Jagoda Miłoszewicz, absolwentka filologii polskiej i logopedii, prowadzi gospodarstwo agroturystyczne Chata Magoda w Bieszczadach
06.07.2009
, aktualizacja: 02.07.2009 17:28
Serce zostało w Bieszczadach. Większość życia spędziłam w Szczecinie: organizowałam festiwal teatralny, prowadziłam firmy, pracowałam z dużą grupą ludzi. Do Lutowisk przeniosłam się zaledwie pięć lat temu, ale nie mam wątpliwości, że podjęłam właściwą decyzję
SERWISY
Dobrze się czuję w mojej wsi na wysokości 700 m n.p.m., siedzibie najrzadziej zaludnionej gminy w Polsce. Nie przeszkadzają mi nawet długie zimy - bywa, że są trudne, ale za to jakie piękne! Wszystko wokół jest białe jak w bajce: dachy, drzewa, pola (w Szczecinie czysty śnieg widywałam przez kilka dni w roku, zaraz zamieniał się w szarą breję). Gdy zdarza się, że muszę stąd wyjechać, a potem wracam i widzę z okien naszego domu panoramę ze szczytem Tarnicy - zamieram z zachwytu.
Niezapomniany dzień w podróży...
Doskonale pamiętam dzień spędzony w nepalskim Patanie. To miasto pełne jest buddyjskich klasztorów, stup, świątyń. Wszędzie widać warsztaty tkackie, stolarskie, metalowe. Uliczki są tam tak wąskie, że wydaje się, że nieco grubszy człowiek się nie przeciśnie. Bezwiednie zaglądałam ludziom do domów, bo w oknach nie ma szyb. Często ludzie mieszkają razem ze zwierzętami (nie tylko pod jednym dachem, jak kiedyś w Bieszczadach). Przejmujące miejsce.
Najlepsze wakacje spędzam...
zawsze w górach. Bardzo miło wspominam Korsykę, gdzie góry nie są zbyt trudne, za to bardzo malownicze. Z najwyższego szczytu Monte Cinto (2710 m) widać morze zarówno z jednej, jak i z drugiej strony, gdyż Korsyka to wyspa dość wąska. Biwakowałam tam bez namiotu, na wysokości 2 tys. m. Trochę zmarzłam, ale rano obudziło mnie stukaniem kopyt stado kozic. Mam też wspaniałe wspomnienia z Atlasu, z Alp, z gór Norwegii i oczywiście z Tatr (ale tam już od dawna nie jeżdżę, zniechęciły mnie tłumy).
W Polsce lubię...
stare miasta, zabytkową architekturę. Doskonale czuję się w Gdańsku, choć odkąd zamieszkałam w Bieszczadach, rzadko tam bywam. Mam oczywiście sentyment do Szczecina. Kraków jest piękny, ale zbyt zatłoczony turystami. Ostatnio odkryłam Lwów. Jego rozmach, skala i uroda są porównywalne z Krakowem. Tylko że to już nie jest Polska...
Podróżuję z...
mapami, zwłaszcza w górach. Zazwyczaj podróżuję sama. Choć na co dzień jestem osobą bardzo towarzyską, w podróży nie lubię dostosowywać się do innych. To trochę egoistyczne, ale tak właśnie jest.
Mój ulubiony hotel...
Jestem pod tym względem niewymagająca. Zazwyczaj zresztą udaję się w okolice, w których nie ma hoteli.
Niebo w gębie poczułam...
w dwóch miejscach. Pierwszym był Nepal. Najprostsze w świecie wegetariańskie potrawy smakowały mi tak, że do dziś je pamiętam. Zupa czosnkowa, cebulowa, soczewica, ryż, do tego odrobina warzyw i sosy. Wszystko dość ostre, przyprawiane wielką ilością ziół. Miałam tam niezwykły apetyt. Zapewne z wysiłku. Podczas trekkingu wokół Annapurny weszłam prawie na 6 tys. m!
Drugie miejsce to Przystanek Cisna w Bieszczadach, gospodarstwo agroturystyczne moich przyjaciół, Kasi i Andrzeja Rozmysłowiczów. Kasia jest poetką kuchni i moim kulinarnym guru. Ma wspaniałą intuicję kulinarną, potrafi także wykorzystać to, co rośnie w pobliżu, i podaje np. biały ser z czosnkiem niedźwiedzim czy zupę z listków młodej pokrzywy. Jej talent doceniają nie tylko domownicy i goście - w tym roku ukazała się pięknie wydana "Kuchnia wegetariańska" jej autorstwa.
Moja noga więcej nie postanie w...
Chinach. Nie rozczarowała mnie architektura ani zabytki, choć często są to jedynie rekonstrukcje, bo oryginały zniszczono podczas rewolucji kulturalnej. Jednak każdego dnia, budząc się w luksusowym hotelu, dziękowałam Bogu, że nie urodziłam się w Chinach. Ludzie są tam smutni, żyją w ciasnocie, pracują od świtu do zmierzchu. Odnosi się wrażenie, że codziennie walczą o przetrwanie. Wszyscy pytali, ile mam dzieci. Oni mogą mieć tylko jedno i oczywiście każda rodzina pragnie mieć chłopca. Za sprawą badań prenatalnych i aborcji rodzą się głównie chłopcy. Moim zdaniem to jest już odbezpieczona bomba.
Wymarzony cel podróży...
chciałabym pojechać w Andy, śladem kultur Inków. Odwlekam jednak to marzenie, bo na razie Bieszczady trzymają mnie zbyt mocno.
Jagoda Miłoszewicz razem z Maciejem Pawlikiem prowadzi w Lutowiskach gospodarstwo agroturystyczne Chata Magoda, które zdobyło właśnie nagrodę w konkursie "Miejsce szczególne" ogłoszonym przez redakcję "Czterech Kątów". W uzasadnieniu jury napisano: "Zachwyca architektura starego domu z bali, pięknie wkomponowanego w krajobraz, oraz wystrój wnętrz pełen starych mebli i drobiazgów"
Niezapomniany dzień w podróży...
Doskonale pamiętam dzień spędzony w nepalskim Patanie. To miasto pełne jest buddyjskich klasztorów, stup, świątyń. Wszędzie widać warsztaty tkackie, stolarskie, metalowe. Uliczki są tam tak wąskie, że wydaje się, że nieco grubszy człowiek się nie przeciśnie. Bezwiednie zaglądałam ludziom do domów, bo w oknach nie ma szyb. Często ludzie mieszkają razem ze zwierzętami (nie tylko pod jednym dachem, jak kiedyś w Bieszczadach). Przejmujące miejsce.
Najlepsze wakacje spędzam...
zawsze w górach. Bardzo miło wspominam Korsykę, gdzie góry nie są zbyt trudne, za to bardzo malownicze. Z najwyższego szczytu Monte Cinto (2710 m) widać morze zarówno z jednej, jak i z drugiej strony, gdyż Korsyka to wyspa dość wąska. Biwakowałam tam bez namiotu, na wysokości 2 tys. m. Trochę zmarzłam, ale rano obudziło mnie stukaniem kopyt stado kozic. Mam też wspaniałe wspomnienia z Atlasu, z Alp, z gór Norwegii i oczywiście z Tatr (ale tam już od dawna nie jeżdżę, zniechęciły mnie tłumy).
W Polsce lubię...
stare miasta, zabytkową architekturę. Doskonale czuję się w Gdańsku, choć odkąd zamieszkałam w Bieszczadach, rzadko tam bywam. Mam oczywiście sentyment do Szczecina. Kraków jest piękny, ale zbyt zatłoczony turystami. Ostatnio odkryłam Lwów. Jego rozmach, skala i uroda są porównywalne z Krakowem. Tylko że to już nie jest Polska...
Podróżuję z...
mapami, zwłaszcza w górach. Zazwyczaj podróżuję sama. Choć na co dzień jestem osobą bardzo towarzyską, w podróży nie lubię dostosowywać się do innych. To trochę egoistyczne, ale tak właśnie jest.
Mój ulubiony hotel...
Jestem pod tym względem niewymagająca. Zazwyczaj zresztą udaję się w okolice, w których nie ma hoteli.
Niebo w gębie poczułam...
w dwóch miejscach. Pierwszym był Nepal. Najprostsze w świecie wegetariańskie potrawy smakowały mi tak, że do dziś je pamiętam. Zupa czosnkowa, cebulowa, soczewica, ryż, do tego odrobina warzyw i sosy. Wszystko dość ostre, przyprawiane wielką ilością ziół. Miałam tam niezwykły apetyt. Zapewne z wysiłku. Podczas trekkingu wokół Annapurny weszłam prawie na 6 tys. m!
Drugie miejsce to Przystanek Cisna w Bieszczadach, gospodarstwo agroturystyczne moich przyjaciół, Kasi i Andrzeja Rozmysłowiczów. Kasia jest poetką kuchni i moim kulinarnym guru. Ma wspaniałą intuicję kulinarną, potrafi także wykorzystać to, co rośnie w pobliżu, i podaje np. biały ser z czosnkiem niedźwiedzim czy zupę z listków młodej pokrzywy. Jej talent doceniają nie tylko domownicy i goście - w tym roku ukazała się pięknie wydana "Kuchnia wegetariańska" jej autorstwa.
Moja noga więcej nie postanie w...
Chinach. Nie rozczarowała mnie architektura ani zabytki, choć często są to jedynie rekonstrukcje, bo oryginały zniszczono podczas rewolucji kulturalnej. Jednak każdego dnia, budząc się w luksusowym hotelu, dziękowałam Bogu, że nie urodziłam się w Chinach. Ludzie są tam smutni, żyją w ciasnocie, pracują od świtu do zmierzchu. Odnosi się wrażenie, że codziennie walczą o przetrwanie. Wszyscy pytali, ile mam dzieci. Oni mogą mieć tylko jedno i oczywiście każda rodzina pragnie mieć chłopca. Za sprawą badań prenatalnych i aborcji rodzą się głównie chłopcy. Moim zdaniem to jest już odbezpieczona bomba.
Wymarzony cel podróży...
chciałabym pojechać w Andy, śladem kultur Inków. Odwlekam jednak to marzenie, bo na razie Bieszczady trzymają mnie zbyt mocno.
Jagoda Miłoszewicz razem z Maciejem Pawlikiem prowadzi w Lutowiskach gospodarstwo agroturystyczne Chata Magoda, które zdobyło właśnie nagrodę w konkursie "Miejsce szczególne" ogłoszonym przez redakcję "Czterech Kątów". W uzasadnieniu jury napisano: "Zachwyca architektura starego domu z bali, pięknie wkomponowanego w krajobraz, oraz wystrój wnętrz pełen starych mebli i drobiazgów"
-
Jagoda Miłoszewicz, absolwentka filologii polsk...
welni-asty
24.01.11, 15:38
Ja rowniez bedac pod urokiem bloga Magody,postanowilam odwiedzic to miejsce.Urok pryska bardzo szybko,zwlaszcza gdy oczekiwania sa troche rozbudzone pod wplywem bardzo sprytnie redagowanymi »
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl















