Przedświąteczna wędrówka nad Sekwaną. Paryż od świtu do zmierzchu
15.12.2008
, aktualizacja: 22.12.2008 15:22
Podobno w jeden dzień w Paryżu nic się nie zobaczy. Teraz wiem, że to nieprawda
ZOBACZ TAKŻE
- Podróże w przeszłość. Paryż - obelisk z placu Zgody (07-07-08, 06:00)
- Francja na liście UNESCO. Nieznośna lekkość Lyonu (22-12-08, 06:00)
- Lyon. Na ulicy Pierwszego Filmu (08-12-08, 06:00)
- Lille. Pod śmiejącym się słońcem (15-09-08, 06:00)
- Sławne muzea. D'Orsay - trzy poziomy, trzy epoki (26-01-09, 06:00)
W Croissy-sur-Seine zaczyna świtać. Z jesiennych oparów nad Sekwaną wyłaniają się kontury wysepki, widzę już zacumowaną przy brzegu ukwieconą barkę, w której pewnie ktoś mieszka. Już półtora wieku temu przypływała tu łodziami paryska bohema. Artyści pakowali sztalugi, szkicowniki, kajety i chwytali za wiosła. Rejs zakolami rzeki trwał kilka godzin - teraz z centrum stolicy na Wyspę Impresjonistów dotrzemy w kilkanaście minut.
Przedsiębiorcza żona pewnego szkutnika urządziła tu kiedyś restaurację, rozsławiła swą kuchnię i atmosferę kameralnego zakątka. Jej gośćmi byli m.in. Monet, Degas, Pissarro, Maupassant, a przede wszystkim Renoir. "Nigdzie indziej nie spotkałem tylu pięknych dziewcząt do pozowania" - zwierzył się kiedyś artysta.
***
Z szybkiej kolejki RER wysiadam na stacji Auber i po minucie stoję przed Operą, przy drugim filarze z prawej. Dawno chciałem przyjrzeć się z bliska replice jednego z rzeźbiarskich arcydzieł Jeana-Baptiste'a Carpeaux "La Danse" (oryginał widziałem w Luwrze, a inną kopię na parterze Muzeum d'Orsay). Rozgadana grupa japońskich gimnazjalistów i hałas klaksonów nie pozwalają się skupić. Mimo że to kopia, należy ją oglądać w miejscu, dla którego dzieło było zaprojektowane 140 lat temu jako niezależny od fasady obraz. Artysta umiejętnie przeszedł od półplastycznego reliefu do niemal pełnej rzeźby. Trzeba kunsztu i miesięcy trudu, by z wielkiej bryły twardego materiału wyczarować scenkę pełną lekkości i ujmującego czaru.
Udając się w stronę Sekwany, spaceruję po Bulwarze Kapucynów, w kierunku La Madeleine i Bulwaru Haussmanna. Trwa gorączka przedświątecznych przygotowań. Wciąż otwarte restauracyjne ogródki przystraja się igliwiem, stawia się sztucznie oszronione choinki, na nich srebrne łańcuchy, lampki, krasnale i szyszki. Nad głównym wejściem do Galeries Lafayette zawisły świetlne girlandy. W jednym z zaułków pachnie pieczonymi kasztanami, obok kucharz rozsmarowuje figowy dżem na wielkim naleśniku, a grupka włoskiej młodzieży siada na rowery wypożyczone przed chwilą z samoobsługowej wypożyczalni. Za 3,30 euro funduję sobie na drugie śniadanie pachnący naleśnik z syropem klonowym, a kubek mandarynkowego soku dostaję gratis. W sklepie z drogimi torebkami rosyjskojęzyczne klientki odbierają elegancko zapakowane zakupy. Dwoje bukinistów rozkłada na długiej desce szkice starego Paryża. Środkiem Bulwaru pędzi na sygnale kilka samochodów żandarmerii.
W ciągu paru minut wąskimi uliczkami staromiejskiego centrum dochodzę do Łuku Carrousel. W listopadzie mniej tu ludzi, ale kolejki do Luwru prawie tak samo długie jak w szczycie sezonu turystycznego. Mniej znany Łuk Triumfalny jest imitacją podobnej budowli wzniesionej w Rzymie ku czci Septymiusza Sewera. Ten, którego wykwintną architekturę właśnie podziwiam, wzniesiono 200 lat temu, czcząc zwycięstwa Napoleona z 1805 r. Na długo zapamiętam różowy marmur kolumn, pastelowe płaskorzeźby, turkus, czerwień i złoto.
***
Położony tuż obok 450-letni ogród Tuileries zapamiętam z innego powodu. Fotografując jeden z licznych tu posągów, widzę w obiektywie aparatu tysiące ptaków lecących od strony Muzeum d'Orsay. Lądują na trawnikach, przez chwilę szukają czegoś w trawie, potem okupują korony drzew od strony rzeki. To jemiołuszki - przybysze z Dalekiej Północy, które takimi stadami przylatują do Europy średnio co 10 lat. Podobną inwazję musiała choć raz obserwować Katarzyna Medycejska, na której polecenie sadzono tu pierwsze drzewa.
Przecinam Quai des Tuileries i przez Pont Royal przechodzę na lewy brzeg Sekwany. Zbliża się południe, robi się ciepło. Mijając kolejne, stylowo obudowane ujęcie wody, postanawiam się napić. Smakuje zwyczajnie, a o urok miejsca dbają cztery kariatydy podtrzymujące żeliwną kopułę nad zdrojem. Idąc w górę rzeki, mijam kolejne zamieszkane barki, a po prawej stronie ulicy okazały gmach Instytutu Francuskiego. Początkowo uczelnia miała pomieścić 60 studentów, ale półtora wieku później Napoleon kazał przenieść do niej niemal wszystkie francuskie akademie. W westybulu tej barokowo- klasycystycznej budowli znajduje się grób kardynała Mazarina, fundatora obiektu.
Stąd do Luwru warto przejść malowniczym Pont des Arts. Żelazny most zrekonstruowano po wojennych zniszczeniach na podstawie planu pierwowzoru z 1804 r. Wstępuję do restauracji Laperoze założonej w 1766 r. Mimo południowej przerwy udaje mi się obejrzeć utrzymane w pierwotnym stylu wnętrza, a nawet piwniczkę z winami. Otaczają mnie marmury, amarantowa tapicerka, obrazy i bogato dekorowane stropy. Szef zmiany częstuje mnie lampką wina i pokrótce tłumaczy, co jest w menu. Już za 34 euro można zjeść kaczą wątróbkę z ostrym sosem kardamonowym i piernikowym chlebkiem. Odrobinę tańsze są ślimaki ze szpinakiem w sosie z solonego masła, czosnku i pietruszki. Dużo więcej - nawet 125 euro - trzeba wydać na zestawy specjalne podawane w kameralnych pomieszczeniach.
Cały chrześcijański świat celebruje Rok Świętego Pawła z Tarsu, ogłoszony przez papieża w czerwcu. Na dziedzińcu katedry Notre Dame oglądam billboard ilustrujący trasy czterech pielgrzymek Apostoła Narodów. Podczas mszy południowej widzę kilka wizerunków świętego i modlących się pod nimi turystów. Przybyli tu z całego globu, wielu przystępuje do komunii świętej. Podczas przekazywania sobie znaku pokoju, niektórzy dłuższą chwilę chodzą wzdłuż ławek, chcąc pozdrowić jak największe grono współwyznawców. Podniosły nastrój, w jakim żegnam jedną z najwspanialszych katedr świata, burzy po chwili prozaiczna scenka. Śliczna, śniadolica dziewczyna podnosi z bruku złotą obrączkę i ze skromnym uśmiechem podaje mi ją mówiąc, że to pewnie moja zguba. Wciska mi ją siłą, odchodzi, ale zaraz potem wraca i prosi mnie, zakłopotanego sytuacją, o kilka euro znaleźnego (to samo spotka mnie jeszcze na Place Vendeme i pod polskim kościołem).
***
Od strony hotelu De Ville na Pont D'Arcole wjeżdża na sygnale kilka policyjnych busów i pojazdy innych służb porządkowych. Kolumna zatrzymuje się na prawym pasie ruchu i uzbrojeni funkcjonariusze z potężnymi tarczami zajmują cały chodnik. Nie widzę paniki wśród licznych przechodniów, ale szybko oddalam się w kierunku Tour Saint-Jacques, byłej dzwonnicy romańskiego kościoła św. Jakuba. Ufundowana przez cech rzeźników i odbudowana w stylu późnego gotyku, służyła jako miejsce zbiórki pątnikom zmierzającym do Santiago de Compostela. Dziś 52-metrowa budowla zachwyca wyszukaną gotycką ornamentyką: smukłe okna, gzymsy, wnęki, posągi, iglice, wieżyczki i wieńcząca całość figura patrona. Ulubione miejsce spotkań paryskich stowarzyszeń turystycznych i wdzięczny obiekt do fotografowania.
Wzmożona aktywność sił porządkowych wyjaśnia się na Rue de Rivoli, do której od północy zbliża się hałaśliwy tłum demonstrantów. Imigranci z Afryki Równikowej protestują przeciw majowej ustawie ograniczającej ich prawa. Niosą transparenty, flagi Kamerunu, Senegalu, Mali, Francji i Unii Europejskiej. Na czele kilkusetosobowej grupy idzie młody Afrykańczyk z rytualnym bębnem. Wali w niego butelką z coca-colą i tańczy. Towarzyszy mu inny, z tubą, wykrzykując w stronę protestujących krótkie hasła w języku francuskim - demonstranci natychmiast odpowiadają. Mam wrażenie, jakbym uczestniczył w jakimś ludowym, egzotycznym obrzędzie. Po chwili tłum znika w Rue de la Couteliere, a policja automatycznie tamuje ruch w jej kierunku.
Idę w stronę Centrum Pompidou. Siąpi deszcz, robi się ślisko. Pomagam starszej pani wyjść z obniżenia przed Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Następny kwadrans spędzam z nią w kościele św. Marii, tuż obok kolorowych fontann Centrum. Trafiamy na przygotowania do koncertu. Przez cały listopad w świątyni występują kameralne zespoły muzyczne z Francji i sąsiednich krajów. W programie m.in. Bach, Szopen, Liszt, Szostakowicz, Grieg. Tuż przy kościelnym murze widzę maleńką galerię Talmart. Zaglądam do środka - akurat trwa wystawa fotografii Pascala Colrata, po której oprowadza mnie przyjaciel artysty. Oglądam kilkanaście prac ilustrujących przywracanie do użytku zniszczonych przedmiotów, ponowne sadzenie uschniętych drzew i ociekające krwią noże (ojciec artysty został zamordowany, motyw narzędzia zbrodni powtarza się w pracach syna). Cała wystawa poświęcona jest jednak więziom psychologicznym łączącym europejskie nacje (można ją oglądać do 6 grudnia).
***
Zanim wstąpię gdzieś na spóźniony lunch, biegnę jeszcze raz na Rue de Rivoli. Nie mogę pominąć pomnika Gasparda II de Coligny, którego tragiczną biografię czytałem parę lat temu. Przywódca hugenotów z okresu wojen religijnych był jedną z najbardziej poszukiwanych osób w noc Św. Bartłomieja. Pojmanego admirała pobito, wyrzucono przez okno, w końcu obcięto mu głowę. Idąc wzdłuż potężnego kompleksu budynków Luwru, mijam Le Louvre des Antiquaries mieszczące dziesiątki galerii, wystaw okazjonalnych i zbiory sztuki azjatyckiej. Na Place Colette przyglądam się ruchom pędzla skulonej pod platanem malarki i znowu słyszę ujadanie sygnałów policyjnych samochodów.
W kafejce La Fontaine Moliere nie ma tłoku. Zamawiam espresso, kanapkę z serem, mufinkę, lampkę czerwonego gamay touraine 2005. Jestem u zbiegu Rue de Richelieu i Rue Villedo, przez okno widzę pomnik siedzącego w fotelu Moliera. Mistrz ciętego pióra wygląda jak starzec, a przecież żył jedynie 51 lat. Największy francuski komediopisarz zmarł w 1673 r. na scenie (był też aktorem i dyrektorem teatru) podczas wystawiania sztuki "Chory z urojenia" (jego prochy spoczywają na cmentarzu Pere-Lachaise). Wychodząc z lokalu, płacę 7,40 euro, mając pełną świadomość, że za tę sumę mogę kupić jutro 3 butelki kultowego beaujolais nouveau. Tradycyjnie winiarze przywozili je do Paryża w połowie listopada, sprzedając wprost na ulicy, co z czasem przerodziło się w festyn. W 1985 r. datę święta ustalono na trzeci czwartek listopada. Jutro w ciągu kilku godzin 50 mln butelek młodego wina musi trafić na czas do 150 krajów świata. Ja napiję się go w podparyskim Croissy-sur-Seine, a moi znajomi obiecali serwować wino z tradycyjnym specjałem francuskiego wędliniarstwa - kiełbaskami saucisson sec.
***
Przed polskim kościołem Wniebowzięcia NMP kilku naszych rodaków z piwkiem (a jakże!) przestępuje z nogi na nogę. Czekają na kogoś - może na Godota? Obok kolumn barokowej świątyni przybywa niedopałków z marlboro. Wątpię, czy panowie należą do klientów restauracji La Crypte Polska, ulokowanej w podziemiach kościoła. Na porcję pierogów trzeba tu wydać 7 euro, na placki ziemniaczane z gulaszem i surówką aż 16. W świątyni zastaję kilkoro modlących się wiernych. Zatrzymuję się przed popiersiem Słowackiego, czytam napisy na tablicach poświęconych ofiarom obu wojen światowych, Katynia i powojennych zrywów wolnościowych. Msze odbywają się tutaj dwa razy dziennie, a w niedziele wielokrotnie. Najłatwiej trafić do kościoła idąc od Placu Zgody (Concorde), przed La Madeleine skręcając w prawo w Rue St Honoire. Ja przyszedłem od Place Vendeme, mijając sklepiki przy Rue Cambon z zegarkami za 117 880 euro i torebkami damskimi za 1570. Nie udało mi się podejść pod dom, w którym w 1849 r. zmarł Szopen na Place Vendeme 12. Z podwórka kamienicy wyjeżdżały właśnie opancerzone półciężarówki, a konwojenci z rękami na kaburach bacznie przyglądali się przechodniom.
Przedsiębiorcza żona pewnego szkutnika urządziła tu kiedyś restaurację, rozsławiła swą kuchnię i atmosferę kameralnego zakątka. Jej gośćmi byli m.in. Monet, Degas, Pissarro, Maupassant, a przede wszystkim Renoir. "Nigdzie indziej nie spotkałem tylu pięknych dziewcząt do pozowania" - zwierzył się kiedyś artysta.
***
Z szybkiej kolejki RER wysiadam na stacji Auber i po minucie stoję przed Operą, przy drugim filarze z prawej. Dawno chciałem przyjrzeć się z bliska replice jednego z rzeźbiarskich arcydzieł Jeana-Baptiste'a Carpeaux "La Danse" (oryginał widziałem w Luwrze, a inną kopię na parterze Muzeum d'Orsay). Rozgadana grupa japońskich gimnazjalistów i hałas klaksonów nie pozwalają się skupić. Mimo że to kopia, należy ją oglądać w miejscu, dla którego dzieło było zaprojektowane 140 lat temu jako niezależny od fasady obraz. Artysta umiejętnie przeszedł od półplastycznego reliefu do niemal pełnej rzeźby. Trzeba kunsztu i miesięcy trudu, by z wielkiej bryły twardego materiału wyczarować scenkę pełną lekkości i ujmującego czaru.
Udając się w stronę Sekwany, spaceruję po Bulwarze Kapucynów, w kierunku La Madeleine i Bulwaru Haussmanna. Trwa gorączka przedświątecznych przygotowań. Wciąż otwarte restauracyjne ogródki przystraja się igliwiem, stawia się sztucznie oszronione choinki, na nich srebrne łańcuchy, lampki, krasnale i szyszki. Nad głównym wejściem do Galeries Lafayette zawisły świetlne girlandy. W jednym z zaułków pachnie pieczonymi kasztanami, obok kucharz rozsmarowuje figowy dżem na wielkim naleśniku, a grupka włoskiej młodzieży siada na rowery wypożyczone przed chwilą z samoobsługowej wypożyczalni. Za 3,30 euro funduję sobie na drugie śniadanie pachnący naleśnik z syropem klonowym, a kubek mandarynkowego soku dostaję gratis. W sklepie z drogimi torebkami rosyjskojęzyczne klientki odbierają elegancko zapakowane zakupy. Dwoje bukinistów rozkłada na długiej desce szkice starego Paryża. Środkiem Bulwaru pędzi na sygnale kilka samochodów żandarmerii.
W ciągu paru minut wąskimi uliczkami staromiejskiego centrum dochodzę do Łuku Carrousel. W listopadzie mniej tu ludzi, ale kolejki do Luwru prawie tak samo długie jak w szczycie sezonu turystycznego. Mniej znany Łuk Triumfalny jest imitacją podobnej budowli wzniesionej w Rzymie ku czci Septymiusza Sewera. Ten, którego wykwintną architekturę właśnie podziwiam, wzniesiono 200 lat temu, czcząc zwycięstwa Napoleona z 1805 r. Na długo zapamiętam różowy marmur kolumn, pastelowe płaskorzeźby, turkus, czerwień i złoto.
***
Położony tuż obok 450-letni ogród Tuileries zapamiętam z innego powodu. Fotografując jeden z licznych tu posągów, widzę w obiektywie aparatu tysiące ptaków lecących od strony Muzeum d'Orsay. Lądują na trawnikach, przez chwilę szukają czegoś w trawie, potem okupują korony drzew od strony rzeki. To jemiołuszki - przybysze z Dalekiej Północy, które takimi stadami przylatują do Europy średnio co 10 lat. Podobną inwazję musiała choć raz obserwować Katarzyna Medycejska, na której polecenie sadzono tu pierwsze drzewa.
Przecinam Quai des Tuileries i przez Pont Royal przechodzę na lewy brzeg Sekwany. Zbliża się południe, robi się ciepło. Mijając kolejne, stylowo obudowane ujęcie wody, postanawiam się napić. Smakuje zwyczajnie, a o urok miejsca dbają cztery kariatydy podtrzymujące żeliwną kopułę nad zdrojem. Idąc w górę rzeki, mijam kolejne zamieszkane barki, a po prawej stronie ulicy okazały gmach Instytutu Francuskiego. Początkowo uczelnia miała pomieścić 60 studentów, ale półtora wieku później Napoleon kazał przenieść do niej niemal wszystkie francuskie akademie. W westybulu tej barokowo- klasycystycznej budowli znajduje się grób kardynała Mazarina, fundatora obiektu.
Stąd do Luwru warto przejść malowniczym Pont des Arts. Żelazny most zrekonstruowano po wojennych zniszczeniach na podstawie planu pierwowzoru z 1804 r. Wstępuję do restauracji Laperoze założonej w 1766 r. Mimo południowej przerwy udaje mi się obejrzeć utrzymane w pierwotnym stylu wnętrza, a nawet piwniczkę z winami. Otaczają mnie marmury, amarantowa tapicerka, obrazy i bogato dekorowane stropy. Szef zmiany częstuje mnie lampką wina i pokrótce tłumaczy, co jest w menu. Już za 34 euro można zjeść kaczą wątróbkę z ostrym sosem kardamonowym i piernikowym chlebkiem. Odrobinę tańsze są ślimaki ze szpinakiem w sosie z solonego masła, czosnku i pietruszki. Dużo więcej - nawet 125 euro - trzeba wydać na zestawy specjalne podawane w kameralnych pomieszczeniach.
Cały chrześcijański świat celebruje Rok Świętego Pawła z Tarsu, ogłoszony przez papieża w czerwcu. Na dziedzińcu katedry Notre Dame oglądam billboard ilustrujący trasy czterech pielgrzymek Apostoła Narodów. Podczas mszy południowej widzę kilka wizerunków świętego i modlących się pod nimi turystów. Przybyli tu z całego globu, wielu przystępuje do komunii świętej. Podczas przekazywania sobie znaku pokoju, niektórzy dłuższą chwilę chodzą wzdłuż ławek, chcąc pozdrowić jak największe grono współwyznawców. Podniosły nastrój, w jakim żegnam jedną z najwspanialszych katedr świata, burzy po chwili prozaiczna scenka. Śliczna, śniadolica dziewczyna podnosi z bruku złotą obrączkę i ze skromnym uśmiechem podaje mi ją mówiąc, że to pewnie moja zguba. Wciska mi ją siłą, odchodzi, ale zaraz potem wraca i prosi mnie, zakłopotanego sytuacją, o kilka euro znaleźnego (to samo spotka mnie jeszcze na Place Vendeme i pod polskim kościołem).
***
Od strony hotelu De Ville na Pont D'Arcole wjeżdża na sygnale kilka policyjnych busów i pojazdy innych służb porządkowych. Kolumna zatrzymuje się na prawym pasie ruchu i uzbrojeni funkcjonariusze z potężnymi tarczami zajmują cały chodnik. Nie widzę paniki wśród licznych przechodniów, ale szybko oddalam się w kierunku Tour Saint-Jacques, byłej dzwonnicy romańskiego kościoła św. Jakuba. Ufundowana przez cech rzeźników i odbudowana w stylu późnego gotyku, służyła jako miejsce zbiórki pątnikom zmierzającym do Santiago de Compostela. Dziś 52-metrowa budowla zachwyca wyszukaną gotycką ornamentyką: smukłe okna, gzymsy, wnęki, posągi, iglice, wieżyczki i wieńcząca całość figura patrona. Ulubione miejsce spotkań paryskich stowarzyszeń turystycznych i wdzięczny obiekt do fotografowania.
Wzmożona aktywność sił porządkowych wyjaśnia się na Rue de Rivoli, do której od północy zbliża się hałaśliwy tłum demonstrantów. Imigranci z Afryki Równikowej protestują przeciw majowej ustawie ograniczającej ich prawa. Niosą transparenty, flagi Kamerunu, Senegalu, Mali, Francji i Unii Europejskiej. Na czele kilkusetosobowej grupy idzie młody Afrykańczyk z rytualnym bębnem. Wali w niego butelką z coca-colą i tańczy. Towarzyszy mu inny, z tubą, wykrzykując w stronę protestujących krótkie hasła w języku francuskim - demonstranci natychmiast odpowiadają. Mam wrażenie, jakbym uczestniczył w jakimś ludowym, egzotycznym obrzędzie. Po chwili tłum znika w Rue de la Couteliere, a policja automatycznie tamuje ruch w jej kierunku.
Idę w stronę Centrum Pompidou. Siąpi deszcz, robi się ślisko. Pomagam starszej pani wyjść z obniżenia przed Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Następny kwadrans spędzam z nią w kościele św. Marii, tuż obok kolorowych fontann Centrum. Trafiamy na przygotowania do koncertu. Przez cały listopad w świątyni występują kameralne zespoły muzyczne z Francji i sąsiednich krajów. W programie m.in. Bach, Szopen, Liszt, Szostakowicz, Grieg. Tuż przy kościelnym murze widzę maleńką galerię Talmart. Zaglądam do środka - akurat trwa wystawa fotografii Pascala Colrata, po której oprowadza mnie przyjaciel artysty. Oglądam kilkanaście prac ilustrujących przywracanie do użytku zniszczonych przedmiotów, ponowne sadzenie uschniętych drzew i ociekające krwią noże (ojciec artysty został zamordowany, motyw narzędzia zbrodni powtarza się w pracach syna). Cała wystawa poświęcona jest jednak więziom psychologicznym łączącym europejskie nacje (można ją oglądać do 6 grudnia).
***
Zanim wstąpię gdzieś na spóźniony lunch, biegnę jeszcze raz na Rue de Rivoli. Nie mogę pominąć pomnika Gasparda II de Coligny, którego tragiczną biografię czytałem parę lat temu. Przywódca hugenotów z okresu wojen religijnych był jedną z najbardziej poszukiwanych osób w noc Św. Bartłomieja. Pojmanego admirała pobito, wyrzucono przez okno, w końcu obcięto mu głowę. Idąc wzdłuż potężnego kompleksu budynków Luwru, mijam Le Louvre des Antiquaries mieszczące dziesiątki galerii, wystaw okazjonalnych i zbiory sztuki azjatyckiej. Na Place Colette przyglądam się ruchom pędzla skulonej pod platanem malarki i znowu słyszę ujadanie sygnałów policyjnych samochodów.
W kafejce La Fontaine Moliere nie ma tłoku. Zamawiam espresso, kanapkę z serem, mufinkę, lampkę czerwonego gamay touraine 2005. Jestem u zbiegu Rue de Richelieu i Rue Villedo, przez okno widzę pomnik siedzącego w fotelu Moliera. Mistrz ciętego pióra wygląda jak starzec, a przecież żył jedynie 51 lat. Największy francuski komediopisarz zmarł w 1673 r. na scenie (był też aktorem i dyrektorem teatru) podczas wystawiania sztuki "Chory z urojenia" (jego prochy spoczywają na cmentarzu Pere-Lachaise). Wychodząc z lokalu, płacę 7,40 euro, mając pełną świadomość, że za tę sumę mogę kupić jutro 3 butelki kultowego beaujolais nouveau. Tradycyjnie winiarze przywozili je do Paryża w połowie listopada, sprzedając wprost na ulicy, co z czasem przerodziło się w festyn. W 1985 r. datę święta ustalono na trzeci czwartek listopada. Jutro w ciągu kilku godzin 50 mln butelek młodego wina musi trafić na czas do 150 krajów świata. Ja napiję się go w podparyskim Croissy-sur-Seine, a moi znajomi obiecali serwować wino z tradycyjnym specjałem francuskiego wędliniarstwa - kiełbaskami saucisson sec.
***
Przed polskim kościołem Wniebowzięcia NMP kilku naszych rodaków z piwkiem (a jakże!) przestępuje z nogi na nogę. Czekają na kogoś - może na Godota? Obok kolumn barokowej świątyni przybywa niedopałków z marlboro. Wątpię, czy panowie należą do klientów restauracji La Crypte Polska, ulokowanej w podziemiach kościoła. Na porcję pierogów trzeba tu wydać 7 euro, na placki ziemniaczane z gulaszem i surówką aż 16. W świątyni zastaję kilkoro modlących się wiernych. Zatrzymuję się przed popiersiem Słowackiego, czytam napisy na tablicach poświęconych ofiarom obu wojen światowych, Katynia i powojennych zrywów wolnościowych. Msze odbywają się tutaj dwa razy dziennie, a w niedziele wielokrotnie. Najłatwiej trafić do kościoła idąc od Placu Zgody (Concorde), przed La Madeleine skręcając w prawo w Rue St Honoire. Ja przyszedłem od Place Vendeme, mijając sklepiki przy Rue Cambon z zegarkami za 117 880 euro i torebkami damskimi za 1570. Nie udało mi się podejść pod dom, w którym w 1849 r. zmarł Szopen na Place Vendeme 12. Z podwórka kamienicy wyjeżdżały właśnie opancerzone półciężarówki, a konwojenci z rękami na kaburach bacznie przyglądali się przechodniom.
1
2
następne »
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl




więcej zdjęć









