Sardynia - wyspa tysiąca twarzy

13.04.2009 06:00
Dolne Cagliari widziane z piazzetta Mercede Mundula

Dolne Cagliari widziane z piazzetta Mercede Mundula (Fot. Alicja Dąbrowska)

Tylko raz da się wsiąść na sardyńskiego osła...
Zwana bywa kontynentem w miniaturze, bo prócz morza i wspaniałych plaż są tu góry i wąwozy, rzeki i jeziora, wodospady i jaskinie. - Sardynia ma tysiąc twarzy - szczycą się jej mieszkańcy, twardzi górale, którzy przez wieki stawiali opór tabunom najeźdźców. "Tylko raz da się wsiąść na sardyńskiego osła" - mówi przysłowie odnoszące się do ich nieokiełznanej natury (jak wiadomo, osioł nie jest łatwy do ujeżdżenia).

"Wyspą duchów" - "Isola degli spiriti" - nazywa ją pisarka Grazia Deledda (urodzona w sardyńskim Nuoro w 1871, literacki Nobel 1926), która w książce o tym tytule opisuje historie rodem z ludowych podań. Sardynię zaludniają bowiem także wróżki i czarownice, mędrcy i znachorzy, a legendy i zabobony, w tym wiara w czarnoksięską moc słów, żywe są do dziś. Z dawien dawna czczono tu bóstwa naturalne - drzewa, kamienie, święte źródła - zaś chrześcijaństwo rozwinęło się o wiele później niż w innych częściach Europy (za to zdarzyło się wiele cudów). Sergio Frau, dziennikarz i pisarz, w wydanej właśnie książce "Kolumny Herkulesa" dowodzi, że to Sardynia była Atlantydą...

Wyspa ma 1,65 mln mieszkańców i... trzy razy tyle owiec (eksport wybornego sera pecorino sardo to ważne źródło dochodów). Lubią na niej wypoczywać Włosi (w sezonie ich jest najwięcej), Anglicy i Niemcy. Polaków niewielu.

***

Cagliari, stolica wyspy, leży na siedmiu wzgórzach, jak Rzym, ale jest od niego starsze - założyli je Fenicjanie w VIII w. p.n.e. Za czasów rzymskich liczyło ok. 20 tys. mieszkańców, dziś ma ich 165 tys. Okolice Golfo di Cagliari, przez miejscowych zwanej Zatoką Aniołów, były jednak zamieszkane już 4 tys. lat p.n.e., w neolicie. I choć Sardynia to bardzo wietrzna wyspa, wody zatoki są spokojne. Według legendy, krążą nad nią anioły. Kiedy walczyły z Lucyferem, tu właśnie spadło siodło z jego rumaka, przedzielając zatokę na dwie części (górzysty półwysep Sella del Diavolo rzeczywiście wygląda jak siodło!).

- Prawdziwym salonem Cagliari jest plaża, bary są tu otwarte przez cały rok - mówi Betty, Holenderka, od 30 lat na Sardynii, menedżerka designerskiego T-Hotelu (wysmakowane wnętrza, w lobby galeria sztuki).

Plaża Poetto ma 11 km, od centrum dzieli ją zaledwie 5 km. Na lewo od niej rozciąga się Molentargius - park naturalny powstały w miejscu dawnych salinas, wodnych poletek do wydobywania soli. Z daleka widać różowe stadka brodzących po wodzie flamingów, ale naprawdę tłoczno i różowo zrobi się tu w maju-czerwcu.

Podziwiamy te widoki z Monte Urpinu, wraz ze św. Franciszkiem, opiekunem ptaków i zwierząt. Jego odlana w brązie statua stoi wśród krzaków i ziół. A tych na wyspie rośnie mnóstwo: tymianek, rozmaryn, kapary, dzikie karczochy i szparagi, i wszechobecny mirt zwany "zapachem Sardynii" (z jego owoców robi się też pyszny likier mirto).

***

Wędrówkę rozpoczynamy od Duomo, czyli katedry Santa Maria di Castello przy piazza Palazzo (stoją przy nim najpiękniejsze pałace miasta). Jest nieduża, ale zachwycająca: jasna, przestronna, świetlista (zresztą świeżo po remoncie). Króluje barok, jednak wnętrze, dzięki szlachetnym proporcjom oraz cudownym marmurowym wzorom i kolorom nie przytłacza przepychem. Mam wrażenie, że jestem w środku ozdobnej szkatułki.

Wszedłszy, trzeba koniecznie zrobić w tył zwrot i popatrzeć na dwie słynne ambony w portalu głównym, każda na czterech kolumnach. XII-wieczne arcydzieło mistrza Guglielma przybyło z Pizy. W plątaninie ozdób można nawet wypatrzyć małą żabę - jego "podpis".

Kościół na planie krzyża łacińskiego ma trzy nawy i wiele barokowych ołtarzy z białego marmuru. Moją uwagę zwraca późnogotycka tzw. kaplica pizańska - wysoki nagrobek z intarsjowanego marmuru, miejsce wiecznego spoczynku Martina il Giovane, syna aragońskiego króla (zginął w 1409 r., podczas podboju Sardynii). Ciekawa jest też Sacra Spina (kaplica św. Ciernia) - srebrny ołtarzyk w kształcie świątyni. Wiąże się z nią opowieść o cierniu z korony Chrystusa, który trafił tu po złupieniu Rzymu (sacco di Roma) przez wojska hiszpańskie w 1527 r. Cudem uratowani z burzy żołnierze Karola V, wylądowawszy w Cagliari, oddali łupy biskupowi. Był wśród nich i słynny tryptyk Klemensa VII (od papieża, któremu go skradziono z osobistych komnat, wraz z cierniem). Ale na próżno się za nim rozglądam - jest wystawiany raz w roku w święto Wniebowzięcia 15 sierpnia.

Schody prowadzące do głównego ołtarza podtrzymują cztery marmurowe lwy - każdy trzyma pazurami jakieś zwierzę, na grzbiecie każdego kolumna (pierwotnie podtrzymywały ambonę mistrza Guglielma i wyszły spod jego dłuta). Robią niesamowite wrażenie, podobnie jak krypta pod ołtarzem kryjąca mauzoleum 179 męczenników. Jej kolebkowy sufit pokrywają 584 kamienne rozety - każda inna! W ścianach zamurowano nisze ze szczątkami. W bocznych kaplicach - św. Lucyferiusza i św. Saturna - stoją ołtarze zrobione z rzymskich sarkofagów. Inny sarkofag pełni funkcję architrawu nad wejściem bocznym do katedry. - Oto sztuka recyklingu! - mówi nasza przewodniczka Paola Loi, która o wyspie wie prawie wszystko.

Tylko kamienna ściana dzieli katedrę od Pałacu Wicekróla (dziś siedziba władz prowincji). Mamy tu historię Sardynii w pigułce - na freskach i obrazach. Najwięcej na nich piratów, zwłaszcza muzułmańskich Saracenów, dla których była zawsze łakomym kąskiem. Fenicjanie pojawili się u jej brzegów w połowie IX w. p.n.e., po nich nadciągnęli Kartagińczycy, a 200 lat p.n.e. - Rzymianie. Później nastało Bizancjum, następnie rządy pizańczyków, genueńczyków, Hiszpanów z Aragonii i wreszcie piemontczyków z królewskim rodem Sabaudów.

Ci ostatni panowali w XVIII-XIX w. (a od 1796 r. przez piętnaście lat mieszkał tu nawet król Karol Emanuel IV wygnany z Turynu przez Napoleona). Pozostały po nich monumentalne budowle. Najbardziej imponujący jest bastion Saint Remy, jeden z symboli miasta. To olbrzymia konstrukcja, która z obronnością ma niewiele wspólnego, za to ma tarasy i paradne schody, a jej "brzuch" kryje pasaż, w którym odbywają się wystawy, przyjęcia, spotkania. Na najwyższym tarasie Umberta I są gazony z dzikimi oliwkami i kwiatami oraz przeszklony pawilon kryjący kawiarnię w stylu fine-de-sieclu. Sterczą nawet pióropusze palm. I zdaje się, że o tych właśnie palmach "zawieszonych w niebie" pisała Grazia Deledda. W oddali błękit nieba zlewa się z błękitem morza.

***

Na kawę wstępujemy do baru na tyłach Duomo. Na jego tarasie można by siedzieć i siedzieć, sącząc wyborne espresso czy mirto, spoglądając w dół, na saliny i Sella del Diavolo. Ale mnie spieszno do Museo del Duomo, które znajduje się tuż za ścianą, i gdzie czeka wspomniany tryptyk Klemensa VII. W centrum tego dzieła o niezwykłej sile wyrazu tors Chrystusa w koronie cierniowej, z krwawiącymi ranami, przy nim Matka Boska; w lewym skrzydle - św. Anna i Madonna z Dzieciątkiem, w prawym - św. Małgorzata ze smokiem. To olej na desce z XV w. przypisywany Rogierowi van Weyden. Piękne są też srebrne korony zdjęte ze świętych figur i srebrne klapki Madonny (kilka par), rzeźba św. Cecylii grającej na szpinecie oraz ostensorio - relikwiarz w postaci wielkiego anioła z pozłacanego srebra, dar króla Francji Ludwika XVIII. Niezwykle prezentuje się średniowieczne "Opłakiwanie": siedem postaci naturalnych rozmiarów stoi wokół martwego Chrystusa, wśród nich Madonna, św. Jan i św. Magdalena. Drewniane kolorowe figury mają wzruszająco niezgrabne proporcje, a cała scena wprost chwyta za serce. Muzeum chlubi się też tzw. szatami św. Augustyna z białego haftowanego jedwabiu (jego ciało spoczywało dwa wieki w tutejszym kościele św. Augustyna zanim w 725 r. wywieziono je do Pawii).

Museo del Duomo mieści się na kilku piętrach wąskiej przybudówki do katedry. Zwiedza się je z góry na dół, wraz z piwnicami, gdzie widać wapienne skały, na jakich wznosi się Cagliari. Warto tu zajrzeć dla pięknej cysterny na deszczówkę, z epoki pizańskiej. Wspaniałe rzeźby pod ścianami to fragmenty katedralnej fasady z 1254 r. (obecna pochodzi z początku XX w.). W Boże Narodzenie staje tu szopka.

Dwa kroki stąd leży piazzetta imienia sardyńskiej poetki Mercede Mundula. Świetnie widać z niej leżącą kilkaset metrów niżej dzielnicę hiszpańską (można tam dojechać np. bezpłatną windą). Tu wielce uroczyście obchodzi się Wielki Tydzień. Procesje, organizowane przez liczne konfraternie, startują w Niedzielę Palmową i trwają aż do poniedziałku wielkanocnego. To kolejna pamiątka po trzech wiekach hiszpańskiego panowania.

***

Zwiedzanie starego Cagliari to nieustanna wspinaczka po wąskich uliczkach i schodkach. Mnie spodobały się zwłaszcza okolice kościoła św. Eulalii, gdzie jest wyjątkowo ciasno, nad głową wiszą sznurki z praniem, a maciupeńkie kute balkoniki mieszczą zaledwie parę doniczek, za to mocno ukwieconych.

W kościele godny uwagi jest sufit z XIV w. (gotyk kataloński) i podziemia zamienione w muzeum archeologiczne. Kiedy 19 lat temu proboszcz postanowił osuszyć piwnice, odkryto w nich ślady budowli rzymskich i punickich. Za zgodą wiernych zamknięto więc św. Eulalię na sześć lat, usunięto posadzkę i zaczęto kopać...

Jestem tu jedynym gościem, więc uprzejmy kustosz zamienia się w cicerone i oprowadza mnie po rozległych zakamarkach. Chodzimy po szerokich rampach (dogodne także dla niepełnosprawnych), a ja mam wrażenie, że znalazłam się w antycznym mieście. Widać ulicę, system kanalizacyjny, cysterny, fragmenty kolumnady i akweduktu, a nawet toalety. Pamiątką po epoce punickiej jest wykuty w skale ołtarz. Jak wyjaśnia cicerone, ta dzielnica była sercem starożytnego Cagliari: - Tu można studiować sardyńską historię, jak na dłoni widać przekrój wielu epok.

Wędrując po mieście, często natykam się na marmurowe, zgeometryzowane postacie kobiece. To rzeźby Costantina Nivoli, urodzonego na wyspie artysty, który osiadł w nowym Jorku (1911-88). Są zachwycające i... bardzo sardyńskie! Przypominają prehistoryczne figurki znajdowane w grobowcach i jaskiniach. By je zobaczyć, wspinam się ku Cittadella dei Musei. Z kilku muzeów najważniejsze jest Archeologiczne, choć jego układ pozostawia wiele do życzenia, a podpisy są niestaranne i tylko po włosku. Gromadzi bezcenne skarby, m.in. grobowce z olbrzymich głazów i statuetki z VI tysiąclecia p.n.e. - kamienne i terakotowe kobiety o szerokich biodrach i zredukowanych twarzach, bóstwa o kształtach zbliżonych do butli. Jako miłośniczkę wisiorków, zachwycił mnie fenicki naszyjnik z ceramicznymi postaciami, kolorowymi i o wyraźnych fizjonomiach.

Najwspanialsza jest wielka kolekcja figurek z brązu: żołnierze, łucznicy, pasterze, kapłani, ofiarnicy, modlący się wierni, zwierzęta i wotywne łódeczki. Postaci mają uproszczony kształt i cienkie kończyny, ale są bardzo sugestywne. To pamiątki po tajemniczej cywilizacji nuragów (nuraghe) zwanej też nuragijską, która rozwijała się na Sardynii ok. 1800-500 lat p.n.e. Pozostało po niej także blisko 7 tys. megalitycznych wież z bazaltu i piaskowca, którym towarzyszyły olbrzymie grobowce - tombe dei giganti. Zobaczymy je później w naturze...

***

Jedziemy na południe od Cagliari. Po drodze gaje oliwne i uprawy pomidorów, miedze z gęstych opuncji, kwitną bugenwille i oleandry. Te urodzajne ziemie rozciągają się wokół Puli (7 tys., mieszkańców), miasta wyrosłego obok ruin antycznej Nory. Zatrzymujemy się obok romańskiego kościółka św. Efisio z XI w. - stoi w miejscu, gdzie Rzymianie mieli ściąć świętego. 2 maja - pokonawszy 33 km - dociera tu słynna procesja z jego figurką, która wyrusza dzień wcześniej z Cagliari. To największa uroczystość na wyspie. Procesje odbywają się od 1653 r. i nie przerwano ich nawet podczas ostatniej wojny, choć trwały bombardowania (w 1943 r. dwie osoby przewiozły figurę na wózeczku, by nie przerwać łańcucha tradycji). 4 maja św. Efisio wraca do Cagliari. Niestety, kościółek niemal zawsze jest zamknięty, nie da się zajrzeć do środka. Zbudowano go z bloków piaskowca pochodzących z Nory. Droga do niej biegnie wzdłuż plaży i obsadzona jest przysadzistymi palmami, które wyglądają niczym wielkie ananasy.

Po kilku minutach jesteśmy w Parco Archeologico di Nora. Miasto założyli Fenicjanie w VIII w. p.n.e. Zniszczone podczas morskiego trzęsienia ziemi i na wieki porzucone zostało odkryte w latach 50. XX w. Na razie odkopano m.in. budowle z epoki kartagińskiej - fragmenty świątyni bogini płodności Tanit oraz domów budowanych jedne na drugich. Najbardziej widoczne są ślady rzymskie z II w. n.e.: wille, łaźnie, fontanny, akwedukt i forum. Gdzieniegdzie można podziwiać fragmenty mozaik z białych i szarych kamyków, zaś chodzi się po świetnych rzymskich drogach. Uwagę zwraca znakomicie zachowany teatr na ok. 200 widzów - wciąż odbywają się tu spektakle (z widokiem na morze).

Na cyplu sterczy latarnia morska z XVII w. zwana wieżą św. Efisio. W głębi wód majaczy na wysepce kolejna wieża. Są rozsiane wzdłuż całego wybrzeża, tworzyły system ostrzegania przed piratami.

***

Zmierzamy teraz ku dolinie rzeki Chia, we wschodniej części prowincji Cagliari. Nocujemy w Chia Laguna Resort - cztery hotele (w tym luksusowy le Meridien) plus 300 domków w 300-hektarowym parku, kilkaset metrów od plaży. Z daleka wygląda to niczym jakaś osada. I jest - można by rzec - osadą wakacjuszy (sezon trwa przez większą część roku).

Nazajutrz rano wyruszamy stąd dżipami na zwiedzanie niemal dzikiego wybrzeża. Jedziemy skalną ścieżyną, pełną wądołów i głazów, wciąż pod górę. Wokół nas gruby zielony dywan - karłowate jałowce, pistacje, lentyszki, a przede wszystkim niezliczone krzaki euforbii, w kształcie fosforyzujących, zielonych kopułek. To macchia, wyjątkowa śródziemnomorska mieszanka, symbol gorącego Południa.

Docieramy na czubek wzgórza z resztkami fortecy z XVIII w. Widać, że była i jest schronieniem dla pasterzy i ich stad. Nie sposób opisać zniewalającego widoku, jaki się stąd roztacza! Zielone wzgórza przechodzą niżej w beżowe skały, u ich podnóża złoci się piasek. Zygzakowata linia wybrzeża zderza się z bezkresem morza, które miejscami jaśnieje akwamaryną, a gdzieniegdzie przybiera barwę malachitową (ten ciemny odcień to sprawka endemicznej rośliny Posidonia oceanica). Na brzegu czerwona latarnia morska przerobiona na restaurację z hotelikiem.

Tuerredda to perła wśród cudownych sardyńskich plaż. Najpierw podziwiamy ją z góry, potem kąpiemy się w przejrzystej, ciepłej (jak na październik) wodzie.

Wyspa ma 1849 km wybrzeża - nie zepsuła go agresywna architektura, turystyczne hotelowiska ani składowiska śmieci, jak to bywa choćby na czubku włoskiego buta. - To była nasza świadoma decyzja: do 2 km od linii brzegowej nie wolno wznosić wysokich gmachów. Chcemy zachować wybrzeże wolne od cementu, na razie się to udaje - mówi mi dyr. Alessio Satta z Agenzia Conservatoria delle Coste della Sardegna.

***

Widokowa droga Orientale Sarda przecina Parco Naturale dei Sette Fratelli (Siedmiu Braci - od nazwy jednej z gór). Nic dziwnego, że kręcono tu odcinek Jamesa Bonda (jeszcze z Rogerem Moorem). Szczypię się w ramię, by nie zasypiać i nie uronić ani jednego widoku. Droga przez góry i lasy prowadzi ponad przepaściami, potężne skały wystają ponad zieleń. Sporo tu dębów, także korkowych. Po kamienistym dnie wąwozu cieknie szmaragdowa strużka rzeki... Za oknami autobusu co jakiś czas migają stosy olbrzymich głazów - to nuraghe, które rozsiane są po całej wyspie. Zwiedzimy Su Arrubiu (nazwa oznacza "czerwony" - od rdzawego mchu, który pokrywa kamienie), który wyrasta na płaskowyżu Pranemuru. Prace archeologiczne zaczęły się tu dopiero w 1981 r. i po 15 latach wykopalisk zarośnięty, zielony kopiec zaczął przypominać wieżę z wianuszkiem pięciu mniejszych bastionów. Te zaś otaczają kolejne fortyfikacje połączone wewnętrznymi dziedzińcami...

Ok. IX w. p.n.e. Su Arrubiu został porzucony. Uczeni wciąż snują domysły, czy była to forteca, schronienie wodza i plemienia, czy może świątynia połączona ze służebną osadą. Niedaleko stoją kamienne szałasy o stożkowych dachach krytych trawą, sardyńscy pasterze używają podobnych do dziś.

W pobliskim Orroli Agostino Vargiu gospodarstwo po przodkach zamienił w żywy skansen - Omu Axiu to od dziesięciu lat hotel-restauracja-muzeum. Za kamienną bramą otwiera się czworobok podwórka wykładanego otoczakami, z paroma drzewami oliwnymi o pokręconych pniach. Odbywamy tu prawdziwą podróż w czasie. Znaczna część obejścia pochodzi z XV w., zbudowano je a secco - z kamienia układanego bez zaprawy. W spiżarni pod sufitem dojrzewają połcie boczku, słoniny i szynek. W izbach formy do wyciskania sera, rolnicze narzędzia, końskie uprzęże i ozdoby, ubrania po przodkach. Wraz z panią Antonią, matką gospodarza, próbujemy utoczyć w glinianych misach drobne kuleczki z mąki (z twardej pszenicy - semola di grano duro), z odrobiną wody. Zajmuje to sporo czasu, ale w ten właśnie sposób powstaje przepyszna fregola - makaron podobny do kaszy (obok spaghetti i fusilli należy teraz do moich ulubionych).

W Orroli przetrwało sporo domostw podobnych do Omu Axiu, niektóre zapadają się w ziemię. Miasteczko słynie z długowieczności mieszkańców - pewien obywatel dożył 113 lat, a setka to tutaj nic nadzwyczajnego. - W czym tkwi sekret? - pytam Agostina Vargiu, którego przodkowie też byli długowieczni. - Proste, spokojne życie, niewyszukane tradycyjne jedzenie, mało mięsa, plus nasze wino, w umiarkowanych ilościach...

***

W dniu wyjazdu o poranku wspinamy się niemal na sam "czubek" Cagliari, do rzymskiego amfiteatru z II w. Ulokowano go w rozpadlinie skalnej, z widokiem na morze, liczył 10 tys. miejsc. W czasie II wojny jego podziemia dawały schronienie przed bombardowaniem, obecnie odbywają się tu koncerty pod gołym niebem (w 1997 r. słuchałam tu niezapomnianego recitalu fortepianowego Michaela Nymana).

Archeologiczne skarby znajdują się też poniżej amfiteatru, w pięciohektarowym ogrodzie w botanicznym sprzed trzech wieków. Spacerujemy wśród potężnych kaktusów i bambusów, lentyszków i hortensji, podziwiając antyczne szczątki przezierające spośród zieleni.

Pora wracać na kontynent. Ale jak tu rozstać się z wyspą? Czyżby dopadła mnie mal di Sardegna - nostalgiczna choroba, której źródłem jest miłość do tej czarodziejskiej wyspy?

•  Informacje turystyczne, noclegi, restauracje: www.provincia.cagliari.it, e-mail: infoturismo@provincia.cagliari.it, tel. +39 070 669255

Sardynia od kuchni

Jak wyczytałam w "L'Unione Sarda" (największa gazeta na wyspie) w ubiegłorocznym włoskim konkursie na zimną przekąskę zwyciężyła kanapka panino sardo z Caffe Valentina w Cagliarii. Właściciele lokalu zajęli też pierwsze miejsce w konkursie w Monte Carlo, za sprawą carpaccio na bazie bottargi. Ten najsłynniejszy sardyński specjał, zwany też kawiorem biedaków, to suszona w soli ikra cefala morskiego (w supermarkecie bottarga kosztuje ok. 15 euro). Pane carasau - zwany chlebem pasterzy - to najcieńszy chleb na świecie (ma też przydomek carta da musica - "papier nutowy"). Cienki niczym opłatek, chrupki, nie traci świeżości przez wiele miesięcy, jada się go od rana do wieczora. Prócz wspomnianej fregoli popularne są makaronowe karbowane muszelki maloreddus i gulugiones - spore pierożki w pomidorowo-bazyliowym sosie, nadziewane masą serowo-kartoflaną. Z win chyba najbardziej znane jest Cannonau (6-10 euro). W Cagliari polecam Ristorante/Vineria "Eno'" przy Via Carlo Felice 10/12 oraz rodzinną trattorię Da Serafino przy via Lepanto 6 (pod sufitem z drewna kasztanowego i jałowcowego wiszą małe dynie o dziwnych kształtach - dawne bukłaki na wodę i wino). Podają tu m.in. wspaniałe vino della casa, przepyszne spaghetti alle vongole i smażone owoce morza.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Hotele Zurych
  • Hotele Bazylea
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei