Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Pamiątka z wakacji. Wok

  • Pin It
Katarzyna Boni
10.11.2008 , aktualizacja: 05.12.2008 16:39
A A A Drukuj
Został kupiony w zwyczajnym Tesco w Bangkoku. Ma drewnianą rączkę, a zrobiony jest z bardzo cienkiej blachy. Przed pierwszym użyciem był jeszcze srebrny, teraz jest już prawie cały czarny

Fot. Katarzyna Boni
ZOBACZ TAKŻE
Powoli zaczyna przypominać woki, których używają uliczni sprzedawcy na Kao San, hippisowskiej ulicy Bangkoku, gdzie miesza się tłum turystów z całego świata, w każdym wieku i z różną ilością pieniędzy. Pomiędzy stragany z ciuchami na dalszą podróż po Azji, butami i podrabianymi torebkami wciskają się wózki z gazowymi palnikami, na których stoją woki, a wokół nich ułożone są wianuszki z makaronów, świeżych warzyw i drobno pokrojonych mięs. Do wyboru pad thai, pad thai z jajkiem, pad thai z kurczakiem, pad thai z wołowiną, pad thai z tofu, pad thai z krewetkami, pad thai mix ze wszystkim. To było nasze pożywienie przez kilka dni pobytu w Bangkoku i tak w nim zasmakowaliśmy, że poszliśmy na kurs kuchni tajskiej.

Szkołę znaleźliśmy w Chiang Mai. Przy wyborze kierowaliśmy się oczywiście tym, czy w ofercie jest pad thai. Gotować uczyła nas pulchniutka i malutka Mieow: - Najpierw zrobimy sos. Połączcie pół kubka wody z łyżeczką sosu rybnego. Oj tak, sos rybny strasznie śmierdzi, ale co z tego, skoro smak jest pyszny? Dodajcie łyżkę cukru palmowego. Nie macie cukru palmowego? To zastąpcie go miodem albo cukrem brązowym, ale nie białym, bo traci smak. I jeszcze dodajecie sos z tamaryndowca (no dobrze, można go zastąpić limonką). Filip dobrze, Kasia mało sosu rybnego. Teraz odstawiacie na bok i idziecie za mną. To jest wok. Wok stawiamy na wielki ogień. Wsypujemy kilka pokrojonych ząbków czosnku, trochę tofu i kurczaka. Mieszamy, mieszamy! Żeby się nie przypaliło. Teraz wbijamy jajko i jak się zetnie, no, już się ścięło to szybko idzie bardzo, to łopatką rozkrajamy na drobne kawałeczki i mieszamy, mieszamy z resztą jedzenia. Teraz trudna część dla panów, a dla kobiet nie trudna, bo potrafią robić dwie rzeczy na raz. To teraz jedną łopatką przytrzymujemy zrobione jedzenie u góry woka tak, żeby się nie smażyło już, a drugą ręką wlewamy sos i do niego wrzucamy makaron. Niech się gotuje, aż sos się wchłonie. No Filip, dasz radę? O, dałeś. Jak się wchłonie, to tniemy makaron na mniejsze kawałki, zmniejszamy ogień i wszystko mieszamy, mieszamy. I teraz na koniec kiełki dodajemy i mieszamy i można dodać rozkruszone prażone orzeszki ziemne, i mieszać, mieszać. Wykładamy na talerz, bardzo ładnie, i dajemy połówkę limonki do skropienia. I już. Właśnie zrobiliście własne pad thai.

Tajlandia - Kraina Tysiąca Smaków czytaj w serwisie kolumber.pl





Własne pad thai było bardzo dobre. Stąd zakup woka. I sosu rybnego. I sosu z tamaryndowca. I cukru palmowego. Po powrocie do Polski okazało się, że większość składników jest dostępna na miejscu. Tylko woki są jakby gorsze

PS Łatwiej jest, jeśli makaron ugotujemy w sosie, zanim zaczniemy smażyć resztę składników. Nie trzeba się męczyć z dwoma łopatkami, a jako że w Polsce można dostać makaron suchy, a nie świeży, jego ugotowanie zajmuje chwilę dłużej. Odkładam go po prostu na bok i dodaję, kiedy zmieszam jajko z kurczakiem i tofu.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta