Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Berlin. Miasta marzeń

  • Pin It
Monika Kuc
01.06.2009 , aktualizacja: 04.06.2009 16:01
A A A Drukuj
Fragment muru na Potsdamer Platz Fot. Agnieszka Sadowska / AG Fragment muru na Potsdamer Platz
W wiosenny weekend wyruszyłam do Berlina z mapą sprzed 20 lat
Sony Center
fot. Roman Jocher / AG
Sony Center
Pomnik Pomordowanych Żydów Europy, dzieło Petera Eisenmana; w głębi kopuła Reichstagu
Fot. Herbert Knosowski / AP
Pomnik Pomordowanych Żydów Europy, dzieło Petera Eisenmana; w głębi kopuła Reichstagu
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Mur berliński stanął jednej nocy - z 13 na 14 sierpnia 1961 r. Liczył 155 km - 43 km dzieliły miasto na pół, 112 km izolowało Berlin Zachodni od NRD. Miał powstrzymać masowe ucieczki ze Wschodu na Zachód. Komunikacja między dwiema podzielonym częściami miasta odbywała się przez kilka silnie strzeżonych przejść. Z czasem mur wzmocniono zasiekami, czujnikami i automatycznym ostrzałem...

9 listopada 1989 r. władze NRD zniosły ograniczenia w wydawaniu zezwoleń na wyjazdy zagraniczne. Kilka godzin później funkcjonariusze straży granicznej przy murze stracili wszelką kontrolę nad napływającym tłumem. Zaczął się triumfalny demontaż muru.

***

Przed Bramą Brandenburską na Pariser Platz atmosfera jak na festynie. Po placu krążą "żywe pomniki", które doskonale wkomponowują się w to miejsce. Wyścig z flagami w rękach do "strażników" w mundurach żołnierzy z amerykańskiego i radzieckiego sektora wygrywa Japonka i pierwsza staje do fotografii na podium z napisem "Welcome in Berlin". Powodzenie ma także przystojny "enerdowski pogranicznik" obwieszony medalami, który wbija stemple już nie do paszportów, tylko na pamiątkowe kartki. Pustawo za to wokół dwóch "oficerów" w pseudonazistowskich mundurach, którzy wyglądają, jakby wyszli prosto z wojennych ruin. Na Pariser Platz wszyscy czują się jak uczestnicy historycznej inscenizacji. Nawet uliczny sprzedawca z rowerem obwieszonym koszami precli stracił zainteresowanie dla klientów i zagapił się na te wszystkie atrakcje.

Bramę Brandenburską, według projektu architekta Carla Gottharda Langhansa z kwadrygą powożoną przez boginię pokoju (rzeźba Johanna Gottfrieda Shadowa), zbudowano w 1791 r. Od początku była ważnym symbolem miasta. W XVIII w. nazywano ją Bramą Pokoju, od 1814 r. - Bramą Zwycięstwa. W 1848 i 1918 r. była świadkiem rewolucyjnych manifestacji. Po dojściu do władzy Hitlera defilowali przed nią faszyści. Po drugiej wojnie stała się symbolem klęski. W latach 1961-89 jako strażnica muru berlińskiego była groźnym symbolem świata podzielonego na Wschód i Zachód. Współcześnie jest symbolem zjednoczenia i nowej Europy. Po reunifikacji zrekonstruowano historyczną zabudowę placu z hotelem Adlon, Akademią Sztuk Pięknych i budynkami ambasad. Obecnie u wylotu Unter den Linden trwa budowa nowej stacji metra. Na ogrodzeniu i na ulicach Berlina wiszą dokumentalne fotografie przypominające euforyczne chwile upadku muru.

Wracają wspomnienia sprzed 20 lat. Nigdy nie zapomnę tamtych wydarzeń. Mojej generacji, wychowanej w PRL, mur wydawał się nieskruszony. Toczyliśmy niekończące się spory, czy ta zapowiedź rychłego zjednoczenia Niemiec to droga do wolnej Europy, czy nowe zagrożenie dla niej. Pokolenie naszych rodziców, choć doświadczyło niemieckiej okupacji, nieraz stać było na bardziej obiektywne i dalekowzroczne oceny. Moja mama, która miała za sobą AK-owską młodość i represje SB, powiedziała mi wtedy bez wahania: - Zjednoczenie Niemiec to jedyna przyszłość. Ten sztuczny polityczny podział musi się wreszcie skończyć.

***

Po drugiej stronie Bramy Brandenburskiej wyłania się Reichstag - siedziba Bundestagu i niemieckiego parlamentu. Odkąd w 1999 r. Norman Foster nakrył tę klasycystyczną budowlę nowoczesną szklaną kopułą, przyciąga tłumy turystów, bo roztacza się z niej wspaniała panorama miasta. Aż po Szprewę ciągnie się dzielnica rządowa z nowymi budynkami wzniesionymi po zjednoczeniu Niemiec. Najbardziej okazały Urząd Kanclerski berlińczycy nazywają "kanclerską pralką" (środkowa część ma kształt sześcianu z okręgiem wpisanym w fasadę). Na przeciwległym brzegu rzeki góruje nowy Dworzec Główny (Hauptbahnhof) ze stali i szkła - wspaniała architektoniczna wizytówka miasta zaprojektowana przez zespół Gerkan, Marg & Partners i uroczyście otwarta przez Angelę Merkel w 2006 r. Jeden z największych dworców europejskich z jednej strony prowadzi na plac Waszyngtona, z drugiej na plac Europy. Fasadę od Europaplatz dekoruje futurystyczna rzeźba - "Rolling Horse" Jürgena Goertza z 2007 r. W przeszklonym postumencie pomnika odkrywam pamiątki po stojącym niegdyś w tym miejscu XIX-wiecznym Lehrter Bahnhof, m.in. resztki murów. Nie rozumiem tylko, dlaczego na luksusowy Hauptbahnhof zajeżdża tak niewiele pociągów z Polski (większość kończy bieg na odległym Gesundbrunnen).

***

Znaki pamięci prowadzą mnie od Reichstagu do placu Poczdamskiego. Najpierw mijam Weisse Kreuze (białe krzyże) upamiętniające zabitych podczas ucieczek przez mur berliński, zawsze ktoś stoi przy nich w zadumie. Dalej niczym cmentarzysko rozpościera się pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Amerykanin Peter Eisenman zaprojektował go z 2711 bloków od 20 cm do 4,7 m wysokości.

Po drugiej stronie ulicy wznosi się podobny, pojedynczy blok - pomnik homoseksualistów prześladowanych przez nazistów, dzieło Norwega Ingara Dragseta i Duńczyka Michaela Elmgreena. Zastanawia mnie, że śmigający w sąsiedztwie rowerzyści zatrzymują się przy nim i zaglądają do wnętrza. Zaglądam i ja. Na ekranie filmowy kadr pocałunku pary mężczyzn powtarzany w nieskończoność. Tablica obok wyjaśnia, że w nazistowskich Niemczech za homoseksualizm zesłano do obozów koncentracyjnych 50 tys. osób.

Przed wojną plac Poczdamski był jednym z najruchliwszych punktów miasta. W 1924 r. zainstalowano na nim pierwszą w Niemczech sygnalizację świetlną. Podczas wojny został kompletnie zniszczony. Na tym wyludnionym pustkowiu zbiegły się później granice sektorów: brytyjskiego, amerykańskiego i radzieckiego.

Dobrze zapamiętałam go z lat 90., kiedy po zburzeniu muru przypominał gigantyczny plac budowy. Dziś zmienił się nie do poznania - w berliński Manhattan, serce nowoczesnej metropolii. To zasługa międzynarodowych zespołów architektów, którzy stworzyli trzy nowoczesne centra: DaimlerChrysler, Sony i Beisheim. W południowo-wschodnim DaimlerChrysler Center zbudowanym pod kierunkiem Renzo Piano atrakcją jest 103-metrowa Kollhoff Tower zaprojektowana przez berlińskiego architekta Hansa Kollhoffa. Z platformy widokowej Panoramapunkt (wstęp 5 euro) na 24. i 25. piętrze rozpościera się wspaniały widok na całe miasto.

Ale charakter i klimat nadaje placowi Sony Center projektu Helmuta Jahna, zwłaszcza forum nakryte fantazyjnym szklanym namiotem, ulubione miejsce spotkań berlińczyków i turystów, otoczone kawiarniami i kinami. Stąd można dojść do Kulturforum z muzeami i filharmonią.

Na Potsdamer Platz pozostał tylko symboliczny fragmencik betonowego muru zabazgrany kolorowym graffiti. Wokół ustawiono plansze informacyjne i - podobnie jak przy Reichstagu - multimedialną kolumnę z mapą dawnych przejść granicznych oraz nagraną informacją na temat muru (również po polsku). Ulokował się tu też kolejny "enerdowski pogranicznik" stemplujący paszporty.

***

Checkpoint Charlie na Friedrichstrasse (skrzyżowanie z Zimmerstrasse) było jednym z najbardziej znanych przejść granicznych między Berlinem wschodnim i Zachodnim; nazwa pochodzi od alianckiego posterunku. Mogli tędy przechodzić wyłącznie dyplomaci, dziennikarze i cudzoziemcy.

Z metra Kochstrasse wychodzę wprost na tablicę z dramatycznym napisem "Opuszczasz amerykański sektor". W pobliżu stoi budka ze "strażą aliantów" pod amerykańską i francuską flagą. Błyskają flesze, szumią kamery - każdy chce mieć pamiątkowe zdjęcie w tym miejscu. Tablica i budka są wiernymi replikami oryginałów zdemontowanych w 1990 r. Obok, w narożnej dużej kamienicy, mieści się Haus am Checkpoint Charlie - muzeum muru berlińskiego (wstęp 12,5 euro). Założył je w 1962 r. historyk i publicysta Rainer Hildebrandt. Wtedy był to nie tylko ośrodek dokumentacji, ale i punkt pomocy dla uciekinierów.

W niezliczonych salach fotografie, dokumenty i projekcje filmów przypominających czasy zimnej wojny. W 1962 r. po obu stronach tego przejścia stały radzieckie i amerykańskie czołgi. Najbardziej ekscytujące eksponaty mówią o brawurowych ucieczkach. Kilku osobom udało się przejść na zachodnią stronę w mundurach alianckich. Mur pokonywano też na balonach i motolotni z silnikiem trabanta, samochodami BMW ze schowkami, a nawet w dużym głośniku radiowym. Trzy osoby w ciężarówce wyładowanej workami piasku w dziewięć sekund przemknęły przez wszystkie zabezpieczenia, zanim automatycznie się włączyły. Najbardziej spektakularne ucieczki prowadziły drążonymi w tajemnicy tunelami - w latach 60. w ciągu dwóch nocy uciekło tą drogą 57 osób. Nie wszyscy mieli szczęście. W 1962 r. Peter Fechter, postrzelony podczas ucieczki, leżał przez kilka godzin w strefie śmierci między dwiema ścianami muru, zanim wykrwawił się na śmierć. W sumie ok. 200 osób straciło życie, uciekając przez mur, powiodło się 5 tys.

W Haus am Checkpoint Charlie moją uwagę zwraca ekspozycja "Od Gandhiego do Wałęsy" opowiadająca o pokojowych metodach walki. Są tu m.in. zdjęcia Wałęsy z czasów solidarnościowych strajków w Stoczni Gdańskiej. Szkoda, że więcej miejsc w Berlinie nie przypomina o tym, że to Polacy pierwsi wystąpili przeciw komunizmowi i obalili go w czerwcowych wyborach 1989 r. Upadek muru był kolejnym, a nie pierwszym krokiem.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Niemcy coś zrobili w obalaniu? Ale włochate jaja! j-50 05.06.09, 08:44

    Przecież żaden Niemiec nic nie zrobi - jeśli tego nie wolno. Gdy myśmy walczyli z komuną, to dederony czyścili spluwę na nas. Byli bardziej komuchami niż ruscy. A teraz nagle robią z siebie »

  • Kilka poprawek dfgfdg 05.06.09, 10:33

    1. Hauptbahnhof jest dworcem przelotowym wiec zadne pociagi tam nie zaczynaja inie koncza a z Polski mozna tam dojechac z Warszawy/Poznania i Krakowa/Wroclawia.2. Makieta na Chekpoint »

  • Berlin. Miasta marzeń thiass 31.08.09, 23:39

    No i niech mi ktoś powie, że Polacy to nie jest żałosny naród, a nawet jeślinie wszyscy, to ci najgłupsi mają w nim najwięcej do powiedzenia. Zupełnieneutralny wydawałoby się artykuł o »

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta