Pamiątka z wakacji. Wok
10.11.2008
, aktualizacja: 05.12.2008 16:39
Został kupiony w zwyczajnym Tesco w Bangkoku. Ma drewnianą rączkę, a zrobiony jest z bardzo cienkiej blachy. Przed pierwszym użyciem był jeszcze srebrny, teraz jest już prawie cały czarny
ZOBACZ TAKŻE
- Pamiątka z wakacji. Figurki (22-09-08, 06:00)
- Młynek modlitewny (04-08-08, 06:00)
- Pamiątka z wakacji. Podstawka (21-07-08, 06:00)
- Pamiątka z wakacji. Longyi (26-05-08, 06:00)
- Pamiątka z wakacji. Muszelka (21-04-08, 13:19)
Powoli zaczyna przypominać woki, których używają uliczni sprzedawcy na Kao San, hippisowskiej ulicy Bangkoku, gdzie miesza się tłum turystów z całego świata, w każdym wieku i z różną ilością pieniędzy. Pomiędzy stragany z ciuchami na dalszą podróż po Azji, butami i podrabianymi torebkami wciskają się wózki z gazowymi palnikami, na których stoją woki, a wokół nich ułożone są wianuszki z makaronów, świeżych warzyw i drobno pokrojonych mięs. Do wyboru pad thai, pad thai z jajkiem, pad thai z kurczakiem, pad thai z wołowiną, pad thai z tofu, pad thai z krewetkami, pad thai mix ze wszystkim. To było nasze pożywienie przez kilka dni pobytu w Bangkoku i tak w nim zasmakowaliśmy, że poszliśmy na kurs kuchni tajskiej.
Szkołę znaleźliśmy w Chiang Mai. Przy wyborze kierowaliśmy się oczywiście tym, czy w ofercie jest pad thai. Gotować uczyła nas pulchniutka i malutka Mieow: - Najpierw zrobimy sos. Połączcie pół kubka wody z łyżeczką sosu rybnego. Oj tak, sos rybny strasznie śmierdzi, ale co z tego, skoro smak jest pyszny? Dodajcie łyżkę cukru palmowego. Nie macie cukru palmowego? To zastąpcie go miodem albo cukrem brązowym, ale nie białym, bo traci smak. I jeszcze dodajecie sos z tamaryndowca (no dobrze, można go zastąpić limonką). Filip dobrze, Kasia mało sosu rybnego. Teraz odstawiacie na bok i idziecie za mną. To jest wok. Wok stawiamy na wielki ogień. Wsypujemy kilka pokrojonych ząbków czosnku, trochę tofu i kurczaka. Mieszamy, mieszamy! Żeby się nie przypaliło. Teraz wbijamy jajko i jak się zetnie, no, już się ścięło to szybko idzie bardzo, to łopatką rozkrajamy na drobne kawałeczki i mieszamy, mieszamy z resztą jedzenia. Teraz trudna część dla panów, a dla kobiet nie trudna, bo potrafią robić dwie rzeczy na raz. To teraz jedną łopatką przytrzymujemy zrobione jedzenie u góry woka tak, żeby się nie smażyło już, a drugą ręką wlewamy sos i do niego wrzucamy makaron. Niech się gotuje, aż sos się wchłonie. No Filip, dasz radę? O, dałeś. Jak się wchłonie, to tniemy makaron na mniejsze kawałki, zmniejszamy ogień i wszystko mieszamy, mieszamy. I teraz na koniec kiełki dodajemy i mieszamy i można dodać rozkruszone prażone orzeszki ziemne, i mieszać, mieszać. Wykładamy na talerz, bardzo ładnie, i dajemy połówkę limonki do skropienia. I już. Właśnie zrobiliście własne pad thai.
Własne pad thai było bardzo dobre. Stąd zakup woka. I sosu rybnego. I sosu z tamaryndowca. I cukru palmowego. Po powrocie do Polski okazało się, że większość składników jest dostępna na miejscu. Tylko woki są jakby gorsze
PS Łatwiej jest, jeśli makaron ugotujemy w sosie, zanim zaczniemy smażyć resztę składników. Nie trzeba się męczyć z dwoma łopatkami, a jako że w Polsce można dostać makaron suchy, a nie świeży, jego ugotowanie zajmuje chwilę dłużej. Odkładam go po prostu na bok i dodaję, kiedy zmieszam jajko z kurczakiem i tofu.
Szkołę znaleźliśmy w Chiang Mai. Przy wyborze kierowaliśmy się oczywiście tym, czy w ofercie jest pad thai. Gotować uczyła nas pulchniutka i malutka Mieow: - Najpierw zrobimy sos. Połączcie pół kubka wody z łyżeczką sosu rybnego. Oj tak, sos rybny strasznie śmierdzi, ale co z tego, skoro smak jest pyszny? Dodajcie łyżkę cukru palmowego. Nie macie cukru palmowego? To zastąpcie go miodem albo cukrem brązowym, ale nie białym, bo traci smak. I jeszcze dodajecie sos z tamaryndowca (no dobrze, można go zastąpić limonką). Filip dobrze, Kasia mało sosu rybnego. Teraz odstawiacie na bok i idziecie za mną. To jest wok. Wok stawiamy na wielki ogień. Wsypujemy kilka pokrojonych ząbków czosnku, trochę tofu i kurczaka. Mieszamy, mieszamy! Żeby się nie przypaliło. Teraz wbijamy jajko i jak się zetnie, no, już się ścięło to szybko idzie bardzo, to łopatką rozkrajamy na drobne kawałeczki i mieszamy, mieszamy z resztą jedzenia. Teraz trudna część dla panów, a dla kobiet nie trudna, bo potrafią robić dwie rzeczy na raz. To teraz jedną łopatką przytrzymujemy zrobione jedzenie u góry woka tak, żeby się nie smażyło już, a drugą ręką wlewamy sos i do niego wrzucamy makaron. Niech się gotuje, aż sos się wchłonie. No Filip, dasz radę? O, dałeś. Jak się wchłonie, to tniemy makaron na mniejsze kawałki, zmniejszamy ogień i wszystko mieszamy, mieszamy. I teraz na koniec kiełki dodajemy i mieszamy i można dodać rozkruszone prażone orzeszki ziemne, i mieszać, mieszać. Wykładamy na talerz, bardzo ładnie, i dajemy połówkę limonki do skropienia. I już. Właśnie zrobiliście własne pad thai.
Tajlandia - Kraina Tysiąca Smaków czytaj w serwisie kolumber.pl
>Własne pad thai było bardzo dobre. Stąd zakup woka. I sosu rybnego. I sosu z tamaryndowca. I cukru palmowego. Po powrocie do Polski okazało się, że większość składników jest dostępna na miejscu. Tylko woki są jakby gorsze
PS Łatwiej jest, jeśli makaron ugotujemy w sosie, zanim zaczniemy smażyć resztę składników. Nie trzeba się męczyć z dwoma łopatkami, a jako że w Polsce można dostać makaron suchy, a nie świeży, jego ugotowanie zajmuje chwilę dłużej. Odkładam go po prostu na bok i dodaję, kiedy zmieszam jajko z kurczakiem i tofu.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl














