A, B, DC. List z Waszyngtonu

Pomimo ostentacyjnego luksusu i przepychu amerykańskiej stolicy prężnie działa tu scena punkowo-anarchistyczna
Z Nowego Jorku, Bostonu czy Filadelfii prawie co godzinę odjeżdża autobus do Waszyngtonu DC. Ta licząca ok. 600 tys. mieszkańców metropolia każdego roku przyciąga miliony turystów. Poza słynnym Washington Mall, kompleksem pomników, galerii, muzeów, budynków rządowych, amerykańska stolica ma do zaoferowania wiele innych atrakcji.

***

Do założonej w 1800 r. Biblioteki Kongresu (tuż obok Kapitolu) można swobodnie wejść. Pod koniec XVIII w. Thomas Jefferson wrócił z Paryża i wystawił na sprzedaż przywiezione stamtąd książki. Rząd zdecydował się na ich kupno mimo sprzeciwu wielu kongresmanów. Dziś Biblioteka Kongresu liczy ok. 115 mln jednostek (jednostką może być np. 1 tys. grafik) i każdego dnia się powiększa. Przygodnemu turyście trudno będzie korzystać z jej zbiorów, ale bez kłopotu uzyska jednodniową przepustkę uprawniającą do wizyty w czytelni.

Długa kolejka oczekujących do wejścia na Kapitol może skutecznie zniechęcić. Po bliższych oględzinach okazuje się jednak, że kolejki są dwie - dla Amerykanów i dla cudzoziemców (ta druga o wiele krótsza). Amerykanie nierzadko stoją w kilometrowym sznurze i potrzebują specjalnych zaproszeń z biura senatora lub kongresmena reprezentującego ich stan. Od cudzoziemców ochrona Kapitolu nie wymaga żadnych przepustek, wystarczy pokazać paszport lub inny dowód tożsamości. Senat oraz Izbę Reprezentantów można zwiedzać na własną rękę, ryzykując zagubieniem w ogromnych podziemiach i labiryntach korytarzy, lub wynająć przewodnika. W czasie wakacji są nimi zazwyczaj studenci nauk politycznych bądź licealiści, którzy nierzadko przyjeżdżają z odległych stanów, by zdobyć pierwsze doświadczenie w pracy. Szczegółowo opowiadają o historii Kapitolu, tłumaczą, gdzie co się znajduje i jaką ma funkcję, a także wdają się w ogólne rozważania na temat amerykańskiej historii i polityki.Widok na Kapitol:


Wyświetl większą mapę

***

Waszyngton w porównaniu z innymi stolicami świata jest wyjątkowo mały. Liczba mieszkańców jest niepewna i zmienna, bowiem większość z nich to pracownicy administracji rządowej - co cztery bądź osiem lat następuje ich wymiana. 60 proc. mieszkańców to Afroamerykanie, choć w radzie miasta przeważają osoby białe. Nie tylko pod względem struktury społecznej Waszyngton znacznie odbiega od innych amerykańskich miast. Nie jest częścią żadnego stanu, lecz należy do Dystryktu Kolumbii. Pentagon, czyli siedziba Departamentu Obrony USA, terytorialnie wykracza poza Dystrykt i przynależy do stanu Wirginia. Aż do lat 70. XX w. Waszyngton podlegał bezpośrednio Kongresowi Stanów Zjednoczonych - prawo interwencji w jego sprawy wciąż pozostaje w mocy. W Senacie delegat DC nie ma prawa głosu, a jego funkcja sprowadza się do reprezentacji miasta. Waszyngton słynie również z najwyższych podatków w całym kraju - 10 proc. dochodów płynie do wspólnej kasy (średnia w pozostałych stanach to 6 proc.). Dlatego też miasto nie ma takiej siły przyciągania jak inne ośrodki na wschodnim bądź zachodnim wybrzeżu.

***

Dzielnicą skupiającą prominentów jest Georgetown. Ulokowane na wzgórzu, z dala od metra wydaje się odseparowane od reszty miasta. Mieszkańcy narzekają na brak kolejki podziemnej, gdyż wracając z pracy do domu, utykają w ogromnych korkach. W czasie budowy metra bogata arystokracja zamieszkująca okolicę protestowała przeciwko planom lokalizacji linii w jej sąsiedztwie, obawiając się najazdu biedniejszej części ludności na swoje zadbane ulice. Georgetown to w rzeczywistości jedna główna ulica - M St - z luksusowymi sklepami.

Widok ulicy M St:


Wyświetl większą mapę

Przylegają do niej małe uliczki z niską i zwartą zabudową. Domów nie odgradzają płoty, dając tym samym wrażenie wspólnoty. Georgetown nie tylko nie jest w pełni skomunikowane z resztą Waszyngtonu, ale dodatkowo odgrodzone od niego barierą naturalną - rzeką Potomac. W ciepłe letnie dni na rzece widać wiele luksusowych motorówek i jachtów. Pomiędzy nimi przepływają kajaki, które za kilka dolarów za godzinę można wynająć w pobliskiej przystani.

Przeciwwagą dla bogatego Georgetown, słynnego także z prestiżowego Georgetown University, jest dzielnica Adams Morgan. Swą dobrą opinię zawdzięcza restauracjom i barom serwującym dania z całego świata. Etiopska kuchnia sąsiaduje tu z arabskim kebabem i japońskim sushi. Piątkowe imprezy w lokalach trwają do białego rana. W odróżnieniu od Georgetown Adams Morgan charakteryzuje się egalitaryzmem. Jej społeczność jest wielokulturowa, przeważają przybysze z Ameryki Południowej, Afryki i Bliskiego Wschodu. Szczególnie chętnie do Adams Morgan zaglądają ludzie młodzi, zainteresowani jej kolorytem oraz niskimi cenami w barach i pubach.

***

Liczba wegan przypadająca na liczbę mieszkańców należy tu pewnie do najwyższych w całych Stanach. Bary wegańskie cieszą się ogromną popularnością. W porze śniadaniowej Sticky Fingers (1370 Park Rd. NW, okolice Columbia Heights) bądź Asylum (Adams Morgan, U St. Corridor, 1213 U St. NW) pękają w szwach. Często otwarte są od godz. 6 rano do 15. Kawa pochodząca z fair trade, wegańskie ciasta, kanapki z kotletem sojowym to tylko nieliczne ze sprzedawanych zestawów. Przed pracą przychodzą tu przede wszystkim anarchiści, którzy skupili się w okolicach U St. Corridor. Wielu z nich utrzymuje się z wyprowadzania psów i kotów. Powstał nawet The Brighter Days Collectiv (Kolektyw Jaśniejsze Dni) składający się z siedmiu osób, które codziennie zajmują się psami pracowników obsługujących maszynę rządową (godzina spaceru - 16 dol.). Żelazną regułą grupy jest zasada, że dojeżdżają tylko tam, gdzie można dostać się rowerem, z autobusów lub metra korzystają tylko w wyjątkowo srogie zimy. The Brigher Days Collectiv ma dobrą opinię i właściciele chętnie powierzają ich opiece swoich milusińskich, często także na kilka dni (opłata - 50 dol. za dobę).

W Waszyngtonie silny jest także ruch tzw. straight edge. Są to ludzie, którzy wyrzekli się spożywania alkoholu, przygodnego seksu oraz zażywania narkotyków. Przynależność do subkultury komunikują poprzez wytatuowanie w widocznym miejscu na ciele trzech "X". Można ich spotkać w barze Black Cat (U St. Corridor, 1811 14th St. NW). W weekendy odbywają się tu punkowe i hardrockowe koncerty. Pracownicy i bywalcy lokalu do dziś wspominają, jak kilka lat temu na występ czeskiego zespołu rockowego przyszedł Vaclav Havel. Black Cat, Sticky Fingers świadczą o tym, że każdy ośrodek władzy budzi kontrreakcję. W Waszyngtonie jest to szczególnie widoczne - poszczególne dzielnice są od siebie odseparowane i bardzo się różnią. Anarchiści nie prowadzą dialogu z decydentami. O przyszłym kształcie miasta (i kraju) każdy rozmawia w swoim środowisku. Do starcia opinii dochodzi najczęściej na ulicy, podczas protestów.

***

W okolicach Kapitolu - z wyjątkiem prezydenta i jego rodziny w Białym Domu - nikt nie mieszka. Po zmroku ulice A, B, C etc. (nazwane są literami alfabetu) pustoszeją. Pracownicy rozjeżdżają się do swoich domów, by opuścić je wraz z kadencją kolejnego prezydenta.



Zobacz też w serwisie Kolumber.pl

Waszyngton - spełniony amerykański sen

Sprostowanie

Rzeka Potomac, nad którą leży Waszyngton DC, nie oddziela dzielnicy Georgetown od reszty miasta, jak napisałam przed tygodniem w artykule "A, B, DC". Za pomyłkę bardzo przepraszam.

Natalia Pamuła