Beskidy jesienią. Na Pilsku pili zbójnicy
10.11.2008
, aktualizacja: 07.11.2008 13:11
Wioski w dolinach rozgrzane słońcem, na malowniczych halach króluje jesień, a na szczycie Pilska śnieg, porywisty wiatr i gęsta jak mleko mgła
ZOBACZ TAKŻE
- Pieniny jesienią. W krainie latającego mnicha (17-11-08, 06:00)
- Śladami karpia - od Strumienia po Zator. Stawy, stawki i sadzawki (14-12-09, 18:54)
- Zdobywamy szczyty - Mogielica. Maszerując po ostańcach (16-11-09, 15:00)
- Jesień w Karkonoszach. Z widokiem na Trzy Świnki (17-11-09, 06:00)
- Zobacz, póki istnieją. Osiedla robotnicze na Górnym Śląsku (17-11-08, 06:00)
- Wzgórza Dylewskie. W królestwie Smętka (10-11-08, 06:00)
- Polska. Pomysł na weekend - zrób pętlę w Beskidach (01-09-11, 16:05)
- Kręta i kapryśna Rawka (14-07-09, 06:00)
- Ogrody w Dobrzycy. Hortulus szumi jesienią (10-11-08, 06:00)
- Wędrówki po Tatrach. Orla Perć nie tylko dla orłów (20-10-08, 06:00)
- Bieszczady. Bliżej do gwiazd (13-10-08, 06:00)
- List z Pomorza Zachodniego. Fioletowe pole z poligonem w tle (20-10-08, 06:00)
- Sanok. Zielone pomniki (17-11-08, 06:00)
- Na Lubuskich Mazurach (27-10-08, 06:00)
Po Beskidach najlepiej chodzić jesienią. Na szlakach nie ma już tylu ludzi, upał nie męczy, a kolory na drzewach i pod stopami przydają wędrówce dodatkowego uroku. Dlatego gdy wiarygodna strona internetowa z prognozą pogody (http://new.meteo.pl) dała wreszcie nadzieję na słoneczny weekend, nie wahaliśmy się ani chwili...
***
Na rodzinną wyprawę z dziewięcioletnią córką wybraliśmy Beskid Żywiecki: podczas jednej wycieczki można tu pokonać rozległe, sielskie hale, spokojne wzniesienia, jak i dość wymagające szczyty. Poza tym ten rejon Beskidów nie jest jeszcze zbyt "ucywilizowany" - w niektórych miejscach Puszcza Karpacka zachowała się niemal w nienaruszonym stanie.
Wczesnym, sobotnim rankiem wsiadamy w autobus z Żywca do Sopotni Wielkiej (niestety weekendowe kursy PKS są już bardzo ograniczone). Ta malowniczo położona wioska, którą otaczają Romanka, Rysianka i pasmo Pilska, słynie z największego wodospadu w Beskidach. Znajduje się on na potoku Sopotnia, pośrodku wsi, tuż przy drodze. Woda wartko spada po stromych progach z wysokości 12 m, by z hukiem trafić do głębokiego na kilka metrów kotła, którego dno jest najeżone skałami. Czasami spotkamy tu ćwiczących swoje umiejętności ratowników GOPR zjeżdżających po rozpiętych nad wodą linach. W pogodne dni natkniemy się na wielu turystów. Trzeba uważać, by nie spaść ze śliskich brzegów do wody (zdarzały się nawet śmiertelne wypadki!).
***
Niebieski szlak na Rysiankę, który wybraliśmy, zaczyna się ok. 4 km powyżej wodospadu, tuż przy drodze, obok przedostatniego przystanku PKS. To ciekawa trasa, choć nie zawsze wymieniana w przewodnikach.
Najpierw maszerujemy drogą, czując na twarzach ostry chłód jesiennego, pogodnego poranka. Po kilkunastu minutach niebieskie znaki kierują w prawo, na wąską ścieżkę biegnącą przez las. Po lewej stronie cały czas mamy dolinkę z potokiem Sopotnia. Jego szum to jedyny odgłos, jaki nam towarzyszy (i choćby tylko dla samego poczucia błogiego spokoju warto było zerwać się z łóżka o tak wczesnej porze!).
Szlak wciąż pnie się w górę. Szybko osiągamy wysokość, w ogóle się przy tym nie męcząc. Na nieosłoniętym zboczu otwierają się pierwsze widoki na dolinkę Sopotni wśród kolorowych drzew. Dalej ścieżka znów wije się przez wysoki las. Przekraczamy przecinające szlak strumyczki, pokonujemy powalone drzewa. Oprócz nas nie ma żywego ducha. Całkiem blisko dostrzegamy leniwie spacerujące sarny.
Po dwóch godzinach spokojnej wędrówki wychodzimy na szeroką przecinkę, która prowadzi na halę Rysianka. Tu podejście jest ostrzejsze. Ale za to z każdym metrem widać coraz więcej - Rysianka należy do najbardziej widokowych miejsc w Beskidach. Pogoda jest idealna, więc przed naszymi oczami roztacza się wspaniała panorama: ośnieżony szczyt Babiej Góry, oszronione Pilsko, a dalej polskie i słowackie Tatry i szczyty Małej Fatry.
Lubiane przez turystów schronisko Rysianka, którego historia sięga 1937 r., leży na wysokości 1290 m. Tworzą je dwa drewniane budynki - główny i tzw. Betlejemka, w której kiedyś trzymano zwierzęta, a po remoncie urządzono pokoje dla turystów. W przytulnej jadalni głównego budynku można odpocząć i nabrać sił przy herbatce z cytryną i talerzu pachnącego żurku.
Nocleg w dwójce od 33 zł za osobę, w sali wieloosobowej - 26, www.rysianka.link.pl
***
Czerwonym szlakiem ruszamy z Rysianki w kierunku Hali Miziowej. Schodzimy malowniczą halą, między suchymi trawami i krzaczkami borówek. Mijamy kamienny głaz z tablicą z wizerunkiem Jana Pawła II. Biegnie tędy Droga Światła - ustanowione przez papieża nabożeństwo wielkanocne wzorowane na Drodze Krzyżowej. Składa się z 14 stacji, które górale ustawili niedawno przy szlaku ze Złatnej Huty na szczyt Lipowskiej. Oznaczono je potężnymi głazami z mosiężnymi tablicami.
Nasz czerwony szlak prowadzi dalej skrajem oznaczonego czerwonymi tablicami Rezerwatu pod Rysianką. Ten chroniony od 1970 r. obszar obejmuje część stoków Rysianki oraz okolice źródeł potoku Sopotnia Wielka z fragmentami pierwotnej Puszczy Karpackiej. Występują tu rzadkie rośliny, jak paprotnica górska i złocień okrągłolistny, a także głuszce, jelenie, dziki, borsuki, a nawet wilki i rysie.
Dochodzimy do Trzech Kopców (1216 m), skąd żółty szlak odbija na Krawców Wierch. My dalej wędrujemy czerwonym, idąc teraz wzdłuż granicy ze Słowacją. Choć to późna jesień i ziemia jest już oszroniona, na krzaczkach znajdujemy dorodne, słodkie borówki.
Po drodze pokonujemy Palenicę, jeden z wyższych szczytów beskidzkich (1343 m) i po chwili wchodzimy na rozległą Halę Cudzichową. Tu po prostu trzeba się zatrzymać, bo jest przepiękna. Na opadającej połaci hali połyskuje sucha trawa, na wprost wznosi się masyw Pilska, po lewej widać Romankę i rejon Sopotni Wielkiej. Przed laty górale wypasali tutaj stada owiec. Dziś - niestety - Cudzichowa zarasta. Ale jest nadzieja na zmiany! Za sprawą programu finansowanego z budżetu woj. śląskiego w tym roku na wyżej położone beskidzkie hale - m.in. Cudzichową i Miziową - zaczęli wracać bacowie ze stadami (owieczki spędzono już do wiosek).
Chciałoby się pobyć tu dłużej, ale dzień jest już krótki, ruszamy więc stromym podejściem na zbocza Munczolika i dalej łagodną ścieżką przez las. Po lewej mijamy prześwitującą halę Tanecznik. Jak głoszą legendy, jej nazwa pochodzi od tańcujących tu niegdyś beskidzkich zbójników.
Po chwili jesteśmy na skraju rozległej Hali Miziowej. To bardzo popularne wśród turystów i narciarzy miejsce, o każdej porze roku można tu spotkać ludzi. Od kilku lat góruje nad halą duże, murowane schronisko o spadzistym dachu, mimo rozmiarów dość zręcznie wkomponowane w otoczenie (choć trafniej byłoby je nazwać hotelem). To jeden z największych i najnowocześniejszych obiektów w polskich górach. Można wynająć apartament, ale my zadowalamy się noclegiem w zwykłym pokoju. Przed snem wychodzimy jeszcze na halę, by popatrzeć na pobłyskujące w dole światła wiosek.
Pokój trzyosobowy 120 zł, http://halamiziowa.pl
***
Na rodzinną wyprawę z dziewięcioletnią córką wybraliśmy Beskid Żywiecki: podczas jednej wycieczki można tu pokonać rozległe, sielskie hale, spokojne wzniesienia, jak i dość wymagające szczyty. Poza tym ten rejon Beskidów nie jest jeszcze zbyt "ucywilizowany" - w niektórych miejscach Puszcza Karpacka zachowała się niemal w nienaruszonym stanie.
Wczesnym, sobotnim rankiem wsiadamy w autobus z Żywca do Sopotni Wielkiej (niestety weekendowe kursy PKS są już bardzo ograniczone). Ta malowniczo położona wioska, którą otaczają Romanka, Rysianka i pasmo Pilska, słynie z największego wodospadu w Beskidach. Znajduje się on na potoku Sopotnia, pośrodku wsi, tuż przy drodze. Woda wartko spada po stromych progach z wysokości 12 m, by z hukiem trafić do głębokiego na kilka metrów kotła, którego dno jest najeżone skałami. Czasami spotkamy tu ćwiczących swoje umiejętności ratowników GOPR zjeżdżających po rozpiętych nad wodą linach. W pogodne dni natkniemy się na wielu turystów. Trzeba uważać, by nie spaść ze śliskich brzegów do wody (zdarzały się nawet śmiertelne wypadki!).
***
Niebieski szlak na Rysiankę, który wybraliśmy, zaczyna się ok. 4 km powyżej wodospadu, tuż przy drodze, obok przedostatniego przystanku PKS. To ciekawa trasa, choć nie zawsze wymieniana w przewodnikach.
Najpierw maszerujemy drogą, czując na twarzach ostry chłód jesiennego, pogodnego poranka. Po kilkunastu minutach niebieskie znaki kierują w prawo, na wąską ścieżkę biegnącą przez las. Po lewej stronie cały czas mamy dolinkę z potokiem Sopotnia. Jego szum to jedyny odgłos, jaki nam towarzyszy (i choćby tylko dla samego poczucia błogiego spokoju warto było zerwać się z łóżka o tak wczesnej porze!).
Szlak wciąż pnie się w górę. Szybko osiągamy wysokość, w ogóle się przy tym nie męcząc. Na nieosłoniętym zboczu otwierają się pierwsze widoki na dolinkę Sopotni wśród kolorowych drzew. Dalej ścieżka znów wije się przez wysoki las. Przekraczamy przecinające szlak strumyczki, pokonujemy powalone drzewa. Oprócz nas nie ma żywego ducha. Całkiem blisko dostrzegamy leniwie spacerujące sarny.
Po dwóch godzinach spokojnej wędrówki wychodzimy na szeroką przecinkę, która prowadzi na halę Rysianka. Tu podejście jest ostrzejsze. Ale za to z każdym metrem widać coraz więcej - Rysianka należy do najbardziej widokowych miejsc w Beskidach. Pogoda jest idealna, więc przed naszymi oczami roztacza się wspaniała panorama: ośnieżony szczyt Babiej Góry, oszronione Pilsko, a dalej polskie i słowackie Tatry i szczyty Małej Fatry.
Lubiane przez turystów schronisko Rysianka, którego historia sięga 1937 r., leży na wysokości 1290 m. Tworzą je dwa drewniane budynki - główny i tzw. Betlejemka, w której kiedyś trzymano zwierzęta, a po remoncie urządzono pokoje dla turystów. W przytulnej jadalni głównego budynku można odpocząć i nabrać sił przy herbatce z cytryną i talerzu pachnącego żurku.
Nocleg w dwójce od 33 zł za osobę, w sali wieloosobowej - 26, www.rysianka.link.pl
***
Czerwonym szlakiem ruszamy z Rysianki w kierunku Hali Miziowej. Schodzimy malowniczą halą, między suchymi trawami i krzaczkami borówek. Mijamy kamienny głaz z tablicą z wizerunkiem Jana Pawła II. Biegnie tędy Droga Światła - ustanowione przez papieża nabożeństwo wielkanocne wzorowane na Drodze Krzyżowej. Składa się z 14 stacji, które górale ustawili niedawno przy szlaku ze Złatnej Huty na szczyt Lipowskiej. Oznaczono je potężnymi głazami z mosiężnymi tablicami.
Nasz czerwony szlak prowadzi dalej skrajem oznaczonego czerwonymi tablicami Rezerwatu pod Rysianką. Ten chroniony od 1970 r. obszar obejmuje część stoków Rysianki oraz okolice źródeł potoku Sopotnia Wielka z fragmentami pierwotnej Puszczy Karpackiej. Występują tu rzadkie rośliny, jak paprotnica górska i złocień okrągłolistny, a także głuszce, jelenie, dziki, borsuki, a nawet wilki i rysie.
Dochodzimy do Trzech Kopców (1216 m), skąd żółty szlak odbija na Krawców Wierch. My dalej wędrujemy czerwonym, idąc teraz wzdłuż granicy ze Słowacją. Choć to późna jesień i ziemia jest już oszroniona, na krzaczkach znajdujemy dorodne, słodkie borówki.
Po drodze pokonujemy Palenicę, jeden z wyższych szczytów beskidzkich (1343 m) i po chwili wchodzimy na rozległą Halę Cudzichową. Tu po prostu trzeba się zatrzymać, bo jest przepiękna. Na opadającej połaci hali połyskuje sucha trawa, na wprost wznosi się masyw Pilska, po lewej widać Romankę i rejon Sopotni Wielkiej. Przed laty górale wypasali tutaj stada owiec. Dziś - niestety - Cudzichowa zarasta. Ale jest nadzieja na zmiany! Za sprawą programu finansowanego z budżetu woj. śląskiego w tym roku na wyżej położone beskidzkie hale - m.in. Cudzichową i Miziową - zaczęli wracać bacowie ze stadami (owieczki spędzono już do wiosek).
Chciałoby się pobyć tu dłużej, ale dzień jest już krótki, ruszamy więc stromym podejściem na zbocza Munczolika i dalej łagodną ścieżką przez las. Po lewej mijamy prześwitującą halę Tanecznik. Jak głoszą legendy, jej nazwa pochodzi od tańcujących tu niegdyś beskidzkich zbójników.
Po chwili jesteśmy na skraju rozległej Hali Miziowej. To bardzo popularne wśród turystów i narciarzy miejsce, o każdej porze roku można tu spotkać ludzi. Od kilku lat góruje nad halą duże, murowane schronisko o spadzistym dachu, mimo rozmiarów dość zręcznie wkomponowane w otoczenie (choć trafniej byłoby je nazwać hotelem). To jeden z największych i najnowocześniejszych obiektów w polskich górach. Można wynająć apartament, ale my zadowalamy się noclegiem w zwykłym pokoju. Przed snem wychodzimy jeszcze na halę, by popatrzeć na pobłyskujące w dole światła wiosek.
Pokój trzyosobowy 120 zł, http://halamiziowa.pl
***
Rano budzi nas słońce, ale już po chwili nad Pilsko nadciąga skądś czapa chmur (częste tutaj zjawisko). Gdy opuszczamy schronisko i zaczynamy podchodzić stromym, czarnym szlakiem, z każdym metrem wieje mocniejszy wiatr, gęstnieje mgła, a pod nogami pojawia się coraz więcej śniegu. Gdzie podziała się piękna, słoneczna jesień, którą wczoraj podziwialiśmy przez cały dzień? Teraz przydają się czapki, kaptury i rękawice. Z miejsca, gdzie kończy się szlak po polskiej stronie (1542 m), ruszamy za zielonymi znakami na wierzchołek Pilska (1557 m), już na Słowacji. To drugi po Babiej Górze szczyt w Beskidzie Żywieckim. Idziemy wśród mocno oszronionej kosodrzewiny.
Nazwę Pilsko góralskie przekazy wiążą m.in. z orawskimi zbójnikami, którzy ponoć często pili na szczycie. Jeśli tak było, to przy kielichu mogli podziwiać fantastyczną panoramę Beskidów, Tatr i Małej Fatry, która rozciąga się stąd przy dobrej pogodzie. Niestety, my mamy widoczność ograniczoną do trzech metrów. Widzimy tylko tyczkę z tabliczką szczytową, mały ołtarz i krzyż (ustawione z inicjatywy słowackiego księdza, by można było odprawiać latem msze). Zdarzało się, że w takiej mgle turyści błądzili na Pilsku, lepiej więc trzymać się znaków.
Wróciwszy na polską stronę, ruszamy w dół żółtym szlakiem. Po drodze mijamy krzyż poświęcony żołnierzowi, który poległ tu 1 września 1939 r.
Na Hali Miziowej nie ma ani śladu mgły, a schodząc do przystanku PKS w Korbielowie, prażymy się już w ostrym słońcu. Gdyby nie śnieg na Pilsku, mogłoby się wydawać, że to już wiosna...
Rano budzi nas słońce, ale już po chwili nad Pilsko nadciąga skądś czapa chmur (częste tutaj zjawisko). Gdy opuszczamy schronisko i zaczynamy podchodzić stromym, czarnym szlakiem, z każdym metrem wieje mocniejszy wiatr, gęstnieje mgła, a pod nogami pojawia się coraz więcej śniegu. Gdzie podziała się piękna, słoneczna jesień, którą wczoraj podziwialiśmy przez cały dzień? Teraz przydają się czapki, kaptury i rękawice. Z miejsca, gdzie kończy się szlak po polskiej stronie (1542 m), ruszamy za zielonymi znakami na wierzchołek Pilska (1557 m), już na Słowacji. To drugi po Babiej Górze szczyt w Beskidzie Żywieckim. Idziemy wśród mocno oszronionej kosodrzewiny.
Nazwę Pilsko góralskie przekazy wiążą m.in. z orawskimi zbójnikami, którzy ponoć często pili na szczycie. Jeśli tak było, to przy kielichu mogli podziwiać fantastyczną panoramę Beskidów, Tatr i Małej Fatry, która rozciąga się stąd przy dobrej pogodzie. Niestety, my mamy widoczność ograniczoną do trzech metrów. Widzimy tylko tyczkę z tabliczką szczytową, mały ołtarz i krzyż (ustawione z inicjatywy słowackiego księdza, by można było odprawiać latem msze). Zdarzało się, że w takiej mgle turyści błądzili na Pilsku, lepiej więc trzymać się znaków.
Wróciwszy na polską stronę, ruszamy w dół żółtym szlakiem. Po drodze mijamy krzyż poświęcony żołnierzowi, który poległ tu 1 września 1939 r.
Na Hali Miziowej nie ma ani śladu mgły, a schodząc do przystanku PKS w Korbielowie, prażymy się już w ostrym słońcu. Gdyby nie śnieg na Pilsku, mogłoby się wydawać, że to już wiosna...
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl
















