Kurpie. Rowerem po Polsce
18.06.2009
, aktualizacja: 12.06.2009 11:57
Tradycyjne chaty ostały się już tylko w skansenach, ale Puszczę Kurpiowską warto przemierzyć choćby tylko dla drewnianych kościołów i niezwykłych kapliczek
ZOBACZ TAKŻE
- Polska z roweru. Od Chełma do Włodawy (18-07-11, 06:00)
- Polska na rowerze. Świnoujście - Gdynia R-10 (27-06-11, 06:00)
- Lubuskie na rowerze. Pętle małe i duże (27-07-09, 14:00)
SERWISY
Niegdyś bezludne bory, odwiedzane jedynie przez myśliwych, bartników, smolarzy i zbójów. Potem - region frontowy kolejnych wojen. Dziś - przeorana modernizacją ostoja jednej z najbarwniejszych polskich kultur. Kurpie idealnie nadają się na wycieczkę rowerową: teren jest dość płaski - więc nie zmęczymy się zbytnio, pedałując i w klika dni oglądając największe atrakcje - a zarazem na tyle duży (2,5 tys. km kw. w trzech województwach), że nie będziemy się nudzić. My zrealizowaliśmy taką oto trasę.
Dzień 1 (53 km). Objawienie i zimne chaty
Naszą bazą wypadową uczyniliśmy wieś Płoszyce, 25 km za Ostrołęką, rezerwując noclegi w gospodarstwie agroturystycznym. To serce Puszczy Kurpiowskiej, inaczej zwanej Zieloną. Wyprawę zaczynamy od oddalonej o 2 km Dąbrówki. Stoi tu piękny kościół św. Anny, jedna z 12 drewnianych świątyń na Kurpiach. Powstał w 1891 r. z drewna pochodzącego z kościoła starszego o stulecie, rozebranego w pobliskim Kadzidle, gdzie wymurowano nową świątynię. Elewacja frontowa z dwiema wieżami wygląda jak ściana domu kurpiowskiego. Obok drzwi ostrzeżenie: "Nie stój pod wieżą. Może spaść krzyż. Dzięki". Istotnie, jeden z krzyży jest wyraźnie zwichrowany...
Za świątynią, na zakurzonym klepisku nazwanym Placem Jana Pawła II, proboszcz postawił w 2004 r. kapliczkę upamiętniającą objawienie z połowy XIX w., kiedy to na tutejszej barci dwie młode Kurpianki, Marcyna i Rozyna, zobaczyły Matkę Boską. Szybko pojawiły się legendy o uzdrawianiu chorych i innych cudach. Obecna kaplica, murowana, zastąpiła drewnianą, zburzoną podczas wojny przez Niemców. Jest tam obraz przedstawiający scenę objawienia (taki sam jak na ołtarzu w kościele) i oryginalny obrazek z cudownej barci.
Przejeżdżamy na drugą stronę rzeki Szkwy. Obok wąskiego koryta rozlewisko ze zwalonymi drzewami. Żółty szlak prowadzi dalej wzdłuż Narwi, która momentami prześwituje za pasem pól. W jednej z mijanych wsi stoi niepozorna budka strażnicza w biało-czerwone pasy, oznakowana jako zabytek. Tędy biegła przed wojną granica polsko-niemiecka.
Od dawna nie padało i jazda po piaszczystej drodze wśród pól i lasów sprawia trudności, co rusz trzeba zsiadać z roweru i brnąć w szarawym pyle. Ale nie jest szaro: spod nóg zrywają się pazie królowej, bielinki i cytrynki. Nad łanami zbóż świergolą niewidzialne skowronki.
Wreszcie asfalt i Nowogród, 2-tysięczne miasteczko na skarpie nadnarwiańskiej. Leży wprawdzie już poza Kurpiami, ale tu właśnie znajduje się największy skansen kurpiowski, założony w 1927 r. jako drugi w Polsce (najstarszy jest w kaszubskich Wdzydzach) z inicjatywy lokalnego działacza i posła Adama Chętnika.
Mieszkańcy Kurpi - obok górali - uchodzili do niedawna za najlepszych budowniczych w Polsce. Płocki kronikarz W. H. Gawrecki w 1825 r. pisał: "Jak ubiór Kurpia i Kurpianki jest pospolity i nędzny w porównaniu z odzieżą naszych włóścianek, tak znowu ich domy mieszkalne i inne zabudowania, ani są podobne do lepianek naszych wieśniaków". Dziś, niestety, stuprocentowe chaty kurpiowskie można zobaczyć już tylko w skansenach. We wsiach, pomiędzy murowanymi bezstylowymi klockami zachowało się jeszcze sporo drewnianych domów pochylonych ku ziemi i poczerniałych ze starości. Zamiast słomy lub gontu zwykle mają już blaszane dachy i są w opłakanym stanie. Zniknęły też charakterystyczne śparogi, czyli wydłużone niczym rogi ozdobne krawędzie dachu.
Najstarsze domostwa w skansenie mają 200 lat. Budowano je z bali prostokątnych (nigdy okrągłych), często szalowanych deskami. Dwuspadowy dach pokrywa słoma lub gont. Niewielkie okna ozdabiają z zewnątrz kuruny, rzeźbione nad- i podokienniki. W środku - lodowaty ziąb. U sufitu pająk ze skręconej bibuły, w oknach bibułowe firanki, na ścianach wycinanki z papieru, czyli leluje.
Można też obejrzeć wyłowioną z Pisy łódź wydłubaną z jednego pnia, jej wiek szacuje się na 700-1000 lat. Jednak najbardziej spodobał nam się plac bartny z odrzynkami kilkusetletnich drzew, w których hodowano pszczoły.
Wyjeżdżając z miasta, zatrzymujemy się na obiad w zajeździe Zbyszko nad Narwią, a "na deser" oglądamy - tuż obok, przy moście - polski schron bojowy z września 1939 r. (można go zwiedzać, umówiwszy się telefonicznie: 22 281 52 40).
Mamy na dzisiaj dosyć polnych dróg i wracamy asfaltem przez wieś Zbójna. Jej nazwę tłumaczy legenda, wedle której rabusiom napadającym w okolicy na kupców ukazała się postać z siwą brodą, ochrzczona "Zbójną", i kazała zaprzestać niecnego procederu. W pobliżu znajduje się kilka niemieckich schronów.
Skansen w Nowogrodzie: bilet "spacerowy" - 2,50 zł, ze zwiedzaniem chałup - 8, ulgowy - 6
Dzień 2 (62 km). Ułani, palmy i krzyże
Z Płoszyc kierujemy się w przeciwną stronę niż wczoraj, do wsi Grale. Tuż za skrętem w prawo (na Czarnię) stoi przy drodze kapliczka domkowa z prymitywnie ciosaną, kolorową figurką. To bardzo popularny w regionie święty Jan Nepomucen, familiarnie zwany Nepomukiem, zwyczajowo stawiany koło rzek i zbiorników wodnych. Rozmaitych krzyży i kapliczek jest na Kurpiach bez liku: natykamy się na nie przy drogach, na skrzyżowaniach, koło mostów, na polach i podwórzach. Świątki strzegą ludzi, stojąc na słupach lub w budkach, niektóre wydrążono w pniach. Najwięcej powstało w drugiej połowie XIX w., ale bogorobowie, jak nazywa się ich twórców, wciąż robią kolejne.
We wsi Czarnia dawniej wytapiano żelazo, pozyskiwane z rudy darniowej z podmokłych łąk. Oglądamy drewniany kościół Michała Archanioła z 1921 r. z mało ciekawym wnętrzem wyłożonym jakby świeżą boazerią. Po 10 km - leśniczówka Serafin, stąd biegnie rowerowa ścieżka dydaktyczna "Jezioro Krusko". Przed leśniczówką zasadzono pęd wyhodowany z żołędzia najstarszego w Polsce dębu Chrobry, poświęconego przez Jana Pawła II - informuje o tym tablica pamiątkowa, na razie większa od samego drzewa. W 2004 r. katastrofalny huragan zniszczył tu znaczne połacie lasu. Wiatrołomy już oczyszczono, posadzono nowe drzewa.
16-km leśny szlak (łatwo można go sobie skrócić) jest dla rowerów wygodny i dobrze oznakowany. Prowadzi do zbiornika retencyjnego, za którym znajduje się rezerwat bagienno-torfowy Serafin. Dawniej było tu jezioro, które wyschło wskutek naturalnego zarastania i melioracji. Drewniane pomosty umożliwiają zwiedzanie podmokłego terenu. Mijamy pas szuwarów i wychodzimy na otwartą przestrzeń - otacza nas pło, czyli kożuch z pływającej roślinności. Nie ma mowy, żeby zejść z kładki - pozornie stabilne podłoże natychmiast się ugina i nasiąka wodą. Druga odnoga pomostu prowadzi do "wyspy" lasu olchowo-brzozowego. Z oddali słychać kląskanie żurawi. Oprócz nich występują tutaj m.in. (co można wyczytać na tablicach) derkacz, kszyk i kulik wielki, a z roślin - kilka gatunków turzyc, skrzyp, reliktowe gatunki mchów i owadożerna rosiczka.
Jadąc w stonę wsi Łyse mijamy grupę ułanów w strojach z II wojny, wracających z kościoła. W Łysych stoi 130-letni drewniany kościół podobny do tego w Dąbrówce (ma nawet tę samą patronkę, św. Annę), lecz trochę większy. Postawili go miejscowi cieśle, budując nocami i bez użycia gwoździ, bo takie wymogi narzucił rosyjski zaborca. W środku są ludowe obrazy przedstawiające Marię i Magdalenę w strojach kurpiowskich oraz Chrystusa dźwigającego krzyż, któremu pomaga mężczyzna w kurpiowskim odzieniu. Niestety, nie udało nam się zajrzeć do środka, od 2000 r. świątynia jest zamknięta. Funkcje sakralne przejął wzniesiony obok nowy, paskudny kościół, z "ukoronowanymi" wieżami. Wewnątrz można obejrzeć kilkumetrowej wysokości palmy z krepinowych kwiatów, robione na sławny konkurs w Niedzielę Palmową.
Kilka kilometrów dalej leży spora (1,1 tys. mieszkańców) wieś Lipniki słynąca z jedynego ocalałego na Kurpiach wiatraka. Wzniesiony w 1870 r., odbudowany po I wojnie drewniany młyn o czerwonawym dachu widać z daleka, bo stoi w polu. Drugi, bez skrzydeł, dojrzymy na południe od Lipnik. Oba są dziełem Jana Szymczyka, uciekiniera z powstania styczniowego, który osiedlił się w okolicy.
Przy opustoszałym rynku lipnickim stoi neobarokowy kościół Najświętszego Serca Jezusowego z XIX w., w którym też wystawiono palmy. Jadąc dalej drogą na Kadzidło, za szyldem zakładu pogrzebowego ("Dowóz gratis. Leżanka klimatyzowana") łatwo przegapić stary cmentarz ofiar cholery z XIX w. z szeregiem żelaznych, bezimiennych krzyży. Kolejna zapomniana nekropolia, żołnierzy rosyjskich i niemieckich z I wojny światowej, znajduje się w lesie za wsią. Szeregi pagórków porosła trawa, nazwiska da się odcyfrować ledwie na dwóch kamiennych tabliczkach. Mijamy rzekę Szkwę i we wsi Golanka skręcamy w asfaltową drogę przez las, która zawiedzie nas z powrotem do Płoszyc.
Dzień 1 (53 km). Objawienie i zimne chaty
Naszą bazą wypadową uczyniliśmy wieś Płoszyce, 25 km za Ostrołęką, rezerwując noclegi w gospodarstwie agroturystycznym. To serce Puszczy Kurpiowskiej, inaczej zwanej Zieloną. Wyprawę zaczynamy od oddalonej o 2 km Dąbrówki. Stoi tu piękny kościół św. Anny, jedna z 12 drewnianych świątyń na Kurpiach. Powstał w 1891 r. z drewna pochodzącego z kościoła starszego o stulecie, rozebranego w pobliskim Kadzidle, gdzie wymurowano nową świątynię. Elewacja frontowa z dwiema wieżami wygląda jak ściana domu kurpiowskiego. Obok drzwi ostrzeżenie: "Nie stój pod wieżą. Może spaść krzyż. Dzięki". Istotnie, jeden z krzyży jest wyraźnie zwichrowany...
Za świątynią, na zakurzonym klepisku nazwanym Placem Jana Pawła II, proboszcz postawił w 2004 r. kapliczkę upamiętniającą objawienie z połowy XIX w., kiedy to na tutejszej barci dwie młode Kurpianki, Marcyna i Rozyna, zobaczyły Matkę Boską. Szybko pojawiły się legendy o uzdrawianiu chorych i innych cudach. Obecna kaplica, murowana, zastąpiła drewnianą, zburzoną podczas wojny przez Niemców. Jest tam obraz przedstawiający scenę objawienia (taki sam jak na ołtarzu w kościele) i oryginalny obrazek z cudownej barci.
Przejeżdżamy na drugą stronę rzeki Szkwy. Obok wąskiego koryta rozlewisko ze zwalonymi drzewami. Żółty szlak prowadzi dalej wzdłuż Narwi, która momentami prześwituje za pasem pól. W jednej z mijanych wsi stoi niepozorna budka strażnicza w biało-czerwone pasy, oznakowana jako zabytek. Tędy biegła przed wojną granica polsko-niemiecka.
Od dawna nie padało i jazda po piaszczystej drodze wśród pól i lasów sprawia trudności, co rusz trzeba zsiadać z roweru i brnąć w szarawym pyle. Ale nie jest szaro: spod nóg zrywają się pazie królowej, bielinki i cytrynki. Nad łanami zbóż świergolą niewidzialne skowronki.
Wreszcie asfalt i Nowogród, 2-tysięczne miasteczko na skarpie nadnarwiańskiej. Leży wprawdzie już poza Kurpiami, ale tu właśnie znajduje się największy skansen kurpiowski, założony w 1927 r. jako drugi w Polsce (najstarszy jest w kaszubskich Wdzydzach) z inicjatywy lokalnego działacza i posła Adama Chętnika.
Mieszkańcy Kurpi - obok górali - uchodzili do niedawna za najlepszych budowniczych w Polsce. Płocki kronikarz W. H. Gawrecki w 1825 r. pisał: "Jak ubiór Kurpia i Kurpianki jest pospolity i nędzny w porównaniu z odzieżą naszych włóścianek, tak znowu ich domy mieszkalne i inne zabudowania, ani są podobne do lepianek naszych wieśniaków". Dziś, niestety, stuprocentowe chaty kurpiowskie można zobaczyć już tylko w skansenach. We wsiach, pomiędzy murowanymi bezstylowymi klockami zachowało się jeszcze sporo drewnianych domów pochylonych ku ziemi i poczerniałych ze starości. Zamiast słomy lub gontu zwykle mają już blaszane dachy i są w opłakanym stanie. Zniknęły też charakterystyczne śparogi, czyli wydłużone niczym rogi ozdobne krawędzie dachu.
Najstarsze domostwa w skansenie mają 200 lat. Budowano je z bali prostokątnych (nigdy okrągłych), często szalowanych deskami. Dwuspadowy dach pokrywa słoma lub gont. Niewielkie okna ozdabiają z zewnątrz kuruny, rzeźbione nad- i podokienniki. W środku - lodowaty ziąb. U sufitu pająk ze skręconej bibuły, w oknach bibułowe firanki, na ścianach wycinanki z papieru, czyli leluje.
Można też obejrzeć wyłowioną z Pisy łódź wydłubaną z jednego pnia, jej wiek szacuje się na 700-1000 lat. Jednak najbardziej spodobał nam się plac bartny z odrzynkami kilkusetletnich drzew, w których hodowano pszczoły.
Wyjeżdżając z miasta, zatrzymujemy się na obiad w zajeździe Zbyszko nad Narwią, a "na deser" oglądamy - tuż obok, przy moście - polski schron bojowy z września 1939 r. (można go zwiedzać, umówiwszy się telefonicznie: 22 281 52 40).
Mamy na dzisiaj dosyć polnych dróg i wracamy asfaltem przez wieś Zbójna. Jej nazwę tłumaczy legenda, wedle której rabusiom napadającym w okolicy na kupców ukazała się postać z siwą brodą, ochrzczona "Zbójną", i kazała zaprzestać niecnego procederu. W pobliżu znajduje się kilka niemieckich schronów.
Skansen w Nowogrodzie: bilet "spacerowy" - 2,50 zł, ze zwiedzaniem chałup - 8, ulgowy - 6
Dzień 2 (62 km). Ułani, palmy i krzyże
Z Płoszyc kierujemy się w przeciwną stronę niż wczoraj, do wsi Grale. Tuż za skrętem w prawo (na Czarnię) stoi przy drodze kapliczka domkowa z prymitywnie ciosaną, kolorową figurką. To bardzo popularny w regionie święty Jan Nepomucen, familiarnie zwany Nepomukiem, zwyczajowo stawiany koło rzek i zbiorników wodnych. Rozmaitych krzyży i kapliczek jest na Kurpiach bez liku: natykamy się na nie przy drogach, na skrzyżowaniach, koło mostów, na polach i podwórzach. Świątki strzegą ludzi, stojąc na słupach lub w budkach, niektóre wydrążono w pniach. Najwięcej powstało w drugiej połowie XIX w., ale bogorobowie, jak nazywa się ich twórców, wciąż robią kolejne.
We wsi Czarnia dawniej wytapiano żelazo, pozyskiwane z rudy darniowej z podmokłych łąk. Oglądamy drewniany kościół Michała Archanioła z 1921 r. z mało ciekawym wnętrzem wyłożonym jakby świeżą boazerią. Po 10 km - leśniczówka Serafin, stąd biegnie rowerowa ścieżka dydaktyczna "Jezioro Krusko". Przed leśniczówką zasadzono pęd wyhodowany z żołędzia najstarszego w Polsce dębu Chrobry, poświęconego przez Jana Pawła II - informuje o tym tablica pamiątkowa, na razie większa od samego drzewa. W 2004 r. katastrofalny huragan zniszczył tu znaczne połacie lasu. Wiatrołomy już oczyszczono, posadzono nowe drzewa.
16-km leśny szlak (łatwo można go sobie skrócić) jest dla rowerów wygodny i dobrze oznakowany. Prowadzi do zbiornika retencyjnego, za którym znajduje się rezerwat bagienno-torfowy Serafin. Dawniej było tu jezioro, które wyschło wskutek naturalnego zarastania i melioracji. Drewniane pomosty umożliwiają zwiedzanie podmokłego terenu. Mijamy pas szuwarów i wychodzimy na otwartą przestrzeń - otacza nas pło, czyli kożuch z pływającej roślinności. Nie ma mowy, żeby zejść z kładki - pozornie stabilne podłoże natychmiast się ugina i nasiąka wodą. Druga odnoga pomostu prowadzi do "wyspy" lasu olchowo-brzozowego. Z oddali słychać kląskanie żurawi. Oprócz nich występują tutaj m.in. (co można wyczytać na tablicach) derkacz, kszyk i kulik wielki, a z roślin - kilka gatunków turzyc, skrzyp, reliktowe gatunki mchów i owadożerna rosiczka.
Jadąc w stonę wsi Łyse mijamy grupę ułanów w strojach z II wojny, wracających z kościoła. W Łysych stoi 130-letni drewniany kościół podobny do tego w Dąbrówce (ma nawet tę samą patronkę, św. Annę), lecz trochę większy. Postawili go miejscowi cieśle, budując nocami i bez użycia gwoździ, bo takie wymogi narzucił rosyjski zaborca. W środku są ludowe obrazy przedstawiające Marię i Magdalenę w strojach kurpiowskich oraz Chrystusa dźwigającego krzyż, któremu pomaga mężczyzna w kurpiowskim odzieniu. Niestety, nie udało nam się zajrzeć do środka, od 2000 r. świątynia jest zamknięta. Funkcje sakralne przejął wzniesiony obok nowy, paskudny kościół, z "ukoronowanymi" wieżami. Wewnątrz można obejrzeć kilkumetrowej wysokości palmy z krepinowych kwiatów, robione na sławny konkurs w Niedzielę Palmową.
Kilka kilometrów dalej leży spora (1,1 tys. mieszkańców) wieś Lipniki słynąca z jedynego ocalałego na Kurpiach wiatraka. Wzniesiony w 1870 r., odbudowany po I wojnie drewniany młyn o czerwonawym dachu widać z daleka, bo stoi w polu. Drugi, bez skrzydeł, dojrzymy na południe od Lipnik. Oba są dziełem Jana Szymczyka, uciekiniera z powstania styczniowego, który osiedlił się w okolicy.
Przy opustoszałym rynku lipnickim stoi neobarokowy kościół Najświętszego Serca Jezusowego z XIX w., w którym też wystawiono palmy. Jadąc dalej drogą na Kadzidło, za szyldem zakładu pogrzebowego ("Dowóz gratis. Leżanka klimatyzowana") łatwo przegapić stary cmentarz ofiar cholery z XIX w. z szeregiem żelaznych, bezimiennych krzyży. Kolejna zapomniana nekropolia, żołnierzy rosyjskich i niemieckich z I wojny światowej, znajduje się w lesie za wsią. Szeregi pagórków porosła trawa, nazwiska da się odcyfrować ledwie na dwóch kamiennych tabliczkach. Mijamy rzekę Szkwę i we wsi Golanka skręcamy w asfaltową drogę przez las, która zawiedzie nas z powrotem do Płoszyc.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl


















