Wędrówki po Tatrach. Orla Perć nie tylko dla orłów
20.10.2008
, aktualizacja: 17.10.2008 11:04
Nie znosi brawury, pychy i nieostrożności. Ceni rozsądek i pokorę
ZOBACZ TAKŻE
- Razem dla Tatr. Nie zadeptajmy Giewontu (21-05-10, 13:31)
- Zimowa Korona Gór Polskich. Rysy - w śniegu po pas (12-01-09, 06:00)
- Krynica i okolica. Jan z dzbana (12-01-09, 06:00)
- Jesień w Karkonoszach. Z widokiem na Trzy Świnki (17-11-09, 06:00)
- Na Słowację przez Tatry? Zapomnij (03-11-08, 01:00)
- Gorce jesienią. Turbat znaczy szalony (13-10-08, 06:00)
- Wzgórza Dylewskie. W królestwie Smętka (10-11-08, 06:00)
- Ogrody w Dobrzycy. Hortulus szumi jesienią (10-11-08, 06:00)
- Krosno i okolice. Pod okiem Portiusa (06-10-08, 06:00)
- Bieszczady. Bliżej do gwiazd (13-10-08, 06:00)
- W małym Olsztynie (06-10-08, 06:00)
- Rudawski Park Krajobrazowy (06-10-08, 06:00)
- List z Pomorza Zachodniego. Fioletowe pole z poligonem w tle (20-10-08, 06:00)
- Sanok. Zielone pomniki (17-11-08, 06:00)
- Beskidy jesienią. Na Pilsku pili zbójnicy (10-11-08, 06:00)
To jedyny taki szlak w polskich górach, podobnego nie ma nawet w słowackich Tatrach, o wiele bardziej rozległych od naszych. O zachwycające miejsca w Tatrach nietrudno. Nęcą doliny, stawy, łagodne Czerwone Wierchy, szlaki na Szpiglasowy Wierch, gdzie można minąć się ze świstakiem, czy słynne Rysy. Ale to właśnie przejście Orlej Perci od dawna było najwyższym stopniem tatrzańskiego wtajemniczenia. Prowadząca często skrajem przepaści ścieżka, łańcuchy, klamry, drabinki, oszałamiająca przestrzeń i widoki Tutaj można zasmakować tego, co najpiękniejsze, ale też najgroźniejsze w wysokogórskiej wędrówce. W ciągu ponadstuletniej historii szlaku zginęło tu ponad sto osób. To tak, jakby każdego roku z wędrówki nie wracał conajmniej jeden człowiek. Pamiętajmy, że Orla Perć nie znosi brawury, pychy i nieostrożności. Ceni za to rozsądek i pokorę wobec Tatr, które potrafią być niebezpieczne.
***
Perć w języku górali oznacza wąską ścieżkę wydeptaną na górskich zboczach. Orla Perć w zamyśle jej twórców miała gwarantować widoki dostępne do tej pory jedynie szybującym pod niebem orłom. Pomysł stworzenia szlaku zrodził się na początku XX w., zawdzięczamy go młodopolskiemu poecie Franciszkowi Henrykowi Nowickiemu. Przekonywał Towarzystwo Tatrzańskie, że ludzie chodzą po górach, aby podziwiać rozciągające się z nich widoki. Chciał więc wytyczyć drogę, która umożliwi wielogodzinne zachwycanie się pięknymi panoramami Tatr bez konieczności ciągłego schodzenia i wspinania się.
Miało tak być dzięki poprowadzeniu szlaku wyłącznie szczytową granią. Pomysł miał przeciwników. Jak się później okazało, ścieżkę w najtrudniejszych momentach trzeba było jednak wytyczyć poniżej grani i ominąć najbardziej niebezpieczne miejsca. Pierwotnie szlak miał prowadzić od Polany pod Wołoszynem przez Wołoszyn, Buczynowe Turnie, Granaty, Kozi Wierch, Zawrat, Kasprowy i Czerwone Wierchy do Doliny Kościeliskiej. Choć ostatecznie powstała znacznie krótsza wersja, to jego budowa i tak była niezwykle śmiałym przedsięwzięciem. Zajął się nią taternik ks. Walenty Gadowski i doprowadził do ukończenia prac w 1906 r. Wielokrotnie szlak wytyczano w zupełnie dziewiczych miejscach!
Dzisiaj Orlą Percią nazywamy czterokilometrowy czerwony szlak między dwiema przełęczami - Zawratem i Krzyżnem. Można go przejść fragmentami, choć wprawni turyści pokonują całą trasę jednego dnia. To jednak bardzo wyczerpująca wyprawa, zajmująca przy sprawnym marszu ok. 7 godzin. Można to zrobić tylko z Zawratu. Odcinek z tej przełęczy do Koziego Wierchu od niedawna jest jednokierunkowy. I całe szczęście, bo w czasie wakacji, gdy pojawia się tu wielu turystów, minięcie się na niektórych odcinkach bywało niezwykle niebezpieczne i powodowało długie korki.
Na Zawrat (2159 m) dostaniemy się na trzy sposoby. Jeżeli śpimy w Murowańcu na Hali Gąsienicowej lub w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów, dojdziemy tutaj niebieskimi szlakami w ciągu 2-2,5 godz. Jeżeli musimy dotrzeć z Zakopanego, trzeba jeszcze doliczyć blisko dwugodzinną wędrówkę żółtym szlakiem Doliną Jaworzynka na Halę Gąsienicową.
***
Wybraliśmy trzecie rozwiązanie - z Kasprowego Wierchu przez Świnicę. Postanowiliśmy zaspokoić ciekawość i przetestować niedawno zmodernizowaną kolejkę linową, a przy okazji zaoszczędzić sporo czasu i sił.
Gdy wysiedliśmy z drugiego wagonika, który tego dnia dojechał na Kasprowy, w twarz uderzyło nas ostre, górskie powietrze. Na dole zachwycaliśmy się błękitnym, bezchmurnym niebem poranka, a tu - nie wiadomo skąd - nagle nadciągnęły chmury ocierające się o granie pobliskich szczytów. Każdy, kto bywał w wyższych partiach Tatr, zna to zjawisko. Nawet w piękny, słoneczny dzień wystarczy kilkanaście sekund, aby wpompowana skądś mgła nagle ograniczyła widoczność do kilku metrów. Często wystarczy kolejna chwila, aby już jej nie było.
Szybko ruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku ostrych grani. Wygodną tutaj trasą doszliśmy niebawem na Suchą Przełęcz, zerkając po lewej stronie na piękny Zielony Staw, a po prawej na słowacką Dolinę Cichą. Ani się zorientowaliśmy, gdy stanęliśmy na przełęczy Liliowe, która geologicznie i krajobrazowo dzieli Tatry Zachodnie od Wysokich. Gdyby cofnąć się o sto lat, pewnie spotkalibyśmy tutaj zadumanego poetę Kazimierza Przerwę Tetmajera, który uwielbiał patrzeć stąd na okolicę.
Na dumanie nie było czasu, więc nie zatrzymując się, podążyliśmy w kierunku Świnickiej Przełęczy, gdzie dochodzi też czarny szlak z Doliny Gąsienicowej. To tradycyjne miejsce, z którego turyści wyruszali na szczyt Świnicy. Na przełomie XIX i XX w. był tu nawet malutki schron dla wędrowców. Po chwili ruszamy ostro w górę granitowym grzbietem. Szlak jest dość trudny, pojawiają się pierwsze łańcuchy, ale szybko pokonujemy kolejne metry. Trzeba pamiętać, że gdy leżą tu płaty śniegu, może być śmiertelnie niebezpiecznie - łatwo się poślizgnąć. Aby osiągnąć wierzchołek, trzeba odbić od szlaku w lewo i wspiąć się po skałach.
***
Na szczycie Świnicy (2301 m) czekała pierwsza nagroda. Fenomenalny widok, jeden z ciekawszych w Tatrach, na Zakopane, Tatry Zachodnie i Wysokie z charakterystycznym, stożkowatym Jagnięcym Szczytem. Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na pogodę. W czasie burzy Świnica jest bardzo niebezpieczna - ma w swojej historii śmiertelne ofiary.
Z wierzchołka zeszliśmy na szlak w stronę Zawratu. W dół, potem w górę, to skałami, to przepaścistymi trawersami. Łańcuchy i klamry ułatwiały wędrówkę i zabezpieczały przed upadkiem. Wreszcie po krótkim dreptaniu pod górę zboczem Zawratowej Turni dotarliśmy na najsłynniejszą tatrzańską przełęcz. Jak można przeczytać w biblii tatromaniaków "Tatry polskie" Józefa Nyki, bywali tu Stanisław Witkiewicz, Maria Skłodowska-Curie, Włodzimierz Ilicz Lenin.
Rzuciwszy okiem na panoramę Doliny Pięciu Stawów, ruszyliśmy w górę Orlą Percią. Wąską ścieżką, dalej ubezpieczoną łańcuchami, weszliśmy sprawnie na Mały Kozi Wierch (2228 m). Tutaj łatwo zrozumieć, dlaczego pomysłodawca szlaku chciał umożliwić turystom zachwycanie się widokami. Jak na dłoni widać Kościelec, Świnicę, Dolinę Pięciu Stawów, wreszcie Kozi Wierch i Granaty.
Zeszliśmy na Zmarzłą Przełączkę i półkami skalnymi wzdłuż ściany Zmarzłych Czub doszliśmy na Zmarzłą Przełęcz. To dość trudny i męczący fragment szlaku, przydają się zamontowane do skał łańcuchy. Na przełęczy znajduje się charakterystyczna postać skalnego Chłopka, którego łatwo dostrzec nawet z niższych miejsc. Widać też stromą, uczęszczaną przez wspinaczy południową ścianę Zamarłej Turni. Czerwone znaki szlaku idą jednak jej północną stroną. Z dolnego, kamiennego tarasu metalowe klamry prowadzą na górny. Na jego skraju czeka jeden z najbardziej emocjonujących momentów na całej trasie. To słynna, najdłuższa w Tatrach 12-metrowa metalowa drabinka, którą po pionowej skalnej ścianie wchodzi się na Kozią Przełęcz. U osób, które po raz pierwszy idą Orlą Percią, samo zerknięcie z góry na drabinkę wywołuje ciarki na plecach. Jeżeli opanujemy nerwy, zejście nie będzie trudne. Trzeba jednak bardzo uważać i nie spieszyć się. Na końcu jeszcze kilka łańcuchów i już jesteśmy na wąziutkiej Koziej Przełęczy (2137 m), przez którą przebiega żółty szlak z Doliny Gąsienicowej do Doliny Pięciu Stawów.
***
Nie ma tu miejsca na odpoczynek. Wąskim przejściem po skalnej ścianie powędrowaliśmy w kierunku Kozich Czub (2266 m). Z wierzchołka prawie pionowym, przepaścistym zejściem dostaliśmy się na Kozią Przełęcz Wyżnią. Zmęczenie dawało się nam we znaki. Ale został jeszcze ostatni odcinek ostrego podejścia i mogliśmy usiąść na szczycie Koziego Wierchu (2291 m). To nie tylko najwyższy punkt Orlej Perci, ale też najwyższa góra, która w całości wznosi się na terenie Polski. Jest tam na co patrzeć: Dolina Pięciu Stawów, Gerlach, Rysy, Krywań, Świnica, Giewont... Tym razem mieliśmy szczęście, ale nie zawsze tak bywało. W niepogodę Kozi Wierch przykrywa czapa chmur, widoczność na wyciągnięcie ręki, a każdy nieprzemyślany krok może mieć fatalne skutki.
Ruszyliśmy dalej, najpierw wygodną ścieżką, potem rumowiskiem zeszliśmy w kierunku Żlebu Kulczyńskiego. Dalej czekało nas efektowne wejście do tzw. szczerbiny przy Czarnym Mniszku. Z dołu pionowy komin wygląda groźnie, ale wspinaczka nim jest przyjemna i niezbyt trudna. Dotarliśmy na Zadni Granat (2240 m), a potem na Pośredni Granat. Nieco dalej czeka kolejny emocjonujący moment - przejście nad głęboką i szeroką na blisko metr szczeliną, która rozdziela bloki skalne. Zabezpiecza ją nisko zawieszony łańcuch. Choć wystarczy zrobić krok, to jednak wiele osób nie może się przełamać i omija szczelinę dołem. Wreszcie dotarliśmy na Skrajny Granat (2225 m), skąd mogliśmy zobaczyć m.in. Świnicę, Zawrat i Kozi Wierch.
Ze Skrajnego Granatu można zejść żółtym szlakiem do Czarnego Stawu Gąsienicowego i dalej, do schroniska lub Kuźnic. Decyzję trzeba przemyśleć, bo jeżeli chcemy dojść do końca Orlej Perci, to czeka nas jeszcze ponaddwugodzinna, momentami trudna wędrówka, plus długi powrót. Zmęczeni turyści powinni więc wybrać zejście, bo następnej okazji nie będzie aż do Krzyżnego.
***
Perć w języku górali oznacza wąską ścieżkę wydeptaną na górskich zboczach. Orla Perć w zamyśle jej twórców miała gwarantować widoki dostępne do tej pory jedynie szybującym pod niebem orłom. Pomysł stworzenia szlaku zrodził się na początku XX w., zawdzięczamy go młodopolskiemu poecie Franciszkowi Henrykowi Nowickiemu. Przekonywał Towarzystwo Tatrzańskie, że ludzie chodzą po górach, aby podziwiać rozciągające się z nich widoki. Chciał więc wytyczyć drogę, która umożliwi wielogodzinne zachwycanie się pięknymi panoramami Tatr bez konieczności ciągłego schodzenia i wspinania się.
Miało tak być dzięki poprowadzeniu szlaku wyłącznie szczytową granią. Pomysł miał przeciwników. Jak się później okazało, ścieżkę w najtrudniejszych momentach trzeba było jednak wytyczyć poniżej grani i ominąć najbardziej niebezpieczne miejsca. Pierwotnie szlak miał prowadzić od Polany pod Wołoszynem przez Wołoszyn, Buczynowe Turnie, Granaty, Kozi Wierch, Zawrat, Kasprowy i Czerwone Wierchy do Doliny Kościeliskiej. Choć ostatecznie powstała znacznie krótsza wersja, to jego budowa i tak była niezwykle śmiałym przedsięwzięciem. Zajął się nią taternik ks. Walenty Gadowski i doprowadził do ukończenia prac w 1906 r. Wielokrotnie szlak wytyczano w zupełnie dziewiczych miejscach!
Dzisiaj Orlą Percią nazywamy czterokilometrowy czerwony szlak między dwiema przełęczami - Zawratem i Krzyżnem. Można go przejść fragmentami, choć wprawni turyści pokonują całą trasę jednego dnia. To jednak bardzo wyczerpująca wyprawa, zajmująca przy sprawnym marszu ok. 7 godzin. Można to zrobić tylko z Zawratu. Odcinek z tej przełęczy do Koziego Wierchu od niedawna jest jednokierunkowy. I całe szczęście, bo w czasie wakacji, gdy pojawia się tu wielu turystów, minięcie się na niektórych odcinkach bywało niezwykle niebezpieczne i powodowało długie korki.
Na Zawrat (2159 m) dostaniemy się na trzy sposoby. Jeżeli śpimy w Murowańcu na Hali Gąsienicowej lub w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów, dojdziemy tutaj niebieskimi szlakami w ciągu 2-2,5 godz. Jeżeli musimy dotrzeć z Zakopanego, trzeba jeszcze doliczyć blisko dwugodzinną wędrówkę żółtym szlakiem Doliną Jaworzynka na Halę Gąsienicową.
***
Wybraliśmy trzecie rozwiązanie - z Kasprowego Wierchu przez Świnicę. Postanowiliśmy zaspokoić ciekawość i przetestować niedawno zmodernizowaną kolejkę linową, a przy okazji zaoszczędzić sporo czasu i sił.
Gdy wysiedliśmy z drugiego wagonika, który tego dnia dojechał na Kasprowy, w twarz uderzyło nas ostre, górskie powietrze. Na dole zachwycaliśmy się błękitnym, bezchmurnym niebem poranka, a tu - nie wiadomo skąd - nagle nadciągnęły chmury ocierające się o granie pobliskich szczytów. Każdy, kto bywał w wyższych partiach Tatr, zna to zjawisko. Nawet w piękny, słoneczny dzień wystarczy kilkanaście sekund, aby wpompowana skądś mgła nagle ograniczyła widoczność do kilku metrów. Często wystarczy kolejna chwila, aby już jej nie było.
Szybko ruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku ostrych grani. Wygodną tutaj trasą doszliśmy niebawem na Suchą Przełęcz, zerkając po lewej stronie na piękny Zielony Staw, a po prawej na słowacką Dolinę Cichą. Ani się zorientowaliśmy, gdy stanęliśmy na przełęczy Liliowe, która geologicznie i krajobrazowo dzieli Tatry Zachodnie od Wysokich. Gdyby cofnąć się o sto lat, pewnie spotkalibyśmy tutaj zadumanego poetę Kazimierza Przerwę Tetmajera, który uwielbiał patrzeć stąd na okolicę.
Na dumanie nie było czasu, więc nie zatrzymując się, podążyliśmy w kierunku Świnickiej Przełęczy, gdzie dochodzi też czarny szlak z Doliny Gąsienicowej. To tradycyjne miejsce, z którego turyści wyruszali na szczyt Świnicy. Na przełomie XIX i XX w. był tu nawet malutki schron dla wędrowców. Po chwili ruszamy ostro w górę granitowym grzbietem. Szlak jest dość trudny, pojawiają się pierwsze łańcuchy, ale szybko pokonujemy kolejne metry. Trzeba pamiętać, że gdy leżą tu płaty śniegu, może być śmiertelnie niebezpiecznie - łatwo się poślizgnąć. Aby osiągnąć wierzchołek, trzeba odbić od szlaku w lewo i wspiąć się po skałach.
***
Na szczycie Świnicy (2301 m) czekała pierwsza nagroda. Fenomenalny widok, jeden z ciekawszych w Tatrach, na Zakopane, Tatry Zachodnie i Wysokie z charakterystycznym, stożkowatym Jagnięcym Szczytem. Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na pogodę. W czasie burzy Świnica jest bardzo niebezpieczna - ma w swojej historii śmiertelne ofiary.
Z wierzchołka zeszliśmy na szlak w stronę Zawratu. W dół, potem w górę, to skałami, to przepaścistymi trawersami. Łańcuchy i klamry ułatwiały wędrówkę i zabezpieczały przed upadkiem. Wreszcie po krótkim dreptaniu pod górę zboczem Zawratowej Turni dotarliśmy na najsłynniejszą tatrzańską przełęcz. Jak można przeczytać w biblii tatromaniaków "Tatry polskie" Józefa Nyki, bywali tu Stanisław Witkiewicz, Maria Skłodowska-Curie, Włodzimierz Ilicz Lenin.
Rzuciwszy okiem na panoramę Doliny Pięciu Stawów, ruszyliśmy w górę Orlą Percią. Wąską ścieżką, dalej ubezpieczoną łańcuchami, weszliśmy sprawnie na Mały Kozi Wierch (2228 m). Tutaj łatwo zrozumieć, dlaczego pomysłodawca szlaku chciał umożliwić turystom zachwycanie się widokami. Jak na dłoni widać Kościelec, Świnicę, Dolinę Pięciu Stawów, wreszcie Kozi Wierch i Granaty.
Zeszliśmy na Zmarzłą Przełączkę i półkami skalnymi wzdłuż ściany Zmarzłych Czub doszliśmy na Zmarzłą Przełęcz. To dość trudny i męczący fragment szlaku, przydają się zamontowane do skał łańcuchy. Na przełęczy znajduje się charakterystyczna postać skalnego Chłopka, którego łatwo dostrzec nawet z niższych miejsc. Widać też stromą, uczęszczaną przez wspinaczy południową ścianę Zamarłej Turni. Czerwone znaki szlaku idą jednak jej północną stroną. Z dolnego, kamiennego tarasu metalowe klamry prowadzą na górny. Na jego skraju czeka jeden z najbardziej emocjonujących momentów na całej trasie. To słynna, najdłuższa w Tatrach 12-metrowa metalowa drabinka, którą po pionowej skalnej ścianie wchodzi się na Kozią Przełęcz. U osób, które po raz pierwszy idą Orlą Percią, samo zerknięcie z góry na drabinkę wywołuje ciarki na plecach. Jeżeli opanujemy nerwy, zejście nie będzie trudne. Trzeba jednak bardzo uważać i nie spieszyć się. Na końcu jeszcze kilka łańcuchów i już jesteśmy na wąziutkiej Koziej Przełęczy (2137 m), przez którą przebiega żółty szlak z Doliny Gąsienicowej do Doliny Pięciu Stawów.
***
Nie ma tu miejsca na odpoczynek. Wąskim przejściem po skalnej ścianie powędrowaliśmy w kierunku Kozich Czub (2266 m). Z wierzchołka prawie pionowym, przepaścistym zejściem dostaliśmy się na Kozią Przełęcz Wyżnią. Zmęczenie dawało się nam we znaki. Ale został jeszcze ostatni odcinek ostrego podejścia i mogliśmy usiąść na szczycie Koziego Wierchu (2291 m). To nie tylko najwyższy punkt Orlej Perci, ale też najwyższa góra, która w całości wznosi się na terenie Polski. Jest tam na co patrzeć: Dolina Pięciu Stawów, Gerlach, Rysy, Krywań, Świnica, Giewont... Tym razem mieliśmy szczęście, ale nie zawsze tak bywało. W niepogodę Kozi Wierch przykrywa czapa chmur, widoczność na wyciągnięcie ręki, a każdy nieprzemyślany krok może mieć fatalne skutki.
Ruszyliśmy dalej, najpierw wygodną ścieżką, potem rumowiskiem zeszliśmy w kierunku Żlebu Kulczyńskiego. Dalej czekało nas efektowne wejście do tzw. szczerbiny przy Czarnym Mniszku. Z dołu pionowy komin wygląda groźnie, ale wspinaczka nim jest przyjemna i niezbyt trudna. Dotarliśmy na Zadni Granat (2240 m), a potem na Pośredni Granat. Nieco dalej czeka kolejny emocjonujący moment - przejście nad głęboką i szeroką na blisko metr szczeliną, która rozdziela bloki skalne. Zabezpiecza ją nisko zawieszony łańcuch. Choć wystarczy zrobić krok, to jednak wiele osób nie może się przełamać i omija szczelinę dołem. Wreszcie dotarliśmy na Skrajny Granat (2225 m), skąd mogliśmy zobaczyć m.in. Świnicę, Zawrat i Kozi Wierch.
Ze Skrajnego Granatu można zejść żółtym szlakiem do Czarnego Stawu Gąsienicowego i dalej, do schroniska lub Kuźnic. Decyzję trzeba przemyśleć, bo jeżeli chcemy dojść do końca Orlej Perci, to czeka nas jeszcze ponaddwugodzinna, momentami trudna wędrówka, plus długi powrót. Zmęczeni turyści powinni więc wybrać zejście, bo następnej okazji nie będzie aż do Krzyżnego.
Dalej zabezpieczony łańcuchami i klamrami szlak prowadzi na Granacką Przełęcz, północną ścianą Wielkiej Orlej Turniczki i kominem w Orlej Baszcie. Potem jeszcze zbocza Wielkiej Buczynowej Turni i trawers pod Małą Buczynową Turnią. Wreszcie całkiem wygodna ścieżka biegnąca przez moment granią, doprowadza na Krzyżne. Tu czeka ostatni fenomenalny widok z Perci - na Dolinę Pięciu Stawów i Tatry Wysokie.
Z Krzyżnego żółtym szlakiem można zejść do schronisk na Hali Gąsienicowej lub w Dolinie Pięciu Stawów, gdzie czeka zasłużony odpoczynek. Ale po przejściu tego szlaku nie pamięta się zmęczenia, tylko wspaniałe przeżycia i chęć, by tu wrócić. Bo chodzenie po Orlej wciąga.
Z Krzyżnego żółtym szlakiem można zejść do schronisk na Hali Gąsienicowej lub w Dolinie Pięciu Stawów, gdzie czeka zasłużony odpoczynek. Ale po przejściu tego szlaku nie pamięta się zmęczenia, tylko wspaniałe przeżycia i chęć, by tu wrócić. Bo chodzenie po Orlej wciąga.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl
















