Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Na Lubuskich Mazurach

  • Pin It
Michał Rembas
27.10.2008 , aktualizacja: 12.07.2009 08:46
A A A Drukuj
Woda tak przezroczysta, że z kajaka doskonale widać ławice drobnych rybek i plątaninę roślin. Nic dziwnego, że miejscowi zwą to miejsce "akwarium"
Wieża rycerska w Chomętowie
Fot. Michał Rembas
Wieża rycerska w Chomętowie
Lubuskie Mazury to nazwa jeszcze nieoficjalna, ale powoli się przyjmuje (promują ją miejscowi samorządowcy). Jezior tu zatrzęsienie i - podobnie jak na Mazurach - można pływać kanałami od jednego do drugiego. Na Pojezierzu Dobiegniewskim w północno-wschodniej części województwa lubuskiego pięć lat temu wytyczono szlak wodny długi na 75 km. Nie jest oznakowany, ale nie sposób się zgubić.

Jezioro Lipie w gminie Strzelce Krajeńskie łączy kanał z jeziorem Słowa, skąd poprowadzono kolejny, do jeziora Osiek. Z niego zaś wypływa rzeczka Mierzęcka Struga, którą przez jezioro Wielgie dopłyniemy do Drawy i Noteci. Ale jeśli ktoś ma czas i ochotę, może płynąć jeszcze dalej - Wartą w stronę Szczecina, a nawet Berlina... Ja wybrałem się na Lubuskie Mazury we wrześniu, wraz z kajakarzem z Gorzowa Józefem Serafinem (pora znakomita: jeszcze ciepło, a komarów już prawie wcale).

***

Reklama: 9 złotówek za mobilność podczas wędrówek!



Kajak wypożyczamy w ośrodku wodnym Cadet w miejscowości Długie (w sierpniu na doroczny festiwal szantowy Keja przyjeżdża tu nawet 10 tys. widzów). Choć nowy i stateczny ma jedną wadę: by uczynić go niezatapialnym, część dziobu i rufy wypełniono styropianem kosztem przestrzeni na bagaż - z trudem upychamy namiot i śpiwory.

Lipie należy do najczystszych jezior w Polsce, jak okiem sięgnąć, otaczają je lasy (nad wodą głównie drzewa liściaste, w głębi sosny). Pusto, po sezonie mało kto tu pływa. Ruszamy na północ, trzymając się prawego brzegu. Mijamy dużą zatokę; płyniemy powoli, podziwiając niesamowicie przejrzystą wodę - widoczność sięga dobrych kilku metrów. W toni przeświecają rosnące kępkami, podobne do gwiazd osoki i efektowne rdestnice o podłużnych liściach i z opadającymi na dno łodygami, które przypominają liany. Wśród nich uwijają się okonie i płocie (Lipie to ulubiony akwen płetwonurków, mój towarzysz wiele razy tu nurkował, bez butli, z fajką). Docieramy do ładnej zatoczki w północnym krańcu jeziora, taflę wody niemal przykryły wielkie liście grążela żółtego.

Cofamy się nieco, by na zachodnim brzegu odszukać ujście kanału łączącego Lipie z kolejnym jeziorem. Po blisko 200 m wiosłowania po kanale wypływamy na ukryte wśród lasów jezioro Słowa. Woda nie jest zbyt przejrzysta, ale ma niezwykłą, jasnoszmaragdową barwę - jakby ktoś rozpuścił w niej zieloną farbę. Skąd ten kolor? Otóż w wodzie znajdują się wypłukane z podłoża związki kredy; załamuje ona światło w taki sposób, że wydaje nam się szmaragdowa.

Płyniemy na zachód i po paru minutach przybijamy do brzegu - pora na kawę (przyrządzoną na kuchence). Cumujemy przy zwalonych drzewach, które przegryzły bobry. Pod wodą przy brzegu wyraźnie widać wyloty wykopanych przez nie tuneli. Pierwsze bobry leśnicy zauważyli tu zaledwie pięć lat temu, może przywędrowały z Drawieńskiego Parku Narodowego, a może znad Noteci. Teraz żyją tu dwie bobrze rodziny, każda liczy od sześciu do ośmiu osobników.

***

Kolejny kanał prowadzi do jeziora Osiek. Jest dość płytki, za to szeroki na kilka metrów i oczyszczony ze zwalonych drzew. Przed nami wielka blaszana rura o średnicy 3 m poprowadzona pod nasypem lokalnej drogi. Dziś mogą ją pokonać nawet łodzie żaglowe - ze złożonym masztem i wyciąganym mieczem (jeszcze pięć lat temu było to niemożliwe, bo przepust był bardzo mały).

Po niecałych 2 km wiosłowania po kanale naszym oczom ukazują się porośnięte trzcinami rozlewiska, a chwilę potem jezioro Osiek - długie i bardzo duże (zajmuje 532 ha, średnia głębokość wynosi 10 m, a największa głębia sięga 35 m). Otaczają je pola, ale z wody ich nie widać, brzegi porastają drzewa liściaste.

Kierujemy się w stronę północno-zachodniego krańca, trzymając się prawego brzegu. Po godzinie przystajemy przy podmokłej wyspie u wejścia do zatoki zwanej jeziorem Żabie. Na wyspie sterczą kikuty wyschniętych drzew, miejscami białe od ptasich odchodów - to sprawka kolonii kormoranów. Na martwych konarach pełno gniazd, na gałęziach zastygły w bezruchu dziesiątki czarnych ptaków z długimi dziobami. Na wieczornym niebie wyglądają jak wycinanki.

Jeszcze niecała godzina i już kraniec jeziora z przystanią Harcerskiego Klubu Żeglarskiego "Panta Rhei". Stoi tu mnóstwo prywatnych domków kempingowych, ale jest sporo miejsca na rozbicie namiotów (dwójka - 12 zł).

***

Dzień zaczynamy od przenoski. W miejscu, gdzie z jeziora wypływa rzeczka Mierzęcka Struga, znajduje się betonowy jaz (zbudowano go przed kilkoma laty, by podnieść poziom wody na jeziorze Osiek i kanałach). Rzeczka praktycznie nie ma nurtu i biegnie przez lasy, dopiero za dużym kamiennym mostem kolejowym zaczynają się pola. Płoszymy łabędzia, który gubi mnóstwo piór (jest stary czy może chory?).

Wkrótce jezioro Wielgie. Z wody widać zabudowania i wieżę kościoła w miasteczku Dobiegniew (niem. Woldenberg). Podczas II wojny światowej w tutejszym obozie jenieckim dla oficerów przebywał m.in. zastępca dowódcy Westerplatte kpt. Franciszek Dąbrowski i pisarz Marian Brandys. Miasto zostało mocno zniszczone, z zabytków uchował się tylko XIV-wieczny gotycki kościół Chrystusa Króla z dobudowaną w XIX w. wieżą oraz średniowieczna baszta obronna z fragmentem muru. Zawracamy w stronę jeziora Osiek. Niemal przez cały czas towarzyszą nam na zimorodki - tak kolorowe, że wyglądają jak latające kawałki tęczy.

Kolejna przenoska na jazie i po godzinie płyniemy już wzdłuż prawego brzegu jeziora Osiek. Zatrzymujemy się na małej plaży przy wsi Osiek, by rzucić okiem na stojący nieopodal pałac jej dawnych właścicieli von Brandów. Barokową budowlę z końca XVII w. w drugiej połowie XIX w. gruntownie przerobiono w stylu neoklasycystycznym. Po wojnie należała do PGR-u, potem mieli tu ośrodek wczasowy kolejarze. Dziś jest własnością prywatną, ale popada w ruinę. Dwukondygnacyjny, okazały pałac z reprezentacyjnym gankiem wspartym na kolumnach straszy powybijanymi szybami, odpadającym tynkiem, pozrywanymi rynnami... Jeszcze parę lat i pewnie się zawali. Nieco lepiej wyglądają stojące naprzeciwko wielkie stodoły i chlewy XIX-wiecznego folwarku o szkieletowej konstrukcji (tzw. mur pruski). Spotkany na plaży właściciel pałacu nie poczuwa się do winy za opłakany stan zabytku...

***

Płyniemy dalej na zachód. Wysoko nad nami przelatują wielkie, czarne klucze kormoranów. Po kilku kilometrach cumujemy we wsi Chomętowo. Czas na obiad - ryż z sosem z puszki (ostatnio podróżuję z kuchenką gazową zamiast benzynowej; gotowanie trwa wprawdzie ciut dłużej, ale za to kuchenka już nie kopci i szybciej się ją rozpala).

Zaraz za wsią mijamy bezimienny półwysep - zza drzew sterczy duża ceglana budowla, jakby wieża. Zaciekawieni przybijamy do brzegu. Stoją tu zabudowania gospodarskie i zbudowany w latach 70. XIX w. dwór dawnych właścicieli Chomętowa (od końca XV w. aż do 1945 r.), von Brandów. Wzniesiono go z kamieni i ozdobnej, ceramicznej cegły. Wejście zdobi tympanon z tarczą herbową von Brandów. Na niej jeleń, rycerski hełm, poroże i napis: "Christian von Brand, neumeri kanzler anno 1660" (chodzi o kanclerza Nowej Marchii, który ok. roku 1645 stał się właścicielem Chomętowa). Tuż obok stoi budowla, którą dojrzeliśmy z wody. Okazuje się, że to wieża rycerska wzniesiona w XV w. przez Krzyżaków, którzy przejściowo władali tymi stronami (często mieszkali tu krzyżaccy wójtowie). Dwukondygnacyjna, na kamiennej podmurówce, o mocnych murach z grubej, gotyckiej cegły. Wąskie okna to dawne otwory strzelnicze, a półokrągły otwór w wykuszu - pozostałość średniowiecznego wychodka. Gdzieś w XVI w. urządzono w wieży spichlerz, a przesiedleni tu w 1947 r. w ramach akcji "Wisła" Łemkowie zamienili ją w stodołę. Na piętro można się dostać po drabinie, wystarczy poprosić o zgodę gospodarzy.

***

Kierujemy się teraz do zatoki jeziora Osiek zwanej Ogardzką Odnogą. Mijamy spalony w latach 70. XX w. drewniany most nad zatoką, którym można się było dostać do Chomętowa. Zostały po nim sterczące z wody pale, całe obrośnięte kwiatami - wyglądają jak pływające donice. Po 3 km jesteśmy już na końcu zatoki. Płynie się ciężko, bo taflę wody pokrywają lilie wodne. Znienacka ochlapuje nas ogonem schowany na płyciźnie szczupak.

Opłynąwszy zatokę, wracamy w stronę spalonego mostu. Noc spędzamy na urządzonym przez leśników polu namiotowym (rozbicie namiotu - 4 zł, 1 osoba - 3 zł; po sezonie nikłe szanse, że zjawi się ktoś, by pobrać opłatę). Jest tu pomost, miejsce na ognisko i zadaszony stół. Niestety, dach umieszczono tak nisko, że co jakiś czas rąbię weń głową. W dodatku jest nieszczelny, deszcz pada na kanapki. Przy kolacji przysiada się do nas wędkarz. Opowiada, że latem pełno tu ludzi, niektórzy zatrzymują się nawet na kilka tygodni. Nad ranem budzą nas samochody innych wędkarzy, którzy zajmują stanowiska łowieckie jeszcze po ciemku.

***

Wracamy tą samą trasą - kanałem do jeziora Słowa, a stąd kanałem do Lipia. Tu robimy sobie przerwę przy "akwarium" - tym razem świeci słońce i podwodne ogrody wyglądają jeszcze piękniej niż poprzednim razem. Pusto. Podczas trzydniowego spływu minęły nas tylko dwie żaglówki (i ani jeden kajak!).

Jeszcze pół godziny i już przystań, z której wyruszyliśmy. Za nami blisko 40 km wiosłowania, ale nie czuję tego w ramionach - ani razu nie płynęliśmy pod wiatr, a trasę rozłożyliśmy w miarę równomiernie.

Kajaki wypożycza ośrodek Cadet w miejscowości Długie przy drodze Dobiegniew - Gorzów, 10 km na wschód od Strzelec - 25 zł za dobę, tel. 600 88 06 48. Przystań Harcerskiego Klubu Żeglarskiego "Panta Rhei", tel. 095 720 61 13, 502 535 510

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta