Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Dublin. Po obu stronach Liffey

  • Pin It
Iwona i Marcin Krauze
13.10.2008 , aktualizacja: 10.10.2008 16:20
A A A Drukuj
Fot. Wojciech Surdziel/AG
Gdyby Leopold Bloom, bohater "Ulissesa" Jamesa Joycea, wędrował dzisiaj ulicami Dublina, z trudem poznałby swoje miasto
Centrum Dublina, widok na O'Connell Street
Fot. Tomasz Madajczak
Centrum Dublina, widok na O'Connell Street
Christ Church
Fot. Tomasz Madajczak
Christ Church
Pomnik Jamesa Joyce'a
Fot. Wojciech Surdziel/AG
Pomnik Jamesa Joyce'a
Osiedle Ballymun
Fot. Iwona i Marcin Krauze
Osiedle Ballymun
Rzeka Liffey, w głębi Half Penny Bridge
Fot. Iwona i Marcin Krauze
Rzeka Liffey, w głębi Half Penny Bridge
Pomnik Molly Malone
Fot. Iwona i Marcin Krauze
Pomnik Molly Malone
Peryferyjna, biedna i zaledwie 300-tysięczna stolica, jaką był Dublin z początku zeszłego wieku, niewiele ma wspólnego z kuszącym drogimi sklepami i rozświetlonym szyldami pubów współczesnym miastem. Po jego zakamarkach oprowadzają nas realne, a także istniejące tylko w wyobraźni dublińczyków postacie...

Św. Patryk

Donośne bicie dzwonów w gotyckiej katedrze św. Patryka na północy miasta rozlega się w promieniu kilometra. To w tym właśnie miejscu w początkach V w. ów Brytyjczyk, dzisiejszy patron kraju, sprzedany do Irlandii jako niewolnik odprawiał pierwsze msze, wprowadzając chrześcijaństwo na wyspie. Postawiony tutaj w 1284 r. drewniany kościółek został zastąpiony kamienną katedrą. W środku znajduje się niezwykle cenna płyta z wyrytym krzyżem celtyckim, która niegdyś przykrywała studnię, przy której św. Patryk chrzścił pogan, oraz kilka celtyckich płyt nagrobnych - jedna nad grobem Jonathana Swifta, autora "Podróży Guliwera".

Przedmioty zgromadzone w półmroku panującym w tym okazałym wnętrzu dają przedsmak atmosfery, której w pełni można doświadczyć w rozrzuconych po Irlandii znacznie bardziej surowych monastyrach i wczesnochrześcijańskich miejscach kultu z czasów św. Patryka. Kraj, w którym jeszcze 50 lat temu kościół posiadał autentyczną władzę, w którym katolickie były szkoły, szpitale i część urzędów, dzisiaj zamyka seminaria, likwiduje parafie i nie może pochwalić się więcej niż 9 powołaniami księży i 1 siostry zakonnej (dane z 2007 r.) rocznie w skali kraju.

Dublińczycy pamiętają jeszcze wizytę papieża Jana Pawła II, który w 1979 r. odprawił mszę w największym parku Europy - Phoenix Park. Do dzisiaj stoi tu 27-metrowy krzyż papieski chętnie odwiedzany przez Polaków. W parku warto też zwrócić uwagę na Áras an Uachtaráin - biały budynek będący siedzibą prezydenta Irlandii (w soboty wstęp wolny).

Krzyż papieski już tylko przypomina o katolickiej przeszłości kraju. Seria skandali obyczajowych i przypadków pedofilii wśród księży, które miały miejsce na przestrzeni lat, a ujrzały światło dzienne w ostatnim dwudziestoleciu, skutecznie skompromitowały kościół jako instytucję.

Pomimo to Irlandczycy pozostali wierni pewnym wartościom postrzeganym jako typowo chrześcijańskie. Wystarczy zapytać o kierunek na ulicy, wejść do sklepu lub autobusu, aby spotkać się z niezwykłą życzliwością. Trudno tutaj o naburmuszoną kasjerkę albo nieuprzejmego urzędnika. Taksówkarz będzie nas zabawiał anegdotami, a nieznajomy pożyczy brakujące do kupienia biletu 10 centów. Irlandczycy słyną z hojności serca, jeśli chodzi o działalność dobroczynną i charytatywną. Większość urzędów zadbała o informacje w języku polskim, mamy swoich przedstawicieli w głównych partiach i związkach zawodowych. Dzięki tym wszystkim ułatwieniom po mieście łatwo się poruszać i nietrudno w nim żyć. Być może więc wysiłek św. Patryka nie poszedł na marne...

Molly Malone

W dalszą podróż zabiera nas Molly, której pomnik stoi na rogu Grafton i Suffolk Street, w jednym z najruchliwszych punktów miasta. Turyści robią sobie zdjęcia na tle jej postaci, a dublińczycy umawiają się przy pomniku na spotkania. Przenosząc się w XVII w., już z daleka słyszę jej donośny głos: "Świeże ryby! Świeże małże!". Wyjątkowo urodziwa, ciągnie swój wózek z owocami morza, zwracając uwagę przechodniów. Mija kolejny pracowity dzień i Molly wraca do domu. Przebiera się w jedyną odświętną sukienkę i ponownie wychodzi na miasto, tym razem umilać czas mężczyznom spragnionym uczucia...

Ta najpopularniejsza, prawdziwa bądź też zrodzona w wyobraźni dublińczyków przekupka stała się żywą legendą uwiecznioną w zabawnej piosence "Cocles and Mussels". Dzisiaj następczynie Molly można znaleźć na Moore Street po północnej stronie rzeki Liffey. Jak za dawnych czasów słychać tu chrapliwe okrzyki przekupek: "Five apples for two euro only!". Ale uwaga, jeśli ktoś zechce sprawdzić świeżość produktu, może dowiedzieć się, że "ta marchewka to nie penis i nie urośnie od macania...". Tradycja straganów na świeżym powietrzu nie zaginęła.

Dzisiejsze Molly mieszkają w maleńkich domkach w północnym Dublinie, o świcie odbierają towar z hali targowej, by chwilę potem ciągnąć swoje wózki w stronę Moore Street. Rzędy prowizorycznych stolików z pomidorami, bakłażanami i jabłkami oblepiają ulicę. Ryby dostaje się w całości z rąk dziarskiej przekupki w kaloszach, a pod nogami licznych kupujących walają się puste skrzynki i kartony po produktach.

Moore Street dobrze odzwierciedla tygiel kulturowy, jakim obecnie jest Dublin. W kantorkach ulokowały się azjatyckie sklepiki, chińska stołówka, tanie call-shopy i afrykańscy fryzjerzy. Nikomu nie przeszkadza, że za rogiem lśni modna Zara, Next i popularny Marks & Spencer. Te dwa światy - ulicznego i ekskluzywnego handlu - nie wchodzą sobie w drogę, uczciwie dzieląc między siebie klientów.

Dublin jest miastem kontrastów - targ na Moore Street to tylko jeden z przykładów. Nie mniejsze zdziwienie budzi też Smithfield (Pole Kowali), targ koni, który od ponad 30 lat odbywa się w każdą pierwszą niedzielę miesiąca, również po północnej stronie Liffey. Siwe, gniade, kare stoją na placu otoczonym nowoczesnymi apartamentowcami i dawną fabryką The Old Jameson Whiskey Distillery. Na kucach siedzą piegowate dzieci, na większych koniach młodzi mężczyźni, nierzadko w dresach z lampasami, obok dostojniejsi sprzedawcy w kaszkietach. Jest też kowal podkuwający konie. Poranny obrazek ze Smithfield ma w sobie coś z sennej maligny, zwłaszcza jeśli siąpi deszcz, a typowo irlandzka mgła unosi się nad końskimi grzywami, mieszając zapachy zwierząt i podekscytowanych ludzi. Ceny - od 300 euro za kucyka.

James Joyce

Kiedy James Joyce zapamiętywał ulice i budynki Dublina, by potem opisać je w "Ulissesie", jego wzrok zatrzymywał się na prostych fasadach georgiańskich kamienic i kutych balkonach domów wiktoriańskich ozdobionych bluszczem. Te dwa style architektoniczne ukształtowały dzisiejszy wygląd stolicy Irlandii.

Razem z Joyce'em wędrujemy na Merrion Square, najlepiej zachowany georgiański plac Dublina. Kwartał kamienic o dzielonych oknach i bajecznie kolorowych drzwiach otacza zielony park z rabatkami żonkili. W okolicznych domach mieszkała rodzina Oskara Wilde'a, poeta W.B. Yeats i Daniel O'Connell, bojownik o niepodległość Irlandii.

Aby lepiej wyobrazić sobie, jak wyglądało życie w początkach XIX w., warto odwiedzić niezwykły dom na pobliskiej 29 Fitzwilliam Street. W pieczołowicie odtworzonych wnętrzach, dzięki wyjaśnieniom przewodnika zrozumiemy zamiłowanie Irlandczyków do kominków, ciężkich kotar i kryształowych żyrandoli.

Okres georgiańskiego i wiktoriańskiego rozkwitu miasta przeminął wraz z pogarszającą się sytuacją ekonomiczną, która zmusiła właścicieli kamienic do dzielenia ich na mniejsze lokale, co powodowało ich szybką degradację. Kraj pogrążał się w kryzysie będącym efektem serii klęsk głodowych oraz fatalnej polityki Anglii skierowanej na eksploatację Irlandii. W latach 1845-1900 zmarło lub wyemigrowało ponad 4 mln ludzi - liczba mieszkańców Wyspy spadła do połowy.

Wielka Emigracja zabrała z kraju wiele światłych umysłów. Także James Joyce opuścił Irlandię w wieku 22 lat, aby nigdy już do niej na stałe nie powrócić. Historię tego trudnego okresu poznamy na pokładzie statku "Jeanie Johnston", którym niegdyś emigranccy uciekinierzy płynęli do wymarzonej Ameryki, a który jest ciekawym, pobudzającym wyobraźnię muzeum.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta