Krosno i okolice. Pod okiem Portiusa
06.10.2008
, aktualizacja: 03.10.2008 17:39
Do granicy słowackiej mamy stąd zaledwie 30 km, do ukraińskiej - 80, do węgierskiej - 150. Za to najdalej do własnej stolicy, bo aż 360 km

Fot. Mirosław Rymar
Panorama Krosna

Fot. Mirosław Rymar
Rynek z dzwonnicą ufundowaną przez Portiusa

Fot. Magdalena Stopa
Salon fryzjerski w Muzeum Rzemiosła

Fot. Magdalena Stopa
Zabytkowe krosna w Muzeum Rzemiosła

Fot. Archiwum Urzędu Gminy Jedlicze
Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu

Fot. Magdalena Stopa
Ołtarz w kościele w Bliznem

Fot. Magdalena Stopa
Lampy w Muzeum Podkarpackim
ZOBACZ TAKŻE
- Małych miasteczek czar. Opatów (15-12-08, 06:00)
- Gorce jesienią. Turbat znaczy szalony (13-10-08, 06:00)
- Wędrówki po Tatrach. Orla Perć nie tylko dla orłów (20-10-08, 06:00)
- Bieszczady. Bliżej do gwiazd (13-10-08, 06:00)
- W małym Olsztynie (06-10-08, 06:00)
- Tydzień na Wdzie (22-09-08, 06:00)
- Ziemia świętokrzyska: od sanktuariów do dinozaurów (06-10-08, 06:00)
- Rudawski Park Krajobrazowy (06-10-08, 06:00)
- List z Pomorza Zachodniego. Fioletowe pole z poligonem w tle (20-10-08, 06:00)
- Dolny Śląsk na rowerach (29-09-08, 06:00)
- Rowerem wokół Miedwia (22-09-08, 06:00)
- Rudawy Janowickie. Z Pieca na Fajkę (15-09-08, 06:00)
Południa nie da się w Krośnie przeoczyć. Najpierw słychać hejnał, zaraz potem biją XVII-wieczne dzwony. Są trzy. Dwa mniejsze słychać na co dzień, a trzeci od święta. Na cześć papieża nazwano go Urbanem, liczy w obwodzie aż 490 cm i większy od niego jest tylko wawelski Zygmunt! Hejnał natomiast grano w Krośnie już w XVI w., co dowodzi bardzo poważnej w owym czasie rangi miasta. Ponieważ jednak nie przetrwał do naszych czasów, w latach 70. minionego wieku skomponowano nowy.
I dzwony, i barokową dzwonnicę ufundował krośnieński patrycjusz Robert Wojciech Portius (data urodzenia nieznana, zmarł w 1661 r.). Jako młody człowiek przybył tu ze Szkocji ok. 1620 r., ożenił się z zamożną krośnianką Anną Hesner i szybko doszedł do wielkiego majątku, handlując winem z Węgier, które dostarczał nawet na dwór Zygmunta III (granica z Węgrami przebiegała wówczas zaledwie 30 km od Krosna, tak było aż do powstania Czechosłowacji w 1918 r.).
Trzykondygnacyjna dzwonnica nakryta barokowym hełmem z miedzianej blachy, ze smukłą kolumnową latarnią zwieńczoną złocistym wiatrowskazem w kształcie... monstrancji, ma 38 m i jest najwyższą wieżą na Starym Mieście. Widać z niej renesansowy rynek i urocze zaułki wąskich ulic, gotycką farę i kościół Franciszkanów, ślady po potężnych dawniej fortyfikacjach (zaczęto je rozbierać pod koniec XVIII w., w ich miejscu biegnie ulica Podwale), wzniesiony poza obrębem dawnych murów barokowy kościół Kapucynów i znacznie mniejszej urody współczesne osiedla. Na razie owe widoki można podziwiać jedynie na robionych z dzwonnicy fotografiach, ale trwają już prace, które pozwolą udostępnić wieżę turystom.
***
Wydłużony czworobok rynku pełnił funkcję placu targowego już pod koniec XIII w.: miał utwardzoną nawierzchnię i instalacje kanalizacyjne (drewniane, zakryte kanały odprowadzające nieczystości z placu i wybiegających z niego ulic). Było to jeszcze przed lokacją miasta, którą w połowie XIV w. przeprowadził na prawie magdeburskim Kazimierz Wielki. Murowana zabudowa rynku powstała później. Z końca XV w. zachowały się piwnice (mieści się w nich teraz aż sześć restauracji oraz jedna sala wystawowa) i fragmenty parterów przyrynkowych kamienic, a z XVI i XVII w. - podcienia w północnej i południowej pierzei. Nadają rynkowi urok, który docenił nawet Jan Matejko. Litografię, którą tu wykonał, opublikował w 1866 r. "Tygodnik Ilustrowany".
Nie przetrwał renesansowy ratusz (podobnie zresztą jak i wcześniejszy gotycki, który - będąc częściowo drewniany - spalił się w 1512 r.), ale dzięki przeprowadzonym osiem lat temu wykopaliskom odtworzono obrys jego fundamentów i zaznaczono w nawierzchni rynku czerwonym kamieniem.
Z inicjatywy Kazimierza Wielkiego zaczęto wznosić wokół miasta murowane fortyfikacje, które wraz w basztami i dwiema bramami gotowe były na początku XV w. Później wzmocniono je fosą i wałami ziemnymi, a w XVI w. dobudowano drugą linię murów, czyniąc z Krosna warowną twierdzę. Do dziś pozostały jedynie skromne fragmenty, m.in. na dziedzińcu pałacu biskupiego. Umocnień na razie nie rekonstruowano, ale kto wie? Inicjatywa była wielokrotnie podnoszona i sprawa nie jest jeszcze przesądzona.
Wiek XVI i pierwsza połowa XVII to okres wielkiego rozkwitu Krosna, zwanego parva Cracovia - czyli małym Krakowem. Było to wówczas bardzo ludne miasto - w obrębie murów miało prawie 4 tys. mieszkańców, a łącznie z przedmieściami aż 8 tys. (w tym samym czasie pobliski Biecz liczył ich w sumie 3 tys., Sanok niewiele ponad 1 tys., a Kraków 25 tys.). Rozwój zawdzięczało lokalizacji przy głównym szlaku handlowym wiodącym na Ruś Halicką i Węgry. Eksportowano sukno, płótno, wyroby kotlarskie, konie i bydło, zaś importowano głównie żelazo, miedź i oczywiście wino.
W czasie potopu szwedzkiego w 1655 r. Krosno zostało złupione. Dwa lata później spustoszyły je wojska sprzymierzonego ze Szwedami księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego. Upadek pogłębiły najazdy Tatarów w czasach wojny z Turcją w 1672 r. , a w 1707 i 1757 r. wyludniły je zarazy. W 1772 r. wraz z pierwszym rozbiorem do miasta wkroczyły wojska austriackie...
***
Ożywienie gospodarcze przyniosła dopiero budowa w 1854 r. pierwszej w świecie kopalni ropy naftowej w pobliskiej Bóbrce. Przyczynił się do tego epokowy wynalazek aptekarza i przedsiębiorcy Ignacego Łukasiewicza (1822-82). Pracując nad oczyszczeniem "oleju skalnego" wydestylował naftę, a w 1853 r. skonstruował naftową lampę. Wynalazek zrobił furorę, stając się - na lata - najpopularniejszym i najtańszym sposobem oświetlenia.
Muzeum Podkarpackie nieopodal rynku szczyci się kolekcją 1,6 tys. lamp naftowych - największą w Europie. Oprócz prototypu Łukasiewicza zobaczymy tu ozdobne lampy stojące (nawet dwumetrowe!), wiszące, stołowe, kuchenne, a nawet fotograficzne (z czerwonym szkłem), morskie, górnicze i rowerowe. Zachwycają nóżki z mosiądzu, marmuru i porcelany oraz dekoracyjne klosze ze szlifowanego lub malowanego szkła.
Inną niezwykłą ekspozycją może się pochwalić Muzeum Rzemiosła (naprzeciwko). Już w przedsionku słychać tajemniczy, rytmiczny odgłos - to głośno tyka odsłonięty mechanizm zrekonstruowanego zegara wieżowego. Secesyjny budynek był siedzibą założonej w 1901 r. Pierwszej Krajowej Fabryki Zegarów Wieżowych prowadzonej przez słynnego zegarmistrza Michała Mięsowicza. Wyprodukowano tu 280 mechanizmów zegarowych, które zawisły na wieżach i gmachach całej Małopolski (jeden z nich w 1908 r. zdobył złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Przemysłowej w Paryżu; niektóre działają do dziś, jak choćby ten na kościele kolegiackim w Szamotułach, wygrywający na dzwonach pieśń maryjną "Witaj Święta"). W muzeum, które powstało w 1989 r. za sprawą miejscowych rzemieślników, obejrzymy warsztaty piekarzy, szewców, krawców i modniarzy, czyli kapeluszników. Wielkie wrażenie robi zrekonstruowany salon fryzjerski z początku XX w. (działał do początku lat 90.). W nim kryształowe belgijskie lustra, dębowe boazerie i fotele oraz przybory toaletowe przypominające narzędzia tortur: stalowe brzytwy, żelazka spirytusowe do podkręcania wąsów i groźne metalowe urządzenia do zapiekania damskich loków.
W Krośnie szczególnie rozwijało się tkactwo, zwłaszcza lniane. Pod koniec XIX w. tutejsze płótna dostarczano nawet na dwór cesarski w Wiedniu. Tradycje te kontynuował do niedawna Krosnolen, jeden z największych producentów w Polsce. Nie przetrwał jednak zmian ustrojowych i w latach 90. został zamknięty. Po tkackiej świetności pozostały jedynie wspomnienia, zabytkowe warsztaty w muzeum oraz... Międzynarodowe Biennale Artystycznej Tkaniny Lnianej "Z krosna do Krosna". Organizowane od 2000 r. przez Galerię Sztuki BWA, w tym roku po raz piąty, przyciąga artystów nawet z odległej Japonii, Kanady i USA. Ich prace - choć lniane - coraz częściej przypominają rzeźby. Na przełomie sierpnia i września pokazywane były w Krośnie, by później wyruszyć w podróż po Polsce, Słowacji i Węgrzech.
Przemiany przetrwała natomiast Huta Szkła "Krosno". Wybudowana w 1923 r. na obrzeżach miasta, nadal jest największa w kraju. Warto ją odwiedzić, by poznać tajniki szklanej produkcji (podobnie można zwiedzać prywatną hutę Deco-Glass, działającą od 1993 r. przy ul. Lotników 4a). Techniki ręcznego formowania szkła nie zmieniły się od wieków. Wydmuchiwane przez dwumetrowy metalowy piszczel rozpalone do czerwoności szklane bańki na naszych oczach zamieniają się w przezroczyste, delikatne naczynia. Podziw budzi szybkość i żonglerska sprawność hutników pracujących w ekstremalnych temperaturach (latem do 60 st. C!). W firmowym sklepie zatrzęsienie szklanek, kieliszków, karafek, dzbanków i mis - ponad 2 tys. wzorów. A ceny niższe nawet o 40 proc.
***
Po muzeach czas na kościoły, które - w przeciwieństwie do tych pierwszych - otwarte są również wieczorem. W najstarszym, gotyckim kościele Franciszkanów drewniane wyposażenie spłonęło w wielkim pożarze 1872 r. Przetrwały jedynie kamienne elementy i dlatego nadal szczyci się on włoskimi rzeźbami słynnego Jana Marii Padovano (pracował na zlecenie Zygmunta Starego m.in. w Kaplicy Zygmuntowskiej i katedrze na Wawelu). Renesansowy rycerz w zbroi wykuty w czerwonym marmurze to zmarły w 1560 r. Jan Kamieniecki, wojewoda podolski. Postać tuż obok, dzieło Reitina de Lugano z 1611 r., również z czerwonego marmuru, to Jadwiga z Włodków Firlejowa.
Włoskiej roboty jest także barokowa kaplica rodu Oświęcimów ozdobiona bogatą dekoracją stiukową Giovanniego Battisty Falconiego, najlepszego sztukatora pracującego w ówczesnej Rzeczpospolitej. Słynie ona jako miejsce spoczynku zakochanego w sobie przyrodniego rodzeństwa Anny i Stanisława Oświęcimów. Intensywność tego uczucia porównywano do historii Helojzy i Abelarda. Według legendy Stanisław, zakochany bez pamięci w siostrze, wyruszył do Rzymu, błagać o dyspensę. Papież wzruszony jego opowieścią udzielił zgody na ślub. Gdy do Anny dotarła radosna wieść, zmarła z nagłego wzruszenia. Pogrążony w rozpaczy Stanisław ufundował kaplicę, w której pochował siostrę, a niebawem i sam w niej spoczął. By obejrzeć drewniane trumny z doczesnymi szczątkami pary, trzeba podnieść pokrywę w posadzce i po dziewięciu wąskich stopniach zejść do krypty z zakratowanymi okienkami. Uwiecznili ją na rysunkach Matejko i Grottger, a Mieczysław Karłowicz skomponował poemat symfoniczny "Stanisław i Anna Oświęcimowie".
Krośnieńska fara z czerwonej cegły to jedno z najbogatszych i najlepiej zachowanych wnętrz sakralnych Małopolski. Miłośników sztuki dawnej czeka tu prawdziwa uczta: gotycka Piękna Madonna, czaszki i piszczele na epitafiach z czarnego marmuru, XVI-wieczne polichromowane stalle. Manierystyczny ołtarz główny tonie w złocie, a w nim Adoracja Trójcy Świętej i Matki Boskiej - obraz przypisywany Tomaszowi Dolabelli (1570-1650). To kolejny wielki Włoch w Krośnie, zresztą ożeniony z krośnianką, podobnie jak Robert Portius. Nazwisko tego ostatniego przewodnik powtarza co chwila - Szkot ufundował tu chrzcielnicę, ambonę i cykl olbrzymich płócien w nawie głównej (wrażenie robi zwłaszcza owinięta wężami Nierządnica Babilońska ujeżdżająca siedmiogłowego smoka). Wyłożył też pieniądze na przebudowę ostrołukowego sklepienia na kolebkowe z lunetami, co przeobraziło gotyckie wnętrze we wczesnobarokowe. Razem z żoną Anną spoczywa w przylegającej do fary kaplicy św.św. Piotra i Pawła. Kaplicę i połączoną z nią kruchtę wieńczą dwie bogato dekorowane stiukami kopuły, dzieło sprowadzonego z Mediolanu Vinzenza Petroniego. Po bokach rzeźbionego ołtarza z przedstawieniem św. Piotra otrzymującego klucze do Królestwa Niebieskiego wiszą portrety Roberta i Anny.
I dzwony, i barokową dzwonnicę ufundował krośnieński patrycjusz Robert Wojciech Portius (data urodzenia nieznana, zmarł w 1661 r.). Jako młody człowiek przybył tu ze Szkocji ok. 1620 r., ożenił się z zamożną krośnianką Anną Hesner i szybko doszedł do wielkiego majątku, handlując winem z Węgier, które dostarczał nawet na dwór Zygmunta III (granica z Węgrami przebiegała wówczas zaledwie 30 km od Krosna, tak było aż do powstania Czechosłowacji w 1918 r.).
Trzykondygnacyjna dzwonnica nakryta barokowym hełmem z miedzianej blachy, ze smukłą kolumnową latarnią zwieńczoną złocistym wiatrowskazem w kształcie... monstrancji, ma 38 m i jest najwyższą wieżą na Starym Mieście. Widać z niej renesansowy rynek i urocze zaułki wąskich ulic, gotycką farę i kościół Franciszkanów, ślady po potężnych dawniej fortyfikacjach (zaczęto je rozbierać pod koniec XVIII w., w ich miejscu biegnie ulica Podwale), wzniesiony poza obrębem dawnych murów barokowy kościół Kapucynów i znacznie mniejszej urody współczesne osiedla. Na razie owe widoki można podziwiać jedynie na robionych z dzwonnicy fotografiach, ale trwają już prace, które pozwolą udostępnić wieżę turystom.
***
Wydłużony czworobok rynku pełnił funkcję placu targowego już pod koniec XIII w.: miał utwardzoną nawierzchnię i instalacje kanalizacyjne (drewniane, zakryte kanały odprowadzające nieczystości z placu i wybiegających z niego ulic). Było to jeszcze przed lokacją miasta, którą w połowie XIV w. przeprowadził na prawie magdeburskim Kazimierz Wielki. Murowana zabudowa rynku powstała później. Z końca XV w. zachowały się piwnice (mieści się w nich teraz aż sześć restauracji oraz jedna sala wystawowa) i fragmenty parterów przyrynkowych kamienic, a z XVI i XVII w. - podcienia w północnej i południowej pierzei. Nadają rynkowi urok, który docenił nawet Jan Matejko. Litografię, którą tu wykonał, opublikował w 1866 r. "Tygodnik Ilustrowany".
Nie przetrwał renesansowy ratusz (podobnie zresztą jak i wcześniejszy gotycki, który - będąc częściowo drewniany - spalił się w 1512 r.), ale dzięki przeprowadzonym osiem lat temu wykopaliskom odtworzono obrys jego fundamentów i zaznaczono w nawierzchni rynku czerwonym kamieniem.
Z inicjatywy Kazimierza Wielkiego zaczęto wznosić wokół miasta murowane fortyfikacje, które wraz w basztami i dwiema bramami gotowe były na początku XV w. Później wzmocniono je fosą i wałami ziemnymi, a w XVI w. dobudowano drugą linię murów, czyniąc z Krosna warowną twierdzę. Do dziś pozostały jedynie skromne fragmenty, m.in. na dziedzińcu pałacu biskupiego. Umocnień na razie nie rekonstruowano, ale kto wie? Inicjatywa była wielokrotnie podnoszona i sprawa nie jest jeszcze przesądzona.
Wiek XVI i pierwsza połowa XVII to okres wielkiego rozkwitu Krosna, zwanego parva Cracovia - czyli małym Krakowem. Było to wówczas bardzo ludne miasto - w obrębie murów miało prawie 4 tys. mieszkańców, a łącznie z przedmieściami aż 8 tys. (w tym samym czasie pobliski Biecz liczył ich w sumie 3 tys., Sanok niewiele ponad 1 tys., a Kraków 25 tys.). Rozwój zawdzięczało lokalizacji przy głównym szlaku handlowym wiodącym na Ruś Halicką i Węgry. Eksportowano sukno, płótno, wyroby kotlarskie, konie i bydło, zaś importowano głównie żelazo, miedź i oczywiście wino.
W czasie potopu szwedzkiego w 1655 r. Krosno zostało złupione. Dwa lata później spustoszyły je wojska sprzymierzonego ze Szwedami księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego. Upadek pogłębiły najazdy Tatarów w czasach wojny z Turcją w 1672 r. , a w 1707 i 1757 r. wyludniły je zarazy. W 1772 r. wraz z pierwszym rozbiorem do miasta wkroczyły wojska austriackie...
***
Ożywienie gospodarcze przyniosła dopiero budowa w 1854 r. pierwszej w świecie kopalni ropy naftowej w pobliskiej Bóbrce. Przyczynił się do tego epokowy wynalazek aptekarza i przedsiębiorcy Ignacego Łukasiewicza (1822-82). Pracując nad oczyszczeniem "oleju skalnego" wydestylował naftę, a w 1853 r. skonstruował naftową lampę. Wynalazek zrobił furorę, stając się - na lata - najpopularniejszym i najtańszym sposobem oświetlenia.
Muzeum Podkarpackie nieopodal rynku szczyci się kolekcją 1,6 tys. lamp naftowych - największą w Europie. Oprócz prototypu Łukasiewicza zobaczymy tu ozdobne lampy stojące (nawet dwumetrowe!), wiszące, stołowe, kuchenne, a nawet fotograficzne (z czerwonym szkłem), morskie, górnicze i rowerowe. Zachwycają nóżki z mosiądzu, marmuru i porcelany oraz dekoracyjne klosze ze szlifowanego lub malowanego szkła.
Inną niezwykłą ekspozycją może się pochwalić Muzeum Rzemiosła (naprzeciwko). Już w przedsionku słychać tajemniczy, rytmiczny odgłos - to głośno tyka odsłonięty mechanizm zrekonstruowanego zegara wieżowego. Secesyjny budynek był siedzibą założonej w 1901 r. Pierwszej Krajowej Fabryki Zegarów Wieżowych prowadzonej przez słynnego zegarmistrza Michała Mięsowicza. Wyprodukowano tu 280 mechanizmów zegarowych, które zawisły na wieżach i gmachach całej Małopolski (jeden z nich w 1908 r. zdobył złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Przemysłowej w Paryżu; niektóre działają do dziś, jak choćby ten na kościele kolegiackim w Szamotułach, wygrywający na dzwonach pieśń maryjną "Witaj Święta"). W muzeum, które powstało w 1989 r. za sprawą miejscowych rzemieślników, obejrzymy warsztaty piekarzy, szewców, krawców i modniarzy, czyli kapeluszników. Wielkie wrażenie robi zrekonstruowany salon fryzjerski z początku XX w. (działał do początku lat 90.). W nim kryształowe belgijskie lustra, dębowe boazerie i fotele oraz przybory toaletowe przypominające narzędzia tortur: stalowe brzytwy, żelazka spirytusowe do podkręcania wąsów i groźne metalowe urządzenia do zapiekania damskich loków.
W Krośnie szczególnie rozwijało się tkactwo, zwłaszcza lniane. Pod koniec XIX w. tutejsze płótna dostarczano nawet na dwór cesarski w Wiedniu. Tradycje te kontynuował do niedawna Krosnolen, jeden z największych producentów w Polsce. Nie przetrwał jednak zmian ustrojowych i w latach 90. został zamknięty. Po tkackiej świetności pozostały jedynie wspomnienia, zabytkowe warsztaty w muzeum oraz... Międzynarodowe Biennale Artystycznej Tkaniny Lnianej "Z krosna do Krosna". Organizowane od 2000 r. przez Galerię Sztuki BWA, w tym roku po raz piąty, przyciąga artystów nawet z odległej Japonii, Kanady i USA. Ich prace - choć lniane - coraz częściej przypominają rzeźby. Na przełomie sierpnia i września pokazywane były w Krośnie, by później wyruszyć w podróż po Polsce, Słowacji i Węgrzech.
Przemiany przetrwała natomiast Huta Szkła "Krosno". Wybudowana w 1923 r. na obrzeżach miasta, nadal jest największa w kraju. Warto ją odwiedzić, by poznać tajniki szklanej produkcji (podobnie można zwiedzać prywatną hutę Deco-Glass, działającą od 1993 r. przy ul. Lotników 4a). Techniki ręcznego formowania szkła nie zmieniły się od wieków. Wydmuchiwane przez dwumetrowy metalowy piszczel rozpalone do czerwoności szklane bańki na naszych oczach zamieniają się w przezroczyste, delikatne naczynia. Podziw budzi szybkość i żonglerska sprawność hutników pracujących w ekstremalnych temperaturach (latem do 60 st. C!). W firmowym sklepie zatrzęsienie szklanek, kieliszków, karafek, dzbanków i mis - ponad 2 tys. wzorów. A ceny niższe nawet o 40 proc.
***
Po muzeach czas na kościoły, które - w przeciwieństwie do tych pierwszych - otwarte są również wieczorem. W najstarszym, gotyckim kościele Franciszkanów drewniane wyposażenie spłonęło w wielkim pożarze 1872 r. Przetrwały jedynie kamienne elementy i dlatego nadal szczyci się on włoskimi rzeźbami słynnego Jana Marii Padovano (pracował na zlecenie Zygmunta Starego m.in. w Kaplicy Zygmuntowskiej i katedrze na Wawelu). Renesansowy rycerz w zbroi wykuty w czerwonym marmurze to zmarły w 1560 r. Jan Kamieniecki, wojewoda podolski. Postać tuż obok, dzieło Reitina de Lugano z 1611 r., również z czerwonego marmuru, to Jadwiga z Włodków Firlejowa.
Włoskiej roboty jest także barokowa kaplica rodu Oświęcimów ozdobiona bogatą dekoracją stiukową Giovanniego Battisty Falconiego, najlepszego sztukatora pracującego w ówczesnej Rzeczpospolitej. Słynie ona jako miejsce spoczynku zakochanego w sobie przyrodniego rodzeństwa Anny i Stanisława Oświęcimów. Intensywność tego uczucia porównywano do historii Helojzy i Abelarda. Według legendy Stanisław, zakochany bez pamięci w siostrze, wyruszył do Rzymu, błagać o dyspensę. Papież wzruszony jego opowieścią udzielił zgody na ślub. Gdy do Anny dotarła radosna wieść, zmarła z nagłego wzruszenia. Pogrążony w rozpaczy Stanisław ufundował kaplicę, w której pochował siostrę, a niebawem i sam w niej spoczął. By obejrzeć drewniane trumny z doczesnymi szczątkami pary, trzeba podnieść pokrywę w posadzce i po dziewięciu wąskich stopniach zejść do krypty z zakratowanymi okienkami. Uwiecznili ją na rysunkach Matejko i Grottger, a Mieczysław Karłowicz skomponował poemat symfoniczny "Stanisław i Anna Oświęcimowie".
Krośnieńska fara z czerwonej cegły to jedno z najbogatszych i najlepiej zachowanych wnętrz sakralnych Małopolski. Miłośników sztuki dawnej czeka tu prawdziwa uczta: gotycka Piękna Madonna, czaszki i piszczele na epitafiach z czarnego marmuru, XVI-wieczne polichromowane stalle. Manierystyczny ołtarz główny tonie w złocie, a w nim Adoracja Trójcy Świętej i Matki Boskiej - obraz przypisywany Tomaszowi Dolabelli (1570-1650). To kolejny wielki Włoch w Krośnie, zresztą ożeniony z krośnianką, podobnie jak Robert Portius. Nazwisko tego ostatniego przewodnik powtarza co chwila - Szkot ufundował tu chrzcielnicę, ambonę i cykl olbrzymich płócien w nawie głównej (wrażenie robi zwłaszcza owinięta wężami Nierządnica Babilońska ujeżdżająca siedmiogłowego smoka). Wyłożył też pieniądze na przebudowę ostrołukowego sklepienia na kolebkowe z lunetami, co przeobraziło gotyckie wnętrze we wczesnobarokowe. Razem z żoną Anną spoczywa w przylegającej do fary kaplicy św.św. Piotra i Pawła. Kaplicę i połączoną z nią kruchtę wieńczą dwie bogato dekorowane stiukami kopuły, dzieło sprowadzonego z Mediolanu Vinzenza Petroniego. Po bokach rzeźbionego ołtarza z przedstawieniem św. Piotra otrzymującego klucze do Królestwa Niebieskiego wiszą portrety Roberta i Anny.
1
2
następne »
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl














