Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Austria - Tyrol. Wędrując Stubaier Höhenweg

  • Pin It
Alina Wachowska
20.04.2009 , aktualizacja: 17.04.2009 14:30
A A A Drukuj
Dolina Gschnitztal Fot. Alina Wachowska Dolina Gschnitztal
Idziemy wśród alpejskich łąk z pasącymi się na nich długouchymi owcami. Z odległych szczytów spływają lodowce
Jezioro Grunausee
Fot. Alina Wachowska
Jezioro Grunausee
Schronisko Sulzenau Hutte
Fot. Alina Wachowska
Schronisko Sulzenau Hutte
Kapliczka koło gospody Bsuchalm
Fot. Alina Wachowska
Kapliczka koło gospody Bsuchalm
SERWISY
Dolina Stubai w austriackich Alpach znana jest w Polsce przede wszystkim narciarzom. Latem nie odwiedzamy tych rejonów zbyt często - podczas dziewięciodniowego pobytu nie spotkaliśmy żadnego rodaka. A właśnie latem Alpy Sztubajskie (Stubaier Alpen) oferują turystom całą różnorodność i bogactwo natury. Możliwości spędzania wolnego czasu są tu prawie nieograniczone: wędrówki, jazda na rowerach i konno, rafting, paralotniarstwo.

***

Za Innsbruckiem opuszczamy autostradę i lokalną drogą wjeżdżamy do doliny Stubai (2,50 euro za samochód osobowy). Największym miasteczkiem w okolicy jest Neustift, dla nas trochę za ruchliwe. Jedziemy więc kilka kilometrów dalej, do Volderau. Zatrzymujemy się na kempingu Edelweiss (26 euro/noc za 4 osoby, samochód i namiot). Z jednej strony mamy widok na wyniosłe szczyty i zalegające pomiędzy nimi lodowce, z drugiej - na wodospad potoku Mischbach.

Idziemy na spacer do punktu widokowego przy wodospadzie. Po półgodzinie podziwiamy z bliska wodne strugi rozbryzgujące się na skałach i leżącą poniżej dolinę. Kolejny dzień w całości przeznaczamy na górską wędrówkę. Z kempingu ruszamy ścieżką wzdłuż potoku w kierunku osady Gasteig. Tutaj szlak zaczyna piąć się w górę, najpierw wzdłuż niewielkiego wyciągu narciarskiego, potem lasem. Wychodzimy na rozległą polanę (1848 m) z gospodą Mischbachalm, gdzie można się posilić, podziwiając okoliczne trzytysięczniki. Po odpoczynku ruszamy w kierunku szczytu Rotspitzl, nieopodal którego przebiega szlak. Wokół wysokogórskie krajobrazy. Dochodzimy do zwieńczonej krzyżem przełęczy, skąd otwiera się widok na świat skał i lodu. Rozległe lodowce pokrywają zbocza odległych szczytów. Dalsza droga wiedzie w dół, wśród alpejskich łąk z pasącymi się na nich długouchymi owcami. Schodząc do doliny, mijamy schronisko Bacherwandalm, stąd mamy jeszcze godzinę marszu do kempingu.

***

W Alpach Sztubajskich można także pójść na trekking bez codziennego schodzenia w doliny. Wiedzie tędy Stubaier Höhenweg - oznakowany szlak biegnący na wysokości powyżej 2000 m. Na przejście całości potrzeba ok. ośmiu dni, ale można wybrać tylko część trasy. Łączy ona górskie schroniska w taki sposób, że codziennie można nocować w innym miejscu lub pod własnym namiotem. Biwaki są dozwolone pod warunkiem, że nie będziemy palić ognisk (gotowanie na butli) i zabierzemy ze sobą wszystkie śmieci. Zdecydowaliśmy się na taką właśnie formę trekkingu. Postanawiamy przejść trasę rozpoczynającą się w dolinie nieopodal Volderau i zatoczyć pętlę, mijając kolejno cztery schroniska: Neue Regensburger Hutte, Dresdner Hutte, Sulzenau Hutte i Nurnberger Hutte, po czym powrócić w dolinę.

Samochód parkujemy w pobliżu hotelu Waldcafe Knoflach w Falbeson, zarzucamy plecaki i z wysokości 1250 m ruszamy we wskazanym przez drogowskaz kierunku do pierwszego schroniska. Czas podejścia - trzy godziny (będziemy szli dłużej, zatrzymując się i podziwiając wspaniałe widoki). Na trasie można odpocząć i zjeść posiłek w gospodzie Falbesoner Ochsenalm (1822 m). Mijając ją, widzimy już schronisko Neue Regensburger Hutte na wysokości 2286 m (czynne od połowy czerwca do końca września, nocleg w pokoju 26 euro, na materacach w sali wieloosobowej - 20, dwa posiłki dziennie 25 euro). Nieco poniżej opada ze skał wodospad - warto podejść na znajdujący się przy nim punkt widokowy. Mijamy schronisko i po kilkunastu minutach pojawia się zaskakujący widok - rozległy, intensywnie zielony płaskowyż wśród skalistych krajobrazów. To Höhes Moos - podmokłe tereny przecięte potokiem i zasilane wodą z lodowców. Zieleń łąk kontrastuje z szarością skał i bielą owiec. Okolica jest przepiękna, postanawiamy więc zatrzymać się tu na noc. Znajdujemy znakomite miejsce przy potoku i rozbijamy nasze dwa niewielkie namioty.

***

Ranek kolejnego dnia wita nas chmurami, które napłynęły nad Höhes Moos, widoczność nie przekracza kilkunastu metrów. Nie trwa to na szczęście długo - gdy zwijamy biwak, szczyty się odsłaniają. Dzisiejszy etap zamierzamy zakończyć w okolicach Dresdner Hutte, po ok. sześciu godzinach marszu. Idziemy w kierunku przełęczy Grabagrubennieder (2881m), po drodze podchodząc odgałęzieniem szlaku nad jeziorko Falbesoner See o szmaragdowej wodzie. Podejście do przełęczy prowadzi po sporych kamieniach, z prawej strony spływa lodowcowy jęzor. Wejście ubezpieczają stalowe liny. Widok z góry jest imponujący! Schodzimy drugą stroną i kamienistymi ścieżkami wędrujemy dalej Adler Weg (Droga Orłów). Orłów co prawda nie widać, ale towarzyszą nam duże, czarne ptaki podobne do kruków. Szlak jest dobrze oznakowany biało-czerwonymi znakami na skałach. Po pewnym czasie dostrzegamy odległe jeszcze schronisko Dresdner Hutte i rozlokowane w jego okolicy wyciągi narciarskie - to duży ośrodek sportów zimowych. Dochodzimy do jeziorka, gdzie chwilę odpoczywamy, rozkoszując się słońcem i zielenią alpejskiej łąki. Potem docieramy do szutrowej drogi, kawałek pniemy się nią mozolnie, aż do podnóża kolejnego podejścia - ostatniego tego dnia.

Do schroniska Dresdner Hutte (2308 m) z doliny dotrzeć można kolejką - tuż obok znajduje się stacja pośrednia Stubaier Gletscherbahn, a wyżej wiedzie kolejny wyciąg. Trwa właśnie rozbudowa budynku, po której schronisko będzie olbrzymie. Urządzamy biwak na kawałku trawiastego terenu nieopodal potoku.

***

Gdy nazajutrz rano szykujemy się do dalszej drogi, mijają nas grupki turystów. Ta część trasy z uwagi na swą dostępność jest dość uczęszczana. Szlak wiedzie w górę do rozgałęzienia dróg. Wybieramy skaliste, miejscami ubezpieczone stalowymi linami podejście do przełęczy Peiljoch. Przed nami rozpościera się wielki, lśniący w słońcu lodowiec Sulzenauferner, zalegający na zboczach szczytów Wilder Pfaff (3456) i Zuckerhutl (3507). Dalej szlak prowadzi do jego czoła. Podchodzimy tam i urządzamy sobie krótki piknik, by następnie ruszyć rozległą doliną, którą spływa rwący strumień. To niezwykle malowniczy odcinek trasy.

Niebawem widać już kolejne schronisko - kameralne Sulzenau Hutte (2196 m), od 1927 r. prowadzone przez rodzinę Schopf. Wiodą stąd liczne szlaki - od łatwych po trudne, alpinistyczne trasy na lodowcach.

Zgodnie z planem wędrujemy dalej w kierunku Niederl (2627 m), zwieńczonej krzyżem przełęczy na trasie prowadzącej do schroniska Nurnberger Hutte. Początkowo droga wiedzie w górę łagodnie, nieopodal jeziora Grunausee, które zachwyca swym położeniem i szmaragdową wodą. Dalej podejście staje się coraz bardziej strome, by w końcowej części prowadzić dość eksponowaną ścieżką ubezpieczoną stalową liną. Z przełęczy widać już leżące 330 m niżej Nurnberger Hutte.

Ruszamy w dół. Przy schronisku jesteśmy dosyć wcześnie, kontynuujemy więc wędrówkę. Wkrótce znajdujemy dogodne miejsce nieopodal szlaku i lokujemy się w namiotach. W nocy słyszymy toczącą się w oddali kamienną lawinę.

Ostatni dzień naszej przygody ze Stubaier Höhenweg to powrót do doliny. W ciągu niespełna dwóch godzin docieramy do gospody Bsuchalm, a potem leśnymi ścieżkami schodzimy do szosy. Stąd już blisko do Falbeson, gdzie zostawiliśmy samochód.

Około południa ponownie jesteśmy na kempingu w Volderau i odpoczywamy, rozkoszując się cywilizacją.

***

Następnego poranka przenosimy się do sąsiedniej doliny Gschnitztal, z zamiarem wejścia na wznoszący się nad nią ponadtrzytysięczny szczyt Habicht. Przejazd lokalnymi drogami zajmuje niespełna godzinę. Po drodze podziwiamy prześliczne, wąskie uliczki w Matrei am Brenner. Stare domy są tu znakomicie utrzymane, ich elewacje pokrywają barwne malowidła.

Dojeżdżamy do wsi Gschnitz i zostawiamy samochód na dużym parkingu za pensjonatem Feuerstein (3 euro/2 dni, 5 euro/tydzień). Dochodzi już niemal południe, więc zarzucamy plecaki i ruszamy w górę - czeka nas ponad 1100 m podejścia. Ścieżka wiedzie zakosami przez las dający nieco upragnionego cienia - pogoda cały czas nam dopisuje. Gdy wychodzimy ponad pasmo lasu, przestrzeń się otwiera. Z punktu widokowego (jest tu nawet ławeczka) podziwiamy otaczające nas krajobrazy. Widać także leżące na wysokości 2369 m Innsbrucker Hutte. Dalej szlak wznosi się łagodniej i wkrótce osiągamy schronisko - znane i uczęszczane (sporo osób przyjeżdża tu na dłużej), więc nocleg trzeba zarezerwować. Brak miejsc nas nie przeraża, bo mamy namioty, a sympatyczna dziewczyna w recepcji pozwala je rozbić tuż przy schronisku. Wybieramy jednak miejsce położone nieco wyżej, przy szlaku na Habicht.

Pierwsi turyści ruszają na szlak przed świtem - już o 4.30 słyszymy głosy wędrujących w górę ludzi. Wyruszamy ok. godz. 7 rano, zabierając tylko prowiant, herbatę w termosie i trochę ciepłej odzieży. Jest słonecznie, widoczność znakomita. Trasa wiedzie kamienistym szlakiem, w bardziej stromych miejscach zabezpieczona jest stalowymi linami lub klamrami. W górnej partii szlaku przekraczamy maleńki lodowiec, a potem pniemy się już ku szczytowi z ustawionym na nim krzyżem. Po trzech godzinach od wyjścia stajemy na wysokości 3277 m. Na wierzchołku jest sporo ludzi - Habicht to popularny cel wędrówek. Roztaczające się stąd widoki są wspaniałe. Rozpoznajemy fragmenty naszej trasy z poprzednich dni, widać szczyty Alp Zillertalskich, w oddali majaczą Dolomity. Po półgodzinie ruszamy w dół. Składamy namioty i pakujemy sprzęt biwakowy - przed nami powrót do doliny.

Tego samego dnia wyjeżdżamy z Gschnitz do Innsbrucka, gdzie zaplanowaliśmy ostatni nocleg. Na zwiedzanie stolicy Tyrolu nie starcza nam już czasu. Będzie powód, by tu wrócić...

•  Mapa: Stubaier Alpen, 1:50000, wyd. Kompass

W sieci

www.stubai.at

www.stubaier-hoehenweg.at

www.camping-edelweiss.at

www.innsbrucker-huette.at

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta