Camp Nou - katalońska arena snów

Legendarny stadion FC Barcelony to nie tylko największy obiekt piłkarski w Europie. To również historia, magiczna atmosfera, sukcesy i porażki największych gwiazd futbolu. To pięćdziesiąt lat emocji, których twórcami parokrotnie byli również Polacy

Był 8 sierpnia 1992 roku. Kończą się Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie, trwa finałowy mecz na stadionie Camp Nou w którym Hiszpanie walczą z Polską, okrzykniętą rewelacją tego turnieju. Z jednej strony Abelardo, Guardiola, Alfonso, Luis Enrique i Kiko. Z drugiej Wałdoch, Brzęczek, Juskowiak, Kowalczyk, Świerczewski, Koźmiński i Kłak. Byłem dzieckiem, ale emocji, których wtedy doznałem (na przemian zdenerwowanie, radość i smutek) nie zapomnę już nigdy.

Szesnaście lat po tych wydarzeniach osobiście odwiedziłem arenę finału z 1992 roku - największy typowo piłkarski stadion w Europie, legendarną siedzibę potężnej FC Barcelony, dumy Katalonii. Pierwotną nazwą obiektu było El Nou Estadi del Futbol Club Barcelona, jednak przyjęło się krótsze określenie - Camp Nou.

Budowa stadionu rozpoczęła się w marcu 1954 roku. Pierwszy oficjalny mecz rozegrano na nim 24 września 1957 roku, w którym Barca zagrała z ... warszawską Legią. Początkowo trybuny mogły pomieścić 90 tys. widzów, jednak ich pojemność stale wzrastała, by w 1982 roku, specjalnie na rozgrywane w Hiszpanii Mistrzostwa Świata, mogło na nich zasiąść 120 tys. kibiców. Obecnie stadion może pomieścić 98 772 osób.

Jadąc z centrum niebieską linią metra wysiadamy na stacji Collblanc. Po przejściu około kilometra naszym oczom ukaże się stadion. Pierwsze wrażenie rozczarowuje. Widok nie jest tak okazały jak nowego Wembley, czy amsterdamskiej Areny A, głównie dlatego, że Camp Nou znajduje się pośrodku osiedla mieszkalnego, szczelnie otoczony betonem i zielenią.

Show zaczyna się dopiero po przekroczeniu bramy głównej. Na powierzchni 15 ha, oprócz głównego obiektu powstała tu hala sportowa na 6 tys. miejsc, sztuczne lodowisko, drugi stadion na 16 tys. miejsc (dzisiaj trenują tu grupy młodzieżowe Barcy), parking na kilkaset samochodów, boczne boiska treningowe z równiutko przystrzyżoną trawą, korty tenisowe i cały szereg budynków klubowych.

Po wejściu na stadion (bilet "Tour de Camp Nou" kosztuje 16 euro) trasa prowadzi nas przez wszystkie warte poznania zakamarki kompleksu sportowego. Zaczyna się od kilkuminutowego trójwymiarowego pokazu w niewielkim kinie, następnie przechodzimy do centrum informacyjnego, w którym odbywają się konferencje prasowe. Mijamy szatnię gospodarzy i wchodzimy do szatni gości. Jest poniedziałek, za dwa dni będą się tu przebierali rywale FC Barcelony przed pojedynkiem w Lidze Mistrzów. Szatnia jest duża, jednak z wyjątkiem ogromnego zestawu jacuzzi i wodnych masaży nie ma tu nic powalającego na kolana. Program prowadzi nas obok stadionowej kapliczki, by po kilkudziesięciu metrach zamkniętego tunelu wprowadzić nas na murawę.

Efekt jest piorunujący. Co prawda, stadion jest pusty, a ciszę przerywa tylko warkot koszącego trawę traktorka, jednak jest coś fantastycznego w majestatycznym wyglądzie pionowych trybun... Wchodzę i dotykam murawy, na której wymalowano klubowy herb Barcelony. To po niej przez okrągły rok biegają największe gwiazdy światowej piłki. Przed oczami mam dziesiątki tysięcy krzesełek, a za plecami wygodne ławki rezerwowych. Trwają przygotowania przez środowym spotkaniem, ekipa remontowa zakleja niedozwolone na Lidze Mistrzów reklamy.

Wracamy innym wejściem, które prowadzi nas do szklanego tunelu z tablicą informującą, że obiekt uzyskał najwyższą możliwą rangę (5 gwiazdek) wśród stadionów piłkarskich. Potem jeszcze dwukrotnie wchodzimy na trybuny. Widok z wyższych poziomów jest coraz lepszy. W końcu docieramy na koronę stadionu, gdzie ulokowano stanowiska komentatorskie. Właśnie stąd dociera do nas wzniesiony głos sprawozdawców.
Ułożony z krzesełek napis w języku katalońskim "MES QUE UN CLUB" ("Więcej niż klub") tłumaczy magię tego miejsca. Wygląda inaczej niż w telewizji i właśnie dla tego widoku warto się tu pojawić...

Na końcu zwiedzamy muzeum. W ogromnych salach znajdują się liczne klubowe pamiątki. Historia FC Barcelony sięga 1899 roku i obejmuje różne dyscypliny, tak więc eksponatów jest sporo. Dla mnie osobiście najważniejsze są pamiątki po sławnych piłkarzach klubu: buty, koszulki, zdjęcia, autografy, które należały Koemana, Stoichkova, Maradony, Cruijffa, Michelsa, Linekera, Laudrupa, Romario, Ronaldinho i wielu, wielu innych. Oczywiście nie mniej ważne są dzisiejsze gwiazdy, z Messim i Eto'o na czele. Wrażenie sprawiają najważniejsze z trofeów: Puchar Europy zdobyty w meczu z Sampdorią Genua 20 maja 1992 roku oraz puchar Ligi Mistrzów z 2006 roku zdobyty po zwycięstwie w finałowym meczu na paryskim Stade de France z Arsenalem Londyn.

Stadion Camp Nou z pewnością wart jest zwiedzenia, szczególnie że wkrótce ma zostać przebudowany. Przygotowany przez brytyjskiego architekta Normana Fostera projekt reorganizacji przewiduje całkowite zadaszenie trybun i, co najważniejsze, powiększenie ich pojemności do 108 tys. miejsc.

TEKST I ZDJĘCIA: TOMASZ ANKUDOWICZ

STRONA AUTORA: www.tomxx.net