Jarosław Fischbach, geograf, podróżnik

Wioska buszmenów w Tanzanii

Wioska buszmenów w Tanzanii (Fot. Jarosław Fischbach)

Serce zostało w... górach, trochę w Tatrach, a reszta w Himalajach u podnóża Annapurny, w Andach pod Aconcaguą i pod Huascaranem, a także na Kilimandżaro. Tam czuje się piękno i potęgę przyrody, tam trzeba zdobyć się na wielki wysiłek, aby dotrzeć do wymarzonego celu
Tam poznaje się, kto jest prawdziwym przyjacielem, na kogo można liczyć. Wysoko w górach rodzą się też wspaniałe pomysły, tam często planuje się dalsze życie...

Niezapomniany dzień...

Było ich bardzo wiele, ale do głowy przychodzą mi dwa wspaniałe dni. Pierwszy to polowanie w Pantanalu. Razem z nowo poznanymi brazylijskimi przyjaciółmi wybraliśmy się starą barką na kilkudniowy rejs po rzece Taquari, w Matto Grosso. Złowiliśmy kilka piranii, spotkaliśmy kapibarę i upolowaliśmy jacarę. Na kolację było delikatne mięso z krokodyla. Nocleg pod gołym niebem - rozpinamy nasze hamaki i wsłuchujemy się w piękne dzikie odgłosy puszczy. Drugi niezapomniany dzień to spotkanie z buszmenami w głębokim interiorze Tanzanii. O świcie docieramy do niewielkiego plemienia buszmeńskiego - doprowadziły nas tu dymy z ognisk. Buszmeni właśnie się budzą - spali na skórach rozłożonych na ziemi, okutani w własnoręcznie wykonane derki. Początek dnia to wypalenie skręta z ziół i dołożenie gałązek do ogniska, aby utrzymać ledwo żarzący się ogień. Później przygotowania do polowania, na które idziemy wspólnie i doskonale im w tym zajęciu przeszkadzamy. W związku z tym poranny posiłek będzie skąpy - zaledwie jeden upolowany ptak. Buszmeni żyją w zupełnym oderwaniu od cywilizacji, utrzymują się z myślistwa i zbieractwa, nie uprawiają ziemi. Na pamiątkę naszego spotkania dostałem od wodza wykonaną przez niego strzałę, której kościany grot pokryty jest trującą substancją roślinną. Ja odwdzięczyłem się czapeczką z napisem "Nepal".

Dojechałem tam...

Na pustynię Atakama (byłem na niej dwukrotnie) od strony chilijskiej dojechaliśmy dużą czarną taksówką, tak było taniej i wygodniej. Mogliśmy zobaczyć więcej, mając do dyspozycji dobrego taksówkarza przewodnika. Od strony argentyńskiej dojechaliśmy zdezelowaną bagażową furgonetką. Dla naszej wygody właściciel wyposażył ją w skórzane kanapy i fotele ze swego domu. Na pustyni poza porcją doznań krajoznawczych i przyrodniczych czekał nas jeszcze cudowny koncert muzyki andyjskiej w wykonaniu naszego kierowcy muzyka.

Podróżuję z...

Od wielu lat w gronie sprawdzonych i wypróbowanych przyjaciół, żony i dwóch dorosłych córek.

Na wyprawę zawsze zabieram...

przyjazne nastawienie do tubylców. Doceniam ich mądrość, wiedzę i doskonałą znajomość terenu, bez ich pomocy i życzliwości nigdy bym tyle nie zobaczył.

Mój ulubiony hotel...

Nie mam takiego, nie przywiązuję wagi do standardu hotelu. Dużo bardziej zależy mi na tym, aby miejsce, w którym nocuję, było niesamowite, odmienne do innych, takie, które zapamiętam do końca życia. Bez wątpienia do takich należał nocleg w Andach w Punte del Inca, gdzie po zejściu z gór spędziliśmy (bezpłatnie) noc w celi miejscowego aresztu, a policjant uraczył nas doskonałym zimnym piwem. Pamiętam też noc w namiocie w Serengeti, kiedy wsłuchiwaliśmy się w odgłosy przyrody, płonęło ognisko, a my w obawie przed hienami musieliśmy schować do samochodu wszystkie wyroby ze skóry. O świcie podziwialiśmy niezapomniany, bajecznie kolorowy wschód słońca.

W Polsce lubię...

ciche i spokojne Budy Lucieńskie na Pojezierzu Gostynińsko-Włocławskim i nasze urocze siedlisko Pod Lipą. W cieniu prawie 400-letniej lipy stoi niewielki pensjonat, dookoła lasy, ładne, kameralne jeziora. Nie brakuje tu ciekawych szlaków pieszych, rowerowych, kajakowych. Mamy bezpośredni kontakt z dziewiczą przyrodą, często można zobaczyć czaple siwe, zaskrońce, dziki. Dojeżdżamy tam gruntową drogą, więc niewiele osób się tu zapuszcza - oby tak było jak najdłużej.

Moja noga więcej nie stanie w...

Na szczęście nie ma takiego miejsca. Wszędzie udało mi się spotkać przyjaźnie nastawionych do mnie ludzi. Mam przykre wspomnienia związane z Madagaskarem, gdzie nabawiłem się malarii, ale piękno i różnorodność przyrodnicza tej wielkiej wyspy nadal mnie pociągają.

Niezapomniany środek lokomocji...

Było ich wiele, ale wygrywa nasza rodzima ciężarówka Star 29, którą pojechaliśmy w daleki świat na studencką wyprawę "Azja '78". Samochód ten był naszym domem przez ponad 3 miesiące, w nim spędzaliśmy całe dnie i noce, spaliśmy, jedliśmy. Przejechaliśmy ponad 20 tys. kilometrów, czyli połowę równika.

W każdym kraju, który odwiedzam...

staram się dotrzeć do mieszkających tam Polaków bądź polskich misjonarzy. Przy ich pomocy i przyjaznym nastawieniu dużo lepiej poznaje się odwiedzane miejsca, można dotrzeć do takich zakątków, których samemu nigdy by się nie poznało. Poznaje się tajemnice życia tubylców, nawiązuje się nowe znajomości i przyjaźnie.

Niebo w gębie poczułem...

w San Antonio de los Cobrres wysoko w Andach, w małym i wyjątkowo skromnym hoteliku. W miejscowości tej nie znaleźliśmy żadnej restauracji czy knajpy. Byliśmy skazani na kuchnię bardzo sędziwej i niebudzącej zaufania Indianki, właścicielki "hoteliku". Zaproponowała nam na kolację kurczaka za ok. 2 dol., więc nie oczekiwaliśmy wiele. Tymczasem czekała nas wielka uczta: pięknie nakryty stół, srebrna zastawa pamiętająca chyba czasy konkwisty, super profesjonalna obsługa naszej gospodyni, wyborna zupa, niezapomniany kurczak w cytrynie, wino, desery, owoce...

Wymarzony cel podróży...

ponownie Ameryka Południowa i jej najbardziej południowy zakątek, czyli Patagonia i Ziemia Ognista, rejs statkiem po fiordach, trekking po Parku Narodowym Torres del Paine, podejście pod Fitz Roya, zobaczenie lodowca Perito Moreno i najdalej wysuniętego na południe miasta świata Ushuaia.

Skomentuj:
Jarosław Fischbach, geograf, podróżnik
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX