Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

List z Hiszpanii. Andaluzja w pięć dni

  • Pin It
Nelly Kamińska
08.06.2009 , aktualizacja: 05.06.2009 13:34
A A A Drukuj
Puente Romano w Kordobie Fot. Nelly Kamińska Puente Romano w Kordobie
Quien no ha visto Granada, no ha visto nada
Marina w Benalmadenie
Fot. Nelly Kamińska
Marina w Benalmadenie
Alhambra
Fot. Nelly Kamińska
Alhambra
SERWISY
Nie będzie łatwo - w Andaluzji spędzimy zaledwie kilka dni, co oznacza, że zobaczymy - w pędzie! - jedynie niewielką część jej skarbów. Prócz pierwszorzędnych zabytków można do nich zaliczyć także flamenco czy przystawki tapas (choć popularne w całej Hiszpanii, wywodzą się właśnie stąd). Dziś te dobra kultury stały się dochodowym biznesem, toteż nietrudno o ich substytuty, podróbki, tanie wersje dla niezbyt wymagających turystów.

Do Andaluzji pojechaliśmy w połowie maja. Mieszkaliśmy na wybrzeżu, w Esteponie i Torremolinos, robiąc wycieczki do innych nadmorskich kurortów oraz w głąb lądu - do Grenady i Kordoby. Plaże nie były jeszcze zatłoczone, bo i temperatura wody (jak latem w Bałtyku) nie zachęcała do kąpieli. Za to wspaniale spacerowało się brzegiem morza, rano i wieczorem niemal zupełnie pustym. Jednak już w Grenadzie i Kordobie były tłumy. Ponoć szczyt sezonu jest tu właśnie teraz, gdyż w lipcu i sierpniu panują trudne do zniesienia upały (ponad 40 st.).

GRANADA

"Quien no ha visto Granada, no ha visto nada" (Kto nie widział Granady, nic nie widział) - głosi hiszpańskie przysłowie. Założona w 711 r. przez Maurów, przez ponad 250 lat (1238-1492) była kwitnącą stolicą emiratu Granady pod rządami dynastii Nasrydów. W 1492 r. skapitulowała przed wojskami Kastylii jako ostatni punkt oporu muzułmanów na Półwyspie Iberyjskim.

Spacer po mieście zaczynamy od średniowiecznej mauretańskiej dzielnicy Albaicin (od 1984 r. na liście UNESCO). Autobus wyrzuca nas przy Plaza Mirador de San Cristóbal. Zagłębiamy się w labirynt stromych, brukowanych drobnymi kamieniami uliczek. Zachowało się tu sporo tzw. carmenes - dawnych arabskich posesji złożonych z willi, budynków gospodarczych, sadu i ogrodu, ukrytych za wysokim murem. Pochodzenie licznych kościołów zdradzają minarety zamienione na dzwonnice. Wciąż działa arabski system wodociągowy. Przy ulicy Santa Ana nr 16, na tyłach kościoła pod tym samym wezwaniem, można zażyć kąpieli i masażu w Banos Árabes, XIII-wiecznym hammamie (od 19 do 84 euro). Na jednej z uliczek natykam się na uroczą arabską cukierenkę. Jej właściciel uprzejmie zgadza się na sfotografowanie wnętrza, ale sam, zgodnie z muzułmańskim obyczajem, odmawia pozowania do zdjęcia i chowa się za zasłonką.

Urok Albaicin to także detale: stylizowane na mauretańskie arkadowe okna, ozdobne balustrady, stylowe latarnie, fryzy z kafelków, pięknie wykaligrafowane nazwy ulic i numery domów, donice z kwiatami i ceramiczne talerze przytwierdzone do ścian

Z Plaza Mirador de San Nicolas widać jak na dłoni nasz kolejny cel. To Alhambra - miasto twierdza na szczycie wzgórza Sabika, siedziba Nasrydów, emirów ostatniego mauretańskiego królestwa na ziemiach hiszpańskich, a po ich upadku - także królów katolickich. Tworzą ją trzy zespoły budowli: Alcazaba - bastion władców z berberyjskiej dynastii Zirydów z XI w., pałace Nasrydów z XIII-XIV w. oraz Generalife - letni pałac i ogród z XIV w.

- Przy zwiedzaniu Alhambry niezbędna jest wyobraźnia - mówi nasz przewodnik Diego. Kiedyś było tu żywe, gwarne miasto z meczetami, szkołami, łaźniami i koszarami, dziś mamy... pięknie zachowaną makietę.

Kompleks pałacowy składa się z mexuaru - części handlowej i sądowej, seraju, w którym przyjmowano ważnych gości, oraz haremu - prywatnych komnat emira i jego rodziny. Niemal wszystkie budowle mają wewnętrzne dziedzińce - patia - z fontanną i ogrodem, z czworobokiem komnat dookoła. Najsłynniejsze jest marmurowe Patio de los Leones w haremie, z fontanną w kształcie misy dźwiganej przez 12 lwów. Wokół dziedzińca biegną smukłe kolumny podtrzymujące koronkowe łuki. Przylega doń jedna z najpiękniejszych komnat - Sala de los Abencerrajes ze wspaniałym sklepieniem w formie 16-bocznej gwiazdy.

Wszędzie towarzyszy nam szum fontann i spływających ze schodów kaskad. Arabowie nie potrafili żyć bez dającej ochłodę wody, służyła też religijnym ablucjom. Skanalizowanie i nawodnienie Alhambry było wielkim osiągnięciem ówczesnej inżynierii (w tym celu zmieniono bieg rzeki Darro). Od 1984 r. Alhambra figuruje na liście UNESCO. Jest jednym z najbardziej obleganych zabytków w Hiszpanii, w sezonie zwiedza ją ok. 8 tys. ludzi dziennie.

KORDOBA

Od 756 do 1031 r. stolica państwa kordobańskiego (najpierw emiratu, potem kalifatu) i jeden z najprężniejszych ośrodków nauki, kultury i sztuki w Europie. Jej złoty wiek przypadł na lata panowania wybitnego władcy i budowniczego Abd ar-Rahmana III z dynastii Umajjadów (912-61). Dzięki arabskim księgom podatkowym wiemy, że u schyłku X w. w Kordobie było ok. 30 szkół, 50 szpitali, 900 łaźni publicznych, 1,6 tys. meczetów, 80 tys. sklepów i 300 tys. domów

Najcenniejszą budowlą, jaką pozostawili po sobie Arabowie, jest Mezquita, czyli Wielki Meczet (dziś katedra, od 1984 r. na liście UNESCO). Ciekawe są jego początki - przez pierwsze lata muzułmanie "wynajmowali" od chrześcijan pół bazyliki św. Wincentego. Potem odkupili drugą połówkę, by w 785 r. rozpocząć budowę meczetu (trwała do X w.).

Do Mezquity wchodzimy przez Patio de los Naranjos, dawny dziedziniec służący do ablucji, porośnięty drzewami pomarańczowymi i palmami. Monumentalne wnętrze wypełnia las 856 kolumn (pierwotnie było ich ponad 1000). Budowniczowie zastosowali oryginalne rozwiązanie: podwójne łuki nad kolumnami, dzięki którym strop wydaje się wyższy. Nad wskazującym kierunek Mekki mihrabem (niedostępny dla zwiedzających, można popatrzeć przez kratę) - wspaniałe sklepienie z narożnikami w kształcie muszli.

W 1523 r. - mimo sprzeciwu władz miasta - na środku świątyni postawiono ołtarz. Król Hiszpanii Karol I, początkowo przychylny inwestycji, nie krył rozczarowania. "Zniszczyliście coś, co było jedyne w swoim rodzaju i postawiliście coś, co można zobaczyć wszędzie" - miał powiedzieć.

Niestety, Mezquity nie da się zwiedzać w skupieniu. Świątynia przypomina bazar z napierającym zewsząd tłumem, przekrzykującymi się przewodnikami i błyskającymi fleszami...

Od wschodu graniczy z nią gąszcz uliczek Juderii - dawnej dzielnicy żydowskiej. Przy Calle Judios 20 stoi maleńka synagoga z 1316 r., jedna niewielu ocalałych po wypędzeniu Żydów z Hiszpanii w 1492 r. Tuż obok na Plaza De Maimónides pomnik Mojżesza Majmonidesa, filozofa i lekarza urodzonego w Kordobie w 1135 r. (zmarł w Kairze, w 1204 r.). W słońcu błyszczą czubki jego butów - ponoć ich polerowanie przynosi szczęście.

Kordoba słynie z przepięknych patio - wewnętrznych dziedzińców wyłożonych płytkami, ozdobionych kwiatami, posągami i fontannami. W zaułkach Juderii kryje się ich mnóstwo, ale zazwyczaj są zamknięte. Otwierają się w pierwszej połowie maja, w czasie dorocznego święta Fiesta de los Patios.

Przy Plaza de Maimónides znajdziemy małe Museo Taurino (muzeum korridy) poświęcone słynnemu kordobańczykowi Manolete. Manuel Laureano Rodriguez Sánchez przez wielu uważany jest za toreadora wszech czasów. Choć pochodził z biednej rodziny, został wielką gwiazdą. Był spokojny, poważny, rzadko się uśmiechał i nie robił nic pod publiczkę, ale ludzie go kochali. Zmarł w 1947 r. w wieku 30 lat, zraniony przez byka. W nakręconym w 2006 r. w Kordobie filmie "Manolete" rolę tytułową zagrał Adrien Brody, a jego narzeczoną Lupe Sino - Penelope Cruz.

COSTA DEL SOL

Na Costa del Sol zabudowano już chyba każdy skrawek ziemi. Jadąc wzdłuż wybrzeża, trudno rozeznać się, gdzie kończy się jedno miasto, a zaczyna drugie. Nieprzerwany łańcuch hoteli spina je w jeden wielki kurort.

Pierwszy przystanek - Marbella. Jednym z najmodniejszych i najdroższych kurortów stała się za sprawą księcia Alfonsa von Hohenlohe (ponoć zepsuł mu się tu rolls-royce i w czasie przymusowego postoju zachwycił się okolicą). W 1947 r. kupił prywatną rezydencję, przekształconą siedem lat później w luksusowy Marbella Club Hotel. Nikomu nieznana mieścina stała się miejscem rozrywki sławnych i bogatych. Dziś swoje rezydencje mają tu m.in. Antonio Banderas i saudyjska rodzina królewska. Jak podaje przewodnik z serii "Rough Guides", dochód na jednego mieszkańca jest tu najwyższy w Europie.

Ostatnio reputację Marbelli szargają finansowe skandale. W 2005 r. hiszpańska policja ujawniła, że międzynarodowe grupy przestępcze zainwestowały setki milionów brudnych euro w sektor deweloperski, korumpując przy tym na ogromną skalę miejscowe władze.

Marbella ciągnie się wzdłuż wybrzeża kilometrami. Spacerujemy nadmorską promenadą Playa de la Venus, z przerwą na kawę i sok z pomarańczy w jednej z licznych kafejek. O tej porze roku ogrodzony barierką wąski pas plaży z leżakami do wynajęcia świeci pustkami.

Z centrum mamy ok. 6 km (kwadrans autobusem) do luksusowej mariny Puerto Ban s, której huczne otwarcie z udziałem licznych sław (książę Rainier z żoną Grace, Roman Polański, Hugh Hefner, Julio Iglesias) odbyło się w 1970 r. Marina zajmuje 15 ha, może tu cumować blisko tysiąc jachtów. Od strony morza okala ją betonowy chodnik okupowany przez spacerowiczów i biegaczy. Oddalając się od brzegu, trafimy do miasteczka, które składa się z białych willi opatrzonych tablicami "Se vende" (na sprzedaż) i "Se aquila" (do wynajęcia), ekskluzywnych butików, biur wynajmu apartamentów i jachtów, nocnych klubów, barów i bardzo drogich restauracji.

Wszystkie kurorty na Costa del Sol wyglądają podobnie - plaża, promenada, część hotelowo-restauracyjna, część miejska - ale Benalmádenę (ok. 40 km od Marbelli) wyróżnia przepiękna marina. Spędzamy tu ostatnie godziny przed wylotem, spacerując w labiryncie kanałów i zatoczek, w których cumują i luksusowe jachty, i maleńkie żaglówki.

Pomysł wynajęcia łodzi i odbycia dwugodzinnego rejsu wzdłuż wybrzeża okazuje się strzałem w dziesiątkę (szczegóły: www.discoversailing.es ). Naszym sternikiem będzie Belg Edward (na Costa del Sol od 13 lat), jego pomocnikiem - Pablo. Pogoda jest wspaniała, niebo bezchmurne, ale kiedy łapiemy wiatr w żagle, robi się zimno. Siedzimy na pokładzie, sącząc drinki (kto chce, może pomagać w prowadzeniu łodzi), a Ed wypatruje przez lornetkę delfinów. Są! Nawet całkiem pokaźne stadko. Płyną parami, najczęściej mamy z młodymi, harcując po obu stronach burty. Co za radość! W jej przypływie po zejściu na ląd kupuję najdroższe w życiu lody - 2 euro za gałkę!



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Granada - Katedra agaj.agaj 15.06.09, 13:53

    No to mam nadzieje, ze mieliscie okazje zwiedzic katedre w Granadzie o ktorejani slowa w arytukle. Jezeli ktos planuje spedzic dzien w Granadzie to polecam1/2 dnia na katedre i 1/2 na »

  • Andaluzja Cordoba marker84 25.02.11, 14:52

    Jeżeli ktoś szuka taniego noclegu w Cordobie (Andaluzja), chętnie pomogę: marker84@wp.pl»

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta