Pamiątka z wakacji. Tablica
25.05.2009
, aktualizacja: 22.05.2009 13:43
W Polsce nie da się kupić samochodu po dwóch tygodniach sprzątania w hotelu, nawet jeśli zrzucają się na niego cztery osoby. W Kanadzie to zupełnie realne
ZOBACZ TAKŻE
- Pamiątka z wakacji. Pysanki (05-04-10, 06:00)
Wystarczy paszport, adres korespondencyjny i po 45 min auto jest ubezpieczone, zarejestrowane, a właściciel dostaje błyszczącą "blachę". Przykręciliśmy ją do naszej Mazduni. Przestrzenny minivan służył nam do wycieczek w wolne weekendy i popołudnia. Przemierzaliśmy szutrowe trakty w Górach Skalistych, w zimnych górskich jeziorach łowiliśmy ryby, które potem piekliśmy nad ogniskiem. Odwiedziliśmy badlands, pustynne kaniony we wschodniej Albercie i Calgary, kowbojskie miasto na prerii.
Sielanka skończyła się dzień przed startem Wielkiej Włóczęgi - Mazduni pękł pasek rozrządu. Parę dni później zastąpił ją 20-letni Marceli. Spisywał się dzielnie, mimo różnych kłopotów. Psuły się (na zmianę) pompa paliwowa i pompa woda, później wysiadł wskaźnik paliwa, zepsuły się okna i zamki, odpadł fotel kierowcy. Opony pękały cztery razy, raz wypadła boczna szyba. Plan jednak wykonaliśmy prawie do końca. Po trzech tygodniach i 9 tys. przejechanych kilometrów byliśmy na Alasce, a Marceli miał zatarty silnik. Pewnie do dzisiaj stoi na poboczu Denali Highway u stóp Mount McKinley. A nam pozostały wspaniałe wspomnienia i tablica KEM282. O to, kto ją powiesi w swoim pokoju na ścianie, ciągnęliśmy zapałki.
W Kanadzie każda prowincja ma swoją dewizę, którą umieszcza się na tablicach rejestracyjnych. Marceli, zarejestrowany w Canmore, dumnie reklamował Krainę Dzikiej Róży - Albertę.
Sielanka skończyła się dzień przed startem Wielkiej Włóczęgi - Mazduni pękł pasek rozrządu. Parę dni później zastąpił ją 20-letni Marceli. Spisywał się dzielnie, mimo różnych kłopotów. Psuły się (na zmianę) pompa paliwowa i pompa woda, później wysiadł wskaźnik paliwa, zepsuły się okna i zamki, odpadł fotel kierowcy. Opony pękały cztery razy, raz wypadła boczna szyba. Plan jednak wykonaliśmy prawie do końca. Po trzech tygodniach i 9 tys. przejechanych kilometrów byliśmy na Alasce, a Marceli miał zatarty silnik. Pewnie do dzisiaj stoi na poboczu Denali Highway u stóp Mount McKinley. A nam pozostały wspaniałe wspomnienia i tablica KEM282. O to, kto ją powiesi w swoim pokoju na ścianie, ciągnęliśmy zapałki.
W Kanadzie każda prowincja ma swoją dewizę, którą umieszcza się na tablicach rejestracyjnych. Marceli, zarejestrowany w Canmore, dumnie reklamował Krainę Dzikiej Róży - Albertę.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl














