się za stadami płoci i uklei. Postanawiamy więc łowić w pobliżu trzcinowisk. Pierwszy szczupak przeznaczony na patelnię ma 2 kg, potem Andrzej wyciąga sztukę 3-kilogramową, która wraca do wody.
O godz. 22.30 jest jeszcze widno, choć słońce za horyzontem. Wracamy do przystani, siadamy na tarasie przed domem i przy herbacie wspominamy wcześniejsze wyprawy do Skandynawii.
***
Kolejne dni - kolejne wrażenia i zdobycze. Złowiliśmy pierwszego zębacza (ponad 4 kg), na obrotówki łapią się pręgowane okonie (35 cm). Poznajemy kolejne zatoki, za cyplami wysp wyłaniają się następne zalesione wysepki z kamienistymi brzegami. Andrzej na małą obrotową błystkę wyławia dorodne jazie. Nad naszymi głowami szybują bieliki, w oddali przepływają kajakarze. Jest ciepło i słonecznie, delikatnie wieje z otwartego morza.
W środę mocniej wieje, ale jest słonecznie, dobra pogoda na wycieczkę do Sztokholmu. Kolejny raz spacerujemy po ulicach i zaułkach Gamla Stan pośród towarzystwa z całego świata. Schodami pniemy się do góry najwęższą ulicą Sztokholmu Marten Trotzigs Gränd. Z dziedzińca królewskiego pałacu dochodzą miarowe odgłosy werbli - trwa odprawa wart i koncert orkiestry wojskowej.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy miasteczko Trosa położone nad morzem w połowie drogi z Södertälje do Nyköping (z E04 należy skręcić w drogę 218). Trosa była znana już w XIV w. - miejskie przywileje nadał jej w 1454 r. król Karol VIII Knutsson. W 1719 r. miasteczko spalili i zrabowali Rosjanie, płomienie oszczędziły jednak kościół. Dzisiaj Trosa jest jedną z najbogatszych gmin Szwecji - 16 proc. mieszkańców zarabia ponad milion koron rocznie! Do niespełna 5-tysięcznej miejscowości latem przybywa nawet 45 tys. turystów! Latem można przejechać się po mieście darmowym pociągiem turystycznym. Pełno tu romantycznych hotelików i restauracji serwujących wyszukane rybne specjały. Z portu na wycieczkę po szkierach wypływają statki M/S "Labrador" i M/S "Flora". Taka przyjemność wraz z bufetem kosztuje 480 koron. Letni domek ma w Trosie Benny Andersson, jeden z muzyków zespołu ABBA. A nasz gospodarz z wyspy Ragön przeżył tu 20 lat, a obecnie mieszka w Trosie jego syn.
***
Wracamy na naszą wyspę. Gęsi kanadyjskie właśnie wyprowadziły na wodę młodzież, pod czujnym okiem gęsiej mamy żółte maluchy baraszkują w przybrzeżnych trzcinach. Perkoz z uporem maniaka nurkuje i znosi ryby pani perkozowej, która wysiaduje jaja w trzcinach przy przystani.
Wracamy też do wędkowania. Podczas całego pobytu szczupaki, które złowiliśmy, ważyły ok. 5 kg, okonie - 0,5 kg. Rekordów więc nie było, ale była satysfakcja, wypoczynek, spokój i widoki, widoki... Większość ryb uwalnialiśmy, a przeznaczone do zjedzenia czyściliśmy na specjalnym stole z bieżącą wodą. Łódź z silnikiem spisywała się bez zarzutu. Mieliśmy w pełni wyposażony domek dla pięciu osób, z praktyczną kuchnią, sypialnią na piętrze, wygodnymi łóżkami i TV SAT. Tydzień pobytu w końcu maja kosztował nas 1740 zł (do podziału na cztery osoby), w cenie łódź z paliwem.
Była to jedna z naszych najlepszych wspólnych wypraw wędkarskich, a trochę już po Skandynawii wędrowaliśmy. Ostatniego dnia Julian już od piątej rano wędził ryby. Zapach rozchodził się po wyspie i żal było wracać. Na drogę dostaliśmy na tacy osiem jeszcze ciepłych kawałków łososia. Zjedliśmy je ze smakiem na leśnym parkingu przy drodze E22, w drodze do Karlskrony. Była jeszcze krótka wizyta na zamku w Kalmarze, przejazd 7-kilometrowym mostem na wyspę Öland, włóczęga po centrum Karlskrony. W wygodnych kojach na promie M/F "Stena Baltica" morze ukołysało nas do snu. Śniło mi się, że goni mnie wielki szczupak z wyspy Ragön. Zerwałem się, a to była już Gdynia!
***
Najpierw kilkanaście godzin promem M/F "Skandinavia" (zabiera 1800 pasażerów i 500 samochodów osobowych) z Gdańska do Nynäshamn. Stamtąd już tylko 60 km do Sztokholmu, po prostu żabi skok... Stolicę Szwecji zostawiamy na później i kierujemy się drogą 225 do Södertälje, dalej autostradą E04 na południe, w kierunku Nyköping. Z miejscowości Tystberga jeszcze 12 km, później krętą, szutrową drogą do wybrzeża. Prawie jak na Mazurach czy na Pojezierzu Drawskim. Tylko te kamienie! Z wody wystają wielkie polodowcowe głazy rozsiane na brzegach.
Koniec drogi: solidny drewniany pomost, a przed nami malownicza, zalesiona wyspa Ragön (ok. 2,5 km długości, 1 km szerokości), fragment rezerwatu przyrody Ragö. Ochroną otoczono przede wszystkim bernikle kanadyjskie. Widzimy je przez lornetkę: duże ptaki z ubarwioną na ciemno szyją. Naturreservat Ragö jest częścią Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000.
Na wyspie, niczym Robinsonowie, żyją i pracują Ewa i Julian Turscy. Gospodarz podpłynął do pomostu dużą łodzią motorową, witamy się i pakujemy graty do łajby. Rozmawiamy po angielsku, Julian nie mówi po polsku, ale cieszy się, że będzie przez tydzień gościł Polaków z wędkami. Dopływamy do przystani, gdzie na usianym kamieniami terenie stoi kilka domków.
Dom gospodarzy z 1800 r. (wyszukałem go w ofercie Novasol) to hangar na wodzie z systemem pomostów, wędzarnią, budynkami gospodarczymi i stodołą. Wszystko (jak to w Szwecji) z drewna i w kolorze ciemnoczerwonym. Ewa dba o ogródek, skalniaki i ogólny porządek, Julian zajmuje się rezerwatem i hoduje zwierzęta. Czasem wypływa na zatokę, żeby złowić cztery śledzie i nakarmić dwa koty. Po zagrodzonym terenie baraszkują młode owce, krowy i ciekawskie cielę, czarny pies Sak poszczekuje i przyjaźnie merda ogonem.
Czteroosobowa łódź z silnikiem to od dzisiaj nasz podstawowy środek transportu. A więc wędki spinningowe w rękę, przynęty wiążemy do żyłek i na wodę! W zatokach głębokość ok. 4 m, woda czysta, lekko zasolona, o zielonkawym zabarwieniu. Przyjmujemy zasadę, że zabieramy z łowiska tyle ryb, ile potrzeba na kolację, a resztę uwalniamy. Na wędkowanie w wodach morskich Szwecji nie potrzeba licencji. Należy jednak przestrzegać ogólnie przyjętych zasad etyki wędkarskiej.
***
Pierwszego dnia na wodzie szczupaki atakują nasze wahadłówki (przynęty z profilowanej blachy imitujące ryby). Brania są ostre i zdecydowane, ale ryby niewielkie. Wiosną przebywają w przybrzeżnych płyciznach, polując często na metrowej głębokości. Podczas holu wyskakują ponad wodę i tańczą na ogonie, trzęsąc uzębioną paszczą. Kusimy drapieżniki różnymi przynętami (woblery, rippery, twistery, obrotówki), jednak najskuteczniejsze są tradycyjne błystki z warszawskiej firmy Polsping. Staramy się ustalić najbardziej prawdopodobne miejsca żerowania szczupaka: obserwujemy wodę, wykonujemy serię rzutów równoległych do pasa trzcin, kierujemy wędki na środek zatoki, gdzie jest znacznie głębiej. Drapieżniki przebywają jednak w płytszej i cieplejszej wodzie, uganiając się za stadami płoci i uklei. Postanawiamy więc łowić w pobliżu trzcinowisk. Pierwszy szczupak przeznaczony na patelnię ma 2 kg, potem Andrzej wyciąga sztukę 3-kilogramową, która wraca do wody.
O godz. 22.30 jest jeszcze widno, choć słońce za horyzontem. Wracamy do przystani, siadamy na tarasie przed domem i przy herbacie wspominamy wcześniejsze wyprawy do Skandynawii.
***
Kolejne dni - kolejne wrażenia i zdobycze. Złowiliśmy pierwszego zębacza (ponad 4 kg), na obrotówki łapią się pręgowane okonie (35 cm). Poznajemy kolejne zatoki, za cyplami wysp wyłaniają się następne zalesione wysepki z kamienistymi brzegami. Andrzej na małą obrotową błystkę wyławia dorodne jazie. Nad naszymi głowami szybują bieliki, w oddali przepływają kajakarze. Jest ciepło i słonecznie, delikatnie wieje z otwartego morza.
W środę mocniej wieje, ale jest słonecznie, dobra pogoda na wycieczkę do Sztokholmu. Kolejny raz spacerujemy po ulicach i zaułkach Gamla Stan pośród towarzystwa z całego świata. Schodami pniemy się do góry najwęższą ulicą Sztokholmu Marten Trotzigs Gränd. Z dziedzińca królewskiego pałacu dochodzą miarowe odgłosy werbli - trwa odprawa wart i koncert orkiestry wojskowej.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy miasteczko Trosa położone nad morzem w połowie drogi z Södertälje do Nyköping (z E04 należy skręcić w drogę 218). Trosa była znana już w XIV w. - miejskie przywileje nadał jej w 1454 r. król Karol VIII Knutsson. W 1719 r. miasteczko spalili i zrabowali Rosjanie, płomienie oszczędziły jednak kościół. Dzisiaj Trosa jest jedną z najbogatszych gmin Szwecji - 16 proc. mieszkańców zarabia ponad milion koron rocznie! Do niespełna 5-tysięcznej miejscowości latem przybywa nawet 45 tys. turystów! Latem można przejechać się po mieście darmowym pociągiem turystycznym. Pełno tu romantycznych hotelików i restauracji serwujących wyszukane rybne specjały. Z portu na wycieczkę po szkierach wypływają statki M/S "Labrador" i M/S "Flora". Taka przyjemność wraz z bufetem kosztuje 480 koron. Letni domek ma w Trosie Benny Andersson, jeden z muzyków zespołu ABBA. A nasz gospodarz z wyspy Ragön przeżył tu 20 lat, a obecnie mieszka w Trosie jego syn.
***
Wracamy na naszą wyspę. Gęsi kanadyjskie właśnie wyprowadziły na wodę młodzież, pod czujnym okiem gęsiej mamy żółte maluchy baraszkują w przybrzeżnych trzcinach. Perkoz z uporem maniaka nurkuje i znosi ryby pani perkozowej, która wysiaduje jaja w trzcinach przy przystani.
Wracamy też do wędkowania. Podczas całego pobytu szczupaki, które złowiliśmy, ważyły ok. 5 kg, okonie - 0,5 kg. Rekordów więc nie było, ale była satysfakcja, wypoczynek, spokój i widoki, widoki... Większość ryb uwalnialiśmy, a przeznaczone do zjedzenia czyściliśmy na specjalnym stole z bieżącą wodą. Łódź z silnikiem spisywała się bez zarzutu. Mieliśmy w pełni wyposażony domek dla pięciu osób, z praktyczną kuchnią, sypialnią na piętrze, wygodnymi łóżkami i TV SAT. Tydzień pobytu w końcu maja kosztował nas 1740 zł (do podziału na cztery osoby), w cenie łódź z paliwem.
Była to jedna z naszych najlepszych wspólnych wypraw wędkarskich, a trochę już po Skandynawii wędrowaliśmy. Ostatniego dnia Julian już od piątej rano wędził ryby. Zapach rozchodził się po wyspie i żal było wracać. Na drogę dostaliśmy na tacy osiem jeszcze ciepłych kawałków łososia. Zjedliśmy je ze smakiem na leśnym parkingu przy drodze E22, w drodze do Karlskrony. Była jeszcze krótka wizyta na zamku w Kalmarze, przejazd 7-kilometrowym mostem na wyspę Öland, włóczęga po centrum Karlskrony. W wygodnych kojach na promie M/F "Stena Baltica" morze ukołysało nas do snu. Śniło mi się, że goni mnie wielki szczupak z wyspy Ragön. Zerwałem się, a to była już Gdynia!
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl















