Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Praga - bambini di Žižkov. Miasta marzeń.

  • Pin It
Mariusz Szczygieł
29.03.2009 , aktualizacja: 20.04.2011 11:33
A A A Drukuj
Podwórko przy ul. Husitskiej Fot. Jiri Tondl Podwórko przy ul. Husitskiej
Dla przejedzonych Złotą Pragą - Praga zwyczajna
Cmentarz żydowski
Fot. Jiri Tondl
Cmentarz żydowski
Wnętrze gospody U Vystrelenyho Oka
Fot. CTK Photobank / Josef Horazny
Wnętrze gospody U Vystrelenyho Oka
SERWISY
Dla nasyconych mostem Karola. Dla odwracających wzrok od Disneylandu na staromiejskim rynku. Dla zawiedzionych muzeum Kafki, gdzie nie ma ani jednego przedmiotu, który by dotknęła jego ręka. Słowem, dla przejedzonych Złotą Pragą - Praga zwyczajna: Žižkov. Dzielnica, która nie ulega przymusowi podobania się.

Na razie nieodkryta przez polskich turystów. Dzielnica second-hand. Praga Pragi. Schronienie robotników, biedaków, pijaków, wariatów, artystów i Cyganów, a ostatnio emigrantów z Ukrainy. Ale i miejsce dwóch ślubów prezydenta Havla w dzielnicowym ratuszu: z Olgą Šplichalovą (1964), która na Žižkovie się urodziła i wychowała w zawilgoconym pokoju z kuchnią oraz z Dagmar Veškrnovą (1997).

Žižkov budowano pod koniec XIX w. według zasady: "Maksimum obywateli na minimum przestrzeni". Przed wojną pełna pleśni i otwartych na oścież drzwi do mieszkań, żeby szybciej pozbyć się obłoków pary z garnków i misek. Wydała czeskiego noblistę - poetę Jaroslava Seiferta (Nagroda Nobla 1984 r.), który całe życie twierdził, że niezbyt przyjemnego zapachu Žižkova nie zamieniłby na żaden zapach Paryża.

Žižkov zaczyna się trzy minuty pieszo od dworca głównego, ale do 1922 r. był oddzielnym miastem. Do dziś zresztą nazywa się go Wolną Republiką Žižkov. W Žižkovie Praga robiła to, czego nie chciała robić u siebie na Staromiejskim Rynku - wieszała przestępców. Między czterema szubienicami stawiano ściany, żeby powieszeni nie widzieli nawzajem swoich zmagań ze śmiercią. Po czym zostawiano ich do wieczora, aby ludność, czasem nawet w liczbie stu tysięcy, "mogła oglądać huśtające się ciała i nacieszyć sprawiedliwością" - jak pisał najsłynniejszy w świecie praski reporter Egon Erwin Kisch.

Žižkov ma swojego wiernego miłośnika, z którym zwiedzam tę dzielnicę. Pavel Trojan - przewodnik wycieczek, tłumacz polskich filmów i kolekcjoner dowcipów. Jako jedyny przewodnik w Pradze ma osobisty program zwiedzania Žižkova, oprowadza po polsku, angielsku, serbsku i chorwacku (tel. +420 608 818 253, zizkaperk@gmail.com.

Przestrzelone oko

Kiedy warszawski Teatr Współczesny przygotowywał przedstawienie "Bambini di Praga" według Hrabala, twórcy z Polski wybrali się do Pragi, żeby nasiąknąć właściwą atmosferą: "Piliśmy piwo w wielu praskich knajpach" - mówił w wywiadzie telewizyjnym Krzysztof Kowalewski. "Więc takie miejsca jak Žižkov macie zaliczone?" - spytała dziennikarka. "Myślę, że w tej knajpie też byliśmy" - odpowiedział aktor.

Pomylił się, ale miał rację - Žižkov cały jest piwiarnią. Pavel Trojan powtarza, że jest tu najwięcej knajp na metr kwadratowy w całej Europie, np. tylko na ulicy Bo ivojovej jest ich 23.

Królową gospód jest U Vystrelenýho oka na ul. U Božich bojovnik 3 (czynna od 16.30). Nie ma nic wspólnego z knajpami w centrum, które dla turystów są w stanie udawać nawet knajpy Žižkova, ale nic z tego! U Vyst elenýho oka jest duszno i głośno (albo jeszcze głośniej, kiedy gra zespół). "Wszędzie wciska się dławiący dym, kuchnia jest naprawdę mniej niż przeciętna, a personel ironiczny i złośliwy, jednak za pieniądze umiemy zrobić wszystko" - reklamuje się właściciel. Zachowuje się tak, jakby sto lat temu też tu serwował Kozel czy Prazdroj. - Nieczęsto jeżdżę do Pragi - mówi o sobie. A przecież stoi za barem tylko dwa kilometry od mostu Karola.

W toalecie Oka można skorzystać z urządzeń ułatwiających sikanie. Przedstawiają się za pomocą napisów: "Ja opieradło Ladia" i "Ja opieradło Jara". Otóż dwa świńskie ryje nad pisuarami, zaopatrzone w metalowe podpórki obite skórą zapraszają, żeby oprzeć o nie pijaną głowę.

Vystrelýne oko to oko Jana Žižki, który ponoć stracił je w bitwie pod Grunwaldem, kiedy jako najemnik walczył po polskiej stronie. I chyba z tego powodu menu jest także po polsku. Zaglądać do niego nie powinny jednak polskie dzieci, bo już pierwsze zdanie-danie zawiera brzydkie słowo na "ch" (tu pisane przez "h"). Utopenec, czyli marynowany serdelek, jest prezentowany Polakom jako "h... w occie" (oczywiście bez wielokropka). W okresie świniobicia podają tu też zabijackę (zupa gulaszowa z kawałkami serc i wątróbek na świńskiej krwi).

Do Vystrelenýho oka - jak głosi fama - przychodzą i fizycy, i alkoholicy. Kiedy byłem w Oku pierwszy raz, przysiedliśmy się do pary staruszków i on natychmiast zaintonował "Jeszcze Polska nie zginęła", a ona przedstawiła się jako buddystka zen.

Pavel Trojan mówi, że kto tu ma choć trochę pieniędzy, zaraz zakłada knajpę. Właśnie, jak podaje žižkovska gazetka " Rev Borivojky" ("Ryk Ulicy Borivojovej") na ul. Jagellonskiej otwarto PIVO Galerię, gdzie podaje się piwo głównie z małych miejskich browarów. I tak np. Havlickuv v Brod dostarcza piwo Rebel, Pelhrimov - Pelhrimovsky Poutnik, Strakonice - Dudák, Nymburk (miasto dzieciństwa Bohumila Hrabala) - Zlatovar, a Ceské Budejovice - Samson.

Żadne hogo fogo

Kiedy wyjdzie się z Vystrelenýho Oka, to można nie wracać z podwórka na ulicę. Za gigantyczną gałką oczną z pleksiglasu, nasadzoną na głowę jakiejś kamiennej świętej, trzeba wejść pod górę i przejść przez dziurę w płocie. Znajdziemy się w wąwozie, którym jeszcze niedawno wjeżdżały do Pragi pociągi, w tym wszystkie składy z Polski. Tory już są zdjęte i zanim powstanie tu trasa rowerowa, możemy przespacerować się kulisami Žižkova (oczywiście jeśli nie mamy butów na wysokich obcasach, bo można je stracić w żużlu, który został z kolejowych podkładów).

Odkryjemy tam, że w większości czynszowe kamienice mają z tyłu wspólne krużganki, którymi wchodzi się bezpośrednio do mieszkań, a właściwie od razu do kuchni. Każde piętro takiej galerii, zwane po czesku pavlacem, miało wspólną toaletę i wspólny kran. Pavel Kosatik, biograf Olgi Havlowej, pisze, że jeśli ktoś tu mieszkał, to dawał tym samym do zrozumienia, że nie jest tym, co w žižkowskim języku nazywa się "hogo fogo", czyli człowiekiem nadętym i napuszonym. Małe mieszkania na krużgankach, ściśle do siebie przylegające, sprawiały, że każdy każdemu zaglądał do talerza, i tworzyły sytuację, że na zewnątrz wszyscy byli równi.

Na tylnych ścianach kamienic zachowało się trochę reklam sprzed stu lat, które malowano specjalnie dla pasażerów przejeżdżających pociągów.

Na stronie www.zizkov.info Pavel Trojan przeprowadza wśród prażan ankietę, czy będą spacerować po dawnym torowisku. Są trzy możliwe odpowiedzi: „nie i nie planuję też innego rodzaju samobójstwa”; „kilkakrotnie już taki spacer planowałem, ale zawsze dopadało mnie pragnienie i nigdy tam nie dotarłem” i „tak, to jest bomba”.

Jeśli chcemy chodzić po Ziżkovie sami, wykonajmy najpierw następujące zadanie: na planie Pragi przeciągamy flamaster przez ulice: Seifertova - Italská - U rajské zahrady - Slavikova - Ondrickova - Velehradská - Lucemburská - Jicinská - Vinohradská - Izraelská - Nad vodovodem - Pod kaplickou - Na trebešin - U nákladového nádraži - Malešická - Habrová - Osiková - Spojovaci - Na Balkáne - Nad Ohradou - Pražacka - U památniku - Husitská - Seifertova. Tak wydzielimy sobie Žižkov - cel na pół dnia, a nawet cały. Jeśli jest ciepło, można sporo czasu spędzić na pięknym zielonym wzgórzu Paruka ka, na które do dzisiaj mówi się Šibenicák, bo, jak głosi fama, tutaj powieszono najwięcej ludzi.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta