Mikołaj na mikołajki. Dobry biskup z Myry
06.12.2008
, aktualizacja: 08.12.2008 18:09
Co roku w dzień Bożego Narodzenia ubodzy mieszkańcy Myry znajdowali na progach domów złote jabłka, smakołyki, zabawki...
ZOBACZ TAKŻE
- Śladami Pawła Apostoła (11-08-08, 06:00)
- Zdobywamy Ararat. W poszukiwaniu zaginionej Arki (16-06-08, 06:00)
- Św. Mikołaj z Anatolii (12-12-98, 00:00)
RAPORTY
Na spotkanie ze Świętym Mikołajem nie udałam się ani do Finlandii, ani na biegun północny, ale do południowej Turcji. A właściwie do Anatolii, bo tak nazywano krainę rozciągającą się na wschód i południe od Bosforu. Anatolia - kolebka wspaniałych kultur, miejsce działalności filozofów, artystów, wielkich wodzów i chrześcijańskich świętych. Święty Mikołaj istniał naprawdę i był Anatolijczykiem.
***
Trudno o piękniejsze miejsce niż Półwysep Licyjski. Południowo-zachodnia część wybrzeża anatolijskiego wcina się głęboko w lśniące wody Morza Śródziemnego. Łagodnie pofałdowane, brunatne wzgórza porasta pachnący las ambrowców i sosen. Brzeg morza to niezliczone zatoki, skaliste wysepki, złote plaże, a czasem cicha laguna jak tajemnicze, turkusowe oko.
Półwysep pełen jest antycznych ruin, przed wiekami kwitło tu starożytne królestwo Licji. Powstały wspaniałe miasta: Tlos, Xantos, Pinara, Patara, Myra. Dziś zostały po nich rozrzucone po polach kamienne sarkofagi i fascynujące nekropolie - wykute w zboczach grobowce są wiernymi kopiami licyjskich domów. Drążono je w otaczających miasta urwiskach, powoli nadając złocistym skałom wygląd olbrzymich plastrów miodu.
Po licyjskiej następowały kolejne epoki: perska, hellenistyczna, rzymska. Z przybyciem Rzymian miastom przybywało świątyń, term, teatrów. Te ostatnie wciąż możemy oglądać w dobrym stanie - wyglądają jak ogromne amonity odciśnięte w wapiennych skorupach wzgórz. Później rozwinęło się chrześcijaństwo. Jeden z jego głównych krzewicieli, święty Paweł, pochodził z Tarsu w Anatolii i wiele lat działał na tym terenie.
***
Osoba Świętego Mikołaja związana jest z Patarą, gdzie prawdopodobnie się urodził, i z Myrą, w której spędził dorosłe życie. To właśnie Myra - miasto o nazwie pachnącej Orientem - stała się miejscem narodzin legendy.
Ze starożytnej Patary przetrwało niewiele. Wpół przysypany teatr, wpisany w okrąg skalistego wzgórza, nieźle zachowany rzymski łuk triumfalny, resztki term. Piasek, kolczaste zarośla, upał. Spory rozrzut ruin na rozległej, nadmorskiej płaszczyźnie świadczy o tym, jak duże było to miasto.
Mikołaj przyszedł na świat jako dziecko szanowanej rodziny, pobożnej i majętnej. Spadkobierca humanistycznych idei antyku, a jednocześnie gorliwy chrześcijanin otrzymał staranne wykształcenie i, jak to czasem bywa z wrażliwymi młodzieńcami z zamożnych rodzin, postanowił poświęcić życie Bogu i bliźnim. Jego przeznaczeniem okazała się oddalona o 60 km na wschód od Patary Myra, gdzie został wybrany na biskupa.
Zanim stał się postacią znaną każdemu dziecku, Mikołaj, biskup Myry, zasłynął licznymi cudami. Wciąż możemy je podziwiać na staroruskich ikonach - Święty Mikołaj ratuje z topieli, wypędza demony, ucisza sztormy, wskrzesza pomordowanych.
Skąd zatem tradycja bożonarodzeniowych podarków? Legenda mówi o trzech siostrach, córkach ubogiego szlachcica, który popadł w taki niedostatek, że jedynym wyjściem wydawało mu się wysłanie córek na ulicę, aby prostytucją zarobiły na posagi niezbędne do wyjścia za mąż.
Spacerując zaułkami Myry w wieczór Bożego Narodzenia, Mikołaj niechcący podsłuchał dramatyczną rozmowę - dziewczyny rozważały, która z nich pierwsza powinna podjąć haniebny proceder; może uda się jej zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, by uchronić dwie pozostałe? Biskup, bardzo poruszony tą rozmową, podrzucił nocą do domu sióstr tyle złota, że wystarczyło na posag dla całej trójki. Zapanowała zrozumiała radość, a Mikołajowi spodobał się taki niecodzienny sposób wspomagania potrzebujących. Odtąd co roku w Boże Narodzenie ubodzy mieszkańcy Myry znajdowali na progach domów złote jabłka, smakołyki, zabawki.
Zaintrygowani, nie wiedząc, kim jest anonimowy dobroczyńca, zaczęli opowiadać o białobrodym starcu w czerwonych szatach, który w noc Bożego Narodzenia przybywa z dalekich mroźnych gór zaprzęgiem po brzegi wypełnionym darami. Aż pewnego razu rzecz się wydała. Straż nocna Myry zatrzymała zakapturzonego osobnika uginającego się pod workiem pełnym cennych przedmiotów. Okazał się nim powszechnie szanowany biskup. Incognito skończyło się, czar prysnął, ale zwyczaj pozostał. Mieszkańcy Myry kontynuowali go po śmierci Mikołaja, który otoczony ogólną miłością zmarł 6 grudnia prawdopodobnie między 345 a 352 rokiem. Pochowano go w licyjskim sarkofagu, a po latach wokół grobu wyrosła bazylika.
W 1087 r. w obawie przed zbliżającym się najazdem tureckim święte relikwie wywieziono do Bari we Włoszech. Już stamtąd nie wróciły. Sarkofag, który dziś oglądamy w kościele św. Mikołaja w Demre (tak teraz nazywa się Myra), jest pusty.
***
Co roku 6 grudnia odbywa się w Demre międzynarodowe sympozjum ku czci chrześcijańskiego biskupa organizowane przez ministerstwo turystyki muzułmańskiego państwa, jakim jest Turcja. Święty Mikołaj pomostem ekumenicznego pojednania między Wschodem a Zachodem? Czy może raczej zręczny chwyt marketingowy?
Można się spierać, ale niestety żyjemy w czasach, które wymuszają jak najszybsze przekuwanie wszystkiego na złoto. Nawet chrześcijański święty, anonimowy pomysłodawca idei dobroczynności, staje się przez kilka zimowych miesięcy głównym sposobem na zwiększenie obrotów handlowych. Tajemnica powoli umiera, zabijana przez reklamy, pośpiech, wszechobecny biznes. Ale Mikołaj, dobry biskup z Myry wrzucający biedakom w noc wigilijną złote jabłka przez komin, nie miał przecież z biznesem nic wspólnego. Wszystko, co posiadał, rozdał ubogim, dyskretnie, bezinteresownie, z miłością.
O św. Mikołaju można poczytać w "Złotej Legendzie" Jakuba de Voragine (tłum. z języka łacińskiego Janina Pleziowa), Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1996
Więcej o TURCJI znajdziesz w serwisie BERMUDY.PL
***
Trudno o piękniejsze miejsce niż Półwysep Licyjski. Południowo-zachodnia część wybrzeża anatolijskiego wcina się głęboko w lśniące wody Morza Śródziemnego. Łagodnie pofałdowane, brunatne wzgórza porasta pachnący las ambrowców i sosen. Brzeg morza to niezliczone zatoki, skaliste wysepki, złote plaże, a czasem cicha laguna jak tajemnicze, turkusowe oko.
Półwysep pełen jest antycznych ruin, przed wiekami kwitło tu starożytne królestwo Licji. Powstały wspaniałe miasta: Tlos, Xantos, Pinara, Patara, Myra. Dziś zostały po nich rozrzucone po polach kamienne sarkofagi i fascynujące nekropolie - wykute w zboczach grobowce są wiernymi kopiami licyjskich domów. Drążono je w otaczających miasta urwiskach, powoli nadając złocistym skałom wygląd olbrzymich plastrów miodu.
Po licyjskiej następowały kolejne epoki: perska, hellenistyczna, rzymska. Z przybyciem Rzymian miastom przybywało świątyń, term, teatrów. Te ostatnie wciąż możemy oglądać w dobrym stanie - wyglądają jak ogromne amonity odciśnięte w wapiennych skorupach wzgórz. Później rozwinęło się chrześcijaństwo. Jeden z jego głównych krzewicieli, święty Paweł, pochodził z Tarsu w Anatolii i wiele lat działał na tym terenie.
***
Osoba Świętego Mikołaja związana jest z Patarą, gdzie prawdopodobnie się urodził, i z Myrą, w której spędził dorosłe życie. To właśnie Myra - miasto o nazwie pachnącej Orientem - stała się miejscem narodzin legendy.
Ze starożytnej Patary przetrwało niewiele. Wpół przysypany teatr, wpisany w okrąg skalistego wzgórza, nieźle zachowany rzymski łuk triumfalny, resztki term. Piasek, kolczaste zarośla, upał. Spory rozrzut ruin na rozległej, nadmorskiej płaszczyźnie świadczy o tym, jak duże było to miasto.
Mikołaj przyszedł na świat jako dziecko szanowanej rodziny, pobożnej i majętnej. Spadkobierca humanistycznych idei antyku, a jednocześnie gorliwy chrześcijanin otrzymał staranne wykształcenie i, jak to czasem bywa z wrażliwymi młodzieńcami z zamożnych rodzin, postanowił poświęcić życie Bogu i bliźnim. Jego przeznaczeniem okazała się oddalona o 60 km na wschód od Patary Myra, gdzie został wybrany na biskupa.
Zanim stał się postacią znaną każdemu dziecku, Mikołaj, biskup Myry, zasłynął licznymi cudami. Wciąż możemy je podziwiać na staroruskich ikonach - Święty Mikołaj ratuje z topieli, wypędza demony, ucisza sztormy, wskrzesza pomordowanych.
Skąd zatem tradycja bożonarodzeniowych podarków? Legenda mówi o trzech siostrach, córkach ubogiego szlachcica, który popadł w taki niedostatek, że jedynym wyjściem wydawało mu się wysłanie córek na ulicę, aby prostytucją zarobiły na posagi niezbędne do wyjścia za mąż.
Spacerując zaułkami Myry w wieczór Bożego Narodzenia, Mikołaj niechcący podsłuchał dramatyczną rozmowę - dziewczyny rozważały, która z nich pierwsza powinna podjąć haniebny proceder; może uda się jej zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, by uchronić dwie pozostałe? Biskup, bardzo poruszony tą rozmową, podrzucił nocą do domu sióstr tyle złota, że wystarczyło na posag dla całej trójki. Zapanowała zrozumiała radość, a Mikołajowi spodobał się taki niecodzienny sposób wspomagania potrzebujących. Odtąd co roku w Boże Narodzenie ubodzy mieszkańcy Myry znajdowali na progach domów złote jabłka, smakołyki, zabawki.
Zaintrygowani, nie wiedząc, kim jest anonimowy dobroczyńca, zaczęli opowiadać o białobrodym starcu w czerwonych szatach, który w noc Bożego Narodzenia przybywa z dalekich mroźnych gór zaprzęgiem po brzegi wypełnionym darami. Aż pewnego razu rzecz się wydała. Straż nocna Myry zatrzymała zakapturzonego osobnika uginającego się pod workiem pełnym cennych przedmiotów. Okazał się nim powszechnie szanowany biskup. Incognito skończyło się, czar prysnął, ale zwyczaj pozostał. Mieszkańcy Myry kontynuowali go po śmierci Mikołaja, który otoczony ogólną miłością zmarł 6 grudnia prawdopodobnie między 345 a 352 rokiem. Pochowano go w licyjskim sarkofagu, a po latach wokół grobu wyrosła bazylika.
W 1087 r. w obawie przed zbliżającym się najazdem tureckim święte relikwie wywieziono do Bari we Włoszech. Już stamtąd nie wróciły. Sarkofag, który dziś oglądamy w kościele św. Mikołaja w Demre (tak teraz nazywa się Myra), jest pusty.
***
Co roku 6 grudnia odbywa się w Demre międzynarodowe sympozjum ku czci chrześcijańskiego biskupa organizowane przez ministerstwo turystyki muzułmańskiego państwa, jakim jest Turcja. Święty Mikołaj pomostem ekumenicznego pojednania między Wschodem a Zachodem? Czy może raczej zręczny chwyt marketingowy?
Można się spierać, ale niestety żyjemy w czasach, które wymuszają jak najszybsze przekuwanie wszystkiego na złoto. Nawet chrześcijański święty, anonimowy pomysłodawca idei dobroczynności, staje się przez kilka zimowych miesięcy głównym sposobem na zwiększenie obrotów handlowych. Tajemnica powoli umiera, zabijana przez reklamy, pośpiech, wszechobecny biznes. Ale Mikołaj, dobry biskup z Myry wrzucający biedakom w noc wigilijną złote jabłka przez komin, nie miał przecież z biznesem nic wspólnego. Wszystko, co posiadał, rozdał ubogim, dyskretnie, bezinteresownie, z miłością.
O św. Mikołaju można poczytać w "Złotej Legendzie" Jakuba de Voragine (tłum. z języka łacińskiego Janina Pleziowa), Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1996
Więcej o TURCJI znajdziesz w serwisie BERMUDY.PL
-
Bylem tam trzy tygodnie temu. Pomarancze dojrzewal
janusz990
14.12.08, 16:41
Pomnik nie ten na zdjeciu, ale w miescie na skwerku jest kiczowaty.Jechac warto.»
-
Mikołaj na mikołajki. Dobry biskup z Myry
mvs_81
15.12.08, 15:14
Jak mogl byc Swietym Turkiem, kiedy w tym czasie tam Turkow w ogole nie bylo?»
-
Mikołaj na mikołajki. Dobry biskup z Myry
skandalis
20.12.08, 12:12
o obowie przed najazdem tureckim w XIw autor pisze w kontekscie turkówseldżuckich jak mniemam... to sie nazywa czytanie ze zrozumieniem.»
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl















