Stolice na pięć gwiazdek

Szybki przewodnik po europejskich stolicach, do których można łatwo dojechać i miło spędzić kilka dni.
Berlin: wszystko się zmienia

To stolica najbliższa Polsce, dosłownie - bo położona tylko 70 kilometrów od naszej granicy. Jeszcze niedawno podzielona murem na bogatą część zachodnią i komunistyczną wschodnią. To właśnie mur i jego ślady, których zresztą - poza obrysem pokazującym, którędy biegł - pozostało niewiele, jest największym magnesem turystycznym Berlina. Gdyby wierzyć, że wszystkie kawałki cegieł z certyfikatem oryginalności sprzedawane w sklepach z pamiątkami na ul. Unter den Linden są prawdziwe, mur prawdopodobnie kończyłby się gdzieś w Paryżu. Od kiedy muru nie ma, berlińczycy zacierają różnice między podzielonymi kiedyś częściami miasta. Nawet jeśli przyjeżdża się tu co rok, można nie poznać widzianych poprzednio ulic, bo miasto przypomina wielki i nowoczesny plac budowy. Trudno wyjść z zachwytu, że tyle się tu dzieje.

* Co zobaczyć: prawdopodobnie pierwszą rzeczą, którą zobaczysz, spacerując w kierunku centrum, będzie Siegessäule - świecąca złotem kolumna z boginią zwycięstwa postawiona dla upamiętnienia triumfu nad Danią, potem Francją i Austrią. Pierwotnie stała przed budynkiem Reichstagu, ale Hitler kazał ją przenieść na środek parku Tiergarten. Do Reichstagu zresztą stąd niedaleko. Od kiedy pod koniec ubiegłego wieku budynek parlamentu zwieńczono szklaną kopułą, ludzie stoją w wijących się kolejkach, żeby choć przez chwilę obejrzeć z góry panoramę Berlina. Jeszcze dłuższe kolejki ustawiają się przed wieżą telewizyjną. I nic dziwnego - w bezchmurne dni widoczność z obrotowej platformy widokowej sięga 40 kilometrów. Na wysokość 203 metrów wjeżdża się szybką windą w czasie 40 sekund. Idziemy w kierunku najbardziej rozpoznawalnego symbolu miasta - Bramy Brandenburskiej - i dalej na najsłynniejszą ulicę - Unter den Linden (czyli Pod lipami). To tu kwitnie towarzysko-spacerowo-jedzeniowe życie Berlina, tu stoją ważne budowle, m.in. Arsenał i Uniwersytet Humboldta, tu znajduje się wyspa muzeów. Dla zmiany klimatu warto wybrać się do jednego z parków, np. tego wokół zamku Charlottenburg i koniecznie do niedalekiego Poczdamu, dawnej rezydencji królów pruskich. Monarchowie dla siebie zbudowali baśniowy pałac Sanssouci, kwartał holenderski dla pochodzących z Niderlandów rzemieślników i kolonię rosyjską dla śpiewaków ze Wschodu. Pierwsi dostali charakterystyczne ceglane domy kryte dachówką, drudzy - drewniane z okiennicami rzeźbionymi jak w baśniach o Dziadku Mrozie. Ich mocodawca chciał, żeby dobrze czuli się w nowej ojczyźnie.

* Jak dojechać: bezpośrednie pociągi z wielu polskich miast, zdarzają się promocje na bilety. Prywatne autobusy głównie z miast na Zachodzie.

* Gdzie spać: niedrogie hotele i hostele znajdują się w odnowionych czynszówkach w malowniczej dzielnicy Kreuzberg. Przez agencje można też wynająć kwatery prywatne.

* Jak się poruszać: najlepiej kolejką i metrem. Jednodniowy bilet na S-Bahn i U-bahn kosztuje 6,10 euro, w automacie do sprzedaży można wybrać język polski.

* Najlepiej smakują: pikantne smażone kiełbaski z ketchupem w budkach na ulicy, dania z ziemniaków w tradycyjnych knajpach (niektóre mają w menu kilkadziesiąt ziemniaczanych pozycji), piwo pszenne z sokiem pod chmurką nad Sprewą.

* Co kupić: odzież z wyprzedaży w sklepach na Ku-damm.

* Przydatne informacje: www.visitberlin.de.



Bratysława: trzy języki w jednym zdaniu

Czy wiecie, że Bratysława nazywa się Bratysławą dopiero od 1918 roku? Wcześniej była Pressburgiem albo Pozsony, perłą Cesarstwa Austro-Węgierskiego, zasiedloną przez kilka narodowości. Jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku na ulicach można było usłyszeć starych mieszkańców mówiących językiem "miszmasz" - dwa słowa po słowacku, dwa po węgiersku i dwa po niemiecku, a wszystkie... w jednym zdaniu. Położone nad Dunajem miasto dzisiaj jest jedną z najmłodszych stolic i najgęściej zaludnionych miejsc Europy. Niedaleko stąd do granicy z Węgrami, do Wiednia autobusem można się dostać w godzinę. Jadąc przez komunistyczne blokowiska na obrzeżach Bratysławy, trudno uwierzyć, że wraz z ich końcem trafi się na bajkową starówkę. Atmosfera wąskich, pełnych mikroskopijnych, ledwo dwu-, trzystolikowych knajpek, uliczek i przesiadujących w nich nad kawą mieszkańców jest iście śródziemnomorska. Wystarczy udać się na przedmieścia, żeby poczuć się jak we Francji. Punktem honoru każdego właściciela położonych tam winnic jest knajpka i serwowane w niej młode wino z własnego zbioru.

* Co zobaczyć: sercem Bratysławy jest starówka, nad którą króluje wzgórze zamkowe. Czworokątny zamek z czterema smukłymi wieżyczkami często jest nazywany "stołem odwróconym do góry nogami". W dół na podzamcze prowadzi kilka uliczek-schodów zabudowanych zrekonstruowanymi kamieniczkami, wśród których znajduje się dom U dobreho pastiera uważany za najwęższy budynek w Europie. Równie malownicza jest najwęższa w mieście uliczka Baštowa, w której można dotknąć wyciągniętymi rękami budynków po obu stronach i która prowadzi do jedynej zachowanej spośród czterech średniowiecznych bram. Właśnie na błądzeniu wąskimi uliczkami polega cały urok tego maleńkiego starego miasta. Nagle okazuje się, że z kanałowego włazu wygląda metalowa zaśniedziała głowa wojaka, za kolejnym węgłem czai się metalowy paparazzi z obiektywem skierowanym prosto w ciebie, w bruku odkrywasz tablicę z napisem "Warszawa 530 km", a w podwórku poczciwego czerwonego malucha. Starówkę z drugim brzegiem Dunaju spina most Novy - jeden z czterech i najbardziej kontrowersyjny bratysławski most. Konstrukcja na pylonach zwieńczona kosmicznym spodkiem z restauracją powstała w latach 70. Zamierzeniem projektantów było przyćmienie sąsiedniego zamku. Ze starówki warto przespacerować się drogą wśród ogrodów i drewnianych willi na wzgórze Slavin, z którego rozciąga się piękny widok na miasto. Warto też wsiąść w autobus i pojechać do odległego o kilka kilometrów Devina, gdzie na wapiennej skale u ujścia Morawy do Dunaju wznoszą się ruiny potężnego zamczyska. W latach komunistycznych jego część od strony rzeki zamknięto dla zwiedzających. Powodem była brawurowa ucieczka pewnego mężczyzny, który skoczył ze skały na lotni, przeleciał nad zasiekami i bezpiecznie wylądował po austriackiej stronie rzeki.

* Jak dojechać: dużo pociągów międzynarodowych, głównie z Warszawy i Krakowa. Autobusy odjeżdżają przede wszystkim z miast na południu Polski. Podróżując własnym autem, pamiętaj o wykupieniu winietki na autostradę.

* Gdzie spać: najwięcej hoteli i hosteli znajduje się wokół starego miasta.

* Jak się poruszać: po starej części miasta najlepiej pieszo, jednorazowe bilety na autobusy i tramwaje kosztują około pół euro.

* Najlepiej smakują: vypraženy syr, czyli smażony panierowany żółty ser, bryndzove halušky, czyli kluseczki ziemniaczano-mączne z bryndzą, miejscowe wino.

* Co kupić: ziołowa wódka Demanovka.

* Przydatne informacje: http://visit.bratislava.sk.

Uwaga, od tego roku na Słowacji obowiązuje euro.



Kopenhaga: Duńczyk i jego Tuborg

Ze wszystkich stolic Europy Kopenhagę lubię najbardziej. Za jej nadbrzeża, na których można siedzieć godzinami z twarzą wystawioną na słońce, morze rowerów, polarowe kocyki w knajpianych ogródkach (tu zawsze wieje), awangardową dzielnicę Christiania, absolutnie zwariowany park rozrywki Tivoli, grajków na ulicach i zielone parki, w których przesiadują, bawią się i jedzą całe rodziny. Kopenhaga jest miastem drogim nawet dla rodowitych Duńczyków, dlatego rzeczą powszednią jest widok rodziny idącej na weekendowy lunch nie do knajpy, ale do sklepu, a z niego - na zieloną trawkę. Podstawowe wyposażenie: koc, chleb tostowy, ser pleśniowy, pomidory i piwo Tuborg (mieszkaniec Kopenhagi najczęściej przemieszcza się z czteropakiem). To jedyne znane mi miasto, gdzie pikniki robi się nawet na cmentarzu. Na skąpanej w zieleni nekropolii Assistens Kirkegard, na której pochowano m.in. Hansa Christiana Andersena, widziałam jedynego w moim życiu żywego pirata. Między skromnymi nagrobkami akurat odbywał się kinderbal, a siedzący na drzewie pirat był główną atrakcją imprezy sześcioletnich dziewczynek.

* Co zobaczyć: poznawanie Kopenhagi najlepiej zacząć od Nyhavn - zabudowana kolorowymi kamieniczkami uliczka ciągnie się po obu stronach odnogi kanału, na którym obok historycznych drewnianych statków cumują luksusowe jachty. To serce miasta, z którego blisko do innych tętniących życiem miejsc. Tuż obok ciągnie sić na dwóch kilometrach Str,get - barwna ulica handlowa, na której czasem ludzi jest tyle, ýe nie moýna przebia sić z jej jednej strony na drugr - i kilka klimatycznych placyków. Idrc na póunoc, trafia sić na Amalienborg - zbudowany wokół placu zamek, w którym mieszka rodzina królewska. Kiedy przebywa w nim królowa Małgorzata II, na maszcie powiewa duńska flaga. To pierwsza królowa w historii kraju, którym wcześniej władali tylko mężczyźni. Żeby najstarsza z trzech córek Fryderyka IX mogła zasiąść na tronie, parlament zmienił zasady dziedziczenia. Kolejne pomniki władców stojące w całym mieście potrafią wprowadzić w głowie niezły zamęt. Na początku trudno się oprzeć wrażeniu, że rzeźby przedstawiają tylko dwóch monarchów. Otóż nie - od kilku wieków następcami tronu byli na zmianę Fryderyk i Christian z kolejną cyfrą przy imieniu (po Małgorzacie dziedziczy książę Fryderyk). Z królewskiego zamku niedaleko do XVII-wiecznej cytadeli i najbardziej znanego symbolu miasta - małej syrenki. Niewielka figura z brązu, stojąca na głazie w morzu, przyciąga tłumy turystów. Niewielu mniej jest ich w parku rozrywki Tivoli - zwariowanym miejscu pełnym akrobatów, muzykantów, tancerzy i karuzel. Bardziej awangardowa od tego miejsca jest chyba tylko Christiania - opuszczone tereny wojskowe w 1971 roku zamieszkali hipisi, bezdomni i outsiderzy, ogłaszając je Wolnym Miastem.

* Jak dojechać: z Krakowa do Kopenhagi lata Norwegian, z kilku polskich miast - Wizzair do Malme. Stamtąd do Kopenhagi jedzie się około godziny autobusem 999 (www.graahundbus.dk) albo autobusem miejskim na dworzec kolejowy i dalej skomunikowanym pociągiem (www.skanetrafiken.se).

* Gdzie spać: najrozsądniejsza cenowo wersja - hotele sieci Cabinn z mikroskopijnymi pokojami zbudowanymi na kształt kabin promowych: www.cabinn.com.

* Jak się poruszać: pieszo albo bezpłatnym miejskim rowerem wypożyczonym z jednego z licznych stojaków (trzeba wrzucić jako depozyt 20 koron).

* Smakuje najlepiej: Sm,rrebr,d - teoretycznie kanapka z róýnymi dodatkami, praktycznie góra łososia, krabów, mięsa, sera, jaj, warzyw i nie tylko, pod którą trudno znaleźć skromny kawałek chleba.

* Co kupić: to jasne - jeszcze jednego Tuborga.

* Przydatne informacje: www.visitcopenhagen.com.



Oslo: gdzie środkiem jest port

Nad Oslofjordem, w sąsiedztwie zielonych wzgórz, leży stolica Norwegii - prawie tysiącletnie miasto założone przez króla Haralda III Starego. Nawet człowiek przeniesiony tu nagle w czasie i przestrzeni bez trudu odgadnie, że znalazł się w dawnym królestwie Wikingów. Centrum Oslo jest port, wokół znajduje się kilka muzeów prezentujących łodzie, na których dumni wojownicy i ich potomkowie podbijali świat. Dzisiaj na portowych nadbrzeżach powstają kolejne budynki. W przeszklonych apartamentach na najwyższych piętrach, zbudowanych niemal nad wodą, mieszkają najbogatsi z bogatych. Miasto pulsuje życiem - zimą ciemność rozświetlają kolorowe neony, na ślizgawkach w takt skocznej muzyki bawią się całe rodziny. Kiedy robi się cieplej, na ulicach zaczynają się kolorowe festyny.

* Co zobaczyć: kiedy już znudzi ci się oglądanie jachtów, fal i pociesznych metalowych figur w porcie (są m.in. gruba przekupka i kajakarz), prawdopodobnie trafisz na Karl Johans Gate - reprezentacyjną ulicę, wokół której znajduje się większość zabytków i która kończy się wzgórzem z pałacem królewskim. Rezydencji, w której mieszka panująca rodzina, nie wolno zwiedzać, ale można pospacerować po rozciągającym się wokół parku (uwaga, to jedyny park w mieście, w którym zakazane jest opalanie się). Wolno, a nawet trzeba wejść do położonej niedaleko twierdzy Akershus, która była siedzibą władców kilka wieków temu.

Czas na wielką przygodę. W Oslo wszyscy chłopcy, nawet ci całkiem duzi, znowu stają się dziećmi i potrafią godzinami wpatrywać się w łodzie. A więc najpierw te z Muzeum Łodzi Wikingów. Zbudowano je w IX wieku, a do naszych czasów przetrwały tylko dlatego, że zakonserwowała je gliniasta gleba kopców pogrzebowych, w których zakopano je wraz z ciałami właścicieli (a także właścicielki - jedna z łodzi prawdopodobnie należała do żony wodza). Potem Kon-Tiki Muzeum poświęcone Thorowi Heyerdahlowi i jego środkom lokomocji. Norweski podróżnik na lekkiej, zbudowanej bez użycia lin tratwie Kon-Tiki przepłynął z Peru do Polinezji, a na wzorowanej na starożytnej łodzi Ra II z Afryki do Ameryki. Chciał w ten sposób udowodnić, kto jako pierwszy mógł dotrzeć na te tereny. W muzeum Fram stoi szkuner Fram, którym Norwegowie wyruszali na ekspedycje polarne (np. Roald Amundsen dotarł nim do Antarktydy, by zdobyć biegun południowy), a w Muzeum Żeglugi - modele chyba wszystkich jednostek pływających, jakie kiedykolwiek powstały w Norwegii.

Równie niesamowitym miejscem jest położony w innej części miasta park Vigelanda z ponad 200 rzeźbami autorstwa Gustawa Vigelanda. Życie, miłość i śmierć symbolizują splątane nagie postacie. Przepełnione erotyzmem, często splecione w miłości albo uścisku z kościotrupem rzeźby od zawsze wzbudzały kontrowersje.

* Jak dojechać: z kilku miast lata Norwegian, większość lotów kończy się na głównym lotnisku Gardermoen (dojazd do miasta szybkim pociągiem albo autobusem). Wizzair lata na odległe lotnisko Oslo Torp. Informacje o dojeździe do centrum: www.torp.no.

* Gdzie spać: Cochs Pensjonat - położony na tyłach pałacu królewskiego, tani, pokoje z wnęką kuchenną, na dole klimatyczny bar: www.cochspensjonat.no.

* Jak się poruszać: pieszo albo miejskim rowerem (najpierw musisz wypożyczyć z informacji turystycznej specjalną plastikową kartę - 80 koron za dzień), na muzealną wyspć Bygd,y najuatwiej dopuynra promem.

* Smakują najlepiej: lody w kulkach na nabrzeżu portowym.

* Co kupić: żółty ser o słodkawym smaku przypominającym toffi (nie ma takiego nigdzie indziej na świecie), przetwory z moroszki, gadżety z wizerunkiem renifera.

* Przydatne informacje: www.visitoslo.com.



Paryż: wino, damy i śpiew

Gdyby chciało się choć trochę poznać Paryż, trzeba spędzić w nim przynajmniej tydzień. Gdyby chciało się napisać o wszystkim, co warto w nim zobaczyć - trzeba napisać grubą książkę. W mieście nazywanym kulturalnym centrum Europy prawie na każdym kroku czuje się historię, sztukę, wielką literaturę. Czuje się też elegancję, luz i atmosferę wiecznej zabawy. Prawdziwy Paryż to nie tylko wieża Eiffla, Luwr i Łuk Triumfalny, ale też stoiska bukinistów nad Sekwaną, wieczorne śpiewy z gitarą pod katedrą Sacre Couer, popisy ulicznych artystów przed centrum Pompidou, francuskie wino pite w parkach (dozwolone; policja zwraca uwagę - grzecznie - tylko pod luksusowym hotelem na placu Vendome), paryżanie przesiadujący nad najmniejszą i najmocniejszą na świecie małą czarną w kawiarniach pod gołym niebem, niepozorne sklepiki w dzielnicy łacińskiej i słońce odbijające się od przeszklonych witryn drogich butików. Tu nawet powietrze pachnie inaczej.

* Co zobaczyć: pierwszą, którą zobaczysz na pewno, będzie wieża Eiffla. Najciekawiej wygląda wieczorem, oświetlając miasto kolorowymi wędrującymi światłami. Punkt obowiązkowy przed wejściem do ażurowej żelaznej konstrukcji, której wysokość wzrastała kilka razy z kolejnymi antenami do 324 metrów - wijąca się kolejka. Trochę krótsza, jeśli chcesz wejść na niższe tarasy pieszo, zdecydowanie za długa, jeśli wybierasz się windą na wysokość 273 metrów. Widok na miasto - bezcenny. Tuż pod nią znajduje się rozległe zielone Pole Marsowe, na którym m.in. świętowano zdobycie Bastylii. Punkt drugi - Łuk Triumfalny, zbudowany na polecenie Napoleona na zachodnim skraju Pól Elizejskich, czyli reprezentacyjnej alei Paryża, które były modnym deptakiem spacerowym już za Marii Antoniny. Pola prowadzą do placu Zgody, którą to nazwę nadano mu po rewolucji w nadziei, że czasy terroru już nie wrócą (przy wejściu do sąsiednich ogrodów Tuilerii stała gilotyna, na której głowę złożył m.in. Ludwik XVI). Stąd już niedaleko do Luwru, jednego z najstarszych i największych muzeów na świecie, w którego zbiorach są m.in. kodeks Hammurabiego, "Wenus z Milo" i "Mona Lisa" pędzla Leonarda da Vinci. Niestety, na krócej niż dzień nie warto tu wchodzić. Punkt trzeci - katedra Notre Dame na wyspie na Sekwanie (a propos Sekwany - wycieczkowymi statkami pływa się po niej najprzyjemniej wieczorem), zbudowana na miejscu dwóch kościołów powstałych w IX wieku, dzisiaj jedna z najbardziej znanych katedr na świecie. Punkt czwarty - awangardowa dzielnica Montmartre, pełna starych kamienic, brukowanych uliczek, schodów, zaułków, niegdyś ulubione miejsce bohemy artystycznej, m.in. van Gogha, Toulouse-Lautreca, Renoira, Picassa, dzisiaj - żelazny punkt turystów żądnych zobaczyć głównie położony u stóp wzgórza Moulin Rouge, czyli kabaret z charakterystycznym czerwonym młynem na dachu. Sami artyści zmienili swoje preferencje jeszcze w latach międzywojennych, przenosząc się z Montmartru na Montparnasse.

* Jak dojechać: z Warszawy na lotnisko Orly lata Norwegian, z Warszawy i Katowic Wizzair na oddalone lotnisko Beauvais (autobus do centrum jedzie około godziny, bilet - 13 euro).

* Gdzie spać: najprzyjemniej w uliczkach odchodzących od Łuku Triumfalnego i Pól Elizejskich.

* Jak się poruszać: najlepiej metrem, bilet jednorazowy - 1,6 euro.

* Smakuje najlepiej: wszystko - sery, omlety, sałaty, lody Haagen-Dazs.

* Co kupić: właściwie - czego nie kupić. Mnóstwo tanich i efektownych gadżetów: puzderek, torebek, plakatów itd. z malarstwem impresjonistów, sery, czekoladki (najlepsze z dodatkiem papryki), w sezonie - koniecznie świeże figi.

* Przydatne informacje: http://parisinfo.com.



Praga: wielka magia w małej uliczce

Kto był raz, zakochał się i zawsze będzie wracać. Żeby jeszcze raz wdrapać się na Hradczany i popatrzeć z góry na czerwone dachy, zabłądzić w wąskich uliczkach, obejrzeć abstrakcyjne muzeum figur woskowych (komunistycznych tuzów w szczególności), poczuć zapach róż na wzgórzu Petrzin, posłuchać, jak na moście Karola uliczni artyści grają na kieliszkach, przesiadywać godzinami w małych knajpkach, jakich nie ma już chyba nigdzie indziej. Nudzić się tu nie sposób - w mieście, którego zabytkowe centrum zostało wpisane na listę UNESCO, jest ponad 20 muzeów i setka galerii. Jest też rzesza przyjezdnych, których przyciąga magia Pragi.

* Co zobaczyć: nad miastem zbudowanym na brzegach Wełtawy górują Hradczany, na które trzeba wspiąć się stromymi schodkami. Najważniejszy budynek na wzgórzu to Zamek Praski, z którego kolejni władcy rządzili krajem już od IX wieku. Wiele osób bardziej niż kolejne kościoły, wiekowe zabytki i zamkowe ogrody, przyciąga na wzgórze magia Złotej Uliczki - wąziutkiego ślepego zaułka z małymi domkami w pastelowych kolorach. W XVI wieku mieszkała w nich straż pałacowa, później złotnicy, w końcu artyści i rzemieślnicy, w tym Franz Kafka. Komuniści wysiedlili ich stąd po wojnie, zamieniając domki na sklepy z pamiątkami. U stóp zamku leży Mala Strana - romantyczna i malownicza dzielnica z zacienionymi zaułkami, wijącymi się stromo w górę brukowanymi uliczkami, zacisznymi ogródkami, kolorowymi domami, z których każdy wydaje się być inny od poprzedniego. Nad tutejszym rynkiem góruje kościół św. Mikołaja, jedno z najbardziej pocztówkowych miejsc Pragi, z charakterystycznymi zielonymi dachami. Kiedy już znudzi ci się błądzenie po labiryncie uliczek, co raczej nie nastąpi szybko, zapraszamy do. wieży Eiffla. Tak, tak, jej miniaturę zbudowano na wzgórzu Petrzin dwa lata po otwarciu oryginału w Paryżu.

Na prawą stronę Wełtawy prowadzi ozdobiony posągami most Karola, łącząc brzegi rzeki trochę na ukos pomiędzy dwiema potężnymi bramami. Zbudowany na początku XV wieku, przez ponad 400 lat był jedynym mostem w Pradze i wiódł na Stare Miasto pełne ulicznych sprzedawców, targów, pubów i uliczek, które w większości zachowały się do dzisiaj w średniowiecznym układzie. Absolutnym numerem jeden jest rynek staromiejski z kamienicami o jaskrawych fasadach, pomnikiem Jana Husa i ratuszem. Pod budynkiem o każdej pełnej godzinie zbierają się tłumy turystów; zadzierają głowy do góry, żeby zobaczyć słynny XV-wieczny zegar, którego mechanizm uruchamia procesję figur: apostołów, śmierci, turka, Żyda i kogucika kończącego machnięciem skrzydeł całe to przedstawienie. Bim-bom - to dzwon wybija kolejną godzinę. Dalej droga prowadzi do dawnego getta w Josefowie. Powstałą dziewięć wieków temu dzielnicę żydowską z czasem wyburzono, zastępując jej ciasną zabudowę i rynsztoki eleganckimi secesyjnymi kamienicami. Dzisiaj jej śladami jest kilka ocalałych synagog i średniowieczny cmentarz.

* Jak dojechać: bezpośrednie pociągi i prywatne autobusy z wielu polskich miast.

* Gdzie spać: najlepiej w prywatnych kwaterach w starych kamienicach. Wynajmujących je można spotkać np. na dworcu kolejowym.

* Jak się poruszać: Praga ma dobrze rozwiniętą i tanią komunikację, w tym trzy linie metra. Niewątpliwą atrakcją jest wjazd tzw. lanovką (czyli kolejką jak na Gubałówkę) na wzgórze Petrzin - 20 koron.

* Smakują najlepiej: knedliki, placki ziemniaczane z boczkiem, piwo z beczki zagryzane żółtym serem. Ma być dużo, treściwie i tłusto, na ukojenie żołądka - herbata, ewentualnie chleb z kminkiem.

* Co kupić: ziołowa wódka Becherovka, warkocze wędzonego sera, lentilki, koszulki i kubki z wizerunkiem Franza Kafki.

* Przydatne informacje: www.pragueexperience.com.



Rzym: gdzie życie jest wieczne

Mówią, że prowadzą do niego wszystkie drogi, że życia nie starczy, by poznać go w całości, że to największe muzeum świata na świeżym powietrzu. Położony na siedmiu wzgórzach nad Tybrem Rzym według legendy został założony osiem wieków przed naszą erą przez Remusa i Romulusa. Chyba nigdzie indziej nie ma tylu śladów starożytności, w które niemal wchodzi się, spacerując uliczkami (a wykopki wciąż trwają). Nie darmo nazywają Rzym wiecznym miastem, wciąż wibruje życiem, jest hałaśliwy, zakorkowany, zapchany przyjezdnymi, czasami trącący kiczem, np. w postaci mężczyzn przebranych za rzymskich wojowników pozujących do zdjęć pod Koloseum.

* Co zobaczyć: na wzgórzu Palatyn, które zostało zasiedlone jako pierwsze i na którym wilczyca miała wykarmić Remusa i Romulusa, przetrwały ruiny najstarszych budowli. Dziś to miejsce spokojniejsze i o niebo mniej zatłoczone niż położone obok Forum Romanum, symbol spuścizny potężnego imperium ze słynną drogą Via Sacra, którą paradowali zwycięscy cesarze. Dalej jest Koloseum - ogromny amfiteatr, który mógł pomieścić do 90 tys. widzów, był areną krwawych igrzysk i według tradycji miejscem kaźni pierwszych chrześcijan. Jeśli patrzeć z zewnątrz, Panteon jest od niego mniej okazały, ale to właśnie on jest najlepiej zachowanym starożytnym obiektem, w którym spoczywają m.in. włoscy królowie i Rafael. Budynek nie ma okien. Jedynym źródłem światła jest otwór w kopule, więc podłoga ma wklęsły kształt i odpływ deszczowy. Rzym to też wielkie kościoły i bazyliki, a przede wszystkim Watykan - najmniejsze państwo świata, papieska siedziba z kolorową Gwardią Szwajcarską i kolejką wijącą się do podziemi bazyliki, w których pochowano papieży, w tym Jana Pawła II. Sama Bazylika św. Piotra powstała według tradycji w miejscu, gdzie ukrzyżowano i pochowano św. Piotra. Jest też Kaplica Sykstyńska z jednym z najczęściej oglądanych malowideł świata, czyli freskami Michała Anioła, i muzea z dziełami Rafaela, Leonarda da Vinci, Giotta.

Nieco inne oblicze Rzymu można poznać na Zatybrzu - dzielnicy kolorowych domów, zaułków i malowniczych placów, którego mieszkańcy, uważający się za jedynych prawdziwych dziś rzymian, toczą życie głównie w małych trattoriach. Nie zapomnij też popatrzeć na rzymskie uliczki z góry schodów hiszpańskich, niespiesznie przespacerować się po placu Campo di Fiori, na którym niegdyś spalono za herezję Giordana Bruna, a dzisiaj odbywa się barwny targ kwiatowy, i posiedzieć nad fontanną di Trevi. Wrzuć do niej monetę, żeby znowu tu wrócić i obejrzeć to, czego nie zdążyłeś teraz.

* Jak dojechać: połączenie z kilku większych miast oferuje Wizzair, z Warszawy także Norwegian. Większość samolotów ląduje na głównym lotnisku Fiumicino, skąd do stacji Termini można się dostać szybkim pociągiem Leonardo Express (11 euro) albo jednym z autobusów. Lotnisko Ciampino łączą z centrum regularne autobusy (5 euro).

* Gdzie spać: zagłębie hoteli i hotelików w okolicach stacji Termini. Lepiej wybrać te położone trochę dalej od dworca.

* Jak się poruszać: po centrum pieszo, do Watykanu i na Zatybrze najlepiej metrem (bilet jednorazowy - 1 euro).

* Smakują najlepiej: pizze, spaghetti, sałatki w tysiącu wersji, sprzedawane często na wynos, miejscowe wino serwowane na karafki.

* Co kupić: pamiątki z Watykanu, suszone pomidory, papryczki chili w pęczkach.

* Przydatne informacje: www.rome.info.



Sztokholm: muzeum pod gołym niebem

Cudo w zieleni i na wodzie. Zbudowany na 14 małych wyspach w miejscu, gdzie wody jeziora Melar mieszają się z Bałtykiem. Jest ascetycznie czysty i porządny, ale na pewno nie nudny. Początki miasta sięgają XIII wieku, kiedy na wyspie (holme) powstała otoczona palisadą z pni (pień - stock) twierdza mająca chronić przed piratami. Jeszcze półtora wieku temu po tutejszym centrum chodziło się piaszczystymi dróżkami, a na łąkach pasły się krowy. Dzisiaj Sztokholm to tętniąca życiem stolica z kolorową starówką, eleganckimi dzielnicami o szerokich bulwarach, mieszkalnymi barkami na wodzie, zabawami w skansenie i pływającymi wokół jachtami.

* Co zobaczyć: prawdopodobnie pierwsze kroki skierujesz na Gamla Stan, czyli stare miasto, położone na maleńkiej wyspie w kanale, połączonej z innymi wyspami mostami. Po labiryncie wąskich, często wspinających się po schodach uliczek, otoczonych renesansowymi kamieniczkami i strzelistymi kościołami, najprzyjemniej spaceruje się wieczorem, kiedy mrok ciasnych przejść rozświetlają kute żelazne latarnie. Błądząc wokół, trudno nie trafić na gmach parlamentu i zamek królewski ze skarbcem kryjącym najcenniejsze klejnoty koronne.

Do dzielnicy Södermaln można wspiąć się stromymi schodami albo wjechać windą. Położona za ruchliwą ulicą na początku robi wrażenie zwykłego nowoczesnego miasta. Wystarczy wejść kawałek w głąb tej tradycyjnej robotniczej dzielnicy (w jednym z najbiedniejszych rejonów urodziła się Greta Garbo), żeby trafić na stare kamienice. Nigdzie indziej nie ma tylu knajpek, sklepików, artystów ulicznych i mrocznych legend. Mówi się, że niegdyś gromadziły się tu czarownice i porywały dzieci przed odlotem do swojej diabelskiej siedziby. Modlitwy odpędzające wiedźmy odprawiano w pobliskim kouciele uw. Katarzyny. Dalej, na Lsögatan, moýna poczua sić jak w skansenie. To ciasne drewniane czerwone domki z biauymi okiennicami, które zbudowano w XVIII wieku dla robotników.

Prawdziwy skansen jest na innej wyspie. To olbrzymie i pierwsze na świecie muzeum pod gołym niebem, w którym zrekonstruowano ponad sto budynków - całe miasteczko, wiatraki, farmy, domki rzemieślników (w których pracownicy w strojach z epoki kują żelazo, tkają, dmuchają szkło, pieką cynamonowe bułeczki), siedziby Lapończyków. I oczywiście Sztokholm nie byłby miastem na wodzie, gdyby nie miał choć jednego muzeum morskiego. Największą atrakcją w tym temacie jest Muzeum Okrętu Waza. Galeon zbudowany za Gustawa II Adolfa zatonął tuż po wodowaniu w 1628 roku. Gdy 300 lat później wydobyto go razem ze wszystkimi skarbami, okazało się, że muł zakonserwował go prawie idealnie.

* Jak dojechać: samoloty Norwegian (z Warszawy i Krakowa) lądują na głównym lotnisku Arlanda, Wizzair (loty z kilku dużych miast) na odległych Skavsta i Vasteras. Informacje o dojeździe autobusami ze wszystkich lotnisk: www.flygbussarna.se.

* Gdzie spać: najlepiej niedaleko starej części miasta, dobrze położony i niedrogi jest hotel Gustav Vasa: www.gustavvasahotel.se.

* Jak się poruszać: większość atrakcji jest w zasięgu spaceru, wyspy archipelagu można odwiedzić łodzią np. z kompanii - http://www.waxholmsbolaget.se - albo wypożyczając kajak w jednej z marin.

* Smakują najlepiej: gorące kiełbaski (też w wersji sojowej) z ulicznej budki, fil (zsiadłe mleko do śniadania), kawa (często płaci się tylko za pierwszą filiżankę, a potem nalewa z dzbanka do woli).

* Co kupić: przetwory z moroszki, kolorowe drewniane koniki, dla odważnych i żądnych nowych smaków - cukierki z anyżkiem.

* Przydatne informacje: www.stockholmtown.com.



Wilno: miasto sercu miłe

Barokowe kościoły, mieszczańskie kamienice, okazałe rezydencje magnatów, jedna z największych starówek na świecie (zajmuje 360 hektarów i jest wpisana na listę UNESCO) oczarowują przybyszy romantyczną atmosferą. Wilno jest jednym z najchętniej odwiedzanych miast Europy Wschodniej, szczególnie bliskim sercu Polaków. Nierozerwalnie związani z nim są Mickiewicz, Słowacki, Moniuszko, w Ostrej Bramie "świeci Panna Święta", na cmentarzu na Rossie spoczywa serce marszałka Piłsudskiego. Do Wilna przyjeżdża się nie po to, żeby zobaczyć, ale przede wszystkim żeby pobyć. Pospacerować cichymi uliczkami, posiedzieć w stylowych kafejkach, posłuchać starszych mieszkańców rozmawiających ze śpiewnym zaciągiem, posiedzieć nad Wilią, wspiąć się na Wzgórze Giedymina. W tym roku miasto będzie jeszcze bardziej popularne, razem z austriackim Linzem dzierży bowiem miano Europejskiej Stolicy Kultury. Ulice, sale, muzea i kościoły wypełnią dźwięki koncertów sakralnych, jazzowych i operowych, będą wystawy malarstwa, targi sztuki, przedstawienia teatralne, festiwale filmowe i nie tylko - kalendarium imprez: www.vilnius2009.lt.

* Co zobaczyć: osią Starego Miasta jest ul. Zamkowa (Pilies Gatve) ciągnąca się od Ostrej Bramy - jedynej z dziewięciu zachowanych bram miejskich, w której znajduje się cudowny wizerunek Matki Boskiej - po położoną u stóp Góry Giedymina katedrę św. Stanisława (Arkikatedra Bazilika). Według tradycji postawiono ją w miejscu świętego gaju, w którym poganie oddawali cześć Perunowi, a w jednej z jej kaplic Zygmunt August poślubił potajemnie Barbarę Radziwiłłównę. Ze stojącego na wzgórzu potężnego niegdyś zamku górnego dziś zostało niewiele. Najważniejsza jest Baszta Giedymina. Wspinając się schodami na kolejne poziomy poznaje się historię Litwy, ciekawa jest zwłaszcza makieta bitwy po Grunwaldem i zdobyte na Krzyżakach sztandary. Z tarasu na szczycie rozciąga się widok na miasto i dopiero stąd widać, ile w nim kościołów. Żeby obejrzeć tylko najważniejsze z ponad 40 świątyń, nie wystarczy dnia. A przecież trzeba też zajrzeć na rozległe dziedzińce Uniwersytetu Wileńskiego, do imponującego ratusza miejskiego i ukrytego w małym zaułku Muzeum Adama Mickiewicza - poeta niegdyś wynajmował mieszkanie w tej kamienicy. Trzeba pospacerować krzywymi uliczkami dawnej dzielnicy żydowskiej, zadumać się i zapalić światełka na Rossie.

Jednym z bardziej charakterystycznych widoków Wilna są trzy białe krzyże stojące na Górze Trzykrzyskiej. Według jednego z przekazów zamęczono tam chrześcijańskich misjonarzy, według innego - wzniesiono je zaraz po chrzcie, by broniły Litwy przed Krzyżakami. Nad obrzeżami z kolei góruje wieża telewizyjna z obrotową restauracją na szczycie. Miejsce to jest symbolem najnowszej historii kraju: w 1991 roku, w 10 miesięcy po przywróceniu niepodległości, radzieccy żołnierze próbowali zająć nadajnik, z którego nadawano audycje patriotyczne. Zginęło 14 osób z tłumu protestujących mieszkańców.

Na pewno trzeba też pojechać do oddalonych o niespełna 30 kilometrów Troków, legendarnej stolicy Litwy. Nad wyspą na jeziorze Galwe góruje ogromne gotyckie zamczysko z czterema basztami, a jedną z ulic miasteczka okalają ciasno drewniane kolorowe domy. Mieszkają w nich Karaimowie sprowadzeni przez księcia Witolda z Krymu, dziś jeden z najmniejszych narodów Europy.

* Jak dojechać: najlepiej samochodem, z wielu miast jeżdżą też prywatne autobusy.

* Gdzie spać: dużo apartamentów i mieszkań do wynajęcia na starówce.

* Jak się poruszać: w centrum najlepiej pieszo. Dobrze rozwinięta komunikacja autobusowa i trolejbusowa, bilet jednorazowy kosztuje 1,80 lita.

* Smakują najlepiej: cepeliny (duże kluski ziemniaczane z różnym nadzieniem), kugelis (wielki placek ziemniaczany ze śmietaną), bliny, czarny chleb.

* Co kupić: tradycyjne likiery w ceramicznych butlach, chleb wileński - świeży przez kilka dni.

* Przydatne informacje: www.vilnius-tourism.lt.



Warto wiedzieć:

Wyszukiwarki połączeń lotniczych: www.whichbudget.com (tanie linie), www.kayak.com, www.momondo.com (linie tradycyjne).

Wyszukiwarki tanich noclegów: www.hostelbookers.com, www.hostelworld.com, www.venere.com, we Włoszech także www.bbplanet.com.

Jak jechać tanio koleją: żeby uniknąć drogiej taryfy międzynarodowej, można jechać na tzw. przejściówce. Trzeba kupić w kasie bilet do ostatniego miasta przed granicą, następnie u konduktora bilet na najkrótszy odcinek między państwami, dalej - również u konduktora - bilet do celu już w taryfie innego kraju (nie trzeba zmieniać pociągu). Można też przejść pieszo przez granicę i dalej wsiąść w pociąg lokalny.