List z klasztoru Ganden. W łopocie tysięcy flag
15.12.2008
, aktualizacja: 17.12.2008 16:48
Wszystko tu jest niezwykle autentyczne, nie ma nic ze spektaklu odgrywanego na potrzeby nielicznych turystów
ZOBACZ TAKŻE
- Wonny Budda, Sosnowy Wiatr... (17-05-10, 06:00)
- Podróże po Chinach. Bamei - za górami, za rzekami... (12-01-09, 06:00)
- Święte miasta. Lhasa - w świetle oliwnych lampek (22-12-08, 06:00)
- Wędrówki po Chinach. Budda pachnący jaśminem (15-12-08, 06:00)
- Dżipem przez Himalaje. 1000 kilometrów przygody (01-12-08, 06:00)
- Ladakh albo Mały Tybet: w krainie mnichów i kupców (01-05-07, 00:00)
- W Zachodnim Syczuanie: Wędrówki z panem Li (01-05-07, 00:00)
- Shaolin - flesze w aromacie kadzideł (01-05-07, 00:00)
Jeden z największych klasztorów w Tybecie, mający ogromne, zarówno polityczne, jak i religijne znaczenie, leży ok. 45 km na północny wschód od Lhasy, na wysokości prawie 5 tys. m.
Minibus Toyota wynajęty (wraz z kierowcą i przewodniczką) w agencji turystycznej mknie asfaltową drogą przez osiedla na obrzeżach stolicy, a potem przez tereny rolnicze z gospodarstwami ogrodniczymi. W rzadziej zabudowanym terenie kierowca skręca w prawo i na pierwszym (maksymalnie drugim) biegu pniemy się górską serpentyną, spoglądając na małe wioski z szarymi domami w dolinach. Droga ta prowadzi wyłącznie do klasztoru Ganden i tam się kończy.
***
Na poboczach przed wejściem na teren klasztoru zaparkowane są rozmaite pojazdy, którymi przybyli tu pielgrzymi i turyści, ale tłoku nie ma. Kilka stoisk na kółkach oferuje napoje i gorące przekąski, np. pyszne pierożki momo. Obok Tybetanka sprzedaje duże bukiety tymianku przeznaczone do rytualnego palenia w kadzielnicach w kształcie małych buddyjskich stup.
Klasztor zbudował w 1409 r. Tsongkhapa, wielki reformator lamaizmu i założyciel buddyjskiej szkoły Gelugpów, tzw. Żółtych Czapek (Gelugpa znaczy wzór cnoty). Szkoła ta przywiązywała ogromne znaczenie do rzetelnego wykształcenia mnichów i ich godnego, pełnego cnót postępowania. Wywodzili się z niej kolejni dalajlamowie. Dwaj uczniowie Tsongkhapy założyli kilka lat później słynne klasztory Sera i Drepung, bliżej Lhasy. W okresie największego rozkwitu buddyjskiej szkoły Gelugpa w klasztorze Ganden przebywało ok. 8 tys. mnichów. Obecnie, jak powiedziała nam tybetańska przewodniczka, jest ich ok. 700.
***
Tsongkhapa zmarł w 1419 r., a jego szczątki, złożone w złotej stupie, znajdującej się w małym budynku biblioteki, są cenną relikwia. W tej samej stupie przechowywany jest również odrestaurowany obraz Tsongkhapy. Najcenniejszą ozdobą stupy są złote okucia ocalałe z pożaru, który zniszczył nie tylko XV-wieczną, pierwszą w tym miejscu stupę, ale również wiele innych bezcennych zabytków. Znaczna część doszczętnie zrujnowanych budowli sakralnych nie została odbudowana. Odbudowano jednak domy gościnne dla lamów i mnichów znajdujące się na wyżej położonych tarasach zbocza.
Klasztor Ganden poświęcony jest Majtrei - Buddzie Przyszłości. Chociaż nie został zbudowany na planie mandali jak większość buddyjskich klasztorów, główne miejsca kultu i wewnętrzne stupy nawiązują do mandali.
Duża część kompleksu udostępniona jest pielgrzymom i turystom. Na dziedzińcach klasztornych króluje bordowy kolor mnisich szat, ale widać też odświętnie ubranych Tybetańczyków przybywających tu z modlitwą, uwalnianą z obracanych dłonią młynków modlitewnych. Wszędzie intensywny zapach masła z mleka jaka, charakterystyczny dla całego Tybetu. Wierni odwiedzający miejsca kultu religijnego przynoszą je ze sobą i dokładają do dużych maślanych kaganków umieszczonych przed wizerunkami Buddy i różnych bóstw opiekuńczych.
Spędzając kilka godzin na terenie klasztoru, można uczestniczyć w zbiorowej modlitwie mnichów, którzy siedząc w obszernej sali na szerokich ławach, powtarzają chórem mantry i modlitwy przy akompaniamencie dźwięków wydobywanych przez wyznaczonego lamę z ogromnych muszli i metalowych mis. Choć w sali modlitewnej panuje półmrok, wyraźnie widać ściany przyozdobione świętymi malowidłami w jaskrawych, ulubionych przez Tybetańczyków barwach.
Wszystko tu jest niezwykle autentyczne. Nie ma nic ze spektaklu odgrywanego na potrzeby turystów, których jest tu i tak niewielu. Widoki z zalanych ostrym słońcem dziedzińców klasztornych na majestatyczne, brunatne góry, biel i czerwień zabudowań oraz intensywnie niebieskie niebo tworzą niezwykłą atmosferę tego miejsca. Panującą wokół ciszę zagłusza tylko jeden dźwięk - łopot tysięcy małych modlitewnych flag rozwieszonych wzdłuż świętej drogi, pielgrzymiego traktu, który otacza cały klasztorny kompleks.
Specjalne zezwolenie na wjazd do Tybetu (chińska wiza nie jest tam ważna) dla czterech osób zdobyliśmy w Katmandu za pośrednictwem agencji turystycznej. Bilet lotniczy na trasie Katmandu - Lhasa - Katmandu - 650 dol. (50 min. lotu nad Himalajami, pięknie widać Mount Everest).
Zobacz też:
Jadą autostopem z Krakowa do Pekinu!
Tybet - relacja z podróży wysokogórskim ekspresem
Narciarz na wysokościach
Chiny - zobacz galerię zdjęć w serwisie Kolumber.pl
Minibus Toyota wynajęty (wraz z kierowcą i przewodniczką) w agencji turystycznej mknie asfaltową drogą przez osiedla na obrzeżach stolicy, a potem przez tereny rolnicze z gospodarstwami ogrodniczymi. W rzadziej zabudowanym terenie kierowca skręca w prawo i na pierwszym (maksymalnie drugim) biegu pniemy się górską serpentyną, spoglądając na małe wioski z szarymi domami w dolinach. Droga ta prowadzi wyłącznie do klasztoru Ganden i tam się kończy.
***
Na poboczach przed wejściem na teren klasztoru zaparkowane są rozmaite pojazdy, którymi przybyli tu pielgrzymi i turyści, ale tłoku nie ma. Kilka stoisk na kółkach oferuje napoje i gorące przekąski, np. pyszne pierożki momo. Obok Tybetanka sprzedaje duże bukiety tymianku przeznaczone do rytualnego palenia w kadzielnicach w kształcie małych buddyjskich stup.
Klasztor zbudował w 1409 r. Tsongkhapa, wielki reformator lamaizmu i założyciel buddyjskiej szkoły Gelugpów, tzw. Żółtych Czapek (Gelugpa znaczy wzór cnoty). Szkoła ta przywiązywała ogromne znaczenie do rzetelnego wykształcenia mnichów i ich godnego, pełnego cnót postępowania. Wywodzili się z niej kolejni dalajlamowie. Dwaj uczniowie Tsongkhapy założyli kilka lat później słynne klasztory Sera i Drepung, bliżej Lhasy. W okresie największego rozkwitu buddyjskiej szkoły Gelugpa w klasztorze Ganden przebywało ok. 8 tys. mnichów. Obecnie, jak powiedziała nam tybetańska przewodniczka, jest ich ok. 700.
***
Tsongkhapa zmarł w 1419 r., a jego szczątki, złożone w złotej stupie, znajdującej się w małym budynku biblioteki, są cenną relikwia. W tej samej stupie przechowywany jest również odrestaurowany obraz Tsongkhapy. Najcenniejszą ozdobą stupy są złote okucia ocalałe z pożaru, który zniszczył nie tylko XV-wieczną, pierwszą w tym miejscu stupę, ale również wiele innych bezcennych zabytków. Znaczna część doszczętnie zrujnowanych budowli sakralnych nie została odbudowana. Odbudowano jednak domy gościnne dla lamów i mnichów znajdujące się na wyżej położonych tarasach zbocza.
Klasztor Ganden poświęcony jest Majtrei - Buddzie Przyszłości. Chociaż nie został zbudowany na planie mandali jak większość buddyjskich klasztorów, główne miejsca kultu i wewnętrzne stupy nawiązują do mandali.
Duża część kompleksu udostępniona jest pielgrzymom i turystom. Na dziedzińcach klasztornych króluje bordowy kolor mnisich szat, ale widać też odświętnie ubranych Tybetańczyków przybywających tu z modlitwą, uwalnianą z obracanych dłonią młynków modlitewnych. Wszędzie intensywny zapach masła z mleka jaka, charakterystyczny dla całego Tybetu. Wierni odwiedzający miejsca kultu religijnego przynoszą je ze sobą i dokładają do dużych maślanych kaganków umieszczonych przed wizerunkami Buddy i różnych bóstw opiekuńczych.
Spędzając kilka godzin na terenie klasztoru, można uczestniczyć w zbiorowej modlitwie mnichów, którzy siedząc w obszernej sali na szerokich ławach, powtarzają chórem mantry i modlitwy przy akompaniamencie dźwięków wydobywanych przez wyznaczonego lamę z ogromnych muszli i metalowych mis. Choć w sali modlitewnej panuje półmrok, wyraźnie widać ściany przyozdobione świętymi malowidłami w jaskrawych, ulubionych przez Tybetańczyków barwach.
Wszystko tu jest niezwykle autentyczne. Nie ma nic ze spektaklu odgrywanego na potrzeby turystów, których jest tu i tak niewielu. Widoki z zalanych ostrym słońcem dziedzińców klasztornych na majestatyczne, brunatne góry, biel i czerwień zabudowań oraz intensywnie niebieskie niebo tworzą niezwykłą atmosferę tego miejsca. Panującą wokół ciszę zagłusza tylko jeden dźwięk - łopot tysięcy małych modlitewnych flag rozwieszonych wzdłuż świętej drogi, pielgrzymiego traktu, który otacza cały klasztorny kompleks.
Specjalne zezwolenie na wjazd do Tybetu (chińska wiza nie jest tam ważna) dla czterech osób zdobyliśmy w Katmandu za pośrednictwem agencji turystycznej. Bilet lotniczy na trasie Katmandu - Lhasa - Katmandu - 650 dol. (50 min. lotu nad Himalajami, pięknie widać Mount Everest).
Zobacz też:
Jadą autostopem z Krakowa do Pekinu!
Tybet - relacja z podróży wysokogórskim ekspresem
Narciarz na wysokościach
Chiny - zobacz galerię zdjęć w serwisie Kolumber.pl
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl















