Austria - Tyrol. Wędrując Stubaier Höhenweg
20.04.2009
, aktualizacja: 17.04.2009 14:30
Idziemy wśród alpejskich łąk z pasącymi się na nich długouchymi owcami. Z odległych szczytów spływają lodowce
ZOBACZ TAKŻE
- Austria. Wyjątkowe miasto Graz (21-02-11, 06:00)
- Austria kuchnia (05-03-12, 15:52)
- Austria Tyrol - u podnóża Alp (05-03-12, 15:26)
- Austria. Tyrol. dwa kroki w chmurach (28-11-11, 06:00)
- Narty w Dolinie Stubai - jest pysznie! (24-11-11, 17:46)
- Włochy. Tyrol Południowy. Dolina Alta Badia (04-04-11, 06:00)
- Innsbruck. Skocznia Bergisel - na brzuchu ryby (08-02-10, 06:00)
- Rafting, rower i Sella Ronda. Południowy Tyrol dla aktywnych (14-09-09, 15:00)
SERWISY
Dolina Stubai w austriackich Alpach znana jest w Polsce przede wszystkim narciarzom. Latem nie odwiedzamy tych rejonów zbyt często - podczas dziewięciodniowego pobytu nie spotkaliśmy żadnego rodaka. A właśnie latem Alpy Sztubajskie (Stubaier Alpen) oferują turystom całą różnorodność i bogactwo natury. Możliwości spędzania wolnego czasu są tu prawie nieograniczone: wędrówki, jazda na rowerach i konno, rafting, paralotniarstwo.
***
Za Innsbruckiem opuszczamy autostradę i lokalną drogą wjeżdżamy do doliny Stubai (2,50 euro za samochód osobowy). Największym miasteczkiem w okolicy jest Neustift, dla nas trochę za ruchliwe. Jedziemy więc kilka kilometrów dalej, do Volderau. Zatrzymujemy się na kempingu Edelweiss (26 euro/noc za 4 osoby, samochód i namiot). Z jednej strony mamy widok na wyniosłe szczyty i zalegające pomiędzy nimi lodowce, z drugiej - na wodospad potoku Mischbach.
Idziemy na spacer do punktu widokowego przy wodospadzie. Po półgodzinie podziwiamy z bliska wodne strugi rozbryzgujące się na skałach i leżącą poniżej dolinę. Kolejny dzień w całości przeznaczamy na górską wędrówkę. Z kempingu ruszamy ścieżką wzdłuż potoku w kierunku osady Gasteig. Tutaj szlak zaczyna piąć się w górę, najpierw wzdłuż niewielkiego wyciągu narciarskiego, potem lasem. Wychodzimy na rozległą polanę (1848 m) z gospodą Mischbachalm, gdzie można się posilić, podziwiając okoliczne trzytysięczniki. Po odpoczynku ruszamy w kierunku szczytu Rotspitzl, nieopodal którego przebiega szlak. Wokół wysokogórskie krajobrazy. Dochodzimy do zwieńczonej krzyżem przełęczy, skąd otwiera się widok na świat skał i lodu. Rozległe lodowce pokrywają zbocza odległych szczytów. Dalsza droga wiedzie w dół, wśród alpejskich łąk z pasącymi się na nich długouchymi owcami. Schodząc do doliny, mijamy schronisko Bacherwandalm, stąd mamy jeszcze godzinę marszu do kempingu.
***
W Alpach Sztubajskich można także pójść na trekking bez codziennego schodzenia w doliny. Wiedzie tędy Stubaier Höhenweg - oznakowany szlak biegnący na wysokości powyżej 2000 m. Na przejście całości potrzeba ok. ośmiu dni, ale można wybrać tylko część trasy. Łączy ona górskie schroniska w taki sposób, że codziennie można nocować w innym miejscu lub pod własnym namiotem. Biwaki są dozwolone pod warunkiem, że nie będziemy palić ognisk (gotowanie na butli) i zabierzemy ze sobą wszystkie śmieci. Zdecydowaliśmy się na taką właśnie formę trekkingu. Postanawiamy przejść trasę rozpoczynającą się w dolinie nieopodal Volderau i zatoczyć pętlę, mijając kolejno cztery schroniska: Neue Regensburger Hutte, Dresdner Hutte, Sulzenau Hutte i Nurnberger Hutte, po czym powrócić w dolinę.
Samochód parkujemy w pobliżu hotelu Waldcafe Knoflach w Falbeson, zarzucamy plecaki i z wysokości 1250 m ruszamy we wskazanym przez drogowskaz kierunku do pierwszego schroniska. Czas podejścia - trzy godziny (będziemy szli dłużej, zatrzymując się i podziwiając wspaniałe widoki). Na trasie można odpocząć i zjeść posiłek w gospodzie Falbesoner Ochsenalm (1822 m). Mijając ją, widzimy już schronisko Neue Regensburger Hutte na wysokości 2286 m (czynne od połowy czerwca do końca września, nocleg w pokoju 26 euro, na materacach w sali wieloosobowej - 20, dwa posiłki dziennie 25 euro). Nieco poniżej opada ze skał wodospad - warto podejść na znajdujący się przy nim punkt widokowy. Mijamy schronisko i po kilkunastu minutach pojawia się zaskakujący widok - rozległy, intensywnie zielony płaskowyż wśród skalistych krajobrazów. To Höhes Moos - podmokłe tereny przecięte potokiem i zasilane wodą z lodowców. Zieleń łąk kontrastuje z szarością skał i bielą owiec. Okolica jest przepiękna, postanawiamy więc zatrzymać się tu na noc. Znajdujemy znakomite miejsce przy potoku i rozbijamy nasze dwa niewielkie namioty.
***
Ranek kolejnego dnia wita nas chmurami, które napłynęły nad Höhes Moos, widoczność nie przekracza kilkunastu metrów. Nie trwa to na szczęście długo - gdy zwijamy biwak, szczyty się odsłaniają. Dzisiejszy etap zamierzamy zakończyć w okolicach Dresdner Hutte, po ok. sześciu godzinach marszu. Idziemy w kierunku przełęczy Grabagrubennieder (2881m), po drodze podchodząc odgałęzieniem szlaku nad jeziorko Falbesoner See o szmaragdowej wodzie. Podejście do przełęczy prowadzi po sporych kamieniach, z prawej strony spływa lodowcowy jęzor. Wejście ubezpieczają stalowe liny. Widok z góry jest imponujący! Schodzimy drugą stroną i kamienistymi ścieżkami wędrujemy dalej Adler Weg (Droga Orłów). Orłów co prawda nie widać, ale towarzyszą nam duże, czarne ptaki podobne do kruków. Szlak jest dobrze oznakowany biało-czerwonymi znakami na skałach. Po pewnym czasie dostrzegamy odległe jeszcze schronisko Dresdner Hutte i rozlokowane w jego okolicy wyciągi narciarskie - to duży ośrodek sportów zimowych. Dochodzimy do jeziorka, gdzie chwilę odpoczywamy, rozkoszując się słońcem i zielenią alpejskiej łąki. Potem docieramy do szutrowej drogi, kawałek pniemy się nią mozolnie, aż do podnóża kolejnego podejścia - ostatniego tego dnia.
Do schroniska Dresdner Hutte (2308 m) z doliny dotrzeć można kolejką - tuż obok znajduje się stacja pośrednia Stubaier Gletscherbahn, a wyżej wiedzie kolejny wyciąg. Trwa właśnie rozbudowa budynku, po której schronisko będzie olbrzymie. Urządzamy biwak na kawałku trawiastego terenu nieopodal potoku.
***
Gdy nazajutrz rano szykujemy się do dalszej drogi, mijają nas grupki turystów. Ta część trasy z uwagi na swą dostępność jest dość uczęszczana. Szlak wiedzie w górę do rozgałęzienia dróg. Wybieramy skaliste, miejscami ubezpieczone stalowymi linami podejście do przełęczy Peiljoch. Przed nami rozpościera się wielki, lśniący w słońcu lodowiec Sulzenauferner, zalegający na zboczach szczytów Wilder Pfaff (3456) i Zuckerhutl (3507). Dalej szlak prowadzi do jego czoła. Podchodzimy tam i urządzamy sobie krótki piknik, by następnie ruszyć rozległą doliną, którą spływa rwący strumień. To niezwykle malowniczy odcinek trasy.
Niebawem widać już kolejne schronisko - kameralne Sulzenau Hutte (2196 m), od 1927 r. prowadzone przez rodzinę Schopf. Wiodą stąd liczne szlaki - od łatwych po trudne, alpinistyczne trasy na lodowcach.
Zgodnie z planem wędrujemy dalej w kierunku Niederl (2627 m), zwieńczonej krzyżem przełęczy na trasie prowadzącej do schroniska Nurnberger Hutte. Początkowo droga wiedzie w górę łagodnie, nieopodal jeziora Grunausee, które zachwyca swym położeniem i szmaragdową wodą. Dalej podejście staje się coraz bardziej strome, by w końcowej części prowadzić dość eksponowaną ścieżką ubezpieczoną stalową liną. Z przełęczy widać już leżące 330 m niżej Nurnberger Hutte.
Ruszamy w dół. Przy schronisku jesteśmy dosyć wcześnie, kontynuujemy więc wędrówkę. Wkrótce znajdujemy dogodne miejsce nieopodal szlaku i lokujemy się w namiotach. W nocy słyszymy toczącą się w oddali kamienną lawinę.
Ostatni dzień naszej przygody ze Stubaier Höhenweg to powrót do doliny. W ciągu niespełna dwóch godzin docieramy do gospody Bsuchalm, a potem leśnymi ścieżkami schodzimy do szosy. Stąd już blisko do Falbeson, gdzie zostawiliśmy samochód.
Około południa ponownie jesteśmy na kempingu w Volderau i odpoczywamy, rozkoszując się cywilizacją.
***
Następnego poranka przenosimy się do sąsiedniej doliny Gschnitztal, z zamiarem wejścia na wznoszący się nad nią ponadtrzytysięczny szczyt Habicht. Przejazd lokalnymi drogami zajmuje niespełna godzinę. Po drodze podziwiamy prześliczne, wąskie uliczki w Matrei am Brenner. Stare domy są tu znakomicie utrzymane, ich elewacje pokrywają barwne malowidła.
Dojeżdżamy do wsi Gschnitz i zostawiamy samochód na dużym parkingu za pensjonatem Feuerstein (3 euro/2 dni, 5 euro/tydzień). Dochodzi już niemal południe, więc zarzucamy plecaki i ruszamy w górę - czeka nas ponad 1100 m podejścia. Ścieżka wiedzie zakosami przez las dający nieco upragnionego cienia - pogoda cały czas nam dopisuje. Gdy wychodzimy ponad pasmo lasu, przestrzeń się otwiera. Z punktu widokowego (jest tu nawet ławeczka) podziwiamy otaczające nas krajobrazy. Widać także leżące na wysokości 2369 m Innsbrucker Hutte. Dalej szlak wznosi się łagodniej i wkrótce osiągamy schronisko - znane i uczęszczane (sporo osób przyjeżdża tu na dłużej), więc nocleg trzeba zarezerwować. Brak miejsc nas nie przeraża, bo mamy namioty, a sympatyczna dziewczyna w recepcji pozwala je rozbić tuż przy schronisku. Wybieramy jednak miejsce położone nieco wyżej, przy szlaku na Habicht.
Pierwsi turyści ruszają na szlak przed świtem - już o 4.30 słyszymy głosy wędrujących w górę ludzi. Wyruszamy ok. godz. 7 rano, zabierając tylko prowiant, herbatę w termosie i trochę ciepłej odzieży. Jest słonecznie, widoczność znakomita. Trasa wiedzie kamienistym szlakiem, w bardziej stromych miejscach zabezpieczona jest stalowymi linami lub klamrami. W górnej partii szlaku przekraczamy maleńki lodowiec, a potem pniemy się już ku szczytowi z ustawionym na nim krzyżem. Po trzech godzinach od wyjścia stajemy na wysokości 3277 m. Na wierzchołku jest sporo ludzi - Habicht to popularny cel wędrówek. Roztaczające się stąd widoki są wspaniałe. Rozpoznajemy fragmenty naszej trasy z poprzednich dni, widać szczyty Alp Zillertalskich, w oddali majaczą Dolomity. Po półgodzinie ruszamy w dół. Składamy namioty i pakujemy sprzęt biwakowy - przed nami powrót do doliny.
Tego samego dnia wyjeżdżamy z Gschnitz do Innsbrucka, gdzie zaplanowaliśmy ostatni nocleg. Na zwiedzanie stolicy Tyrolu nie starcza nam już czasu. Będzie powód, by tu wrócić...
• Mapa: Stubaier Alpen, 1:50000, wyd. Kompass
W sieci
www.stubai.at
www.stubaier-hoehenweg.at
www.camping-edelweiss.at
www.innsbrucker-huette.at
***
Za Innsbruckiem opuszczamy autostradę i lokalną drogą wjeżdżamy do doliny Stubai (2,50 euro za samochód osobowy). Największym miasteczkiem w okolicy jest Neustift, dla nas trochę za ruchliwe. Jedziemy więc kilka kilometrów dalej, do Volderau. Zatrzymujemy się na kempingu Edelweiss (26 euro/noc za 4 osoby, samochód i namiot). Z jednej strony mamy widok na wyniosłe szczyty i zalegające pomiędzy nimi lodowce, z drugiej - na wodospad potoku Mischbach.
Idziemy na spacer do punktu widokowego przy wodospadzie. Po półgodzinie podziwiamy z bliska wodne strugi rozbryzgujące się na skałach i leżącą poniżej dolinę. Kolejny dzień w całości przeznaczamy na górską wędrówkę. Z kempingu ruszamy ścieżką wzdłuż potoku w kierunku osady Gasteig. Tutaj szlak zaczyna piąć się w górę, najpierw wzdłuż niewielkiego wyciągu narciarskiego, potem lasem. Wychodzimy na rozległą polanę (1848 m) z gospodą Mischbachalm, gdzie można się posilić, podziwiając okoliczne trzytysięczniki. Po odpoczynku ruszamy w kierunku szczytu Rotspitzl, nieopodal którego przebiega szlak. Wokół wysokogórskie krajobrazy. Dochodzimy do zwieńczonej krzyżem przełęczy, skąd otwiera się widok na świat skał i lodu. Rozległe lodowce pokrywają zbocza odległych szczytów. Dalsza droga wiedzie w dół, wśród alpejskich łąk z pasącymi się na nich długouchymi owcami. Schodząc do doliny, mijamy schronisko Bacherwandalm, stąd mamy jeszcze godzinę marszu do kempingu.
***
W Alpach Sztubajskich można także pójść na trekking bez codziennego schodzenia w doliny. Wiedzie tędy Stubaier Höhenweg - oznakowany szlak biegnący na wysokości powyżej 2000 m. Na przejście całości potrzeba ok. ośmiu dni, ale można wybrać tylko część trasy. Łączy ona górskie schroniska w taki sposób, że codziennie można nocować w innym miejscu lub pod własnym namiotem. Biwaki są dozwolone pod warunkiem, że nie będziemy palić ognisk (gotowanie na butli) i zabierzemy ze sobą wszystkie śmieci. Zdecydowaliśmy się na taką właśnie formę trekkingu. Postanawiamy przejść trasę rozpoczynającą się w dolinie nieopodal Volderau i zatoczyć pętlę, mijając kolejno cztery schroniska: Neue Regensburger Hutte, Dresdner Hutte, Sulzenau Hutte i Nurnberger Hutte, po czym powrócić w dolinę.
Samochód parkujemy w pobliżu hotelu Waldcafe Knoflach w Falbeson, zarzucamy plecaki i z wysokości 1250 m ruszamy we wskazanym przez drogowskaz kierunku do pierwszego schroniska. Czas podejścia - trzy godziny (będziemy szli dłużej, zatrzymując się i podziwiając wspaniałe widoki). Na trasie można odpocząć i zjeść posiłek w gospodzie Falbesoner Ochsenalm (1822 m). Mijając ją, widzimy już schronisko Neue Regensburger Hutte na wysokości 2286 m (czynne od połowy czerwca do końca września, nocleg w pokoju 26 euro, na materacach w sali wieloosobowej - 20, dwa posiłki dziennie 25 euro). Nieco poniżej opada ze skał wodospad - warto podejść na znajdujący się przy nim punkt widokowy. Mijamy schronisko i po kilkunastu minutach pojawia się zaskakujący widok - rozległy, intensywnie zielony płaskowyż wśród skalistych krajobrazów. To Höhes Moos - podmokłe tereny przecięte potokiem i zasilane wodą z lodowców. Zieleń łąk kontrastuje z szarością skał i bielą owiec. Okolica jest przepiękna, postanawiamy więc zatrzymać się tu na noc. Znajdujemy znakomite miejsce przy potoku i rozbijamy nasze dwa niewielkie namioty.
***
Ranek kolejnego dnia wita nas chmurami, które napłynęły nad Höhes Moos, widoczność nie przekracza kilkunastu metrów. Nie trwa to na szczęście długo - gdy zwijamy biwak, szczyty się odsłaniają. Dzisiejszy etap zamierzamy zakończyć w okolicach Dresdner Hutte, po ok. sześciu godzinach marszu. Idziemy w kierunku przełęczy Grabagrubennieder (2881m), po drodze podchodząc odgałęzieniem szlaku nad jeziorko Falbesoner See o szmaragdowej wodzie. Podejście do przełęczy prowadzi po sporych kamieniach, z prawej strony spływa lodowcowy jęzor. Wejście ubezpieczają stalowe liny. Widok z góry jest imponujący! Schodzimy drugą stroną i kamienistymi ścieżkami wędrujemy dalej Adler Weg (Droga Orłów). Orłów co prawda nie widać, ale towarzyszą nam duże, czarne ptaki podobne do kruków. Szlak jest dobrze oznakowany biało-czerwonymi znakami na skałach. Po pewnym czasie dostrzegamy odległe jeszcze schronisko Dresdner Hutte i rozlokowane w jego okolicy wyciągi narciarskie - to duży ośrodek sportów zimowych. Dochodzimy do jeziorka, gdzie chwilę odpoczywamy, rozkoszując się słońcem i zielenią alpejskiej łąki. Potem docieramy do szutrowej drogi, kawałek pniemy się nią mozolnie, aż do podnóża kolejnego podejścia - ostatniego tego dnia.
Do schroniska Dresdner Hutte (2308 m) z doliny dotrzeć można kolejką - tuż obok znajduje się stacja pośrednia Stubaier Gletscherbahn, a wyżej wiedzie kolejny wyciąg. Trwa właśnie rozbudowa budynku, po której schronisko będzie olbrzymie. Urządzamy biwak na kawałku trawiastego terenu nieopodal potoku.
***
Gdy nazajutrz rano szykujemy się do dalszej drogi, mijają nas grupki turystów. Ta część trasy z uwagi na swą dostępność jest dość uczęszczana. Szlak wiedzie w górę do rozgałęzienia dróg. Wybieramy skaliste, miejscami ubezpieczone stalowymi linami podejście do przełęczy Peiljoch. Przed nami rozpościera się wielki, lśniący w słońcu lodowiec Sulzenauferner, zalegający na zboczach szczytów Wilder Pfaff (3456) i Zuckerhutl (3507). Dalej szlak prowadzi do jego czoła. Podchodzimy tam i urządzamy sobie krótki piknik, by następnie ruszyć rozległą doliną, którą spływa rwący strumień. To niezwykle malowniczy odcinek trasy.
Niebawem widać już kolejne schronisko - kameralne Sulzenau Hutte (2196 m), od 1927 r. prowadzone przez rodzinę Schopf. Wiodą stąd liczne szlaki - od łatwych po trudne, alpinistyczne trasy na lodowcach.
Zgodnie z planem wędrujemy dalej w kierunku Niederl (2627 m), zwieńczonej krzyżem przełęczy na trasie prowadzącej do schroniska Nurnberger Hutte. Początkowo droga wiedzie w górę łagodnie, nieopodal jeziora Grunausee, które zachwyca swym położeniem i szmaragdową wodą. Dalej podejście staje się coraz bardziej strome, by w końcowej części prowadzić dość eksponowaną ścieżką ubezpieczoną stalową liną. Z przełęczy widać już leżące 330 m niżej Nurnberger Hutte.
Ruszamy w dół. Przy schronisku jesteśmy dosyć wcześnie, kontynuujemy więc wędrówkę. Wkrótce znajdujemy dogodne miejsce nieopodal szlaku i lokujemy się w namiotach. W nocy słyszymy toczącą się w oddali kamienną lawinę.
Ostatni dzień naszej przygody ze Stubaier Höhenweg to powrót do doliny. W ciągu niespełna dwóch godzin docieramy do gospody Bsuchalm, a potem leśnymi ścieżkami schodzimy do szosy. Stąd już blisko do Falbeson, gdzie zostawiliśmy samochód.
Około południa ponownie jesteśmy na kempingu w Volderau i odpoczywamy, rozkoszując się cywilizacją.
***
Następnego poranka przenosimy się do sąsiedniej doliny Gschnitztal, z zamiarem wejścia na wznoszący się nad nią ponadtrzytysięczny szczyt Habicht. Przejazd lokalnymi drogami zajmuje niespełna godzinę. Po drodze podziwiamy prześliczne, wąskie uliczki w Matrei am Brenner. Stare domy są tu znakomicie utrzymane, ich elewacje pokrywają barwne malowidła.
Dojeżdżamy do wsi Gschnitz i zostawiamy samochód na dużym parkingu za pensjonatem Feuerstein (3 euro/2 dni, 5 euro/tydzień). Dochodzi już niemal południe, więc zarzucamy plecaki i ruszamy w górę - czeka nas ponad 1100 m podejścia. Ścieżka wiedzie zakosami przez las dający nieco upragnionego cienia - pogoda cały czas nam dopisuje. Gdy wychodzimy ponad pasmo lasu, przestrzeń się otwiera. Z punktu widokowego (jest tu nawet ławeczka) podziwiamy otaczające nas krajobrazy. Widać także leżące na wysokości 2369 m Innsbrucker Hutte. Dalej szlak wznosi się łagodniej i wkrótce osiągamy schronisko - znane i uczęszczane (sporo osób przyjeżdża tu na dłużej), więc nocleg trzeba zarezerwować. Brak miejsc nas nie przeraża, bo mamy namioty, a sympatyczna dziewczyna w recepcji pozwala je rozbić tuż przy schronisku. Wybieramy jednak miejsce położone nieco wyżej, przy szlaku na Habicht.
Pierwsi turyści ruszają na szlak przed świtem - już o 4.30 słyszymy głosy wędrujących w górę ludzi. Wyruszamy ok. godz. 7 rano, zabierając tylko prowiant, herbatę w termosie i trochę ciepłej odzieży. Jest słonecznie, widoczność znakomita. Trasa wiedzie kamienistym szlakiem, w bardziej stromych miejscach zabezpieczona jest stalowymi linami lub klamrami. W górnej partii szlaku przekraczamy maleńki lodowiec, a potem pniemy się już ku szczytowi z ustawionym na nim krzyżem. Po trzech godzinach od wyjścia stajemy na wysokości 3277 m. Na wierzchołku jest sporo ludzi - Habicht to popularny cel wędrówek. Roztaczające się stąd widoki są wspaniałe. Rozpoznajemy fragmenty naszej trasy z poprzednich dni, widać szczyty Alp Zillertalskich, w oddali majaczą Dolomity. Po półgodzinie ruszamy w dół. Składamy namioty i pakujemy sprzęt biwakowy - przed nami powrót do doliny.
Tego samego dnia wyjeżdżamy z Gschnitz do Innsbrucka, gdzie zaplanowaliśmy ostatni nocleg. Na zwiedzanie stolicy Tyrolu nie starcza nam już czasu. Będzie powód, by tu wrócić...
• Mapa: Stubaier Alpen, 1:50000, wyd. Kompass
W sieci
www.stubai.at
www.stubaier-hoehenweg.at
www.camping-edelweiss.at
www.innsbrucker-huette.at
-
Re: Austria - Tyrol. Wędrując Stubaier Höhenweg
siejest
05.06.09, 08:11
Suuuuuuuuuuuuper opis!»
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl

















