Białoruś. Nad kresowym morzem
28.04.2009
, aktualizacja: 24.04.2009 14:59
Za Hatyczami przesmyk zwęża się, otwierając przed nami rozległą panoramę na jeziora Narocz i Miastro
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Nad jezioro Narocz wyruszyliśmy z Dokudowa, wsi nad Niemnem, gdzie w gospodarstwie agroturystycznym Jurija Ogarki założyliśmy bazę wypadową. Po drodze zatrzymaliśmy się w kilku wsiach i miasteczkach, oglądając tu meczet, tam piękne kościoły, gdzie indziej cerkwie, pałace i dawne dwory
***
W Iwiu zwiedziliśmy tatarski meczet, zbudowany w 1884 r. przez Elfrydę Zamoyską, ówczesną właścicielkę tutejszych włości. Otwierał go akurat wiekowy imam, a rozpoznawszy w nas Polaków, opowiedział o jego historii piękną, literacką polszczyzną.
W Holszanach zatrzymały nas ruiny zamku Sapiehów z przełomu XVI i XVII w., zajrzeliśmy też do barokowego kościoła Franciszkanów z 1618 r. pozbawionego, niestety, dawnego wystroju.
W Borunach trwała właśnie renowacja barokowych wnętrz pobazyliańskiego kościoła św. św. Piotra i Pawła z lat 1747-57. Mimo rozstawionych rusztowań obejrzeliśmy stiukowy ołtarz główny ze słynącym łaskami obrazem Matki Bożej Boruńskiej i rokokową ambonę, również stiukową.
W Krewie zrobiliśmy zdjęcia ruin zamku książąt litewskich - tutaj podpisano w 1385 r. słynną unię krewską, na mocy której Władysław Jagiełło został królem Polski. Smorgonie minęliśmy opłotkami, gdyż pochód z okazji jakiegoś święta państwowego zagrodził nam przejazd przez miasto.
W Wiszniewie chcieliśmy zobaczyć wnętrze klasycystycznego kościoła św. Tadeusza z lat 1811-20, w którym ochrzczony został kompozytor Mieczysław Karłowicz, ale drzwi wejściowe były zamknięte.
***
Za Wiszniewem skończył się asfalt i dalej pojechaliśmy szutrową drogą biegnącą przez 14 km wzdłuż północno-zachodniego brzegu rynnowego jeziora Świr. W XIII w. na jego północnym krańcu litewski książę Dowmunt z Holszan zbudował drewniany gród i nazwał go tak samo jak jezioro. Od nazwy grodu i jeziora pochodzi rodowe nazwisko książąt Świrskich, jednego z najstarszych rodów na Litwie. Dzisiaj w tym miejscu rozłożyło się półtoratysięczne miasteczko Świr. W jego centrum stoi wyniosłe grodzisko - pozostałość po zamku Świrskich, który uległ zniszczeniu w XVI w. Na zachodnim końcu miasteczka dostrzegamy dwukondygnacyjny budynek z czerwonej cegły - modernistyczny dwór Byszewskich z początku XX w. Przez furtkę w parkanie wchodzimy do parku. W pobliżu budynku dworskiego kręci się grupa ludzi sprawiających wrażenie psychicznie chorych. Kiedy wyjmuję aparat fotograficzny, zjawia się kobieta w lekarskim (lub pielęgniarskim) kitlu - nie pozwala zrobić zdjęcia dworu, mówiąc, że to obiekt zamknięty. Zawracamy jak niepyszni, trafiliśmy widocznie na teren szpitala lub sanatorium psychiatrycznego.
Ze Świru jedziemy do Naroczy, która leży oczywiście nad Naroczą, ale nie na samym brzegu jeziora, lecz w odległości 3 km od niego. Przed wojną miasteczko nazywało się Kobylnik i niczym szczególnym się nie wyróżniało, poza położeniem w pobliżu największego jeziora w Polsce. Moi rodzice spędzili tutaj ostatnie wakacje przed wybuchem II wojny światowej i w miejscowym kościele św. Andrzeja Boboli wzięli ślub. Kościół istnieje nadal. Zbudowany z czerwonej cegły w stylu neogotyckim w latach 1897-1901 po pożarze, który zniszczył poprzednią świątynię wzniesioną po raz pierwszy w tym miejscu w 1463 r. przez jednego z książąt Świrskich. Od 1999 r. regularną posługę duszpasterską pełnią w nim karmelici bosi, którzy w dawnej plebanii mają teraz swój klasztor. Jeden z braci zakonnych oprowadza nas po kościele, a potem w parafialnej kancelarii szuka księgi metrykalnej z aktem ślubu moich rodziców. Bezskutecznie jednak - wszystkie przedwojenne dokumenty parafialne zabrano do archiwum państwowego w Mińsku.
Na przykościelnym cmentarzu odnajdujemy symboliczną mogiłę ze stalowym krzyżem i tablicą, ufundowaną przez wrocławską Straż Mogił Polskich na Wschodzie z napisem: "Pamięci żołnierzy AK zgrupowania >>Kmicica<< poległych w walce z Niemcami i zamordowanych przez oprawców stalinowskich w latach 1943-45". "Kmicic" to ppor. Antoni Burzyński, który wiosną 1943 r. zorganizował pierwszy na Wileńszczyźnie partyzancki oddział AK.
***
Opuściwszy Narocz, jedziemy w kierunku jeziora, by po 3 km znowu znaleźć się w miejscowości Narocz. Taką nazwę nosi teraz wioska Kupa najeżdżana przed wojną przez letników. Było tu niegdyś kilka pensjonatów, roiło się od kajakarzy, żeglarzy, wędkarzy. Obecnie dziwnie tu pustawo. Wprawdzie w latach 1960-70 zbudowano parę domów wczasowych, ale wygląda na to, że nikt tam nie gości. Na jeziorze ani żagla, ani wioślarza czy choćby rybackiej łódki. Nikt się nie kąpie, chociaż jest połowa lipca i słońce grzeje od rana.
Jedziemy dalej wzdłuż zachodniego, a potem południowego brzegu Naroczy porośniętego dorodnym lasem. Pośród drzew widać tu i ówdzie ośrodki wczasowe z czasów Związku Radzieckiego - dziś wieje od nich pustką. Mijamy wieś Nanosy leżącą na wąskim półwyspie wrzynającym się w głąb jeziora, potem Zanarocze znane z krwawej bitwy w lipcu 1916 r., podczas której Rosjanie stracili 80 tys. żołnierzy, Niemcy o połowę mniej.
Przedzierając się dalej lasem na północ, wzdłuż wschodniego brzegu Naroczy, docieramy do ośrodka wypoczynkowego Sosny. Stoi na miejscu przedwojennego pensjonatu należącego wówczas do majątku Uzła Wielka. Gdy kończy się las, wjeżdżamy do wsi Hatycze położonej na przesmyku oddzielającym Narocz od jeziora Miastro, na którego przeciwległym, wschodnim brzegu rozłożył się Miadzioł, największe w rejonie miasteczko. Za Hatyczami przesmyk zwęża się do kilkudziesięciu metrów, otwierając przed nami rozległą panoramę obydwu jezior. Szczególnie Narocz wygląda stąd imponująco, przeciwny, zachodni brzeg jest niemal niewidoczny. Nic zatem dziwnego, że przed wojną nazywano je "kresowym morzem".
Dojeżdżamy do drogi łączącej Miadzioł z Kobylnikiem i skręcamy na zachód. Pokryta gładkim asfaltem szosa biegnie wśród kopulastych wzgórz, oddalając się niekiedy od jeziora. Na wysokości wsi Pasynki w odległości jednego kilometra od brzegu widać jedyną na Naroczy wyspę. Podobno niegdyś prowadziła na nią kamienna grobla, gdyż według legendy stał na niej potężny zamek. Północny brzeg jeziora jest urozmaicony, niekiedy wysoki, niemal klifowy, czasem zaś płaski i piaszczysty. Leżą na nim malownicze wioski: Mikolce, Pasynki, Czerewki, Simony.
***
Z Kobylnika jedziemy jeszcze do Postaw - chcemy zobaczyć, co zostało w tym mieście z czasów Tyzenhauzów. Jest to obecnie 24-tysięczna stolica rejonu (powiatu) o zróżnicowanej zabudowie. Na peryferiach drewniane domy, w większości jeszcze z czasów Rzeczypospolitej. Im bliżej centrum, tym więcej budynków murowanych, również przedwojennych, ale i współczesnych, łącznie z obskurnymi socjalistycznymi blokami.
Najsłynniejszym mieszkańcem Postaw był Antoni Tyzenhauz (1735-85), poseł województwa inflanckiego na sejm w 1761 r., starosta grodzieński i podskarbi nadworny litewski od 1765 r. Jako zarządca dóbr królewskich na Litwie przeprowadził szereg reform polegających głównie na ich uprzemysłowieniu oraz unowocześnieniu rolnictwa. W Postawach zbudował rodową siedzibę, zaprojektowaną przez Giuseppe de Sacco w stylu klasycystycznym, którą rozbudował bratanek Antoniego, Konstanty Tyzenhauz (1785-1853). Pałac przetrwał w niezmienionym kształcie do naszych czasów i dzisiaj mieści rejonowy szpital.
W Postawach zachowały się też kamieniczki zaprojektowane przez de Sacco, a zbudowane przez Antoniego Tyzenhauza wokół ówczesnego placu targowego. Zostało ich sześć - wszystkie barokowe, niedawno odrestaurowane i pokryte świeżymi tynkami. W czterech z nich mieszkali niegdyś rzemieślnicy, w piątej (piętrowej) lekarz, a w szóstej (też piętrowej) był zajazd. Dawny rynek to dziś plac Lenina, z pomnikiem wodza rewolucji na środku. Jakby dla przeciwwagi, we wschodniej pierzei placu jaśnieje murowana cerkiew św. Trójcy. Wzniesiono ją w 1866 r. w tym samym miejscu, w którym stała przedtem cerkiew drewniana, ufundowana w 1813 r. przez Konstantego Tyzenhauza.
Kościół katolicki św. Antoniego Padewskiego zbudowano pod koniec XIX w. w pewnym oddaleniu od rynku, na miejscu klasztoru franciszkańskiego ufundowanego w 1616 r. przez Stanisława Biegańskiego, sekretarza króla Zygmunta III. W 1949 r. kościół zamieniono na magazyn zboża, który z kolei w 1974 r. przekształcono w fabrykę urządzeń elektrycznych. W 1988 r. miejscowym katolikom udało się go odzyskać i po trwającym trzy lata remoncie ponownie go wyświęcić. Nadal służy więc wiernym, w tym blisko 2 tys. Polaków mieszkających w Postawach.
Jezioro Narocz
Największe jezioro Białorusi ma 13 km długości, 10 km szerokości, 25 m głębokości, 79,2 km kw. powierzchni. Kształtem przypomina ludzkie serce. Przed II wojną światową było największym jeziorem w Polsce, zwano je "kresowym morzem"; miało rozległe plaże z żółtym, drobnym piaskiem i czystą wodę podczas silnego wiatru tworzyły się i wysokie fale. W 1999 r. wokół jeziora utworzono Naroczański Park Narodowy (94 tys. ha) obejmujący także sąsiednie jeziora: Świr, Batoryn, Miastro, Miadzioł Szwakszta i Wiszniewskie oraz znajdujące się między nimi lasy.
***
W Iwiu zwiedziliśmy tatarski meczet, zbudowany w 1884 r. przez Elfrydę Zamoyską, ówczesną właścicielkę tutejszych włości. Otwierał go akurat wiekowy imam, a rozpoznawszy w nas Polaków, opowiedział o jego historii piękną, literacką polszczyzną.
W Holszanach zatrzymały nas ruiny zamku Sapiehów z przełomu XVI i XVII w., zajrzeliśmy też do barokowego kościoła Franciszkanów z 1618 r. pozbawionego, niestety, dawnego wystroju.
W Borunach trwała właśnie renowacja barokowych wnętrz pobazyliańskiego kościoła św. św. Piotra i Pawła z lat 1747-57. Mimo rozstawionych rusztowań obejrzeliśmy stiukowy ołtarz główny ze słynącym łaskami obrazem Matki Bożej Boruńskiej i rokokową ambonę, również stiukową.
W Krewie zrobiliśmy zdjęcia ruin zamku książąt litewskich - tutaj podpisano w 1385 r. słynną unię krewską, na mocy której Władysław Jagiełło został królem Polski. Smorgonie minęliśmy opłotkami, gdyż pochód z okazji jakiegoś święta państwowego zagrodził nam przejazd przez miasto.
W Wiszniewie chcieliśmy zobaczyć wnętrze klasycystycznego kościoła św. Tadeusza z lat 1811-20, w którym ochrzczony został kompozytor Mieczysław Karłowicz, ale drzwi wejściowe były zamknięte.
***
Za Wiszniewem skończył się asfalt i dalej pojechaliśmy szutrową drogą biegnącą przez 14 km wzdłuż północno-zachodniego brzegu rynnowego jeziora Świr. W XIII w. na jego północnym krańcu litewski książę Dowmunt z Holszan zbudował drewniany gród i nazwał go tak samo jak jezioro. Od nazwy grodu i jeziora pochodzi rodowe nazwisko książąt Świrskich, jednego z najstarszych rodów na Litwie. Dzisiaj w tym miejscu rozłożyło się półtoratysięczne miasteczko Świr. W jego centrum stoi wyniosłe grodzisko - pozostałość po zamku Świrskich, który uległ zniszczeniu w XVI w. Na zachodnim końcu miasteczka dostrzegamy dwukondygnacyjny budynek z czerwonej cegły - modernistyczny dwór Byszewskich z początku XX w. Przez furtkę w parkanie wchodzimy do parku. W pobliżu budynku dworskiego kręci się grupa ludzi sprawiających wrażenie psychicznie chorych. Kiedy wyjmuję aparat fotograficzny, zjawia się kobieta w lekarskim (lub pielęgniarskim) kitlu - nie pozwala zrobić zdjęcia dworu, mówiąc, że to obiekt zamknięty. Zawracamy jak niepyszni, trafiliśmy widocznie na teren szpitala lub sanatorium psychiatrycznego.
Ze Świru jedziemy do Naroczy, która leży oczywiście nad Naroczą, ale nie na samym brzegu jeziora, lecz w odległości 3 km od niego. Przed wojną miasteczko nazywało się Kobylnik i niczym szczególnym się nie wyróżniało, poza położeniem w pobliżu największego jeziora w Polsce. Moi rodzice spędzili tutaj ostatnie wakacje przed wybuchem II wojny światowej i w miejscowym kościele św. Andrzeja Boboli wzięli ślub. Kościół istnieje nadal. Zbudowany z czerwonej cegły w stylu neogotyckim w latach 1897-1901 po pożarze, który zniszczył poprzednią świątynię wzniesioną po raz pierwszy w tym miejscu w 1463 r. przez jednego z książąt Świrskich. Od 1999 r. regularną posługę duszpasterską pełnią w nim karmelici bosi, którzy w dawnej plebanii mają teraz swój klasztor. Jeden z braci zakonnych oprowadza nas po kościele, a potem w parafialnej kancelarii szuka księgi metrykalnej z aktem ślubu moich rodziców. Bezskutecznie jednak - wszystkie przedwojenne dokumenty parafialne zabrano do archiwum państwowego w Mińsku.
Na przykościelnym cmentarzu odnajdujemy symboliczną mogiłę ze stalowym krzyżem i tablicą, ufundowaną przez wrocławską Straż Mogił Polskich na Wschodzie z napisem: "Pamięci żołnierzy AK zgrupowania >>Kmicica<< poległych w walce z Niemcami i zamordowanych przez oprawców stalinowskich w latach 1943-45". "Kmicic" to ppor. Antoni Burzyński, który wiosną 1943 r. zorganizował pierwszy na Wileńszczyźnie partyzancki oddział AK.
***
Opuściwszy Narocz, jedziemy w kierunku jeziora, by po 3 km znowu znaleźć się w miejscowości Narocz. Taką nazwę nosi teraz wioska Kupa najeżdżana przed wojną przez letników. Było tu niegdyś kilka pensjonatów, roiło się od kajakarzy, żeglarzy, wędkarzy. Obecnie dziwnie tu pustawo. Wprawdzie w latach 1960-70 zbudowano parę domów wczasowych, ale wygląda na to, że nikt tam nie gości. Na jeziorze ani żagla, ani wioślarza czy choćby rybackiej łódki. Nikt się nie kąpie, chociaż jest połowa lipca i słońce grzeje od rana.
Jedziemy dalej wzdłuż zachodniego, a potem południowego brzegu Naroczy porośniętego dorodnym lasem. Pośród drzew widać tu i ówdzie ośrodki wczasowe z czasów Związku Radzieckiego - dziś wieje od nich pustką. Mijamy wieś Nanosy leżącą na wąskim półwyspie wrzynającym się w głąb jeziora, potem Zanarocze znane z krwawej bitwy w lipcu 1916 r., podczas której Rosjanie stracili 80 tys. żołnierzy, Niemcy o połowę mniej.
Przedzierając się dalej lasem na północ, wzdłuż wschodniego brzegu Naroczy, docieramy do ośrodka wypoczynkowego Sosny. Stoi na miejscu przedwojennego pensjonatu należącego wówczas do majątku Uzła Wielka. Gdy kończy się las, wjeżdżamy do wsi Hatycze położonej na przesmyku oddzielającym Narocz od jeziora Miastro, na którego przeciwległym, wschodnim brzegu rozłożył się Miadzioł, największe w rejonie miasteczko. Za Hatyczami przesmyk zwęża się do kilkudziesięciu metrów, otwierając przed nami rozległą panoramę obydwu jezior. Szczególnie Narocz wygląda stąd imponująco, przeciwny, zachodni brzeg jest niemal niewidoczny. Nic zatem dziwnego, że przed wojną nazywano je "kresowym morzem".
Dojeżdżamy do drogi łączącej Miadzioł z Kobylnikiem i skręcamy na zachód. Pokryta gładkim asfaltem szosa biegnie wśród kopulastych wzgórz, oddalając się niekiedy od jeziora. Na wysokości wsi Pasynki w odległości jednego kilometra od brzegu widać jedyną na Naroczy wyspę. Podobno niegdyś prowadziła na nią kamienna grobla, gdyż według legendy stał na niej potężny zamek. Północny brzeg jeziora jest urozmaicony, niekiedy wysoki, niemal klifowy, czasem zaś płaski i piaszczysty. Leżą na nim malownicze wioski: Mikolce, Pasynki, Czerewki, Simony.
***
Z Kobylnika jedziemy jeszcze do Postaw - chcemy zobaczyć, co zostało w tym mieście z czasów Tyzenhauzów. Jest to obecnie 24-tysięczna stolica rejonu (powiatu) o zróżnicowanej zabudowie. Na peryferiach drewniane domy, w większości jeszcze z czasów Rzeczypospolitej. Im bliżej centrum, tym więcej budynków murowanych, również przedwojennych, ale i współczesnych, łącznie z obskurnymi socjalistycznymi blokami.
Najsłynniejszym mieszkańcem Postaw był Antoni Tyzenhauz (1735-85), poseł województwa inflanckiego na sejm w 1761 r., starosta grodzieński i podskarbi nadworny litewski od 1765 r. Jako zarządca dóbr królewskich na Litwie przeprowadził szereg reform polegających głównie na ich uprzemysłowieniu oraz unowocześnieniu rolnictwa. W Postawach zbudował rodową siedzibę, zaprojektowaną przez Giuseppe de Sacco w stylu klasycystycznym, którą rozbudował bratanek Antoniego, Konstanty Tyzenhauz (1785-1853). Pałac przetrwał w niezmienionym kształcie do naszych czasów i dzisiaj mieści rejonowy szpital.
W Postawach zachowały się też kamieniczki zaprojektowane przez de Sacco, a zbudowane przez Antoniego Tyzenhauza wokół ówczesnego placu targowego. Zostało ich sześć - wszystkie barokowe, niedawno odrestaurowane i pokryte świeżymi tynkami. W czterech z nich mieszkali niegdyś rzemieślnicy, w piątej (piętrowej) lekarz, a w szóstej (też piętrowej) był zajazd. Dawny rynek to dziś plac Lenina, z pomnikiem wodza rewolucji na środku. Jakby dla przeciwwagi, we wschodniej pierzei placu jaśnieje murowana cerkiew św. Trójcy. Wzniesiono ją w 1866 r. w tym samym miejscu, w którym stała przedtem cerkiew drewniana, ufundowana w 1813 r. przez Konstantego Tyzenhauza.
Kościół katolicki św. Antoniego Padewskiego zbudowano pod koniec XIX w. w pewnym oddaleniu od rynku, na miejscu klasztoru franciszkańskiego ufundowanego w 1616 r. przez Stanisława Biegańskiego, sekretarza króla Zygmunta III. W 1949 r. kościół zamieniono na magazyn zboża, który z kolei w 1974 r. przekształcono w fabrykę urządzeń elektrycznych. W 1988 r. miejscowym katolikom udało się go odzyskać i po trwającym trzy lata remoncie ponownie go wyświęcić. Nadal służy więc wiernym, w tym blisko 2 tys. Polaków mieszkających w Postawach.
Jezioro Narocz
Największe jezioro Białorusi ma 13 km długości, 10 km szerokości, 25 m głębokości, 79,2 km kw. powierzchni. Kształtem przypomina ludzkie serce. Przed II wojną światową było największym jeziorem w Polsce, zwano je "kresowym morzem"; miało rozległe plaże z żółtym, drobnym piaskiem i czystą wodę podczas silnego wiatru tworzyły się i wysokie fale. W 1999 r. wokół jeziora utworzono Naroczański Park Narodowy (94 tys. ha) obejmujący także sąsiednie jeziora: Świr, Batoryn, Miastro, Miadzioł Szwakszta i Wiszniewskie oraz znajdujące się między nimi lasy.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl

















