Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Z wędką w Norwegii. Wyspa Otroya

  • Pin It
Tomasz Bierzyński
29.09.2008 , aktualizacja: 30.09.2008 16:58
A A A Drukuj
Prom w drodze do Molde Fot. Tomasz Bierzyński Prom w drodze do Molde
Jeśli poczujesz waleczną rybę na kiju, a wiatr atlantycki osmaga ci twarz - jesteś wędkarzem szczęśliwym!
Powrót z połowu
Fot. Tomasz Bierzyński
Powrót z połowu
Dorsze i czarniaki
Fot. Tomasz Bierzyński
Dorsze i czarniaki
ZOBACZ TAKŻE
Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Skandynawię, nie sądziłem, że będzie to związek na wiele lat. Na początek wybrałem Kopenhagę. Popłynąłem sam, z plecakiem i aparatem, bez wędki, z nadzieją na posmakowanie lepszego świata. Później było już łatwiej, kolejny rok - kolejny port. Wreszcie namówiłem kolegów na wyprawę wędkarską i przybiliśmy do kei w Eckerö na Wyspach Alandzkich, autonomicznej prowincji Finlandii. A tej wiosny kolejny już raz byliśmy w Norwegii.

***

Wędkarstwo w Norwegii to nie zasiadka z bambusem na karasie w stawie. To ciężka praca w zespole, namierzanie echosondą dobrego łowiska, wnikliwa obserwacja akwenu, właściwe ustawienie łodzi w stosunku do dryfu, praca przynęty, branie, hol ryby z dużej głębokości i wiele, wiele więcej.

Przy wyborze locum jak zwykle stawiamy na firmę Novasol. Jej oferta w internecie bardzo precyzyjnie charakteryzuje położenie i wyposażenie domku, podaje wielkość łodzi i wszelkie przydatne informacje. Poza tym, wykupując domek w jednym z Morskich Biur Podróży Polferries, otrzymamy 30 proc. rabatu na bilet promowy. Zdecydowaliśmy się na wyspę Otroya, 550 km na północ od Oslo, pomiędzy Molde a Alesund (łódź i domek - ok. 2100 zł za tydzień, do podziału na pięć osób).

***

Po nocnym rejsie promem M/F "Wawel" przez Bałtyk zjeżdżamy z trapu w Ystad i pokonujemy 650 km do Oslo - to pierwszy etap podróży. Lokujemy się w hotelu i ruszamy na spacer do portu, w pobliże ratusza, w którym wielu uhonorowanych odbierało Nagrody Nobla. W piątkowy wieczór mieszkańcy norweskiej stolicy i turyści wypełniają urocze portowe kafejki. Piwo prawie 100 koron! Dla nas drogo (40 zł), ale... może po jednym?

Sobotni poranek, Oslo zaspane, czas w drogę! Na Otroyę jeszcze 550 km, przez Lillehammer, Dombas, Andalsnes. My jednak, spragnieni widoku pięknych gór, kontrastu śniegu na szczytach z zielenią dolin, odbijamy z E6 w kierunku fiordu Geiranger. Okręg More og Romsdal, to kapitalny temat dla fotografa. Ośnieżony płaskowyż ze stadkiem reniferów, wysokogórskie jeziora, groźne granitowe szczyty i malownicze wioski w dolinach, jęzory seledynowej wody w fiordach, wcinających się głęboko w ląd. Park Narodowy Jostedalsbreen i Hellesylt nad fiordem Geiranger, wpisanym w 2005 r. na listę UNESCO - tego nie można przegapić!

***

Prom pasażersko-samochodowy M/F "Dryna" należy do znanej firmy żeglugowej Fjord 1. Powoli wjeżdżamy na jego pokład. Aut niewiele, załadunek odbywa się bardzo sprawnie (w soboty na linii Brattvag - Dryna przewoźnik ma znacznie mniej kursów). W Brattvag czekamy prawie dwie godziny. Przy nabrzeżu spotykamy wędkujących Polaków, którzy w filii stoczni Aker Yards budują statki do obsługi platform wiertniczych.

Płyniemy. Wybrzeże zostaje za rufą, a przed nami 20 minut rejsu na wyspę Otroya (podróż w jedną stronę, dla kierowcy z busem i czterech pasażerów 179 koron). Na promie, w niewielkiej części pasażerskiej, sympatycznie i czysto, wygodne siedzenia, automat z napojami, dobra kawa, kanapki, słodycze, prasa i reklamy firmy w TV. Można też wspiąć się wyżej i podpatrzyć, co robi kapitan, wraz z dwuosobową załogą.

Kilka mil przed dziobem wynurza się z głębin wyspa Otroya. Gmina Midsund (2 tys. mieszkańców na 100 km kw.) to zamieszkane wyspy: Otroya, Midoya, Dryna i Tautra. Trzy z nich, poza Tautrą, łączą mosty, a Drynę i Otroyę z lądem regularne promy. Na Tautrę, leżącą na szlaku Alesund - Molde, Norwegowie pływają własnymi jachtami żaglowymi lub eleganckimi łodziami motorowymi (prawie wszyscy je mają). Nam do wędkowania pozostaje tylko wynająć silnik.

Witamy właściciela domku wakacyjnego i wręczamy najlepsze polskie piwa, a Per Opstad dziękuje i zadowolony stwierdza po angielsku, że to najlepsze piwo na świecie! Z rybackiej chatki przynosi pięciokilogramowego łososia i ofiarowuje go nam, niczym bukiet goździków, ogonem do góry.

Wiemy już, jak obsługiwać łódź, gdzie zamrażarka, jakie paliwo do motoru i ile metrów od łososiowych sadzy wolno wędkować. Poza tym wolno wszystko, tylko z rozsądkiem i w zgodzie z naturą! Dziś jeszcze kolacja (tatar z łososia) i śpiew przy gitarze, a jutro zaczynamy połowy.

***

Moldefjorden w południowej części wyspy osiąga 250 m głębokości. Jak na fiordy norweskie, nie jest to toń ekstremalna, są głębiny znacznie przekraczające 1000 m! W praktyce i w miarę komfortowo wędkujemy na głębokości nieprzekraczającej 120 m. Wędzisko i kołowrotek muszą być solidne, wystarczający zapas żyłki lub plecionki na szpuli i sporo różnych pilkerów, czyli 100- , 200-gramowych sztucznych przynęt uzbrojonych w kotwice. Wszystkie agrafki i kółka łącznikowe muszą być wykonane ze stali nierdzewnej, ponieważ woda jest silnie zasolona. Na kołowrotku co najmniej 250 m żyłki 0,4 mm i różnorakie przywieszki imitujące wszelkie morskie stworzenia i skutecznie wabiące drapieżniki. Opuszczamy przynęty na dno i energicznie podrywamy pilkery. Drapieżniki zazwyczaj kryją się w strefie dennej i w zależności od gatunku polują na różne sposoby. Chociażby molwy - wspaniałe, silne ryby z rodziny dorszowatych (z wyglądu nie przypominają dorsza) czyhają na zdobycz tuż nad dnem. Biorą energicznie i są wyjątkowo waleczne podczas holu. Jeśli już znajdą się usmażone na patelni - palce lizać!

Kolejnym wszędobylskim drapieżnikiem, który dla odmiany poluje w stadzie, jest czarniak, również rodziny z dorszowatych. Można go złowić w toni wodnej, właściwie na całej głębokości łowiska. W dwóch turach, jednego dnia wyłowiliśmy ponad 60 czarniaków o wadze 2-4 kg. Tuż pod nimi często żerują dorsze - warto wtedy opuścić przynęty kilkanaście metrów niżej (120-centymetrowy dorsz powinien ważyć ok. 15 kg). Bardzo pomocna jest echosonda. Określamy wtedy precyzyjnie głębokość, widzimy też ławice ryb na wykresie ekranu. W głębinach wiele się dzieje i wiele drapieżników może się skusić na przynętę. Mamy szansę na halibuta, brosmę, karmazyna, rekina kolenia, plamiaka, czy gładzicę. Jeśli używamy przynęt delikatnych, możemy poszukać makreli - na jednym zestawie wyjmujemy często sześć ryb. Czasami trafiają się stwory mniej znane, np. lira czy kurek szary.

***

W Alesund koniecznie trzeba odwiedzić oceanarium z morską wodą - Alesund Aquarium. Możemy tam podziwiać wiele imponujących gatunków ryb atlantyckich, choćby groźnie szczerzące kły zębacze pasiaste. Są ścieżki rowerowe, świetne, bezpieczne drogi, góry i wielka woda. Są też trolle! Na wyspie mieszkają gościnni ludzie, łowią ryby, hodują w basenach łososie, żyją jakby wolniej, bez stresu i w dostatku. Są otwarci na turystów i na pewno pozwolą zabrać ze sobą choć cząstkę natury, kilka ryb i trochę wspomnień. Choćby trolla (ze sklepu), muszlę i mały, szczęśliwy kamyk znaleziony podczas odpływu na wyspie Otroya.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta