Włoskie wakacje. Wokół Lago di Garda
29.06.2009
, aktualizacja: 26.06.2009 17:09
Jezioro Garda upodobali sobie najwięksi. W Sirmione miał letnią posiadłość rzymski poeta Katullus, odpoczywali tu Joyce i włoski noblista Carducci
ZOBACZ TAKŻE
- Włochy jeziora - u podnóża Alp (16-03-12, 12:50)
- Byłam w... Akwilei. Mozaiki w cyprysach (02-08-10, 06:00)
- Znamy największych europejskich urlopowiczów (23-06-10, 15:48)
- Tomas Venclova, poeta (29-03-10, 05:00)
- Florencja - weekend z Michałem Aniołem. Miasta marzeń. (27-04-09, 06:00)
- Triest z Joyce'em pod rękę (28-07-08, 06:00)
- Włochy - Trani. Pod ostrogą włoskiego buta (06-04-09, 06:00)
- Bolonia. Tłusta, czerwona, uczona (27-07-09, 06:00)
- Włochy. Pocztówka z Lombardii. Mantua i Cremona (11-07-11, 06:00)
- Wakacje z dziećmi. Na toskańskiej wsi (22-06-09, 06:00)
SERWISY
Z góry wygląda jak norweski fiord. Zwłaszcza w części północnej jest bardzo wąskie i długie, z obu stron obramowane Dolomitami i masywem Adamello. Niektórzy twierdzą, że to właśnie kształtowi Lago di Garda zawdzięcza idealne warunki do windsurfingu. Wieją tu bowiem dogodne wiatry - przy silnym Péler najlepiej pływa się podobno w okolicach miejscowości Malcesine, bo powstają tam najwyższe fale. Na brzegu trzeba zjawić się skoro świt, gdyż w południe wiatr może ucichnąć. Z kolei Ora zrywa się zazwyczaj ok. godz. 17 i czasem osiąga prędkość 12 m na sekundę. O słynnych wiatrach amatorzy surfingu mogliby opowiadać godzinami. Ich ulubioną bazą (w północnej części jeziora jest ich aż osiem) jest Pier Windsurf między Riva del Garda a Limone. Jednak ja na desce, niestety, nie pływam, więc Gardę znałam dotąd tylko ze słyszenia. Jest największym i ponoć najczystszym jeziorem Włoch, podzielonym między Lombardię, Veneto i Trentino, a jego okolice Goethe nazwał kiedyś "krajem, w którym kwitną cytryny".
***
Traf chciał, że we wrześniu pojechałam służbowo do Werony i zamiast w centrum miasta zostałam zakwaterowana w Sirmione na południowym wybrzeżu Gardy. Miejscowość leży na cyplu, który wżyna się 4 km w głąb jeziora. W najwęższym miejscu półwysep ma zaledwie 120 m szerokości. Nazwa miasteczka pochodzi prawdopodobnie od greckiego "syrma", co znaczy ogon, i nawiązuje do kształtu przylądka. Przypominam sobie słowa Jerzego Ciechanowicza z książki "Wędrówki śródziemnomorskie": "Starożytne Sirmio znane jest każdemu, kto zagląda czasem do wierszy Katullusa". To tutaj znajdują się ruiny letniej posiadłości Waleriuszy, z których wywodził się rzymski poeta (podobno jego ojciec gościł u siebie Juliusza Cezara). Od trzydziestu lat we wrześniu w Sirmione odbywa się konkurs literacki "Premio letterario Sirmione Catullo", w którego jury zasiadali kiedyś najwięksi włoscy pisarze, m.in. Alberto Moravia i Carlo Levi. Dziś stracił swoją uprzywilejowaną pozycję, ale nadal przyciąga turystów i miłośników poezji Katullusa.
Równie dużym powodzeniem cieszą się słynne termy (www.termedisirmione.com ). O dobroczynnym działaniu tutejszych wód wspominał już w 1546 r. mnich Jacopo di Bergamo w poemacie „Benacus”. 24 sierpnia 1889 r. wenecki nurek o nazwisku Procopio odkrył w okolicach domu Katullusa ciepłe źródło Boiola (temperatura wypływających wód siarkowych dochodzi do 69 st. C). Dziewięć lat później powstał w Sirmione pierwszy ośrodek spa. Wody polecane są szczególnie astmatykom (inhalacje) i reumatykom (sauny i kąpiele z hydromasażem). Z zabiegów i basenów skorzystamy w hotelach w centrum miasta (Grand Hotel Terme, Hotel Sirmione i Hotel Fonte Boiola) oraz w pobliskiej miejscowości Colombare di Sirmione.
***
Na miejsce docieram pod wieczór. Autobus z Werony jedzie bocznymi drogami przez niewielkie miejscowości, sady i rozległe winnice (wybrzeże Gardy słynie z wina Bardolino i Lugana). Wszędzie zadbane klomby, czyste chodniki, wypielęgnowane trawniki przed domami. Po pewnym czasie z prawej i lewej strony zaczyna przeświecać jezioro. Autobus zatrzymuje się przed budynkiem poczty. Wyglądam zza rogu: u stóp potężnych murów cumują motorówki i żaglówki. Drewnianym zwodzonym mostem przechodzę nad wąską fosą i przez średniowieczną bramę wchodzę do miasteczka. Strzeże go XIII-wieczna twierdza Rocca Scaligera wzniesiona przez władający Weroną ród Scaligerów (inaczej della Scala - dynastia wywodziła się od Jacopo Fico, który produkował schody - la scala). W 1276 r. Mastino I della Scala zorganizował wyprawę przeciw osiadłym w Sirmione heretykom. Rok później 200 mężczyzn i kobiet spalono na werońskiej Arenie, a niezależne dotąd rybackie miasteczko Scaligerowie włączyli do swego terytorium. Mury nowej twierdzy zwieńczono blankami w kształcie ogona jaskółki - to znak charakterystyczny dla wszystkich budowli wzniesionych przez władców Werony. Na pierwszy rzut oka zamek sprawia posępne wrażenie, w porównaniu z zieloną taflą jeziora, wieczornym gwarem na uliczkach i malowniczymi bugenwillami oplatającymi kamienice.
Ruszam przed siebie w poszukiwaniu hotelu Broglia, w którym mam zarezerwowany pokój. Uliczki są tak wąskie, że ruch jest wahadłowy. Przeciskając się między autami, przechodzę przez kolejną bramę i podcieniami docieram na uroczy placyk z mnóstwem restauracji, sklepików i kiosków. Pytam o drogę grających w szachy staruszków. Wskazują odchodzącą od placu via Giuseppe Piana i mówią, że trafię z zamkniętymi oczami. Dopytuję się, czy to daleko. Wybuchają serdecznym śmiechem - dotrę tam w minutę, Sirmione jest tak małe, że można je obejść w pół godziny i nie sposób się zgubić. Nie trzeba nawet znać dokładnego adresu - wystarczy podać nazwę pensjonatu, a każdy bez trudu nam go wskaże. Mijam obrośnięty fioletowymi kwiatami dom, wabiącą zapachami mydlarnię i rzeczywiście w sekundę jestem na miejscu.
Wychodzę rozejrzeć się po miasteczku. Nikt nie przejmuje się późną porą, restauracje i kawiarnie wypełnione są po brzegi, zwłaszcza te na Piazza Flaminia, głównym placu Sirmione. Przecinam go w poprzek i dochodzę na molo, z którego rozciąga się widok na jezioro. Cumują tu promy kursujące między sąsiednimi miasteczkami, w stłoczonych grupkach rozmawia młodzież. Wracam wzdłuż murów zamku na drugą stronę cypla, kilka stopni prowadzi na kamienisty brzeg. Nad jeziorem unosi się mgła. W wodzie odbijają się światła miasteczka Lazise na wschodnim wybrzeżu Gardy, znanego głównie z parku rozrywki Caneva World. Obiecuję sobie, że nazajutrz wybiorę się do willi Katullusa.
***
Ale następnego dnia, wracając ze spotkania w Weronie, przejeżdżam obok sąsiadującej z Sirmione Peschiery del Garda - moją uwagę zwracają potężne mury twierdzy. Choć z niecierpliwością wyczekuję wizyty w domu rzymskiego poety, postanawiam zboczyć z drogi i zwiedzić miasteczko. Autobusy rozwożące turystów po miejscowościach nad Gardą kursują mniej więcej co półtorej godziny. Starczy więc czasu na krótki spacer.
Peschiera leży u ujścia rzeki Mincio. W starożytności przebiegała tędy via Gallica łącząca Bergamo, Brescię i Weronę. Stąd znaczenie handlowe i polityczne miasta, które słynęło ze swoich fortyfikacji. O silnej twierdzy wspomina Dante w XX pieśni "Piekła". Swój aktualny kształt zawdzięcza Republice Weneckiej panującej na tych terenach od 1549 r. aż do upadku w XVIII w.
Peschiera wydała mi się mniej kameralna niż Sirmione. Do miasteczka-twierdzy wchodzę przez ufortyfikowaną Porta Brescia. Gdzie się nie ruszę, trafiam na ślady militarnej przeszłości. Piazza Ferdinando di Savoia nosił niegdyś nazwę Piazza d'Armi, czyli plac Wojska, Parco Catullo to pozostałości austriackich koszar, na Piazzale Bettelloni mijam imponujące budynki kawalerii (dziś ratusz), a na Piazza San Marco - potężne XV-wieczne obeliski Na szczęście surowość fortecy łagodzi zieleń. Zza omszałych murów wystają czubki cyprysów, na wałach wzmacniających rośnie soczysta trawa, a w wodzie szerokich fos odbija się błękitne niebo. Przy promenadzie Viale Cordigero cumują kolorowe łódki, a na balkonach hoteli kwitną bugenwille.
Peschiera mnie nie zachwyciła, choć jej mury robią imponujące wrażenie. Za to okazało się, że jest świetną metą na wypady w okolice, bo dysponuje nie tylko ogromną liczbą kempingów (co najmniej 14 w najbliższej okolicy), ale i dogodnymi połączeniami promowymi z pozostałymi miejscowościami nad jeziorem (do wyboru aliscafi, czyli wodoloty i battelli - małe statki).
A jest co zwiedzać! Wczepione w potężne skały Limone znane jest z gajów limonek i długowieczności mieszkańców. Arco słynie z ruin średniowiecznego zamku. Garda - z malowniczego półwyspu San Vigilio, który odwiedzali car Aleksander, Winston Churchill, Laurence Olivier, książę Karol. Z Pregasiny roztacza się podobno najładniejsza panorama na jezioro. W Bardolino można skosztować słynnego wina o tej samej nazwie, a w Salo poznamy niechlubną przeszłość Włoskiej Republiki Socjalnej. A to przecież jeszcze nie wszystkie ze znanych kurortów: Brenzone, Riva del Garda, Lazise, Torbole sul Garda, Gardone Riviera Peschiera jest również znanym centrum sportu i rozrywki. Tutaj zaczyna się 40-kilometrowa ścieżka rowerowa, którą wzdłuż Parku Regionalnego Mincio dojedziemy aż do Mantui. W sąsiedniej Castelnuovo del Garda znajduje się wesołe miasteczko Gardaland. Można tu wypożyczyć sprzęt czy uzyskać potrzebne informacje na temat szlaków górskich, bo przecież nad jeziorem uprawia się nie tylko windsurfing. Strome przełęcze i kręte ścieżki szutrowe i asfaltowe to wymarzone miejsca do jazdy na rowerze górskim. Co roku pod koniec kwietnia w Riva del Garda odbywa się Bike Festiwal, maraton rowerowy, w którym bierze udział nawet 7 tys. kolarzy z całego świata. Z kolei liczne vie ferrate, czyli "żelazne drogi", zaopatrzone w stalowe liny i drabinki, zapraszają do wspinaczki. Najciekawsze trasy znajdziemy w Arco, słynnej na cały świat mekce wspinaczy, czy w Torbole sul Garda. Możemy wdrapać się na sięgające ponad 2 tys. m szczyty Monte Stivo i Monte Altissimo, a następnie rzucić się na paralotni w ponad tysiącmetrową przepaść. W Malcesine zaś wjechać kolejką na Monte Baldo (2218 m). Słowem, na jeziorze, nad jeziorem i wokół jeziora - tutaj nie sposób się nudzić.
***
Po nieplanowanej wycieczce wracam do Sirmione i nie zwlekając, kieruję się w stronę willi Katullusa. W czasach renesansu nazywana była też Grotami, jak popularnie mówiono na ruiny antycznych budowli, które porastała bujna zieleń. Przez stulecia podróżni chętnie identyfikowali ją z posiadłością Waleriuszy, ale nie ma dowodów na to, że zachowane fundamenty rzeczywiście należały do willi. Na półwyspie mieściło się jeszcze kilka innych rezydencji i, jak zaznacza Ciechanowicz, trudno ustalić, czy do rodziny Katullusa należała akurat ta najwspanialsza, największa i najlepiej zachowana. Ale legenda wzięła górę nad faktami. Willa zbudowana została ok. I w p.n.e. na planie prostokąta. Teren wokół niej liczy ponad 2 ha, a najbardziej imponująca jest część północna na samym koniuszku cypla.
Przychodzę w ostatniej chwili, bileter uprzedza, że zamykają o godz. 18. Dla mnie to najlepsza pora na zwiedzanie, bo turystów zostało niewielu, a ruiny rzucają długie, malownicze cienie. Po prawej stronie przy wejściu znajduje się muzeum, w którym zgromadzono starodruki, szkice dokumentujące kolejne etapy wykopalisk, makietę willi, mozaiki, fragmenty fresków z epoki pompejańskiej, ceramikę, przedmioty z brązu i portret poety z I w. p.n.e. Wychodzę z budynku i wzdłuż portyku (o jego istnieniu świadczą resztki kolumn, fragmenty kapiteli i wolut) docieram do niedużego gaju oliwnego, który wyrósł w miejscu dawnego piano nobile, pierwszego piętra willi z pomieszczeniami reprezentacyjnymi. Spacerkiem dochodzę na sam kraniec półwyspu - widok na jezioro jest oszałamiający! Wcięte w skałę mury mają co najmniej 5 m wysokości - kiedyś musiał tu być taras. Wracam przez Aulę Trzech Pilastrów i długim korytarzem docieram do Auli Gigantów, nazwanej tak z uwagi na ogromnych rozmiarów fragmenty wolut i łuków. Nad nią też znajdował się kiedyś taras, bo w murach znaleziono otwory do mocowania masztów, na których rozciągano zasłony przeciwsłoneczne. Rozglądam się za wróblami, które spotkał tu kiedyś Ciechanowicz (były częstymi bohaterami wierszy Katullusa), ale nie nadlatują. Za to od cykad można ogłuchnąć. Chciałabym jeszcze trochę posiedzieć na rozgrzanych kamieniach, ale bileter zaprasza do wyjścia.
Do centrum wracam cichą via Catullo Caio Valerio - jak inaczej mogłaby nazywać się ulica wiodąca do ruin? Wieczorem robię ostatnie zakupy - nie mogę wyjechać bez Lugana i Bardolino. Żal opuszczać Lago di Garda. Jest tu jeszcze tyle miejsc do zobaczenia!
W sieci
www.lagodigarda.it
www.lagodigarda.com
www.sirmioneonline.net
www.peschiera.com
***
Traf chciał, że we wrześniu pojechałam służbowo do Werony i zamiast w centrum miasta zostałam zakwaterowana w Sirmione na południowym wybrzeżu Gardy. Miejscowość leży na cyplu, który wżyna się 4 km w głąb jeziora. W najwęższym miejscu półwysep ma zaledwie 120 m szerokości. Nazwa miasteczka pochodzi prawdopodobnie od greckiego "syrma", co znaczy ogon, i nawiązuje do kształtu przylądka. Przypominam sobie słowa Jerzego Ciechanowicza z książki "Wędrówki śródziemnomorskie": "Starożytne Sirmio znane jest każdemu, kto zagląda czasem do wierszy Katullusa". To tutaj znajdują się ruiny letniej posiadłości Waleriuszy, z których wywodził się rzymski poeta (podobno jego ojciec gościł u siebie Juliusza Cezara). Od trzydziestu lat we wrześniu w Sirmione odbywa się konkurs literacki "Premio letterario Sirmione Catullo", w którego jury zasiadali kiedyś najwięksi włoscy pisarze, m.in. Alberto Moravia i Carlo Levi. Dziś stracił swoją uprzywilejowaną pozycję, ale nadal przyciąga turystów i miłośników poezji Katullusa.
Równie dużym powodzeniem cieszą się słynne termy (www.termedisirmione.com ). O dobroczynnym działaniu tutejszych wód wspominał już w 1546 r. mnich Jacopo di Bergamo w poemacie „Benacus”. 24 sierpnia 1889 r. wenecki nurek o nazwisku Procopio odkrył w okolicach domu Katullusa ciepłe źródło Boiola (temperatura wypływających wód siarkowych dochodzi do 69 st. C). Dziewięć lat później powstał w Sirmione pierwszy ośrodek spa. Wody polecane są szczególnie astmatykom (inhalacje) i reumatykom (sauny i kąpiele z hydromasażem). Z zabiegów i basenów skorzystamy w hotelach w centrum miasta (Grand Hotel Terme, Hotel Sirmione i Hotel Fonte Boiola) oraz w pobliskiej miejscowości Colombare di Sirmione.
***
Na miejsce docieram pod wieczór. Autobus z Werony jedzie bocznymi drogami przez niewielkie miejscowości, sady i rozległe winnice (wybrzeże Gardy słynie z wina Bardolino i Lugana). Wszędzie zadbane klomby, czyste chodniki, wypielęgnowane trawniki przed domami. Po pewnym czasie z prawej i lewej strony zaczyna przeświecać jezioro. Autobus zatrzymuje się przed budynkiem poczty. Wyglądam zza rogu: u stóp potężnych murów cumują motorówki i żaglówki. Drewnianym zwodzonym mostem przechodzę nad wąską fosą i przez średniowieczną bramę wchodzę do miasteczka. Strzeże go XIII-wieczna twierdza Rocca Scaligera wzniesiona przez władający Weroną ród Scaligerów (inaczej della Scala - dynastia wywodziła się od Jacopo Fico, który produkował schody - la scala). W 1276 r. Mastino I della Scala zorganizował wyprawę przeciw osiadłym w Sirmione heretykom. Rok później 200 mężczyzn i kobiet spalono na werońskiej Arenie, a niezależne dotąd rybackie miasteczko Scaligerowie włączyli do swego terytorium. Mury nowej twierdzy zwieńczono blankami w kształcie ogona jaskółki - to znak charakterystyczny dla wszystkich budowli wzniesionych przez władców Werony. Na pierwszy rzut oka zamek sprawia posępne wrażenie, w porównaniu z zieloną taflą jeziora, wieczornym gwarem na uliczkach i malowniczymi bugenwillami oplatającymi kamienice.
Ruszam przed siebie w poszukiwaniu hotelu Broglia, w którym mam zarezerwowany pokój. Uliczki są tak wąskie, że ruch jest wahadłowy. Przeciskając się między autami, przechodzę przez kolejną bramę i podcieniami docieram na uroczy placyk z mnóstwem restauracji, sklepików i kiosków. Pytam o drogę grających w szachy staruszków. Wskazują odchodzącą od placu via Giuseppe Piana i mówią, że trafię z zamkniętymi oczami. Dopytuję się, czy to daleko. Wybuchają serdecznym śmiechem - dotrę tam w minutę, Sirmione jest tak małe, że można je obejść w pół godziny i nie sposób się zgubić. Nie trzeba nawet znać dokładnego adresu - wystarczy podać nazwę pensjonatu, a każdy bez trudu nam go wskaże. Mijam obrośnięty fioletowymi kwiatami dom, wabiącą zapachami mydlarnię i rzeczywiście w sekundę jestem na miejscu.
Wychodzę rozejrzeć się po miasteczku. Nikt nie przejmuje się późną porą, restauracje i kawiarnie wypełnione są po brzegi, zwłaszcza te na Piazza Flaminia, głównym placu Sirmione. Przecinam go w poprzek i dochodzę na molo, z którego rozciąga się widok na jezioro. Cumują tu promy kursujące między sąsiednimi miasteczkami, w stłoczonych grupkach rozmawia młodzież. Wracam wzdłuż murów zamku na drugą stronę cypla, kilka stopni prowadzi na kamienisty brzeg. Nad jeziorem unosi się mgła. W wodzie odbijają się światła miasteczka Lazise na wschodnim wybrzeżu Gardy, znanego głównie z parku rozrywki Caneva World. Obiecuję sobie, że nazajutrz wybiorę się do willi Katullusa.
***
Ale następnego dnia, wracając ze spotkania w Weronie, przejeżdżam obok sąsiadującej z Sirmione Peschiery del Garda - moją uwagę zwracają potężne mury twierdzy. Choć z niecierpliwością wyczekuję wizyty w domu rzymskiego poety, postanawiam zboczyć z drogi i zwiedzić miasteczko. Autobusy rozwożące turystów po miejscowościach nad Gardą kursują mniej więcej co półtorej godziny. Starczy więc czasu na krótki spacer.
Peschiera leży u ujścia rzeki Mincio. W starożytności przebiegała tędy via Gallica łącząca Bergamo, Brescię i Weronę. Stąd znaczenie handlowe i polityczne miasta, które słynęło ze swoich fortyfikacji. O silnej twierdzy wspomina Dante w XX pieśni "Piekła". Swój aktualny kształt zawdzięcza Republice Weneckiej panującej na tych terenach od 1549 r. aż do upadku w XVIII w.
Peschiera wydała mi się mniej kameralna niż Sirmione. Do miasteczka-twierdzy wchodzę przez ufortyfikowaną Porta Brescia. Gdzie się nie ruszę, trafiam na ślady militarnej przeszłości. Piazza Ferdinando di Savoia nosił niegdyś nazwę Piazza d'Armi, czyli plac Wojska, Parco Catullo to pozostałości austriackich koszar, na Piazzale Bettelloni mijam imponujące budynki kawalerii (dziś ratusz), a na Piazza San Marco - potężne XV-wieczne obeliski Na szczęście surowość fortecy łagodzi zieleń. Zza omszałych murów wystają czubki cyprysów, na wałach wzmacniających rośnie soczysta trawa, a w wodzie szerokich fos odbija się błękitne niebo. Przy promenadzie Viale Cordigero cumują kolorowe łódki, a na balkonach hoteli kwitną bugenwille.
Peschiera mnie nie zachwyciła, choć jej mury robią imponujące wrażenie. Za to okazało się, że jest świetną metą na wypady w okolice, bo dysponuje nie tylko ogromną liczbą kempingów (co najmniej 14 w najbliższej okolicy), ale i dogodnymi połączeniami promowymi z pozostałymi miejscowościami nad jeziorem (do wyboru aliscafi, czyli wodoloty i battelli - małe statki).
A jest co zwiedzać! Wczepione w potężne skały Limone znane jest z gajów limonek i długowieczności mieszkańców. Arco słynie z ruin średniowiecznego zamku. Garda - z malowniczego półwyspu San Vigilio, który odwiedzali car Aleksander, Winston Churchill, Laurence Olivier, książę Karol. Z Pregasiny roztacza się podobno najładniejsza panorama na jezioro. W Bardolino można skosztować słynnego wina o tej samej nazwie, a w Salo poznamy niechlubną przeszłość Włoskiej Republiki Socjalnej. A to przecież jeszcze nie wszystkie ze znanych kurortów: Brenzone, Riva del Garda, Lazise, Torbole sul Garda, Gardone Riviera Peschiera jest również znanym centrum sportu i rozrywki. Tutaj zaczyna się 40-kilometrowa ścieżka rowerowa, którą wzdłuż Parku Regionalnego Mincio dojedziemy aż do Mantui. W sąsiedniej Castelnuovo del Garda znajduje się wesołe miasteczko Gardaland. Można tu wypożyczyć sprzęt czy uzyskać potrzebne informacje na temat szlaków górskich, bo przecież nad jeziorem uprawia się nie tylko windsurfing. Strome przełęcze i kręte ścieżki szutrowe i asfaltowe to wymarzone miejsca do jazdy na rowerze górskim. Co roku pod koniec kwietnia w Riva del Garda odbywa się Bike Festiwal, maraton rowerowy, w którym bierze udział nawet 7 tys. kolarzy z całego świata. Z kolei liczne vie ferrate, czyli "żelazne drogi", zaopatrzone w stalowe liny i drabinki, zapraszają do wspinaczki. Najciekawsze trasy znajdziemy w Arco, słynnej na cały świat mekce wspinaczy, czy w Torbole sul Garda. Możemy wdrapać się na sięgające ponad 2 tys. m szczyty Monte Stivo i Monte Altissimo, a następnie rzucić się na paralotni w ponad tysiącmetrową przepaść. W Malcesine zaś wjechać kolejką na Monte Baldo (2218 m). Słowem, na jeziorze, nad jeziorem i wokół jeziora - tutaj nie sposób się nudzić.
***
Po nieplanowanej wycieczce wracam do Sirmione i nie zwlekając, kieruję się w stronę willi Katullusa. W czasach renesansu nazywana była też Grotami, jak popularnie mówiono na ruiny antycznych budowli, które porastała bujna zieleń. Przez stulecia podróżni chętnie identyfikowali ją z posiadłością Waleriuszy, ale nie ma dowodów na to, że zachowane fundamenty rzeczywiście należały do willi. Na półwyspie mieściło się jeszcze kilka innych rezydencji i, jak zaznacza Ciechanowicz, trudno ustalić, czy do rodziny Katullusa należała akurat ta najwspanialsza, największa i najlepiej zachowana. Ale legenda wzięła górę nad faktami. Willa zbudowana została ok. I w p.n.e. na planie prostokąta. Teren wokół niej liczy ponad 2 ha, a najbardziej imponująca jest część północna na samym koniuszku cypla.
Przychodzę w ostatniej chwili, bileter uprzedza, że zamykają o godz. 18. Dla mnie to najlepsza pora na zwiedzanie, bo turystów zostało niewielu, a ruiny rzucają długie, malownicze cienie. Po prawej stronie przy wejściu znajduje się muzeum, w którym zgromadzono starodruki, szkice dokumentujące kolejne etapy wykopalisk, makietę willi, mozaiki, fragmenty fresków z epoki pompejańskiej, ceramikę, przedmioty z brązu i portret poety z I w. p.n.e. Wychodzę z budynku i wzdłuż portyku (o jego istnieniu świadczą resztki kolumn, fragmenty kapiteli i wolut) docieram do niedużego gaju oliwnego, który wyrósł w miejscu dawnego piano nobile, pierwszego piętra willi z pomieszczeniami reprezentacyjnymi. Spacerkiem dochodzę na sam kraniec półwyspu - widok na jezioro jest oszałamiający! Wcięte w skałę mury mają co najmniej 5 m wysokości - kiedyś musiał tu być taras. Wracam przez Aulę Trzech Pilastrów i długim korytarzem docieram do Auli Gigantów, nazwanej tak z uwagi na ogromnych rozmiarów fragmenty wolut i łuków. Nad nią też znajdował się kiedyś taras, bo w murach znaleziono otwory do mocowania masztów, na których rozciągano zasłony przeciwsłoneczne. Rozglądam się za wróblami, które spotkał tu kiedyś Ciechanowicz (były częstymi bohaterami wierszy Katullusa), ale nie nadlatują. Za to od cykad można ogłuchnąć. Chciałabym jeszcze trochę posiedzieć na rozgrzanych kamieniach, ale bileter zaprasza do wyjścia.
Do centrum wracam cichą via Catullo Caio Valerio - jak inaczej mogłaby nazywać się ulica wiodąca do ruin? Wieczorem robię ostatnie zakupy - nie mogę wyjechać bez Lugana i Bardolino. Żal opuszczać Lago di Garda. Jest tu jeszcze tyle miejsc do zobaczenia!
W sieci
www.lagodigarda.it
www.lagodigarda.com
www.sirmioneonline.net
www.peschiera.com
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl

















