Zimowy urlop. Rakiety w Tatrach

Dłuższy dzień, wiosenne słońce i bardzo dużo śniegu. Idealne warunki na zimowe wędrówki po Tatrach potrwają do maja
Choć komunikaty TOPR ostrzegają przed zagrożeniem lawinowym, a tatrzańskie szlaki, z wyjątkiem kilku najpopularniejszych dolin, świecą pustkami, Tatry właśnie teraz są doskonałym miejscem na urlop. Wystarczy zaopatrzyć się w rakiety śnieżne i zaplanować wycieczki po lesie. Odkryliśmy to kilka lat temu i przyjeżdżamy tu co roku, tym razem trochę wcześniej (najlepszy jest przełom zimy i wiosny), w czasie ferii. Przetarliśmy szlaki. Zabytkowe, drewniane schronisko Stara Roztoka mieliśmy prawie wyłącznie dla siebie, a podczas niejednej wycieczki przez cały dzień nie widzieliśmy żywej duszy, i to w najgorętszym okresie sezonu zimowego.

***

Przybyliśmy do Zakopanego po południu. Po spożyciu niedużej ilości "zakopianiny", czyli odkrytego przez mistrza Witkacego narkotyku, jakim jest atmosfera stolicy Podhala, z bagażem na plecach wyruszyliśmy w góry. Opuściliśmy Zakopane, jego stragany z oscypkami, głośną muzykę, zabawki imitujące gdakanie kurczaka (robią teraz furorę!), drogie kwatery (tylko takie zostały). Dotarliśmy do Palenicy Tatrzańskiej ostatnim autobusem, który jechał pusty przez większość trasy, i po ciemku, udeptaną drogą, przez Wodogrzmoty Mickiewicza dotarliśmy pieszo do schroniska Stara Roztoka w Dolinie Roztoki (1041 m n.p.m.). Czekało tu wiele wolnych i niedrogich miejsc (nocleg z wyżywieniem ok. 70 zł dziennie) - razem z nami tego dnia były tylko dwie osoby.

Tegoroczna zima jest wyjątkowo śnieżna. Korzystne warunki do chodzenia w rakietach i skitouringu będą utrzymywać się dłużej niż zazwyczaj. Nadmiar śniegu był też jednak problemem. Anna Krupa, która wraz z mężem Stefanem w październiku 2008 r. objęła schronisko, odradziła nam wyjście wyżej, czyli do Doliny Pięciu Stawów (1670 m). Okazało się bowiem, że tamtejsze schronisko jest odcięte od świata z powodu zagrożenia lawinowego, a zaopatrzenie dowozi helikopter.

Wobec tego odpuściliśmy spacer do słynnej "Piątki" i skupiliśmy się na bezpiecznych wędrówkach po lesie, pozostając w Starej Roztoce. Początki schroniska datuje się na 1876 r., choć jego funkcję pełnił wówczas tylko szałas położony nieco wyżej, bliżej Wodogrzmotów Mickiewicza. Jest w tej okolicy również dawna chata dróżnika, któremu, jak głosi historyczny przekaz, zbójnicy nieraz porywali żonę (historia nie ujawnia szczegółów, ale wiadomo, że miała dużo dzieci). Schronisko należy do najprzytulniejszych i najmniej hałaśliwych w polskich górach, choć leży dość daleko od najciekawszych szlaków. Chcąc zachęcić turystów do zejścia prowadzącą do niego kilkusetmetrową, stromą ścieżką, pan Stefan wkłada niemało czasu i wysiłku w odśnieżanie.

Rozważając, na jakie szlaki się udać, braliśmy pod uwagę ścieżki leśne, co do których Turystyczna Mapa Zimowa TPN (wyd. Wojskowe Zakłady Kartograficzne) nie pozostawia wątpliwości, że przebiegają z dala od zagrożeń lawinami. Wśród rozsądnych możliwości była wycieczka na Gęsią Szyję (1489 m), latem ok. 2,5 godz. marszu, do Kaplicy Matki Boskiej Jaworzyńskiej - ok. 1 godz. 15 min, oraz do Psiej Trawki przez Rówień Waksmudzką - 2,5 godz. Zimą czasy przejścia są dłuższe i trudne do przewidzenia, bo śnieg, w zależności od grubości i twardości pokrywy, raz jest trudniejszą, a raz mniej dokuczliwą przeszkodą. Zdecydowaliśmy się na ostatnią z wymienionych wycieczek i następnego dnia ruszyliśmy w drogę.

***

Czerwony szlak z Doliny Roztoki ciągnie się lasami przez Rówień Waksmudzką do Psiej Trawki i dalej do Toporowej Cyrli. Jest całkowicie bezpieczny, jednak po dużych opadach śniegu może być problem z odnalezieniem drogi. Szlak ma stuletnią historię, chodzili tędy m.in.: ks. Stolarczyk, dr Chałubiński, Żeromski i Witkacy. W dużym śniegu marsz bez rakiet jest często niemożliwy, nawet z nimi mieliśmy trudności. Obciążeni plecakami zapadaliśmy się do pół łydki, czasem nawet po pas. Zdarzały się upadki. Wtedy pomagały kije teleskopowe, dzięki którym udawało się nam wydostać z zasp. Niejeden mostek szerokości dwóch desek zwiódł nas swoim wyglądem. Pod śniegiem wydawał się szerszy, lecz śnieg ustępował pod ciężarem stóp i zdarzało się, że lądowaliśmy w strumieniu. Ku naszemu zaskoczeniu po 5 godz. marszu urozmaiconego poszukiwaniem zasypanych znaków i po ciężkim wysiłku przedzierania się przez śnieg nie byliśmy nawet w połowie drogi. Tym razem musieliśmy dać za wygraną. O zmroku zapukaliśmy do suwanych drzwi bufetu naszej miłej Starej Roztoki, prosząc o grzane piwo.

Przymusowy powrót nie podłamał naszego morale. Mięśnie przyzwyczajone bardziej do ślęczenia przed komputerem niż do wysiłku traktowaliśmy przez cały następny dzień łagodnie, racząc się grzanym winem z korzeniami, szarlotką i (ogólnie doskonałą) domową kuchnią Starej Roztoki. Do schroniska zawitała kilkuosobowa grupa skitourowców z Wielkiej Brytanii pod wodzą polskiego przewodnika, która następnego dnia ruszyła w kierunku Gęsiej Szyi.

Wieczorem wybraliśmy się na nieforsowny spacer popularnym w ciągu dnia, ale po zmroku całkowicie opustoszałym szlakiem do Morskiego Oka. Przy okazji porównaliśmy smak szarlotek i win w obu schroniskach. Wynik starcia Morskie Oko - Stara Roztoka 1:1, ze szczególnym wyróżnieniem dla roztoczańskiego wina.

***

Nie bylibyśmy w pełni zadowoleni z kilkudniowego wyjazdu, gdyby nie udało nam się powtórzyć próby dotarcia do Psiej Trawki. Tym razem było łatwiej - do Równi Waksmudzkiej, czyli do połowy trasy, prowadził teraz półmetrowy korytarz udeptany przez nasze rakiety w poprzednich dniach. Wyszliśmy wcześniej, robiliśmy mniej postojów na zdjęcia i w rezultacie po siedmiu godzinach dotarliśmy do celu. Stamtąd odśnieżoną drogą łatwo dostaliśmy się do Zakopanego.

Tatry po raz kolejny okazały się doskonałym miejscem do bezpiecznego wysiłku w górach: nieskażona przyroda, ustronność, sprzyjające warunki do chodzenia w rakietach. A to dopiero początek dobrego sezonu. Coraz dłuższy dzień, więcej słońca i stabilizująca się z każdym dniem pokrywa śnieżna - takie warunki panować będą w Tatrach w najbliższych tygodniach. I tak będzie aż do długiego weekendu majowego, kiedy na szlaki ruszy fala turystów w szpilkach i adidasach.