List z Syrii. Boże Narodzenie w Deir Mar Musa

Mnisi są bardzo gościnni i otwarci. Każdy przybysz, niezależnie od wyznania, jest tu mile widziany
Zeszłoroczne święta Bożego Narodzenia spędziłem w Syrii, w klasztorze Deir Mar Musa al Habaszi, w atmosferze dalekiej od europejskiej świątecznej gorączki, pośpiechu i zamętu. Miejsce od początku mnie urzekło i wracałem tu wielokrotnie podczas czteromiesięcznego pobytu w Syrii.

Deir Mar Musa al Habaszi (klasztor św. Mojżesza Abisyńskiego) znajduje się 80 km na północny wschód od Damaszku. Ze stolicy najłatwiej dojechać busem do miejscowości an-Nabaq leżącej przy głównej drodze łączącej Damaszek z Aleppo. W an-Nabaq można złapać taksówkę, która dowiezie nas na miejsce za 4 dol.

***

Klasztor powstał w VI w. na konstrukcji rzymskiej wieży strażniczej z II w. Główny budynek zachował pierwotną sylwetkę i charakter obronny. Prowadzi do niego jedno małe wejście, co wydatnie zwiększało walory obronne nielicznego garnizonu. Sylwetka wieży idealnie wtapia się w krajobraz i gdyby nie dobudowane współcześnie budynki gościnne, byłaby niezauważalna, nawet z odległości kilometra. Według legendy klasztor założył syn króla abisyńskiego Mojżesz, który zamiast splendorów władzy wybrał życie na pustyni i po długiej tułaczce przez Egipt i Ziemię Świętą trafił w końcu w to miejsce. Do XIX w. przebywali tu mnisi, potem klasztor na półtora wieku opustoszał i popadł w ruinę. Na nowo odkrył go w latach 80. ojciec Paolo z Rzymu, młody jezuita, student arabistyki, który wiele wysiłku włożył w jego odbudowę. Dziś mieszka tam na stałe sześciu mnichów i trzy mniszki różnych obrządków: syryjsko-prawosławni, maronici i katolicy. Mnisi są bardzo gościnni i otwarci - każdy przybysz, niezależnie od wyznania, jest tu mile widziany. Zawsze spotkamy tam wielu ciekawych ludzi z całego świata, jedni przyjeżdżają na kilka dni, inni na kilka lat. Nocleg i wyżywienie są darmowe, praca lub datki na rzecz klasztoru - dobrowolne. W okolicznych górach znajduje się wiele pustelni, w których niegdyś mieszkali mnisi, wspólnota udostępnia te miejsca osobom pragnącym przebywać w ciszy i samotności.

W głównym budynku mieści się mały kościół ozdobionym freskami, najstarsze pochodzą z XI w. Podłoga wyłożona jest dywanami (jak w meczetach), a wnętrze oświetlają wyłącznie świece. Nabożeństwo odbywa się tak jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Wszyscy siedzą na podłodze w koło, a pomiędzy uczestnikami krążą chleb i kielich z winem. Panuje atmosfera niezwykłego skupienia. Językiem liturgii jest arabski.

Z klasztoru rozpościera się przepiękny widok na szeroką pustynną dolinę, którą kiedyś przebiegał szlak handlowy łączący Eufrat z Damaszkiem i portami nad Morzem Śródziemnym.

***

Podczas świąt w klasztorze przebywała dość liczna grupa Europejczyków przybyłych z różnych zakątków Półwyspu Arabskim, głównie z Syrii, Jordanii i Libanu. Dla wszystkich znalazło się wolne miejsce przy stole i serdeczne życzenia. Potrawy na wigilijnej wieczerzy nie różniły się zbytnio od codziennej diety klasztornej: cieciorka, kozie sery, oliwki i niezakwaszany chleb. Może właśnie takie dary przynieśli pasterze do stajenki w Betlejem, by uczcić narodzenie Mesjasza? Każdy dzień spędzony w klasztorze jest niesamowitym przeżyciem, które na zawsze pozostanie w mej pamięci.

Bilet lotniczy (w obie strony) z Warszawy do Damaszku można znaleźć już za 1500 zł, z uzyskaniem wizy w syryjskiej ambasadzie w Polsce nie ma najmniejszych problemów.

www.deirmarmusa.org

Skomentuj:
List z Syrii. Boże Narodzenie w Deir Mar Musa
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX