Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Trolle w fiordach

  • Pin It
Alicja Dąbrowska
29.09.2008 , aktualizacja: 30.09.2008 17:12
A A A Drukuj
Hanzeatyckie Bryggen nad Zatoką Vågen Fot. Katarzyna Cegłowska Hanzeatyckie Bryggen nad Zatoką Vågen
Stare miasto o młodzieńczym wyglądzie, ze stopami zanurzonymi w morzu, głową w chmurach i sercem na właściwym miejscu...
Naeroyfjord, jeden z najpiękniejszych fiordów Norwegii
Fot. Katarzyna Cegłowska
Naeroyfjord, jeden z najpiękniejszych fiordów Norwegii
Typowa uliczka drewnianych domków
Fot. Katarzyna Cegłowska
Typowa uliczka drewnianych domków
Pokryty murawą dach sali koncertowej na Wzgórzu Trolli
Fot. Katarzyna Cegłowska
Pokryty murawą dach sali koncertowej na Wzgórzu Trolli
Buecorp ćwiczy na dziedzińcu Muzeum Trądu
Fot. Katarzyna Cegłowska
Buecorp ćwiczy na dziedzińcu Muzeum Trądu
Ambona w kościele Marii
Fot. Katarzyna Cegłowska
Ambona w kościele Marii
Stoisko na rybnym targu
Fot. Katarzyna Cegłowska
Stoisko na rybnym targu
Tak reklamuje się Bergen. Królestwo sztokfisza, brama fiordów, faktoria Hanzy, ojczyzna Griega i drugie po Oslo miasto Norwegii, dawna stolica i miejsce koronacji królów, do XVII w. największe w całej Skandynawii, europejska stolica kultury 2000. Niemal w całości ujrzymy je ze wzgórza Floyen. Można się tam wspiąć po stromych schodkach i ścieżkach, ale nas wiezie funicular - wagonik na szynach, który zaczął kursować w 1918 r., jedyny taki w kraju.

Na czubku Floyen (320 m n.p.m.) popularna restauracja, taras widokowy i murek ozdobiony nutkami z hymnem miasta. W krzakach czają się kamienne trolle ze sterczącymi uszami i nochalami. Jak na dłoni widać stąd 240-tysięczne Bergen na poszarpanym brzegu zatoki Vagen, z gęsto zabudowanymi jęzorami półwyspów, wspinające się na siedem wzgórz. Niewysokie domy dosłownie przyklejają się do wąskich skalnych półek. Zresztą skały są w mieście wszechobecne, bywa, że zamykają wyloty ulic.

Okolica bardzo zielona, choć jesteśmy na podobnej szerokości geograficznej co Alaska. Dzięki ciepłemu Golfsztromowi morze nigdy tu nie zamarza, temperatury rzadko bywają ujemne, za to pada tak często (ok. 2250 mm rocznie), że miasto zyskało przydomek jednego z najbardziej mokrych w Norwegii. Przysłowie mówi, że wszyscy noszą tu parasole...

Bergen reklamuje się także jako "metropolia o wdzięku małego miasteczka". Bo choć ma wiele imponujących gmachów i instytucji publicznych, a tutejszy port jest największy w Norwegii, to - mimo pożarów - zachowało jeden z największych w Europie zespołów drewnianej architektury. Spacerując po brukowanych uliczkach, wśród domków w pastelowych barwach, z ukwieconymi podwórkami, czujemy się swojsko, jak w miasteczku właśnie. Ludzi mało, wielkomiejskiego zgiełku nie słychać, a hałasują jedynie... gromady chłopców uderzających w werble.

***

Z Floyen zjeżdżamy niemal wprost do dawnego Bryggen, które w 1979 r. trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Popołudniowe słońce złociście oświetla drewniane kamieniczki o ostrych dachach. Jedno- i dwupiętrowe, zwrócone frontem do portu, patrzą na wodę. Czerwone, żółte, ceglaste i białe ciągną się daleko w głąb, wzdłuż uliczek ułożonych z bali i desek, szerokich na metr, dwa. Wszędzie krzywe ściany, koślawe schodki, pozostałości kantorków i żurawi. Budynki stawiano na sztucznym lądzie, bowiem już w XI w. poszerzono nabrzeże o kilkadziesiąt metrów; grunt był niestabilny, stąd owe krzywizny. Pełno tu sklepów z dość drogimi, ale pięknymi pamiątkami. Królują renifery, trolle i swetry w norweskie wzory. Ale przede wszystkim filcowe kapcie, czapki, torby i wdzianka. Przez okrągły rok jest otwarty Julehuset - sklep z ozdobami bożonarodzeniowymi.

Od 1360 r. przez cztery wieki działało tu założone przez Niemców jedno z czterech - oprócz Londynu, Brugii i Nowogrodu - przedstawicielstw Hanzy w Europie. Było to niemal państwo w państwie, zamieszkane przez samych mężczyzn, rządzące się własnymi prawami. Eksportowano głównie ryby i rybi olej, a sprowadzano zboże, mąkę, słód, ubrania i narzędzia. W szczycie potęgi Hanzy pracowało w Bryggen 2 tys. Niemców. Sami kawalerowie - mogli zakładać rodziny, wróciwszy do ojczyzny po zakończeniu kilkuletniego kontraktu.

Na domach nie było numerów, lecz nazwy uliczek, wzdłuż których się ciągnęły. Każda ulica miała od 7 do 15 żurawi i wspólne pomieszczenie z piecem, gdzie gotowano, jedzono, spędzano wolny czas. Na końcu stała kamienna, przysadzista budowla w typie spichlerza (kilka się zachowało) - tam przechowywano najcenniejsze dobra i towary, by uchronić je przed pożarem.

Co jakiś bowiem czas miasto płonęło doszczętnie. Zabudowa była tak gęsta, a ludzi tak dużo, że nie pomagały surowe przepisy zakazujące m.in. ogrzewania i oświetlania domostw. Za każdym razem odbudowywano Bryggen na nowo (drewna było w bród) w tym samym stylu - ciasno i wzdłuż. Pozostałości tych oryginalnych konstrukcji sprzed wieków można zobaczyć w przeszklonym Muzeum Bryggen, które gromadzi też znaleziska archeologiczne. Do dziś zachowała się czwarta część drewnianego miasta z XVIII-XIX w. - w 1702 r. niemal całe strawił największy w historii pożar.

***

By pojąć, czym było Bryggen, trzeba odwiedzić arcyciekawe Muzeum Hanzeatyckie w domu z 1704 r. Powstało w 1872 r. i należy do najstarszych w Norwegii. Za 50 koron (tyle kosztuje bilet) fundujemy sobie podróż w czasie: krzywe podłogi i sufity, pachnie rybami i smołą, a naszym cicerone jest długowłosy Jorge o wyglądzie wikinga. - Partery w Bryggen zajmowały składy towarów, głównie ryb i tranu - wyjaśnia. U sufitu wiszą więc sztokfisze, czyli ususzone na kość dorsze, które dostarczali tu rybacy z północy, nawet z Lofotów (Norwegia to wciąż światowy gigant w produkcji i eksporcie tego przysmaku, zwłaszcza do krajów śródziemnomorskich, znanego tam jako bacalao). Pod ścianami beczki i prasy do ubijania w nich ryb, obok zaś narzędzia do ich znakowania.

Na pierwszym piętrze "wzorcownia" towarów, sypialnia szefa i jadalnia, gdzie spożywano wyłącznie zimne posiłki (pożary!). Na drugim - sypialnie czeladników i pomocników. Można by je nawet uznać za... praprzodków hoteli kapsułowych. Całą ścianę zajmują piętrowe łóżka podobne do małych szafek (spano po dwóch, żeby było cieplej). Na wewnętrznej stronie drzwiczek, na które je zamykano, dostrzegam nawet pin-up-girl sprzed wieków - malowany portret wydekoltowanej kobiety. Wyposażenie skromne: stojak z miską i dzbankiem na wodę, wieszak na ręczniki, szafeczka. O wiele większe i bardziej wystawnie urządzone są mieszkania "menedżerów". Przylegały do nich mikroskopijne kantorki, w których mieściło się tylko biurko, krzesło i księgi rachunkowe. Jak zapewnia Jorge, niemal wszystkie wnętrza pokrywały malowidła - w wielu miejscach zachowały się roślinne sploty i geometryczne ornamenty podobne do tapet.

Do Muzeum Hanzeatyckiego należy również zrekonstruowany dom (kilkaset metrów dalej), który służył mieszkańcom jednej ulicy za jadalnię i miejsce zgromadzeń. W środku długie stoły i ławy, a w piwnicy - kuchnia z wielkim kominkiem, miedzianymi kotłami i czerpakami. W ogrzewanych (ale tylko od końca października do połowy kwietnia) pomieszczeniach odbywały się też narady, sesje sądu, ceremonie pogrzebowe i stypy. Tu również przyjmowano gości, a czeladnicy uczyli się pisać i rachować.

Hanzeaci uczęszczali do kościoła Marii tuż obok. Kamienna świątynia powstała w latach 1130-70. To najstarsza budowla w Bergen, a zarazem najwspanialszy romański kościół w Norwegii. Wnętrze kryje średniowieczny poliptyk z Matką Boską i Dzieciątkiem w otoczeniu świętych. Malowidła skrzą się złotem, żywą czerwienią i błękitem. Najwspanialsza jest jednak rzeźbiona w drewnie ambona. Tworzą ją dwie półkule podtrzymywane przez białe aniołki, spowite girlandami kolorowych kwiatów i owoców. Na tej górnej widać też znaki zodiaku i liście akantu. Ambonę ufundowali kupcy, uchodzi za najświetniejszy przykład sztuki barokowej w kraju.

O wiele skromniej prezentuje się katedra św. Olafa, do której w dodatku niełatwo się dostać - bardzo często jest zamknięta (mnie udało się wejść dopiero za trzecim razem). Powstała w XII/XIII w. i była wielokrotnie przebudowywana; podczas renowacji w XIX w. przywrócono jej średniowieczny charakter. W tej kamiennej świątyni niemal pozbawionej ozdób ciekawy jest sufit, który przypomina dno statku. W przedsionku zaskakują nowoczesne fotele i dwa szklane stoliki - atmosfera niemal klubowa, gdyby nie nagrobki i epitafia na ścianach...

***

W 1349 r. Bergen zdziesiątkowała dżuma, to portowe miasto ze swej natury nieustannie było narażone na epidemie. W miejscu średniowiecznego szpitala św. Jerzego dla trędowatych powstało Muzeum Trądu (dwa kroki od katedry). Czworobok drewnianych parterowych budyneczków z XVIII w. okala dziedziniec wykładany brukiem i wielkimi kamiennymi płytami, na środku rozłożyste drzewo. Niestety, poza sezonem nie da się wejść do środka, a ten trwa bardzo krótko - od połowy maja do 1 września.

Zaglądamy przez okna - na ścianach ryciny przedstawiające ofiary trądu. Jego prątki odkrył w 1873 r. dr Armauer Hansen, działający w Bergen lekarz i naukowiec. Wraz ze szkolną wycieczką wchodzimy do barokowego kościoła, który przynależy do kompleksu. Cały w surowym drewnie, na ścianach reszki malunków, w ołtarzu obraz olejny z Jezusem uzdrawiającym trędowatych, a ławki są zmyślnie "zamykane" na drzwiczki.

Z zamyślenia wyrywa nas głośne bum, bum, bum - to na dziedzińcu zaczyna swoje ćwiczenia buekorp. Takie młodzieżowe "orkiestry" złożone wyłącznie z werbli spotkamy dziś już tylko w Bergen. Na przedzie poczet sztandarowy, za nim mali i duzi dobosze w ciemnych garniturkach z biało-czerwonymi lampasami i beretach z pomponem, z atrapami kusz i prawdziwymi bębenkami. Wylegają na miasto w weekendy i paradują ulicami, zatrzymując się na dłużej pod pomnikiem chłopca z kuszą przy kościele Marii upamiętniającym członków buekorps poległych w czasie II wojny światowej.

Niemal każda dzielnica w centrum ma swoją orkiestrę. Ich historia sięga połowy XIX w., kiedy to organizowano grupy ćwiczące musztrę na wzór militarnych oddziałów. Jak twierdzi nasza przewodniczka Ewa Onstad (Polka, od dziesięciu lat w Norwegii), był to sposób, by zająć młodzieży wolny czas i nauczyć ją dyscypliny.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta