Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Sardynia - wyspa tysiąca twarzy

Alicja Dąbrowska
13.04.2009 , aktualizacja: 10.04.2009 13:43
A A A Drukuj
Dolne Cagliari widziane z piazzetta Mercede Mundula

Dolne Cagliari widziane z piazzetta Mercede Mundula (Fot. Alicja Dąbrowska)

Tylko raz da się wsiąść na sardyńskiego osła...
Zwana bywa kontynentem w miniaturze, bo prócz morza i wspaniałych plaż są tu góry i wąwozy, rzeki i jeziora, wodospady i jaskinie. - Sardynia ma tysiąc twarzy - szczycą się jej mieszkańcy, twardzi górale, którzy przez wieki stawiali opór tabunom najeźdźców. "Tylko raz da się wsiąść na sardyńskiego osła" - mówi przysłowie odnoszące się do ich nieokiełznanej natury (jak wiadomo, osioł nie jest łatwy do ujeżdżenia).

"Wyspą duchów" - "Isola degli spiriti" - nazywa ją pisarka Grazia Deledda (urodzona w sardyńskim Nuoro w 1871, literacki Nobel 1926), która w książce o tym tytule opisuje historie rodem z ludowych podań. Sardynię zaludniają bowiem także wróżki i czarownice, mędrcy i znachorzy, a legendy i zabobony, w tym wiara w czarnoksięską moc słów, żywe są do dziś. Z dawien dawna czczono tu bóstwa naturalne - drzewa, kamienie, święte źródła - zaś chrześcijaństwo rozwinęło się o wiele później niż w innych częściach Europy (za to zdarzyło się wiele cudów). Sergio Frau, dziennikarz i pisarz, w wydanej właśnie książce "Kolumny Herkulesa" dowodzi, że to Sardynia była Atlantydą...

Wyspa ma 1,65 mln mieszkańców i... trzy razy tyle owiec (eksport wybornego sera pecorino sardo to ważne źródło dochodów). Lubią na niej wypoczywać Włosi (w sezonie ich jest najwięcej), Anglicy i Niemcy. Polaków niewielu.

***

Cagliari, stolica wyspy, leży na siedmiu wzgórzach, jak Rzym, ale jest od niego starsze - założyli je Fenicjanie w VIII w. p.n.e. Za czasów rzymskich liczyło ok. 20 tys. mieszkańców, dziś ma ich 165 tys. Okolice Golfo di Cagliari, przez miejscowych zwanej Zatoką Aniołów, były jednak zamieszkane już 4 tys. lat p.n.e., w neolicie. I choć Sardynia to bardzo wietrzna wyspa, wody zatoki są spokojne. Według legendy, krążą nad nią anioły. Kiedy walczyły z Lucyferem, tu właśnie spadło siodło z jego rumaka, przedzielając zatokę na dwie części (górzysty półwysep Sella del Diavolo rzeczywiście wygląda jak siodło!).

- Prawdziwym salonem Cagliari jest plaża, bary są tu otwarte przez cały rok - mówi Betty, Holenderka, od 30 lat na Sardynii, menedżerka designerskiego T-Hotelu (wysmakowane wnętrza, w lobby galeria sztuki).

Plaża Poetto ma 11 km, od centrum dzieli ją zaledwie 5 km. Na lewo od niej rozciąga się Molentargius - park naturalny powstały w miejscu dawnych salinas, wodnych poletek do wydobywania soli. Z daleka widać różowe stadka brodzących po wodzie flamingów, ale naprawdę tłoczno i różowo zrobi się tu w maju-czerwcu.

Podziwiamy te widoki z Monte Urpinu, wraz ze św. Franciszkiem, opiekunem ptaków i zwierząt. Jego odlana w brązie statua stoi wśród krzaków i ziół. A tych na wyspie rośnie mnóstwo: tymianek, rozmaryn, kapary, dzikie karczochy i szparagi, i wszechobecny mirt zwany "zapachem Sardynii" (z jego owoców robi się też pyszny likier mirto).

***

Wędrówkę rozpoczynamy od Duomo, czyli katedry Santa Maria di Castello przy piazza Palazzo (stoją przy nim najpiękniejsze pałace miasta). Jest nieduża, ale zachwycająca: jasna, przestronna, świetlista (zresztą świeżo po remoncie). Króluje barok, jednak wnętrze, dzięki szlachetnym proporcjom oraz cudownym marmurowym wzorom i kolorom nie przytłacza przepychem. Mam wrażenie, że jestem w środku ozdobnej szkatułki.

Wszedłszy, trzeba koniecznie zrobić w tył zwrot i popatrzeć na dwie słynne ambony w portalu głównym, każda na czterech kolumnach. XII-wieczne arcydzieło mistrza Guglielma przybyło z Pizy. W plątaninie ozdób można nawet wypatrzyć małą żabę - jego "podpis".

Kościół na planie krzyża łacińskiego ma trzy nawy i wiele barokowych ołtarzy z białego marmuru. Moją uwagę zwraca późnogotycka tzw. kaplica pizańska - wysoki nagrobek z intarsjowanego marmuru, miejsce wiecznego spoczynku Martina il Giovane, syna aragońskiego króla (zginął w 1409 r., podczas podboju Sardynii). Ciekawa jest też Sacra Spina (kaplica św. Ciernia) - srebrny ołtarzyk w kształcie świątyni. Wiąże się z nią opowieść o cierniu z korony Chrystusa, który trafił tu po złupieniu Rzymu (sacco di Roma) przez wojska hiszpańskie w 1527 r. Cudem uratowani z burzy żołnierze Karola V, wylądowawszy w Cagliari, oddali łupy biskupowi. Był wśród nich i słynny tryptyk Klemensa VII (od papieża, któremu go skradziono z osobistych komnat, wraz z cierniem). Ale na próżno się za nim rozglądam - jest wystawiany raz w roku w święto Wniebowzięcia 15 sierpnia.

Schody prowadzące do głównego ołtarza podtrzymują cztery marmurowe lwy - każdy trzyma pazurami jakieś zwierzę, na grzbiecie każdego kolumna (pierwotnie podtrzymywały ambonę mistrza Guglielma i wyszły spod jego dłuta). Robią niesamowite wrażenie, podobnie jak krypta pod ołtarzem kryjąca mauzoleum 179 męczenników. Jej kolebkowy sufit pokrywają 584 kamienne rozety - każda inna! W ścianach zamurowano nisze ze szczątkami. W bocznych kaplicach - św. Lucyferiusza i św. Saturna - stoją ołtarze zrobione z rzymskich sarkofagów. Inny sarkofag pełni funkcję architrawu nad wejściem bocznym do katedry. - Oto sztuka recyklingu! - mówi nasza przewodniczka Paola Loi, która o wyspie wie prawie wszystko.

Tylko kamienna ściana dzieli katedrę od Pałacu Wicekróla (dziś siedziba władz prowincji). Mamy tu historię Sardynii w pigułce - na freskach i obrazach. Najwięcej na nich piratów, zwłaszcza muzułmańskich Saracenów, dla których była zawsze łakomym kąskiem. Fenicjanie pojawili się u jej brzegów w połowie IX w. p.n.e., po nich nadciągnęli Kartagińczycy, a 200 lat p.n.e. - Rzymianie. Później nastało Bizancjum, następnie rządy pizańczyków, genueńczyków, Hiszpanów z Aragonii i wreszcie piemontczyków z królewskim rodem Sabaudów.

Ci ostatni panowali w XVIII-XIX w. (a od 1796 r. przez piętnaście lat mieszkał tu nawet król Karol Emanuel IV wygnany z Turynu przez Napoleona). Pozostały po nich monumentalne budowle. Najbardziej imponujący jest bastion Saint Remy, jeden z symboli miasta. To olbrzymia konstrukcja, która z obronnością ma niewiele wspólnego, za to ma tarasy i paradne schody, a jej "brzuch" kryje pasaż, w którym odbywają się wystawy, przyjęcia, spotkania. Na najwyższym tarasie Umberta I są gazony z dzikimi oliwkami i kwiatami oraz przeszklony pawilon kryjący kawiarnię w stylu fine-de-sieclu. Sterczą nawet pióropusze palm. I zdaje się, że o tych właśnie palmach "zawieszonych w niebie" pisała Grazia Deledda. W oddali błękit nieba zlewa się z błękitem morza.

***

Na kawę wstępujemy do baru na tyłach Duomo. Na jego tarasie można by siedzieć i siedzieć, sącząc wyborne espresso czy mirto, spoglądając w dół, na saliny i Sella del Diavolo. Ale mnie spieszno do Museo del Duomo, które znajduje się tuż za ścianą, i gdzie czeka wspomniany tryptyk Klemensa VII. W centrum tego dzieła o niezwykłej sile wyrazu tors Chrystusa w koronie cierniowej, z krwawiącymi ranami, przy nim Matka Boska; w lewym skrzydle - św. Anna i Madonna z Dzieciątkiem, w prawym - św. Małgorzata ze smokiem. To olej na desce z XV w. przypisywany Rogierowi van Weyden. Piękne są też srebrne korony zdjęte ze świętych figur i srebrne klapki Madonny (kilka par), rzeźba św. Cecylii grającej na szpinecie oraz ostensorio - relikwiarz w postaci wielkiego anioła z pozłacanego srebra, dar króla Francji Ludwika XVIII. Niezwykle prezentuje się średniowieczne "Opłakiwanie": siedem postaci naturalnych rozmiarów stoi wokół martwego Chrystusa, wśród nich Madonna, św. Jan i św. Magdalena. Drewniane kolorowe figury mają wzruszająco niezgrabne proporcje, a cała scena wprost chwyta za serce. Muzeum chlubi się też tzw. szatami św. Augustyna z białego haftowanego jedwabiu (jego ciało spoczywało dwa wieki w tutejszym kościele św. Augustyna zanim w 725 r. wywieziono je do Pawii).

Museo del Duomo mieści się na kilku piętrach wąskiej przybudówki do katedry. Zwiedza się je z góry na dół, wraz z piwnicami, gdzie widać wapienne skały, na jakich wznosi się Cagliari. Warto tu zajrzeć dla pięknej cysterny na deszczówkę, z epoki pizańskiej. Wspaniałe rzeźby pod ścianami to fragmenty katedralnej fasady z 1254 r. (obecna pochodzi z początku XX w.). W Boże Narodzenie staje tu szopka.

Dwa kroki stąd leży piazzetta imienia sardyńskiej poetki Mercede Mundula. Świetnie widać z niej leżącą kilkaset metrów niżej dzielnicę hiszpańską (można tam dojechać np. bezpłatną windą). Tu wielce uroczyście obchodzi się Wielki Tydzień. Procesje, organizowane przez liczne konfraternie, startują w Niedzielę Palmową i trwają aż do poniedziałku wielkanocnego. To kolejna pamiątka po trzech wiekach hiszpańskiego panowania.

  • Wycieczki
  • Loty
Bestsellery