Śląski Szlak Zabytków Techniki
06.04.2009
, aktualizacja: 03.04.2009 14:17
Przygodę z XIX wiekiem rozpoczęliśmy w rodzimej Częstochowie...
- Chciałbym zwiedzić te wszystkie fabryki - mówi mój 15-letni syn, wskazując ceglaną bryłę częstochowskiego Wełnopolu. Jak na wiecznie znudzonego nastolatka taka deklaracja to prawdziwa rzadkość! Proponuję mu więc wspólne oglądanie poprzemysłowych zabytków, które od lat 90. zaczęto chronić i udostępniać turystom. Śląski Szlak Zabytków Techniki składa się z 31 obiektów rozrzuconych po całym województwie - nie da się go zwiedzić w jeden czy nawet dwa weekendy, więc postanowiliśmy coś wybrać.
Muzeum Historii Kolei, Częstochowa
Kolej sprawiła, że na początku XIX w. niewielkie miasto stało się prężnym ośrodkiem przemysłowym. Muzeum mieści się w budynku dworca Częstochowa Stradom, a powstało dzięki pasji byłych i obecnych pracowników kolei, oni też oprowadzają gości. Główna wystawa mieści się na piętrze, w byłej dworcowej restauracji (przez głośnik co jakiś czas słychać zapowiedzi przyjeżdżających i odjeżdżających pociągów).
Oprowadza nas Fryderyk Kątny, na co dzień maszynista pociągów InterCity. Wyjaśnia, dlaczego tak niewiele pamiątek udało się uratować - wewnętrzny regulamin PKP (obowiązujący do dziś) nakazuje niszczyć narzędzia używane na kolei po skończonym okresie ich przydatności. To, co oglądamy, to efekt nieposłuszeństwa takich pasjonatów jak on i jego koledzy.
Podobnie jest ze zdjęciami - zachowało się ich bardzo niewiele, przeważnie grupowe zdjęcia pracowników, gdyż kolei i stacji, do niedawna obiektów strategicznych, nie wolno było fotografować. Przewodnik pokazuje nam dobrze znany, a egzotyczny dla naszego syna znak "Zakaz fotografowania". Większość urządzeń jest nadal sprawna, np. telegraf z 1857 r., choć ostatni raz był używany w 1959 r. - Można by go w każdej chwili użyć, gdyby znalazł się drugi sprawny aparat, no i jeśli znamy alfabet Morse'a - zapewnia Kątny, dodając, że na tutejszej stacji pracował pan Mielczarek, najlepszy telegrafista w Polsce.
Oglądamy wyposażenie pokoiku dyżurnego ruchu (lub kancelisty). Jest tu telegraf, stacyjny zegar trójtarczowy (wygląda jak duży wiszący zegar wahadłowy, a jego mechanizm poruszał jednocześnie wskazówkami na dwóch innych tarczach na zewnętrznej ścianie stacji), wentylator biurowy z okresu międzywojennego (sprawny), maszyna do pisania, kilka starych aparatów telefonicznych i ternion - stojąca szafa biletowa zamykana na drewniane żaluzje.
Oglądamy kolejne eksponaty: powielacz dokumentów z lat 60., metryki wagonów i lokomotyw (polskich i zagranicznych), poziomice torowe, syreny lokomotyw parowych i elektrycznych - wszystko stalowe, solidne i bardzo estetyczne. Lampy sygnalizacyjne: naftowe, acetylenowe (tzw. karbidówki), gazowe, świecowe (stosowane w wojskowych transportach), naftowo-żarowe kolei Warszawsko-Wiedeńskiej z 1900 r. Jest też, przymocowana do drewnianego pałąka, lampa naftowa służąca do oznakowania miejsca wypadku na szlaku kolejowym i wiele innych ciekawych urządzeń.
Ul. K. Pułaskiego 100/120, tel. 034 363 59 31, wtorek, czwartek, sobota, godz.10-13, w pozostałe dni po wcześniejszym uzgodnieniu, wstęp bezpłatny
www.tpkww.one.pl
Muzeum Zapałek, Częstochowa
To kolejne miejsce, które chcemy pokazać naszemu synowi. Wszystko, co zastajemy w środku, przechodzi nasze wyobrażenia. Stare maszyny niczym ogromne jeże naszpikowane kolorowymi główkami zapałek poruszają się miarowo i hałaśliwie. Pachnie drewnem, smarem i rozgrzaną parafiną. Kobiety w kolorowych fartuchach uwijają się przy stalowych cielskach maszyn, wyrównując małymi brzytwami rzędy zapałek. Inne przeczesują czymś na kształt grzebienia gotowe już zapałki na metalowych tacach.
Przewodnik opowiada o specyfice wytwarzania zapałek, które od prawie 80 lat powstają na tych samych, wciąż sprawnych "Durlachach". Najważniejsze jest drewno - musi być białe, miękkie i lekkie. Dlatego do zakładu trafiają osikowe kłody. Najpierw pozbawiane są kory i cięte na płyty o grubości 2,2 mm, następnie impregnowane. W sieczkarni otrzymują długość 43 mm i kształt zapałki, później czekają je bębny polerujące i nabijanie na sita automatu zapałczanego. Stąd taśmami ruszają do kąpieli w rozgrzanej do 130 stopni parafinie i do maszyny formującej łebki zapałek (w ich składzie nie ma już szkodliwej siarki). Gotowe zapałki są wyrównywane i w kasetach trafiają na sąsiednią halę, gdzie maszynowo pakuje się je do pudełek, głównie z symbolem Black Cat. W ciągu miesiąca fabryka produkuje ok. 10 mln opakowań, każde zawiera 48 zapałek.
Najstarsza w Polsce zapałczarnia powstała pod koniec XIX w. jako duża manufaktura. W 1912 r. niemieccy założyciele sprzedali ją rosyjskim przedsiębiorcom, braciom Łabszyn. Rok później w zapałczarni wybuchł wielki pożar, który uwiecznili bracia Władysław i Antoni Krzemińscy w filmie "Pożar częstochowskiej zapałczarni" - to pierwszy dokument w kinematografii polskiej. Jego kopię oraz niezwykłą kolekcję rzeźb z jednej zapałki Anatola Karonia (bez użycia ostrych narzędzi) oglądamy w części muzealnej, oddzielonej od hal produkcyjnych. W małym sklepiku kupujemy zapałki z zastrzeżonym znakiem czarnego kota i pełni wrażeń opuszczamy zakład.
Ul. Ogrodowa 68, tel. 034 324 26 26, 324 26 27, poniedziałek-piątek, godz. 8-14, bilet 10 zł, ulgowy 5 zł, w cenie biletu zwiedzanie z przewodnikiem
www.zapalki.pl
Zabytkowa Kopalnia Srebra, Tarnowskie Góry
W pierwszą dalszą podróż na Szlaku Zabytków jedziemy do Tarnowskich Gór - zabytkową kopalnię srebra można zwiedzać od lat 70. XX w. Klimat późnego Gierka: drewniane boazerie, sala kinowa, restauracja, nawet minimuzeum na piętrze zdradzają estetykę tamtych lat. W podziemia zjeżdża się w kilkunastoosobowych grupach z przewodnikiem, obowiązkowo w kaskach i z podwiniętymi nogawkami. W kopalniach srebra, w przeciwieństwie do węglowych, nie było zagrożenia wybuchem gazów, za to wiele problemów przysparzała wdzierająca się do wyrobisk woda. Najpierw wydobywano ją w drewnianych kubłach i w skórzanych workach, później wymyślono różne czerpadła, a w XVI w. zaczęto budować podziemne sztolnie i odprowadzać ją za pomocą systemów grawitacyjnych. Tak powstała sąsiadująca z kopalnią sztolnia Czarny Pstrąg. W XVIII w. z pomocą przyszły maszyny parowe, które mogły wypompowywać ogromne ilości wody. Korytarze kopalni mają 150 km, ale trasa turystyczna liczy tylko 4,5 km.
Zwiedzanie rozpoczynamy w wyłożonym czerwoną klinkierową cegłą podszybiu szybu Anioł, by po kilku chwilach znaleźć się w wilgotnych i mrocznych korytarzach i komorach, gdzie od XV do początków XX w. wydobywano złoża galeny zawierające srebro i ołów. Przewodnik opowiada o katorżniczej pracy gwarków, którzy za pomocą młotków i metalowych prętów, leżąc lub klęcząc, wydzierali ziemi drogocenny kruszec. W kolejnych komorach oglądamy drewniane i kamienne kaszty - konstrukcje podtrzymujące wyrobiska oraz wózki służące do transportu galeny. W tej kopalni ze względu na niskie korytarze nigdy nie pracowały konie - urobek transportowali ludzie. Docieramy do przystani chodnika wodnego, gdzie wsiadamy na łódki i wąskim korytarzem w żółwim tempie płyniemy 270 m. Temperatura wody 7 stopni, powietrza niewiele wyższa. Odczuwamy chłodne podmuchy wiatru z szybu wentylacyjnego Żmija. W drodze do kolejnej komory mijamy źródełko krystalicznie czystej wody - za namową przewodnika skrapiamy czoła, by od jutra stać się mądrzejszymi. Dzieci zamoczyły się tak bardzo, że ich opiekunka obiecuje sprawdzić cudowną moc źródlanej wody na najbliższej lekcji. Jedną z największych przestrzeni, jakie zwiedzamy, zajmuje licząca 1500 m kw. komora Zwałowa. Prawie zupełny mrok, palą się tylko malutkie płomyki świec. Daje to wyobrażenie o warunkach pracy gwarków, którzy często ślepli. Jeszcze tylko parę metrów krętych korytarzy i wracamy do wind, by po paru chwilach znów cieszyć się widokiem słońca.
Ul. Szczęść Boże 81, tel. 032 285 49 96, czynna cały tydzień, godz. 9-15, w wakacyjne weekendy do godz. 17, bilet - 13,20 zł, ulgowy 10,30 - krótka trasa, bez łodzi, grupy 20-osobowe; 21,50 zł, ulgowy 17 - długa trasa
www.kopalniasrebra.pl
Muzeum Historii Kolei, Częstochowa
Kolej sprawiła, że na początku XIX w. niewielkie miasto stało się prężnym ośrodkiem przemysłowym. Muzeum mieści się w budynku dworca Częstochowa Stradom, a powstało dzięki pasji byłych i obecnych pracowników kolei, oni też oprowadzają gości. Główna wystawa mieści się na piętrze, w byłej dworcowej restauracji (przez głośnik co jakiś czas słychać zapowiedzi przyjeżdżających i odjeżdżających pociągów).
Oprowadza nas Fryderyk Kątny, na co dzień maszynista pociągów InterCity. Wyjaśnia, dlaczego tak niewiele pamiątek udało się uratować - wewnętrzny regulamin PKP (obowiązujący do dziś) nakazuje niszczyć narzędzia używane na kolei po skończonym okresie ich przydatności. To, co oglądamy, to efekt nieposłuszeństwa takich pasjonatów jak on i jego koledzy.
Podobnie jest ze zdjęciami - zachowało się ich bardzo niewiele, przeważnie grupowe zdjęcia pracowników, gdyż kolei i stacji, do niedawna obiektów strategicznych, nie wolno było fotografować. Przewodnik pokazuje nam dobrze znany, a egzotyczny dla naszego syna znak "Zakaz fotografowania". Większość urządzeń jest nadal sprawna, np. telegraf z 1857 r., choć ostatni raz był używany w 1959 r. - Można by go w każdej chwili użyć, gdyby znalazł się drugi sprawny aparat, no i jeśli znamy alfabet Morse'a - zapewnia Kątny, dodając, że na tutejszej stacji pracował pan Mielczarek, najlepszy telegrafista w Polsce.
Oglądamy wyposażenie pokoiku dyżurnego ruchu (lub kancelisty). Jest tu telegraf, stacyjny zegar trójtarczowy (wygląda jak duży wiszący zegar wahadłowy, a jego mechanizm poruszał jednocześnie wskazówkami na dwóch innych tarczach na zewnętrznej ścianie stacji), wentylator biurowy z okresu międzywojennego (sprawny), maszyna do pisania, kilka starych aparatów telefonicznych i ternion - stojąca szafa biletowa zamykana na drewniane żaluzje.
Oglądamy kolejne eksponaty: powielacz dokumentów z lat 60., metryki wagonów i lokomotyw (polskich i zagranicznych), poziomice torowe, syreny lokomotyw parowych i elektrycznych - wszystko stalowe, solidne i bardzo estetyczne. Lampy sygnalizacyjne: naftowe, acetylenowe (tzw. karbidówki), gazowe, świecowe (stosowane w wojskowych transportach), naftowo-żarowe kolei Warszawsko-Wiedeńskiej z 1900 r. Jest też, przymocowana do drewnianego pałąka, lampa naftowa służąca do oznakowania miejsca wypadku na szlaku kolejowym i wiele innych ciekawych urządzeń.
Ul. K. Pułaskiego 100/120, tel. 034 363 59 31, wtorek, czwartek, sobota, godz.10-13, w pozostałe dni po wcześniejszym uzgodnieniu, wstęp bezpłatny
www.tpkww.one.pl
Muzeum Zapałek, Częstochowa
To kolejne miejsce, które chcemy pokazać naszemu synowi. Wszystko, co zastajemy w środku, przechodzi nasze wyobrażenia. Stare maszyny niczym ogromne jeże naszpikowane kolorowymi główkami zapałek poruszają się miarowo i hałaśliwie. Pachnie drewnem, smarem i rozgrzaną parafiną. Kobiety w kolorowych fartuchach uwijają się przy stalowych cielskach maszyn, wyrównując małymi brzytwami rzędy zapałek. Inne przeczesują czymś na kształt grzebienia gotowe już zapałki na metalowych tacach.
Przewodnik opowiada o specyfice wytwarzania zapałek, które od prawie 80 lat powstają na tych samych, wciąż sprawnych "Durlachach". Najważniejsze jest drewno - musi być białe, miękkie i lekkie. Dlatego do zakładu trafiają osikowe kłody. Najpierw pozbawiane są kory i cięte na płyty o grubości 2,2 mm, następnie impregnowane. W sieczkarni otrzymują długość 43 mm i kształt zapałki, później czekają je bębny polerujące i nabijanie na sita automatu zapałczanego. Stąd taśmami ruszają do kąpieli w rozgrzanej do 130 stopni parafinie i do maszyny formującej łebki zapałek (w ich składzie nie ma już szkodliwej siarki). Gotowe zapałki są wyrównywane i w kasetach trafiają na sąsiednią halę, gdzie maszynowo pakuje się je do pudełek, głównie z symbolem Black Cat. W ciągu miesiąca fabryka produkuje ok. 10 mln opakowań, każde zawiera 48 zapałek.
Najstarsza w Polsce zapałczarnia powstała pod koniec XIX w. jako duża manufaktura. W 1912 r. niemieccy założyciele sprzedali ją rosyjskim przedsiębiorcom, braciom Łabszyn. Rok później w zapałczarni wybuchł wielki pożar, który uwiecznili bracia Władysław i Antoni Krzemińscy w filmie "Pożar częstochowskiej zapałczarni" - to pierwszy dokument w kinematografii polskiej. Jego kopię oraz niezwykłą kolekcję rzeźb z jednej zapałki Anatola Karonia (bez użycia ostrych narzędzi) oglądamy w części muzealnej, oddzielonej od hal produkcyjnych. W małym sklepiku kupujemy zapałki z zastrzeżonym znakiem czarnego kota i pełni wrażeń opuszczamy zakład.
Ul. Ogrodowa 68, tel. 034 324 26 26, 324 26 27, poniedziałek-piątek, godz. 8-14, bilet 10 zł, ulgowy 5 zł, w cenie biletu zwiedzanie z przewodnikiem
www.zapalki.pl
Zabytkowa Kopalnia Srebra, Tarnowskie Góry
W pierwszą dalszą podróż na Szlaku Zabytków jedziemy do Tarnowskich Gór - zabytkową kopalnię srebra można zwiedzać od lat 70. XX w. Klimat późnego Gierka: drewniane boazerie, sala kinowa, restauracja, nawet minimuzeum na piętrze zdradzają estetykę tamtych lat. W podziemia zjeżdża się w kilkunastoosobowych grupach z przewodnikiem, obowiązkowo w kaskach i z podwiniętymi nogawkami. W kopalniach srebra, w przeciwieństwie do węglowych, nie było zagrożenia wybuchem gazów, za to wiele problemów przysparzała wdzierająca się do wyrobisk woda. Najpierw wydobywano ją w drewnianych kubłach i w skórzanych workach, później wymyślono różne czerpadła, a w XVI w. zaczęto budować podziemne sztolnie i odprowadzać ją za pomocą systemów grawitacyjnych. Tak powstała sąsiadująca z kopalnią sztolnia Czarny Pstrąg. W XVIII w. z pomocą przyszły maszyny parowe, które mogły wypompowywać ogromne ilości wody. Korytarze kopalni mają 150 km, ale trasa turystyczna liczy tylko 4,5 km.
Zwiedzanie rozpoczynamy w wyłożonym czerwoną klinkierową cegłą podszybiu szybu Anioł, by po kilku chwilach znaleźć się w wilgotnych i mrocznych korytarzach i komorach, gdzie od XV do początków XX w. wydobywano złoża galeny zawierające srebro i ołów. Przewodnik opowiada o katorżniczej pracy gwarków, którzy za pomocą młotków i metalowych prętów, leżąc lub klęcząc, wydzierali ziemi drogocenny kruszec. W kolejnych komorach oglądamy drewniane i kamienne kaszty - konstrukcje podtrzymujące wyrobiska oraz wózki służące do transportu galeny. W tej kopalni ze względu na niskie korytarze nigdy nie pracowały konie - urobek transportowali ludzie. Docieramy do przystani chodnika wodnego, gdzie wsiadamy na łódki i wąskim korytarzem w żółwim tempie płyniemy 270 m. Temperatura wody 7 stopni, powietrza niewiele wyższa. Odczuwamy chłodne podmuchy wiatru z szybu wentylacyjnego Żmija. W drodze do kolejnej komory mijamy źródełko krystalicznie czystej wody - za namową przewodnika skrapiamy czoła, by od jutra stać się mądrzejszymi. Dzieci zamoczyły się tak bardzo, że ich opiekunka obiecuje sprawdzić cudowną moc źródlanej wody na najbliższej lekcji. Jedną z największych przestrzeni, jakie zwiedzamy, zajmuje licząca 1500 m kw. komora Zwałowa. Prawie zupełny mrok, palą się tylko malutkie płomyki świec. Daje to wyobrażenie o warunkach pracy gwarków, którzy często ślepli. Jeszcze tylko parę metrów krętych korytarzy i wracamy do wind, by po paru chwilach znów cieszyć się widokiem słońca.
Ul. Szczęść Boże 81, tel. 032 285 49 96, czynna cały tydzień, godz. 9-15, w wakacyjne weekendy do godz. 17, bilet - 13,20 zł, ulgowy 10,30 - krótka trasa, bez łodzi, grupy 20-osobowe; 21,50 zł, ulgowy 17 - długa trasa
www.kopalniasrebra.pl
-
Śląski Szlak Zabytków Techniki
ptaszor.only
06.04.09, 14:01
Artykuł pisano zdaje się przed 4.12.2009. Od tego dnia, bowiem można w Guidozjechać na 320m.»
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl


















