Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Jesienne kajakowanie. Od Betygoły do Seredziusa

  • Pin It
Zofia Piłasiewicz
17.11.2008 , aktualizacja: 24.11.2008 11:05
A A A Drukuj
Fot. Zofia Piłasiewicz
Spływ Dubisą to 146 km wspaniałej przygody

Fot. Zofia Piłasiewicz
Fot. Antoni Zieniuk
ZOBACZ TAKŻE
Tej jesieni na spływ wybraliśmy Dubisę, prawy dopływ Niemna, która bierze początek w pobliżu miasta Szawle na Pojezierzu Żmudzkim. To jedna z najpiękniejszych rzek Litwy opiewana przez poetów i pieśniarzy ludowych, m.in. pisał o niej (w języku polskim) Jonas Maironis, poeta litewski doby romantyzmu. W większości płynie przez Park Regionalny Dubisy, chroniący jej koryto, okoliczne wzgórza, dziką przyrodę i piękny krajobraz.

***

Jesienny weekend to tylko dwa dni, więc z Augustowa wyruszamy o 4 rano. Kajaki załadowane na przyczepkę, a my w dwóch samochodach jedziemy w kierunku Kowna - na Litwę. Spływ zaczynamy w środkowym biegu Dubisy na moście za miejscowością Betygoła. Podobno odkrył ją mityczny rzymski przodek Litwinów Palemon, a Jagiełło, nawracając Żmudź na chrześcijaństwo, miał przypłynąć Niemnem, a potem Dubisą aż do miejsca zwanego Onkaim (Aukain) - góry ofiarnej ze świętym ogniem i świątynią pogańską. Jak pisze Oskar Kolberg w tomie "Litwa": "Król kazał rąbać las święty, wywracać ołtarze i niszczyć ich bogi. A okoliczni mieszkańcy zostali siłą ochrzczeni w rzece". Dubisa wiele pamięta... W Betygole stoi pomnik księcia Witolda, jest muzeum Maironisa, warto też zobaczyć prace ludowego artysty w jednym z obejść.

Płynąc Dubisą, która ma dość szybki nurt i liczne zakola, mijamy wieś Ugioniaj. Potem przez długi odcinek towarzyszy nam biały kościół z 1835 r. fundacji sędziego Dyrda. Patrząc na kamieniste dno rzeki (trzeba uważać!), obiecuję sobie, że kiedyś tam wrócę. Podobno blisko świątyni bije święte źródło, które według legendy ma moc przywracania wzroku. W głównym ołtarzu wisi cudowny obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem.

***

Okolica tchnie spokojem. Jesienną ciszę zakłóca tylko jazgot kaczek, szum skrzydeł czapli, dramatyczne zawodzenie krążącego wysoko rybołowa. Ludzi nie widać. W rzece od czasu do czasu pojawiają się pokaźne głazy, czasem dno szoruje po płyciźnie albo kajak spada między kamieniami w dół po resztkach starego młyna. Trzeba uważać! Wywrotka do zimnej wody to nic przyjemnego, a perspektywa spania w mokrym śpiworze nikomu się nie uśmiecha.

Namioty rozbijamy na prawym brzegu rzeki, za młynem. Okolica cudna. Szerokie nadbrzeżne łąki, szum niedalekiego bystrza, wysoka trawa i stare pochylone wierzby. Noc przynosi pełnię księżyca. Długo siedzimy przy ognisku, wspominając letnie podróże. Wystarczy odejść na parę metrów od ognia, aby zobaczyć długie cienie drzew w srebrnej poświacie i pasące się sarny.

***

Ranek jest mniej przychylny. Namioty składamy przy uporczywej mżawce, która przez pół dnia będzie nam towarzyszyć na rzece. Jednak kiedy wyjdzie słońce i woda zalśni od złotych promieni, nie dziwię się, że nasi przyjaciele z Krakowa przyjeżdżają na spływ prawie 400 km nocnym pociągiem, aby dwa dni spędzić na rzece, a potem kolejną noc przemęczyć się w pociągu.

Do Niemna Dubisa wpada w miejscowości Seredzius, gdzie kończymy spływ. Jadąc w kierunku Kowna, widzimy na stromym brzegu dużą górę zamkową, zwaną kapeluszem Napoleona, na której podobno stał kiedyś zamek krzyżacki. Szkoda, że już czas wracać...

11 Listopada w kajaku

Wraz z Augustowskim Towarzystwem Kajakowym od kilku lat święto 11 Listopada obchodzimy, płynąc kajakami rzekami Marychą i Wołkuszanką wzdłuż północno-wschodniej granicy Polski.

Nie my pierwsi wpadliśmy na ten pomysł. W 1936 r. Związek Strzelecki dla uczczenia 1. rocznicy śmierci Józefa Piłsudskiego, swojego pierwszego Komendanta, zorganizował ogólnopolski pięciodniowy spływ (19-22 czerwca) z Zułowa (miejsca urodzin Marszałka) do Wilna (gdzie kazał złożyć swoje serce) - Baranką, Straczą, Wilią, jeziorami: Klewelskim, Turowieckim, Zułowskim, Zeladzkiemi i Strackim. W spływie wzięły udział 72 osoby.

My zaczynamy na moście w Zelwie, płynąc Marychą w kierunku granicy przez Rezerwat Krajobrazowy "Kukle". Na ostatnim odcinku nizinna rzeka wije się łukami wzdłuż granicy Polski i Litwy do styku obu krajów z Białorusią, gdzie uchodzi do lewego brzegu Czarnej Hańczy (już na terenie Białorusi). Zanim po kilku godzinach opuścimy kajaki w Stanowisku, przed trójstykiem granic oglądamy ślady działalności bobrów. To przedsmak tego, co zobaczymy jutro na Wołkuszance.

A ona wita nas mrozem i śniegiem. Ta mała rzeczka puszczańska, prawy dopływ Czarnej Hańczy, bierze swój początek w Kuriańskim Bagnie, w samym środku Puszczy Augustowskiej.

Spływ najdzikszą rzeką Suwalszczyzny zaczynamy na Markowskim Moście. Odcinek graniczny: lewy brzeg rzeki jest polski, prawy - białoruski (spływ trzeba uzgodnić z Podlaskim Oddziałem Straży Granicznej). Staramy się trzymać lewej strony i nie wysiadać na prawą, co dzięki działalności bobrów wymaga prawdziwej ekwilibrystyki. Mnóstwo zwałek, głęboko, szybki nurt, zakręt za zakrętem. Jedni płyną w przód, inni w tył - mam wrażenie, że są za moimi plecami, chociaż przed chwilą byli z przodu. Rzeka dla wytrwałych. Łatwo tutaj o kąpiel, o utytłanie się w próchnie z drzew, pod (lub nad) którymi przeciskamy się rozpaczliwie. Radości mnóstwo! Prawdziwa Amazonka, choć szerokość jej doliny waha się między 50 a 200 m. A wokół nieprzebrana puszcza...



Wspinaczka, nurkowanie, żeglarstwo - kup i sprzedaj sprzęt turystyczny i sportowy korzystając z naszych darmowych ogłoszeń.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta