Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Święte miasta. Lhasa - w świetle oliwnych lampek

  • Pin It
Jerzy Samusik
22.12.2008 , aktualizacja: 19.12.2008 13:45
A A A Drukuj
Fot. Jerzy Pawleta
W świątyni Dżokhang i u podnóża Potali żyje prawdziwy duch Tybetu, nieskażony jeszcze chińszczyzną
Modlący się pielgrzymi
Fot. Jerzy Pawleta
Modlący się pielgrzymi
Dysputa mnichów
Fot. Jerzy Pawleta
Dysputa mnichów
Pałac Potala
Fot. Jerzy Pawleta
Pałac Potala

Fot. Jerzy Pawleta
Trzydniową podróż jeepem z Zhangmo przy nepalskiej granicy do Lhasy zakończyliśmy przed hotelem Banak Shol na Xingfu Dong Lu, głównej ulicy tybetańskiej stolicy. Po obu jej stronach ciągną się nieprzerwanie jedno- lub dwupiętrowe domy i kilka hoteli dla cudzoziemców. Domy mają pobielone fasady, duże okna obwiedzione czarną farbą, na parapetach kwiaty w doniczkach, na dachach - powiewające na wietrze lambrekiny i pęki wotywnych chorągiewek. Na górnych piętrach są mieszkania, na parterze sklepiki i restauracje.

***

Na straganach, na płotach, na wózkach, wprost na ziemi rozłożyli swoje towary chińscy i tybetańscy sprzedawcy. Można u nich kupić odzież, obuwie, torby podróżne i metalowe walizki, kufry i szafy, części do rowerów, słodycze i piwo, jarmarczne błyskotki. Między stoiskami handlarzy usadowili się szewcy i krawcy, by na poczekaniu naprawić buty lub garderobę. Co kilkadziesiąt metrów stoją przenośne garkuchnie serwujące jednodaniowe posiłki. W kilku miejscach zasiedli przy stolikach "dentyści". Nie leczą ani nie wyrywają zębów, tylko zakładają złote koronki - ku ozdobie (najwięksi eleganci fundują sobie koronkę z czerwonym serduszkiem).

Xingfu Dong Lu doprowadza nas do alei Jaków nazwanej tak z powodu wielu straganów z jaczym mięsem. Widok niezbyt przyjemny: ociekające posoką połcie polędwicy, zakrwawiony bruk, sfory psów wydzierających sobie ochłapy. Tuż obok stoły z gomółkami masła i sera, ze słoikami jogurtu. Aleja Jaków położona jest na obrzeżu bazaru Barkhor. Im dalej w jego głąb, tym większa różnorodność sprzedawanych towarów. Nabyć tu można warzywa i owoce, skóry zwierzęce, tradycyjne stroje, słynne dywany tybetańskie, kindżały, młynki modlitewne, wotywne chorągiewki, posążki Buddy, religijne malowidła na płótnie, różańce, trociczki, stare monety, naszyjniki z korali i turkusów, haftowane czapki, kapelusze, ceremonialne szarfy. Przechodząc obok straganów, docieramy do następnej uliczki wypełnionej po brzegi tłumem pielgrzymów. Wszyscy podążają w jednym kierunku. Idą niespiesznie, przesuwając różańcowe paciorki, kręcąc modlitewnymi młynkami, szepcąc święte mantry. Większość z nich to przybysze z odległych wiosek. Okrążają wielokrotnie świątynię Dżokhang, wędrując bez przerwy oplatającymi ją wąskimi uliczkami. Jedno okrążenie to jedna religijna zasługa - warto zrobić ich jak najwięcej, skoro pokonało się długą drogę z rodzinnej wioski do Lhasy.

***

Nie słynna Potala, nie letnia rezydencja Dalajlamy Norbulinka ani największy tybetański klasztor Drepung, lecz położona w samym środku Lhasy świątynia Dżokhang jest najświętszym miejscem w Tybecie. Wzniesiona w 650 r. przez pierwszego wielkiego króla Tybetu Songtsen Gampo jest najstarszą istniejącą buddyjską świątynią. Między VII a XVII w. była wielokrotnie powiększana i zdobiona. Do jej wzbogacenia przyczynił się zwłaszcza założyciel sekty "Żółtych Czapek" Tsongkhapa, wyznaczając ją na główne miejsce religijnych ceremonii podczas wielkiego festiwalu modlitewnego Monlam Qinbo zapoczątkowanego przez niego w 1409 r.

Z powstaniem świątyni wiąże się wiele legend. Jedna z nich mówi, że Dżokhang wzniesiono w miejscu podziemnego jeziora, w którym można było ujrzeć wizje przyszłości. Podobno w podziemiach budowli ciągle żyje wodny smok zamieszkujący onegdaj wody jeziora i nadal domaga się składania ofiar. W jednej z bocznych kaplic stoi posążek Ramo Gyalmo, czyli Królowej Kóz. Postawiono go niegdyś dla uczczenia niezwykłej kozy, która, według następnej starej legendy, miała zasypać jezioro skałami i ziemią, by stworzyć miejsce pod budowę świątyni. Inny mit, rozpowszechniany przez Chińczyków, głosi, że Songtsen Gampo zbudował Dżokhang specjalnie po to, aby umieścić w niej posążek Buddy otrzymany w prezencie od chińskiej księżniczki Wen Czeng, gdy przyjechała ona do Tybetu, żeby zostać jego królową. Nie jest to zgodne ze starymi indyjskimi i nepalskimi kronikami, według których to nie Wen Czeng, lecz nepalska księżniczka Birkhuti wniosła w wianie tybetańskiemu władcy posąg Oświeconego i jego autentyczną miskę żebraczą.

***

Dżokhang od dawna uważana jest za buddyjską katedrę Tybetu i od lat przybywają do niej każdego dnia setki, jeśli nie tysiące pielgrzymów. Wraz z ich dużą grupą przekraczamy bramę wejściową, by znaleźć się w głównej nawie, otoczonej kaplicami poświęconymi różnym wcieleniom Buddy. W miejscu ołtarza widnieje słynna statua Buddy Siakjamuniego przywieziona tu albo przez Wen Czeng, albo przez Birkhuti. W czasie rewolucji kulturalnej fanatyczni bezmózgowcy z Czerwonej Gwardii rozbili rzeźbę, nie zważając na jej bezcenną wartość - wszak była to jedna z trzech podobizn Buddy wykonanych za jego życia. Odłamaną górną część zawieziono do Pekinu, aby ją przetopić, resztę wyrzucono na złomowisko. Jakimś cudem obie połowy odnalazły się w 1980 r., a trzy lata później połączono je i po staraniach Stowarzyszenia Buddystów w Chinach umieszczono ponownie w Lhasie.

W świątyni Dżokhang i jej okolicy nie spotykamy Chińczyków. Obca jest im atmosfera tego miejsca, nie czują się pewnie w wąskich uliczkach starej Lhasy. Tylko tam i u podnóża Potali zachowały się enklawy pradawnej metropolii dalajlamów, w których żyje prawdziwy duch Tybetu nieskażony jeszcze chińszczyzną.

***

Potalę najlepiej oglądać z małego chińskiego pawilonu zbudowanego vis-a-vis zimowej siedziby dalajlamów. Można tam usiąść wygodnie i popijając jaśminową herbatę, śledzić metr po metrze forteczne mury, długie rzędy okien, łamaną linię dachów. Można też wyciągnąć aparat i komponować przeróżne ujęcia: Potala ze sztucznym jeziorkiem na pierwszym planie, Potala z powiewającymi na wietrze wotywnymi chorągiewkami, Potala z grupą buddyjskich pielgrzymów wpatrzonych z nabożną czcią w dom "Żywego Buddy".

Symbol Lhasy i całego Tybetu usadowił się na Marpori, czyli Rudym Wzgórzu górującym 100 m nad miastem. Lokalizacja wyśmienita i dla obronnej fortecy, i dla miejsca religijnego kultu. Strome skaliste stoki były naturalną, trudną do pokonania przeszkodą dla najeźdźców, a widoczny z daleka wierzchołek mógł budzić pożądany przez władców respekt, zwłaszcza gdy wieńczyła go potężna budowla. Walory Rudego Wzgórza docenił już król Songtsen Gampo i wybudował na nim w połowie VII w. pawilon medytacji zamieniony później na królewski pałac. Po dwustu latach pałac spłonął i Rude Wzgórze długo pozostawało puste. Dopiero w 1645 r. zaroiło się ludźmi, kiedy Dalajlama V zaczął wznosić Potalę. Budowa nie trwała długo, mimo że w tym czasie nie używano jeszcze w Tybecie pojazdów na kołach, a kamienie i drewniane materiały transportowano na plecach ludzi i grzbietach osłów. Podczas wznoszenia murów nie zastosowano żadnych konstrukcji stalowych, nie użyto też ani jednego gwoździa do zespolenia elementów drewnianych. Trwałość miały zapewnić budowli masywne ściany o grubości od dwóch do pięciu metrów. Jedynie fundamenty wzmocniono roztopioną miedzią, aby mogły stawiać czoła trzęsieniom ziemi.

Chociaż roboty postępowały szybko - Pałac Biały stanął już w 1653 r. - Dalajlama V nie doczekał końca budowy. Zdążył tylko wydać polecenie, aby wiadomość o jego śmierci ogłoszono dopiero wtedy, gdy obok Pałacu Białego stanie Pałac Czerwony. Wyznaczony regent spełnił ostatnią wolę Dalajlamy. Znalazł wśród mnichów sobowtóra "Żywego Buddy" i nakazał mu pełnienie oficjalnych obowiązków głowy Kościoła lamaickiego i władcy Tybetu do czasu, gdy dach Pałacu Czerwonego zostanie pokryty pozłacaną blachą.

Zbudowana z drewna, kamieni i gliny zimowa siedziba dalajlamów wyrasta ponad Rude Wzgórze na wysokość 13 kondygnacji. Jej wnętrze to rozległy labirynt tysiąca izb, mieszczących 10 tys. kaplic i ołtarzy, na których ustawiono 200 tys. posągów i posążków. Dominujący nad całą budowlą Pałac Czerwony, oflankowany z obu stron skrzydłami Pałacu Białego, zawiera liczne sale posiedzeń i medytacji, świątynie, kaplice i mauzolea. W tych ostatnich, mających kształt stup, złożono zabalsamowane zwłoki siedmiu ostatnich dalajlamów. Bije z nich przepych, pociągnięto je bowiem zdumiewającą ilością pozłoty, powtykano w nie tysiące korali, pereł, turkusów, agatów, diamentów. Na pokrycie mauzoleum Dalajlamy V mierzącego 20 m wysokości i sięgającego trzeciego piętra zużyto 3700 kg złota. Sąsiadujący z nim grobowiec Dalajlamy XIII jest jeszcze wyższy - ma 22 m. Zbudowano go z litego srebra, zwieńczono złotymi blachami, inkrustowano mnóstwem szlachetnych kamieni.

W 1959 r. Potala przestała być siedzibą duchowych przywódców Tybetu. Ostatni z nich, Dalajlama XIV, musiał emigrować do Indii po nieudanym powstaniu przeciwko Chińczykom. Przebywa tam do dziś w miejscowości Dharamsala. Potala uniknęła zagłady. Wytoczono wprawdzie przeciwko niej armaty i obrócono w perzynę zachodnią bramę wraz z otaczającymi ją czortenami, ale do ostatecznego zniszczenia nie dopuściły osobiste oddziały ówczesnego premiera rządu chińskiego Czou En-laja. Potala przestała też być klasztorem. Z kilku tysięcy mnichów pozostało tylko stu pięćdziesięciu. Opiekują się starymi manuskryptami, czuwają przy ołtarzach Buddy, podsycają ogień oliwnych lampek i stanowią eksponaty muzealne. Odkąd Potalę zamieniono w muzeum, przy modlących się mnichach zatrzymują się turyści i przyglądają się im jak reliktom przeszłości.

Na najwyższym piętrze Pałacu Czerwonego mieszczą się apartamenty zajmowane przed 1959 r. przez ostatniego Dalajlamę. Trzy niewielkie pokoiki (izba modlitw, pokój przyjęć, sypialnia) są skromnie umeblowane. Jedyny kuriozalny przedmiot to leżąca na stoliku ludzka czaszka ze srebrną żuchwą i sztucznymi gałkami ocznymi, w której niegdyś trzymano rytualnie poświęconą herbatę. Z okien apartamentów widać całą Lhasę. Gdyby powrócił tu teraz Dalajlama, nie poznałby swojego miasta. Tam, gdzie za jego czasów odbywały się konne igrzyska tybetańskich jeźdźców, gdzie on sam kroczył w paradnych orszakach podczas uroczystości religijnych, znajduje się teraz rzadko odwiedzany park z rachitycznymi drzewkami. Miejsce wąskich i krętych uliczek zajęły szerokie aleje, a stare domostwa w tybetańskim stylu musiały ustąpić miejsca mieszkalnym blokom o socrealistycznej proweniencji. Wątpię, aby ta zabudowa przypadła mu do gustu, skoro razi nawet nas, wychowanych na podobnej architekturze.

W sieci

www.travelchinaguide.com/attraction/tibet/lhasa/potala.htm

www.globtroter.pl/tybet/stolica.html

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta